Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Porady użytkownika gekon2010

Liechtenstein i inne atrakcje - część 22 bloga z Tyrolu

 

22 i 23 września 2010 roku

 

Pobyt w Austrii powoli zbliża się do końca. Tyle jeszcze do zobaczenia i opisania. Mamy nadzieję, że chociaż ten blog będzie dla Was czymś w rodzaju subiektywnego przewodnika po części tego pięknego kraju.

 

Co można robić rano w Tyrolu. Podstawowym zadaniem turysty jest spojrzenie w niebo i sprawdzenie czy ten dzień będzie przebiegał w promieniach słońca, czy też na szlaku niechybnie czeka go deszcz. My dla siebie mamy dobrą wiadomość. Od rana nad  „naszą” górą świeci słońce.

 

I ten sam (od trzech dni) rytuał. Szybki prysznic, śniadanie, do samochodu i … w drogę. Z doliny Oetz wyjeżdżamy przez 25 minut. Potem drogą 171 do Imst i dalej autostradą do Feldkirch. Znaczy, takie było założenie. Przed wjazdem  do płatnego tunelu pod przełęczą Arlberg (1318 m n.p.m.) okazało się, że kierowca jednej z ciężarówek tak go skutecznie zablokował, iż trzeba czekać aż go z tego tunelu (razem z ciężarówką) wywiozą. Na wyświetlaczach pojawia się informacja, że przez 30 minut mamy spokój od jazdy. Towarzystwo w kolejce międzynarodowe. Są Szwajcarzy, bardzo miły Węgier, my, dwie Niemki, i oczywiście Austriacy. Węgier odradza nam jazdę naokoło. Twierdzi, że droga jest o wiele dłuższa. Śmiejemy się, że jak Węgier, to nasz brat, co on całkiem poważnie potwierdza. Czekamy cierpliwie, bo cóż innego można robić. Przecież nie pójdę do tunelu i nie zrobię krzywdy temu nieszczęsnemu kierowcy ciężarówki. Spotkało go nieszczęście i tyle. Oby nas nie spotkało, dlatego, zgodnie ze starym powiedzeniem, że tak dobro jak i zło wracają do człowieka – życzymy nieszczęśnikowi jak najlepiej.

 

Ciężarówka wyjeżdża! Są zielone światła! Płacimy 8,50 euro i wreszcie przez ponad 15 kilometrów jedziemy w tunelu. Tutaj jeden ze znaków informuje nas, że wjechaliśmy do kolejnego kraju (landu), czyli Vorarlbergu. Mijamy kolejne miasta i wreszcie (chyba z godzinnym opóźnieniem) wjeżdżamy do Feldkirch. Szybko znajdujemy hostel. Meldujemy się, idziemy na przystanek autobusowy przed dworem kolejowym, wsiadamy do autobusu numer nomen omen 13 i jedziemy Proszę Państwa do … Liechtensteinu, a firma, która nas tam zawiezie to nic innego jak Liechtenstein Bus. Za bilety dla dwóch osób w jedną stronę płacimy 4,60 euro.  

 

Z Feldkirch bezpośrednio do Vaduz dojedziemy autobusami linii: 11 i 14. Jeździ stamtąd również autobus linii 13, ale w Schaan Bahnhof, żeby dojechać do Vaduz trzeba przesiąść się do 12.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Tak oznaczone są autobusy Liechtenstein Bus, fot. autor

 

W Vaduz wysiadamy na przystanku Städle, albo Post. Doradzam podróżowanie po Księstwie autobusami. Są punktualne, dojeżdżają do każdego miejsca i skomunikowane są  z innymi liniami. Trzeba pamiętać, że po godzinie 20.00 do autobusu można wsiadać tylko przednimi drzwiami no i o tym, by tak, jak w Austrii naciskać przycisk STOP przed przystankiem, na których chce się wysiąść, bo można "daleko zajechać", tylko niekoniecznie tam gdzie się chce.

 

Liechtenstein (powiększenie)

A tak oznaczone są przystanki autobusowe, fot. autor

 

Szukanie parkingów zabierze nam czas, który możemy przeznaczyć na zwiedzanie. Płatny parking w Vaduz znajduje się obok Katedry. Pierwsza godzina – gratis. Za dwie godziny zapłacisz 1 franka. Bezpłatny, duży parking, przeznaczony dla samochodów osobowych i autobusów znaleźliśmy w Malbun, najwyżej położonej miejscowości w Liechtensteinie. My samochód zostawiliśmy pod hostelem i bardzo byliśmy zadowoleni z takiego rozwiązania.    

 

W Księstwie trwa akcja zdrowotna. Dzisiaj ostatni dzień. Do autobusu wsiada miła pani i prowadzi ćwiczenia z akupresury. Pasażerowie (my także) zapamiętale ćwiczą. Na ich twarzach pojawia się uśmiech. Ponadto woluntariusze (są nimi pracownicy tutejszych firm) prowadzą ćwiczenia wzmacniające stopy, mięśnie brzucha itd., itd. Świetny pomysł. Jadąc autobusem człowiek nie patrzy się bezmyślnie w okno, tylko robi coś dla swojego ciała i ducha.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Autobusy w Liechtensteinie są nowoczesne. wygodne, klimatyzowane i ... punktualne, fot. autor

 

Ponieważ jechaliśmy 13, przesiadamy się w 12 i nią dojeżdżamy do Vaduz. Nad liczącą około 5000 stałych mieszkańców stolicą góruje Zamek Księcia. Można do niego dojść, ale wejść nie wejdziecie. No chyba, że sam władca zaprosi do środka. Zamek w posiadaniu rodziny książęcej znajduje się od 1712 roku. Jej rezydencją stał się dopiero w 1938 roku. Książę Hans Adam II jest znanym koneserem sztuki. Jego zbiory należą do największych prywatnych kolekcji na świecie i obejmują prace wielu europejskich artystów z czterech wieków. W 2004 roku Książę przekazał część władzy najstarszemu synowi Aloisowi, którego żoną jest Zofia – w linii prostej potomkini bawarskiego króla.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Vaduz, Zamek, fot. autor

 

Ulicą Städle (dzisiaj deptak) dochodzimy pod numer 37, gdzie mieści się biuro informacji turystycznej. Materiały na półkach między innymi  w języku niemieckim, angielskim i … rosyjskim. O naszej pięknej mowie i piśmie radzę zapomnieć. Na pewno dogadacie się posługując się niemieckim i angielskim.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Liechtenstein Center, fot. autor

 

Pytamy o miejscowe karty turystyczne. Nie będziemy w Liechtensteinie długo. Dlatego wybieramy karty dwudniowe po 25 franków (16 euro) każda. W cenie między innymi nieograniczone poruszanie się miejscową komunikacją (autobusy Liechtenstein Bus, którymi dojedziemy między innymi do Feldkirch w Austrii). Na dzień dobry Pani wbija nam pieczęcie Księstwa do paszportów (co dla osób nie posiadających kart kosztuje 3 franki od pieczątki). Każde z nas dostaje w prezencie  po otwieraczu do piwa (3 franki) i długopisie (2 franki). Nie płacimy – już mamy karty turystyczne – „Liechtenstein All Inclusive 2010”. Obok biura turystycznego mieści się Muzeum Poczty. No takiej kolekcji Zeppelinów to ja jeszcze na oczy nie widziałem. Wstęp – tylko 3 franki, ci co mają karty – nie płacą. Podziwiamy nowy Landtag (siedzibę parlamentu).

 

Liechtenstein (powiększenie)

Vaduz, Landtag, fot. autor

 

Przechodzimy pod Katedrę. Kiedy jesteśmy przy niej widzimy jak na plac przed Landtagiem wjeżdża zaprzężona w 4 konie kareta. Za nią grzecznie jedzie samochodem człowiek, który zbiera, to co konie mogą zostawić na trotuarze.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Vaduz, katedra, fot. autor

 

Księstwo Liechtenstein tak się troszczy o turystów, że w ramach karty można  w jednym ze sklepów wybrać sobie pocztówkę, do której, za darmo, dokładany jest znaczek pocztowy. Oczywiście korzystamy także z tej oferty.

 

Spacerujemy po mieście. Wchodzimy do siedziby poczty w Vaduz. Zbliża się 17.00, w kolejce około 10 osób. Są szybko załatwiane przez trzy uśmiechnięte panie. Idziemy dalej. W pasażach handlowych natykamy się na rzeźby. Widać, że Księstwo dba o kulturalny rozwój poddanych.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Na takie rzeźby natkniemy się spacerując po Vaduz, fot. autor 

 

Na sam koniec wielka przyjemność, czyli wizyta w Piwnicach Książęcych.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Vaduz, Hofkellerei (piwnice księcia), fot. autor

 

Wita na Marco i wprowadza w świat win z Liechtensteinu, łącząc to z degustacją. Wino – pycha. Wreszcie dostajemy coś specjalnego – Grappę, która w Liechtensteinie nie nazywa się Grappa, tylko … Marc. W odróżnieniu od koleżanki  z Włoch jest dużo bardziej od niej łagodna. Wino do degustacji podawane jest w ilościach dla niej właściwych. Ci, którzy myślą, że degustacja, to jeden ze sposobów na bezpłatne imprezowanie mylą się i lepiej, żeby tutaj nie przychodzili. Wracając winnicą próbujemy gron. Jedna słodycz. Pinot Noir z tegorocznych zbiorów będzie wspaniałe. Dla osób, które nie posiadają karty turystycznej wstęp do piwnic kosztuje 8 franków. 

 

Liechtenstein (powiększenie)

Winnica w Vaduz, fot. autor

 

Jest około 19.00. Księstwo poczeka na nas do jutra. Wjeżdżamy do Austrii i idziemy na Stare Miasto w Feldkirch. Jest przeurocze. Widać, że wojna dawno tutaj nie gościła, a jeżeli, to były to jeszcze czasy, kiedy uważano, że budynki nic złego zdobywczej armii nie zrobiły i pozostawiano je w spokoju. W restauracji przed kościołem p.w. św. Jana jemy porządną kolację. Do  niej napoje i płacimy za wszystko 31,50 euro. Wydaje mi się, że jest taniej niż w Tyrolu. Pewności nabieramy przy stacji benzynowej. Paliwo jest tańsze o 4 - 5 eurocentów na litrze bezołowiowej 95.

 

Podziwiamy Kocią Wieżę, włóczymy się po uliczkach Starego Miasta i wracamy do hotelu. Warunki, jak to w hostelu (toaleta poza pokojem), ale nie przyjechaliśmy byczyć się tylko jak najwięcej zobaczyć. Samo miejsce naszego zakwaterowania mieści się w budynku, o którym pierwsze wzmianki pochodzą z 1362 roku.

 

Feldkirch (powiększenie)

Hostel, w którym spaliśmy, pierwsze wzmianki o nim pochodzą prawie sprzed 650 lat, fot. autor

 

Pisano wtedy o nim, że znajduje się w tym miejscu już dość długo. Obok hotelu kaplica św. Magdaleny. W dzisiejszym hostelu znajdowało się leprozorium, przebywali tu także chorzy na dżumę. W kaplicy odbywały się pogrzeby. W 1501 roku budynek przejęła fundacja św. Magdaleny. Pod koniec XVII wieku stał się noclegownią, gdzie biedni, chronicznie chorzy, bez pieniędzy mogli przebywać 2 - 3 doby. Przez dwa lata po pożarze w 1697 roku była tutaj szkoła podstawowa. Tak jedna jak i druga budowla zostały postawione w pewnej (wówczas) odległości od miasta. Hostel zbudowany jest w stylu szachulcowym. Uroczyste otwarcie budynku w formie hostelu miało miejsce w dniu 13 kwietnia 1985 roku. Kaplica zamknięta, ale spoglądając przez okno zauważyłem, że znajdują się w niej ołtarze, czyli chyba spełnia cały czas swoją rolę.

 

Feldkirch (powiększenie)

Feldkirch, z naszych okien widzieliśmy mur kaplicy św. Magdaleny, fot. autor

 

Za hostel (jeden nocleg i śniadanie dla dwóch osób) zapłaciliśmy 47 euro, co biorąc pod uwagę ceny hotelowe jest bardzo dobrą i konkurencyjną propozycją. W budynku czysto, w łazience można jeść z podłogi. Do Starego Miasta idzie się około 15 – 20 minut.

 

23 września rano pobudka, śniadanie, pakujemy rzeczy do samochodu i jedziemy do Księstwa. Wysiadamy przed pocztą w Vaduz i wsiadamy do autobusu linii 21. Jedziemy do Triesenberg. Tam podziwiamy z góry graniczną rzekę oddzielającą Księstwo od Szwajcarii. Co to za rzeka? Ren.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Ta rzeka w dole to Ren, po drugiej stronie - Szwajcaria, fot. autor

 

W tym miejscu jeszcze wąski i toczący leniwie swoje wody. Oglądamy miejscowy kościół i zwiedzamy cmentarz. Groby skromne, nie ma żadnej gigantomanii. Na każdym zdjęcie osoby, która odeszła. W ścianach nekropolii miejsce dla urn. Zaglądamy na chwilę do informacji turystycznej. Znajduje się tuż przy przystanku autobusowym.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Liechtenstein, kościół w Triesenberg, przy nim cmentarz, fot. autor

 

Po kilkudziesięciominutowym pobycie w Triesenberg jedziemy do Malbun autobusem linii 21. Malbun należy do najwyżej położonych miejsc w Księstwie (1602 m n.p.m.). Znajduje się w uroczej kotlinie. Jest ośrodkiem sportów zimowych. Ponieważ kolejka ma godzinną przerwę (12.15 – 13.15) idziemy coś wypić. Niegazowana woda mineralna i małe piwo – 7 euro. Potem robimy sobie mały spacer do skrzynki pocztowej. Musimy przecież wysłać kartki, które wczoraj dostaliśmy.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Skrzynka pocztowa w Księstwie Liechtenstein, fot. autor

 

Wreszcie koniec przerwy w pracy kolejki. Wjeżdżamy na 2000 metrów. Nie płacimy za bilety (14,20 franka). Mamy karty turystyczne.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Liechtenstein widziany ze szczytu nad Malbun, fot. autor

 

Widoki, przy tej pogodzie – wspaniałe. Zdjęcia w minimalnym stopniu oddają to co widzimy. Do Malbun nie zjeżdżamy kolejką, tylko robimy sobie spacer. I nie żałujemy. Na jednej z ławek siedzi niemiecka turystka, zaprasza nas, daje nam lornetkę i razem …obserwujemy biegające  świstaki. Niesamowite. Po raz pierwszy widzę te zwierzęta na wolności w naturalnych warunkach. Idziemy dalej, znowu, tym razem już naocznie obserwujemy cztery świstaki. Stają słupka, obserwują nas, bawią się. Super. Zwierzaki dokazują na polu, na którym rośnie pełno dziewięciosiłów. W takich sytuacjach człowiekowi tylko jedno przychodzi do głowy. Życie jest piękne. Po włosku brzmi to bardziej śpiewnie: La Vita e bella.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Pod nami Malbun, fot. autor

 

Jesteśmy z powrotem w Malbun. Idziemy na pokaz sokolnictwa. Gospodarz po kolei opisuje drapieżne ptaki, zaczynając od orła. Prosi człowieka z widowni. Stawia mu ptaka na ręku i zaczyna opowieść. Po około 5 minutach ręka zaczyna opadać. Młody człowiek musi podtrzymywać ją. No cóż taki orzeł jednak trochę waży. Wreszcie przychodzi wybawienie. Orzeł zostaje zabrany. Prezentowane są sokoły, kruk i … sowa. Mamy pełen przegląd. Za bilety wstępu kosztujące po 8 franków od osoby, nie płacimy, ponieważ ta atrakcja znajduje się w ofercie posiadanych przez nas kart turystycznych.

 

Malbun (powiększenie)

Orzeł jaki jest każdy widzi, fot. autor

 

Tak się zapatrzyliśmy na pokazy, że … uciekł nam autobus. Planowaliśmy jeszcze przejść pod Zamek, ale musieliśmy zrezygnować. Linią 21 zjeżdżamy do Vaduz. Wysiadamy przy poczcie. Dosłownie w tej samej chwili podjeżdżają autobusy do Feldkirch 11 i 14. Wskakujemy do 14 i po 30 minutach jesteśmy z powrotem w Austrii. Szybkim krokiem idziemy do hostelu. Wsiadamy do samochodu i w drogę. Jeszcze tylko tankowanie. Paliwo w Feldkirch kosztuje zdecydowanie taniej niż w Laengenfeld. Za litr benzyny bezołowiowej 95 płacimy 1,189 euro, podczas gdy w Tyrolu musielibyśmy wydać 1,248 euro. Jak łatwo wyliczyć oszczędzamy prawie 6 eurocentów na litrze.

 

Feldkirch jest dobrze oznakowanym miastem. Szybko wyjeżdżamy na autostradę i gnamy do domu. Oczywiście płacimy 8,50 euro za przejazd tunelem Arlberg. Zjeżdżamy w Imst. Stamtąd jedziemy do Oetztal. Droga doliną zajmuje nam dalsze 30 minut. Około 20.30 jesteśmy pod pensjonatem. 

 

Czas na krótkie podsumowanie. Trochę razi, że za stempel w paszporcie turysta musi zapłacić 3 franki. Według mnie akurat taka forma promocji kraju powinna być jak najbardziej za darmo. Ale to jedyny dysonans. Świetnie zorganizowana komunikacja. Mili ludzie. Ceny wyższe niż w Austrii. Dlatego odradzamy zakupy w Liechtensteinie. A nasze oszczędności? Niech policzę: stemple w paszportach – 6 franków, otwieracze do piwa – 6 franków, długopisy – 4 franki, pocztówki i znaczki – 4,40 franka, piwnice książęce – 16 franków, kolejka – 28,40 franka, pokazy sokolnictwa – 16 franków, bilety do Vaduz i z powrotem 21,60 franka. Razem: 102,40 franka. Za karty zapłaciliśmy razem 50 franków, czyli nasze oszczędności wyniosły 52,40 franka, czyli w przybliżeniu około 150 złotych. Zupełnie nieźle jak na dwa dni. Dodając 222 euro zaoszczędzone na kartach turystycznych w Austrii i licząc euro po 4 złote, co da nam 888 złotych, wyjdzie nam całkiem miła kwota czyli 1038 złotych. Dlatego radzimy, zanim gdzieś się wybierzecie, po pierwsze sprawdźcie czy w miejscu, w którym będziecie nie ma kart turystycznych i po drugie czy jej kupno się wam opłaci.

 

Zupełnie na koniec. Wprawdzie i Liechtenstein i Szwajcaria są w strefie Schengen, to uważajcie, ponieważ na granicach cały czas prowadzona jest kontrola celna. Celnicy mają prawo do kontroli każdego pojazdu, w praktyce robią to wyrywkowo. Oba kraje są poza Unią Europejską i obowiązują tutaj inne (niższe) normy towarów wywożonych z kraju bez cła niż w przypadku gdybyśmy jechali na przykład z Holandii. Nie będziecie mieli problemów z płaceniem. Akceptowane są franki szwajcarskie i euro. 

 

I jeszcze raz na sam koniec.

 

Liechtenstein (powiększenie)

Życie jest piękne, fot. Beatka

 

Liechtenstein? Czemu nie!

 

gekon2010

 

Dodano: 24.09.2010 18:15
Ostatnia aktualizacja: 17.11.2017
Miejsce: Liechtenstein » Vaduz »

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.24
USD
3.59
CHF
3.62
GBP
4.76
Średnie kursy, 18-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.