Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Tyrol 2010 i inne atrakcje - część 2

 

2 września 2010 roku

 

Wstajemy wcześniej niż wczoraj. Podział dnia wyznaczają nam miejscowe atrakcje, które koniecznie chcemy zobaczyć. Po obfitym śniadaniu idziemy na dworzec kolejowy. Przechodząc w Innsbrucku na światłach przygotuj się na szybki marsz. Praktycznie już w połowie przejścia zaczyna się mruganie i zmiana światła na czerwone. Jak sobie tutaj radzą starsi ludzie – nie mam zielonego pojęcia, chociaż z drugiej strony kultura jazdy w Austrii jest duża. Dochodząc do przejścia dla pieszych, zanim pomyślisz, że miałbyś ochotę przejść na drugą stronę ulicy, kierowca jadący drogą już się przed tym przejściem zatrzymuje, żeby cię przepuścić. Pogoda super. Innsbruck jest miastem otoczonym górami. W jakimkolwiek kierunku by się nie spojrzało, może poza Bergisel, wszędzie widać postrzępione alpejskie szczyty. Na dworcu jesteśmy przed 9.00. O tej porze mamy autobus do Wattens, gdzie znajduje się Swarovski Kristallwelten.

 

Innsbruck (powiększenie)

Innsbruck rano. Z każdej strony góry, fot. autor

 

Swarovski … kto z nas nie słyszał tej nazwy. Wspaniała biżuteria, przepiękne przedmioty wysadzane kryształami. Mało kto wie, że Daniel Swarovski (1862 – 1956) – twórca imperium – pochodził  z północnych Czech, a do Tyrolu przeniósł się pod koniec XIX wieku. Podróż do Wattens zajmuje pół godziny. My jedziemy specjalnym autobusem, który dowozi tam turystów. Za przejazd nie płacimy. Mamy przecież karty turystyczne. Wysiadamy z autobusu i idziemy do Swarovski Kristallwelten. Bilety kosztują 9,50 euro za jedną osobę dorosłą. Dzieci do 12 lat – wstęp za darmo. Tak jak już było w wielu opisywanych przez nas przypadkach nie płacimy za bilety – jest to jedna z atrakcji, która jest wliczona w cenę Innsbruck Card. Przed wejściem do świata kryształów wita nas potężna zielona głowa z której ust płynie woda. Przedsmak tego co zobaczymy za chwilę.

 

Wattens (powiększenie)

Swarovski Kristallwelten, fot. autor

 

Kristallwelten to powstały w 1995 roku zbiór podziemnych komnat, w których znajdują się instalacje twórców z całego świata. Wszędzie przewodnią myślą jest kryształ i jego struktura. Zobaczyć można dzieła Salvadora Dali, Andy Warhola, czy też Johna Brekke. Znajdujemy się w sferze snu lub półsnu. Widzimy Centenar – największy oszlifowany kryształ świata. Wchodzimy do Kryształowej Katedry, uczymy się Kryształowej Kaligrafii, podziwiamy głos La Primadonna Assoluta (Jessye Norman wykonująca w Kryształowej Katedrze arię końcową z opery „Dydona i Eneasz”), wciągają nas Puzzle Posejdona, oglądamy (tak to nie pomyłka) muzykę, przechodzimy przez Kryształowy Las. Na półtorej godziny pochłonął nas kryształ i pokazał nam swoje całe piękno. Na końcu, ostatnim pomieszczeniem jest sklep. Ceny zróżnicowane od kilku do kilkudziesięciu tysięcy euro. Na każdym bilecie wstępu znajduje się informacja, że jeżeli okażesz go przy zakupie, otrzymasz 2 euro zniżki. Zastanawiamy się, czy kupując Iguanę za 23 500 euro także byśmy ją otrzymali!?

 

Swarovski Kristallwelten (powiększenie)

55 Million Crystals, instalacja Briana Eno, fot. autor

 

Tym samym autobusem wracamy do Innsbrucku. Wysiadamy przy Museumstrasse i kierujemy swoje kroki na starówkę. Wchodzimy do Hofkirche. Jest to kościół, w którym znajduje się jeden
z najpiękniejszych sarkofagów władców. Spoczywać miał tutaj Maksymilian I, człowiek, który odegrał niebagatelną rolę w dziejach cesarstwa austriackiego. Sarkofag otaczają postaci z brązu. Przedstawiają przodków i rodzinę Maksymiliana oraz europejskich władców. Cesarz pochowany został w Wiener Neustadt. W kościele pochowany jest miejscowy bohater walk w wojskami napoleońskimi i bawarskimi – Andreas Hofer.  Bilet do Hofkirche kosztuje 4 euro (dorosły) lub 2 euro (dziecko). Jeżeli masz Innsbruck Card – wchodzisz za darmo.

 

Innsbruck (powiększenie)

Hofkirche, sarkofag Maksymiliana I, fot. autor

 

 

Obok Hofkirche znajduje się Hofburg – pałac cesarski. Wzniesiony został za czasów Maksymiliana II. Przebudowany w czasie rządów Marii Teresy. Jest to trzeci, pod względem ważności pałac cesarski w Austrii. Ustępuje tylko siedzibom władców znajdujących się w Wiedniu. Zwiedzamy komnaty cesarskie (II pietro). Patrzymy jak kiedyś żyły koronowane głowy. W pewnej chwili włącza się instalacja alarmowa. To jakieś dziecko próbowało usiąść tam, gdzie kiedyś zajmowała miejsce cesarzowa Elżbieta, żona Franciszka Józefa II, zwana Sissi. Nie spojrzało jednak, że są czujniki ruchu. Tato załatwia sprawę krótko, dłoń ląduje na głowie chłopca. Nie obejrzymy dziedzińca. Trwają tam prace remontowe. Wejście do Hofburga – 8 euro od osoby. W cenie ponadto zwiedzanie barokowej piwnicy, podczas naszej wizyty była tam wystawa XIX. włoskich malarzy oraz wejście do Muzeum Alpejskiego (sale na I piętrze). Nie płacimy – od czego mamy miejskie karty turystyczne? Uwaga: wewnątrz nie wolno fotografować, obsługa prosi o to uprzejmie ale stanowczo.

 

Innsbruck (powiększenie)

Innsbruck, Hofburg, fot. autor

 

My przechodzimy na Maria Theresien Strasse. Po drodze kupujemy kanapki z szynką. Za dwie płacimy 4,80 euro, ale jaki smak. Tutejsza szynka przywraca człowiekowi wiarę w to, co naturalne bez ingerencji chemii. Nie ma, że z jednego kilograma mięsa zrobi się 2 kilo szynki. Dlatego również warto przyjechać do Tyrolu.

 

Innsbruck (powiększenie)

Innsbruck, Marie Theresien Strasse, fot. autor

 

Siadamy w jednej z knajpek na Maria Theriesen Strasse. Beatka pije wodę mineralną, ja piwo pszeniczne. Płacimy 6,90 euro. Potem noga za nogą przechodzimy do hotelu. Odbieramy bagaże i idziemy na dworzec kolejowy. Mamy około 300 – 400 metrów, nie ma sensu zamawiać taksówki.

 

Innsbruck (powiększenie)

Innsbruck, fiakier na Marie Theresien Strasse, fot. autor

 

Kasy biletowe, to szeroka lada, przy której siedzą ludzie znający język angielski, uśmiechnięci i służący radą. W razie potrzeby udzielą informacji o połączeniach, nie myśl jednak, że będziesz zmuszony do ich zapisywania. Otrzymasz, ot tak sobie wydruk komputerowy. Ci ludzie są po to, by ci pomóc. Tutaj w odróżnieniu od jednego kraju w Europie Środkowej nikt na nikogo się nie krzywi. Nie mówi łączonym niemiecko-rosyjsko-angielskim slangiem, że nikt nic nie rozumie. Nie siedzi w kasie,  gdzie porozumiewanie możliwe jest po wykonaniu kilku skomplikowanych akrobatycznych figur. Na polskim dworcu kolejowym najlepiej dostać ataku korzonków. Twoja pozycja będzie słuszna i oddawała uszanowanie dla władzy kasjera. A w Austrii po prostu jesteś traktowany jak klient, a nie jak zło konieczne. Odpowiadając na ewentualne zarzuty. Kasjerzy są w średnim wieku i swobodnie rozmawiają po angielsku. Nasze koleje, bądź firma, która płaci kasjerom (nie mam pojęcia kto to jest) powinny przed EURO 2010 wysłać swoich pracowników na kursy angielskiego. Jest jeszcze czas by uniknąć kompromitacji.

 

Innsbruck (powiększenie)

Innsbruck, dworzec kolejowy, fot. autor

 

Podróż do Oetztal zajmuje nam pięćdziesiąt minut. Potem przesiadamy się w autobus i jedziemy do Laengenfeld – celu podróży. Kierowca autobusu pyta, czy wiemy, gdzie wysiąść. W samym Laengenfeld powtarza swoje pytanie. Jest po prostu (znowu to po prostu) grzeczny. Wysiadamy – parę minut i jesteśmy w pensjonacie. Rozpakowanie bagaży i na kolację. Niestety knajpka, w której parę lat temu jedliśmy wspaniałą zupę serową jest zamknięta. Nie pozostaje nam nic innego jak iść gdzie indziej. Za posiłek (spaghetti carbonara, pizza, pół litra białego wina i dwa pszeniczne piwa) płacimy 33,50 euro. Mamy taki zwyczaj, że w pierwszym dniu pobytu idziemy coś zjeść w restauracji. Od jutra przechodzimy na swoje jedzenie. Nareszcie na miejscu. Przed nami ponad trzy tygodnie odwiedzania miejsc, o których na pewno napiszę. Około 23 padamy na łóżko i od razu mocno śpimy.

  

gekon2010

 Przejdź do części 3

Dodano: 03.09.2010 13:26
Ostatnia aktualizacja: 20.11.2018
Miejsce: Austria » Tyrol » Innsbruck

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.32
USD
3.78
CHF
3.79
GBP
4.87
Średnie kursy, 20-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.