Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2018
pn wt śr cz pt sb nd
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Korea Południowa, czyli czas na kimczi – część 5, o wyspach Jeju i Udo, urodzinach Buddy i poławiaczkach z listy UNESCO

 

Jeju, pisana również Czedżu, jest największą wyspą Korei Południowej i jednocześnie ...najmniejszą prowincją tego kraju. Żyje na niej około 600 000 mieszkańców. Dodatkowo przyjeżdżają niezliczone tłumy turystów, którzy jakoś tak się rozjeżdżają, że ich obecność nie jest aż tak widoczna. Nie dotyczy to oczywiście kilku miejsc, gdzie każdy odwiedzający Jeju obowiązkowo musi przyjechać.

 

Jeju13 (powiększenie)

Symbolem Jeju jest dol hareubang, fot. autor

 

Symbolem Jeju jest kamienny dziadek, czyli dol hareubang. Są to duże skalne posągi o wysokości do 3 metrów. Nazwa pochodzi od koreańskiego słowa kamień. Dziadek ma na sobie kapelusz, ręce trzyma na brzuchu, jedna z nich położona jest wyżej, a druga niżej. Stawiane są przed domami. Mają chronić w ten sposób przed demonami.

 

Jeju14 (powiększenie)

Most na wyspę Saesom. Seogwipo, fot. autor

 

Na lotnisku w mieście Jeju (jednym z dwóch głównych na wyspie) samoloty praktycznie lądują co chwilę. Prawie każdy z nich jest w 90 – 100 procentach wypełniony ludźmi tęskniącymi za ciepłym klimatem. Wyspa jest pochodzenia wulkanicznego, a w 2007 roku wpisano ją na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

 

Jeju14 (powiększenie)

Port w Seogwipo, fot. autor

 

Co do tego ostatniego kroku, to Jeju zdecydowanie na to zasłużyła. Zachwyca krajobrazami tak w głębi lądu jak i nad brzegiem morza. Mieszkańcy są gościnni i bardzo uczynni, szczególnie dla tych, którzy swoim wyglądem odróżniają się od zdecydowanej większości turystów. Wielbiciele mandarynek mieliby tam używanie. To rzeczywiście prawdziwe zagłębie hodowli tego smacznego owocu.

 

Jeju22 (powiększenie)

Między innymi takie autobusy jeżdżą po Jeju. Seogwipo, fot. autor

 

Wybierając hotel na Jeju, zdecydowaliśmy się na miejscowość Seogwipo na południu wyspy (zresztą administracyjnie dzieli się ona na dwa miasta: Jeju i Seogwipo właśnie). Można tam dojechać z lotniska taksówką, ale szkoda tracić pieniędzy, skoro mamy autobus linii 600. Rusza on sprzed wejścia numer 5. Bilet kosztuje 5500 wonów (18 złotych). Jeżeli mamy odpowiednio doładowaną T-Money Card, możemy jej użyć (tak jak w innych autobusach są czytniki, na których "odbijamy" naszą kartę). Przed jazdą tym autobusem, dobrze wcześniej zorientować się, gdzie dokładnie położony jest nasz hotel. Dlaczego? Otóż pojazd zatrzymuje się przy niektórych z nich, lepiej więc wiedzieć, gdzie mamy wysiąść, by nie nadkładać drogi. Komunikaty, o tym jaki właśnie będzie przystanek wypowiadane są także po angielsku. Zawsze w razie wątpliwości możecie zapytać kierowcę. Ten najczęściej zna podstawy angielskiego i Wam pomoże. Torby i plecaki na przystankach wkładają pasażerowie. Jedynie na lotnisku pomagał nam ktoś z obsługi.

 

Jeju23 (powiększenie)

Wejście na Chilsimni Food Street. Seogwipo, fot. autor

 

Pierwszy autobus wyjeżdża z lotniska do Seogwipo o 6.10, ostatni o 21.50. W drugą stronę, czyli z Seogwipo ruszymy najwcześniej o 6.00, zaś najpóźniej o 21.40. Czas przejazdu zajmuje godzinę i kilkanaście minut. Autobusy jeżdżą z częstotliwością co 14 – 16 minut. Podsumowując, podczas dnia nie ma problemu z dojazdem na południe wyspy.

 

Jeju24 (powiększenie)

Ścieżki w Seogwipo sprzyjają i wręcz zapraszają do spacerów, fot. autor

 

W Seogwipo warto zobaczyć wodospady Cheonjiyeon (22 metry wysokości, 12 metrów szerokości) i Jeongbang. Te pierwsze położone są w pobliżu portu, wejście znajduje się za punktem Informacji Turystycznej (akurat gdy my tam zajrzeliśmy była pani, która świetnie mówiła po angielsku i udzieliła nam paru rad). Woda z drugich z nich spada bezpośrednio do morza i to jedyny taki wodospad w Azji. Położone są za końcem (patrząc od centrum - ulicy, nazwijmy to jedzeniowej – Chilsimni Food Street). Na plaży można sobie kupić obiad, rzecz jasna z nieodłącznym napojem alkoholowym, czyli soju. Aby zobaczyć tak jeden jak i drugi wodospad trzeba w pewnym momencie podejść do kasy i wysupłać 2000 wonów od osoby (niecałe 7 złotych).

 

Jeju10 (powiększenie)

Wodospady Cheonjiyeon, fot. autor

 

Jeju11 (powiększenie)

Wodospady Jeongbang, fot. autor

 

Jeju12 (powiększenie)

Przy wodospadach Jeongbang można kupić sobie obiad złożony z owoców morza. Do tego soju. Ceny nie zachęcają, fot. autor

 

W centrum Seogwipo znajdziemy miejsce poświęcone jednemu z koreańskich malarzy, który w 1951 roku przez pewien czas mieszkał w tym mieście. Był to Lee Jung-Seob (1916 – 1956). Stoi tu jego dom. Znajdziemy także ławeczkę, na której do dzisiaj przysiaduje. Nieopodal znajduje się galeria. Lee Jung-Seob był jednym z przedstawicieli fowizmu, czyli kierunku we francuskim malarstwie z początku XX wieku, charakteryzującym się bardzo żywymi i oderwanymi od rzeczywistości kolorami stworzonych przez autorów obrazów. Nie żył długo. Cierpiał na schizofrenię, a pod koniec życia stwierdził, że najlepszym remedium na wszelkie problemy jest alkohol, co doprowadziło go do zapalenia wątroby i śmierci.

 

Jeju32 (powiększenie)

W tym domu mieszkał Lee Jung-Seob. Seogwipo, fot. autor

 

Jeju33 (powiększenie)

a to ławeczka, na której możemy sobie z nim przysiąść. Seogwipo, fot. autor

 

Na wyspę Saesom w Seogwipo dostaniemy się nowym mostem. Przeznaczony jest tylko dla pieszych. Wieczorami mieni się różnymi kolorami. Wokół wyspy prowadzi szlak. Nie jest długi i absolutnie się nie zmęczymy wybierając się tam.

 

Jeju16 (powiększenie)

Most na wyspę Saesom wieczorową porą, fot. autor

 

Jeju34 (powiększenie)

Seogwipo, fot. autor

 

Trochę więcej sił musimy poświęcić, jeżeli wybieramy się w okolice ciekawej skały Oedolgae. Wbita jest w morze. Zobaczyć ją możemy przechadzając się wyznaczonym na brzegu szlakiem, którym - gdybyśmy się uparli - doszlibyśmy do stadionu piłkarskiego, gdzie rozgrywano mecze finałów piłkarskich mistrzostw świata w 2002. Korea Południowa była ich współorganizatorem.

 

Jeju17 (powiększenie)

Skała Oedolgae, fot. autor

 

Natomiast do wulkanicznych klifów Jungnum Daepo Jusangjeollidae, kolejnej atrakcji Jeju, trzeba już dojechać autobusem. Z Seogwipo będzie to linia 600. Przejazd kosztuje 2000 wonów (około 7 złotych). Na miejscu najprościej będzie iść główną drogą w kierunku, z którego przyjechaliśmy i po kilkuset metrach zobaczymy brązowe tablice z białymi napisami kierujące nas do klifów.

 

Jeju18 (powiększenie)

Klify Jungnum Daepo Jusangjeollidae, fot. autor

 

Wstęp tradycyjnie kosztuje 2000 wonów (dokładnie 6,60 złotego). Z powrotem najwygodniej będzie pojechać także 600. Jedzie najkrócej i najszybciej. Dla nas ważne było, że autobus zatrzymywał się najbliżej naszego hotelu.

 

Jeju19 (powiększenie)

Klify Jungnum Daepo Jusangjeollidae, fot. autor

 

Któregoś dnia pani z recepcji naszego hotelu zaproponowała nam, abyśmy pojechali na urodziny Buddy. Vesak, bo tak nazywa się to święto, obchodzone jest w całej Azji w maju, podczas pierwszej pełni Księżyca. Na Jeju w 2018 roku główne obchody organizowane były przez mnichów mieszkających w znajdującej się na drodze pomiędzy Seogwipo, a ICC, założoną w 1982 roku, świątynią Yakcheonsa.

 

Jeju1 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju2 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju3 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju8 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Po uroczystościach religijnych, które trwały około godziny, otrzymaliśmy bezpłatny... poczęstunek. Był to bezmięsny obiad (zupa i drugie danie z deserem). Na urodziny Buddy przybyły tysiące ludzi i wszyscy otrzymali od mnichów taki poczęstunek. Najedliśmy się jak bąki i stwierdziliśmy, że co jak co, ale obiad to my już mamy dzisiaj z głowy. Z nastroju, trochę te uroczystości przypominały mi nasze swojskie odpusty. Można było kupić pamiątki, pokleić kwiaty lotosu, a dzieci miały okazję wyszaleć się na wszystkim co umożliwia jak najwyższe skakanie. Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni, atmosfera piknikowa.

 

Jeju4 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju5 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, czas na poczęstunek, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju6 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju7 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Jeju9 (powiększenie)

Yakcheonsa, urodziny Buddy, wyspa Jeju, fot. autor

 

Z jedzeniem w Seogwipo nie ma żadnego problemu. Owszem, trzeba włożyć trochę wysiłku, by znaleźć angielskojęzyczną kartę, ale i tak wygląda to o wiele lepiej niż w Suncheonie, gdzie byliśmy wcześniej. Nie ma się co dziwić, jednak jest to o wiele bardziej turystyczne miejsce. Nie jest drogo.

 

Jeju31 (powiększenie)

Jeden z koreańskich przysmaków, czyli pieczone nóżki, fot. autor

 

Jeju25 (powiększenie)

Jeszcze raz port w Seogwipo, fot. autor

 

Jeżeli mamy ochotę na przykład na świeże owoce morza najlepiej przejść się do Seogwipo Maeil Olle Market, czyli na największy miejski targ. Kupimy tam właściwie wszystko co jest nam potrzebne w codziennym życiu, od ubrania, przez jedzenie, przyprawy, słodycze aż po przedmioty gospodarstwa domowego.

 

Jeju26 (powiększenie)

Seogwipo Maeil Olle Market. Seogwipo, fot. autor

 

Jeju27 (powiększenie)

Seogwipo Maeil Olle Market. Seogwipo, fot. autor

 

Jeju28 (powiększenie)

Seogwipo Maeil Olle Market. Seogwipo, fot. autor

 

Jeju29 (powiększenie)

Seogwipo Maeil Olle Market. Seogwipo, fot. autor

 

Jeju30 (powiększenie)

Seogwipo Maeil Olle Market. Seogwipo, fot. autor

 

Wyspa Jeju jest pochodzenia wulkanicznego. W jej wschodniej części możemy wejść na kalderę krateru Seongsan Ilchulbong Peak. Powstał około 100 000 lat temu. Samo wejście zajmuje około 50 minut i kosztuje osobę dorosłą 2000 wonów (niecałe 7 złotych). Niestety, kiedy tam byliśmy, raczej myśleliśmy o tym jak tu uciec przed deszczem niż o wejściu na górę. Jest to jedna z największych atrakcji Jeju i przy odpowiednich warunkach atmosferycznych, a przede wszystkim mając zdrowe kolana obowiązkowy punkt każdej wizyty. Wejście możliwe jest od 7.10 do 19.00 (latem) i od 7.30 do 18.00 zimą.

 

Jeju21 (powiększenie)

Seongsan Ilchulbong Peak, fot. autor

 

No właśnie, najwyższym szczytem na wyspie jest Halla-san. To również najwyższy szczyt Korei Południowej. Liczy sobie 1950 metrów n.p.m. i przy bezchmurnej pogodzie jest widoczny z każdego zakątka wyspy. Jest najbardziej znanym punktem parku narodowego o tej samej nazwie.

 

W okolicach jest wiele szlaków. My wybraliśmy krótki, ale bardzo męczący Eoseungsaengak Trail. Jego przejście zajmuje około 30-40 minut, z tym, że przez całą jego długość idzie się ostro pod górę. Koniec szlaku znajduje się na wysokości 1169 metrów n.p.m. Jadąc autobusem (740, 781) trzeba wysiąść na przystanku Eorimok Entrance, skręcić w prawo (jeżeli jedziemy z południa wyspy) i przejść poboczem asfaltowej drogi około 2 kilometry. Poza szlakiem, o którym wspomniałem, swój początek ma tam także Eorimok Trail.

 

Jeju20 (powiększenie)

Zejście z Eoseungsaengak jest o wiele łatwiejsze niż mozolna wspinaczka na górę, fot. autor

 

Będąc na Jeju trudno nie pojechać na wyspę Udo. Można tam spotkać poławiaczki, czyli haenyeo. Niezwykłe są to kobiety. W poszukiwaniu owoców morza zanurzają się około 100 razy dziennie, bez butli z tlenem na głębokość do 20-30 metrów. Polują w Morzu Żółtym głównie na jeżowce, ślimaki morskie i ośmiornice. Za całe wyposażenie mają jedynie gogle, płetwy i rękawice.

 

Udo1 (powiększenie)

Poławiaczki wychodzą z wody, wyspa Udo, fot. autor

 

Udo2 (powiększenie)

Poławiaczki, wyspa Udo, fot. autor

 

Udo3 (powiększenie)

Poławiaczki, wyspa Udo, fot. autor

 

Ciężka to praca. Podczas nurkowania trzeba wstrzymać oddech na 2 – 3 minuty. Bez względu na to, która ile zarobi, pieniędzmi dzielą się po równo. A potrafią zarobić naprawdę duże kwoty. Są zgromadzone w spółdzielniach. Niestety, nie jest to praca, do której garną się młode kobiety. Zawód ten wykonują dzisiaj panie grubo po ukończeniu 50. roku życia. Państwo stara się, aby zawód ten przetrwał. Między innymi współfinansuje haenyeo ubezpieczenie zdrowotne.

 

Udo4 (powiększenie)

Poławiaczki przy pracy, wyspa Udo, fot. autor

 

Udo5 (powiększenie)

Pomimo wyjścia z wody, przed nimi jeszcze dużo pracy, wyspa Udo, fot. autor

 

Skąd się wzięły? W XIX wieku Koreańczycy nałożyli na mężczyzn – poławiaczy olbrzymie podatki. Podczas japońskiej okupacji wielu Koreańczyków zabranych zostało też na roboty do Japonii. Za pracę wzięły się więc kobiety. Ich pozycja uległa znacznemu wzmocnieniu. Zaczęły zabierać głos w najważniejszych lokalnych sprawach. Na wyspie Udo do dziś panuje matriarchat. Same haenyeo zostały wpisane na listę niematerialnego dziedzictwa kulturowego UNESCO.

 

Udo6 (powiększenie)

Na Udo przypływają tłumy turystów, fot. autor

 

Mamy szczęście. Ledwo zaczęliśmy swój spacer po Udo, kiedy zobaczyliśmy poławiaczki wychodzące z morza. Każda z nich ciągnęła ciężki kosz z owocami morza. Widać, że ta praca jest bardzo trudna i wymaga wiele wysiłku.

 

Udo7 (powiększenie)

Na miejscu można wypożyczyć takie elektryczne trójkołowce i objechać nimi wyspę, fot. autor

 

Udo10 (powiększenie)

Jedna z plaż na Udo, fot. autor

 

Samo obejście Udo to trasa wzdłuż brzegu morza, przy miłym wietrze. Liczy sobie około 11 kilometrów i nie sprawia większych problemów. Po drodze można zejść z drogi i zdobyć szczyt Udobong. Żeby przemieszczać się po wyspie można wypożyczyć elektryczny pojazd (jak dla nas opcja tylko dla Koreańczyków, ale pewni nie jesteśmy). Są rzecz jasna autobusy, no i można wybrać spacer. My wybraliśmy spacer i raczej byliśmy z niego zadowoleni.

 

Udo8 (powiększenie)

Typowe dla Udo zabudowania, fot. autor

 

Udo11 (powiększenie)

Krajobrazy na Udo przypominają te, które znajdziemy na Azorach. Brakuje tylko hortensji, fot. autor

 

Sama wyspa w niektórych miejscach jako żywo przypomina Azory. Jest zresztą wulkanicznego pochodzenia.

 

Udo9 (powiększenie)

Udo, fot. autor

 

Udo12 (powiększenie)

Pomnik poświęcony poławiaczkom, wyspa Udo, fot. autor

 

Dostaniemy się na nią promem z Seongsan. W pobliże terminala promowego możemy dojechać z Seogwipo autobusem numer 295 (po drodze odwiedza każdą wieś). Lepiej wsiąść do 201, jednak trzeba będzie się liczyć z tym, że do samego miejsca, skąd odpływają promy trzeba będzie iść 2 – 3 kilometry. Za to z powrotem wystarczy przejść około kilometra, na rondzie skręcić w lewo i już będziemy widzieć przystanek, z którego odjeżdżają autobusy do Seogwipo. Bilet kosztuje 1150 wonów (3,80 złotego).

 

Na szczęście, miejscowy system komunikacyjny jest tak zbudowany, że nie musimy ich kupować. Wystarczy T-Money Card, rzecz jasna z odpowiednią kwotą na koncie. Jeżeli będziecie w przyszłości planować jazdę po wyspie z Seogwipo, musicie pamiętać, że nowy terminal autobusowy znajduje się kilka kilometrów poza ścisłym centrum, przy wspomnianym stadionie piłkarskim. Jeżeli mieszkamy w centrum Seogwipo lepiej trochę pochodzić i zorientować się jakie autobusy i z których przystanków jeżdżą. Można na nich znaleźć dotykowe tablice, na których podawane są kierunki jazdy, godziny odjazdów, czas do najbliższego pojazdu i wymienione są wszystkie przystanki po drodze. Dobra wiadomość jest taka, że jeżeli tablica działa (nie zawsze tak jest) to możemy z pięknej mowy koreańskiej przejść na angielski.

 

Udo13 (powiększenie)

Takie promy pływają na Udo, fot. autor

 

Jeju35 (powiększenie)

Autobusy na nowym terminalu autobusowym w Seogwipo. W tle trybuny stadionu, na którym rozgrywano mecze finałów piłkarskich mistrzostw świata w 2002 roku, fot. autor

 

Wróćmy jednak do rejsu na Udo. Sam terminal przypomina swoim kształtem budynek rodem z którejś części „Gwiezdnych wojen”. Za dwie osoby, w dwie strony zapłaciliśmy 17 000 wonów (56 złotych). Pamiętajcie, aby przy wycieczce na wyspę mieć przy sobie paszport. Pytają o nie i proszą o okazanie panie w kasie biletowej. Przed każdym wypłynięciem należy wypełnić karty pokładowe, oddaje się je ludziom z obsługi przed wejściem na prom. Na Udo płynie się kilkadziesiąt minut. O rejsie można powiedzieć, że się odbył. Przy wejściu do ogólnodostępnej kabiny trzeba zdjąć obuwie. Wszyscy siedzą na wykładzinie.

 

Udo14 (powiększenie)

W tym budynku kupimy bilety na prom na Udo, fot. autor

 

Z Korei Południowej i Japonii wróciliśmy mając w pamięciach mnóstwo wrażeń. Nic dziwnego. Byliśmy tam prawie miesiąc. Są to kraje, które - jeżeli ktoś będzie miał okazje kiedykolwiek odwiedzić - możemy zdecydowanie polecić. Są jednymi z najbardziej bezpiecznych, w jakich byliśmy. Z językiem można sobie jakoś poradzić. Zawsze zostają ręce, długopisy i notatniki. W naszej ocenie plusy zdecydowanie przewyższają minusy (które są naprawdę minimalne i nie trzeba się nimi przejmować).

 

gekon2010, maj 2018 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)

 

Dodano: 25.08.2018 17:52
Ostatnia aktualizacja: 22.09.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.64
CHF
3.80
GBP
4.81
Średnie kursy, 22-09-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.