Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Sierpień 2018
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Korea Południowa, czyli czas na kimczi – część 1, do Seulu

 

Kto z nas wpadł na pomysł, by znowu ruszyć do Azji, tego sobie - jak to dawniej mówiono - za Chiny Ludowe nie przypomnę. Wyszło jednak tak, że we wrześniu była promocja naszego narodowego lotniczego przewoźnika i postawiliśmy spróbować kimczi, czyli odwiedzić Koreę Południową. Przy okazji, podczas planowania podróży, doszły (jakżeby inaczej) dodatkowe elementy, ale tym później.

 

Bilety kupowaliśmy we wrześniu 2017, a biorąc pod uwagę czas naszego wyjazdu (koniec kwietnia 2018) stwierdziliśmy, że warto ubezpieczyć się od rezygnacji z podróży. Na stronie LOT-u nie mieliśmy niestety takiej możliwości. Kiedy dochodziliśmy do opcji "ubezpieczenia", wszystko się sypało. Dopiero podczas rozmowy z panią z infolinii dowiedzieliśmy się, że nie ma w ogóle mowy o ubezpieczeniu naszej ewentualnej rezygnacji, ponieważ... bilety kupujemy w taryfie promocyjnej. Strona ma po prostu takie algorytmy. Trochę pokrętne tłumaczenie. Jak dla mnie, możliwość ubezpieczenia się od kosztów rezygnacji powinna być zapewniona każdemu, bez względu na to w jakiej taryfie kupuje przelot. Przewoźnik trochę traci wizerunkowo i tyle.

 

Skończyło się na tym, że sami znaleźliśmy firmę ubezpieczeniową, która miała taką usługę w ofercie. Zapłaciliśmy za to niewiele ponad 100 złotych, ale mieliśmy pewność, że w razie jakiegoś nieszczęścia i rezygnacji z wyjazdu nie stracimy pieniędzy wydanych na bilety lotnicze. Byliśmy również ubezpieczeni od przerwania podróży. Na naszym rynku są takie ubezpieczenia. Możecie je sobie sami wybrać, wystarczy wpisać w przeglądarkę internetową "ubezpieczenie rezygnacji z podróży".

 

Czas zleciał nie wiadomo kiedy... Po 10 grudnia 2017 roku komunikacja między Gdynią, gdzie mieszkamy a lotniskiem im. Lecha Wałęsy w Gdańsku jest utrudniona. Zarządzający miejską komunikacją w Gdyni stwierdzili, że od czasu otwarcia dwóch nowych przystanków Pomorskiej Kolei Metropolitarnej, trzeba...zlikwidować autobus linii 4A, którym można było bezpośrednio dojechać na lotnisko. Nikogo nie obchodziło, że najwcześniejsza kolejka jedzie z przystanku Karwiny około 5.20, a pierwszy autobus ruszał stamtąd około 4.20, dzięki czemu można było zdążyć na poranny szczyt wylotów. Nie, bo nie, orzekli decydenci, skutecznie pozbawiając mieszkańców 250 000 miasta jednej z możliwości dojazdu.

 

My samolot do Warszawy mieliśmy o poźniejszej godzinie i skorzystaliśmy z rodzinnej pomocy. Dzięki temu uniknęliśmy przechodzenia z bagażami z autobusu do kolejki, no i mieliśmy świetny komfort dojazdu.

 

Na lotnisku, bez problemów nadaliśmy bagaż, i po około godzinnym oczekiwaniu, w południowej porze wylecieliśmy do Warszawy. Tam, przejście granicy i oczekiwanie na samolot do Seulu, który urozmaiciliśmy sobie, między innymi... założeniem skarpetek uciskowych. Mieliśmy przed sobą ponad 9-godzinny lot i trzeba było zadbać o zdrowie. Dodatkowo dzień przed wyjazdem, w dniu wyjazdu i dzień po przyjeździe, profilaktycznie wstrzykiwaliśmy sobie heparynę. Nasz lekarz rodzinny stwierdził, że to bardzo dobra profilaktyka.

 

Wreszcie wywołano nasz lot. Zajęliśmy miejsca  w jednym z najnowszych nabytków PLL LOT, czyli samolocie Boeing 787-8 Dreamliner. Lecieliśmy klasą ekonomiczną, jednak uważamy, że przewoźnik przesadził z konfiguracją foteli. Jest po prostu za ciasno, choć nie należymy do grubasów. Zbyt mało jest miejsca na nogi jak na tak długi lot.

 

seul lotnisko 1 (powiększenie)

Lotnisko Seul-Inczon, fot. autor

 

Około 9 rano czasu lokalnego nasz samolot szczęśliwie wylądował na lotnisku Seul-Inczon. Port ten oficjalnie otwarto na początku 2001 roku. Ruch lotniczy rósł w olbrzymim tempie i należało czymś zastąpić położone bliżej centrum Seulu lotnisko Gimpo. Seul-Inczon może obsłużyć ponad 40 milionów pasażerów rocznie. Potęga! W styczniu 2018 roku rozpoczął działalność jego drugi terminal. Latają z niego samoloty Korean Air, holdingu Air France-KLM oraz linii lotniczych Delta.

 

seul inczon 2 (powiększenie)

Lotnisko Seul-Inczon, fot. autor

 

Po kilkunastominutowym spacerze korytarzami wyposażonymi na szczęście w ruchome taśmy dotarliśmy do odprawy granicznej. Po przyłożeniu palców do czytnika i sprawdzeniu naszych danych dostaliśmy małe karteczki, na których określono czas, w jakim możemy przebywać w Korei Południowej. Nie wstemplowano nam żadnych pieczątek do paszportów. Nic wprawdzie nie wiem, czy ktoś miał problemy po zgubieniu takiej karteczki, świadczącej, że legalnie wjechał do Korei Południowej, jest to jednak jedyny dokument potwierdzający ten fakt i raczej należy na niego uważać.

 

seul inczon 3 (powiększenie)

Lotnisko Seul-Inczon, fot. autor

 

Odebraliśmy bagaże i ruszyliśmy do hali przylotów. Pierwszą czynnością była wypłata południowokoreańskich wonów z bankomatu. I tutaj ciśnienie skoczyło nam do góry. Dwa pierwsze bankomaty, dwóch różnych banków, uprzejmie nas informowały, że według nich nie ma nic takiego jak nasza karta. Zaczęliśmy już rozmowę jak tutaj ruszyć dzieci, by przesłały nam z Polski pieniądze, kiedy trzeci bankomat następnego banku (Woori Bank) stwierdził, że naszą kartę, a i owszem rozpoznaje w światowym systemie walutowym i jakby co, to może nam wypłacić pieniądze.

 

Od razu wypłaciliśmy większą kwotę. Uwaga, jeżeli będziecie wypłacać tam pieniądze, musicie liczyć się z prowizją w wysokości 3 600 wonów, czyli na nasze około 12 złotych. Nie szukaliśmy kolejnej maszyny, gdzie moglibyśmy wypłacić miejscową walutę bez prowizji, byliśmy zmęczeni po nocnym locie. No i o siedem godzin do przodu przesunął się czas, czyli kiedy w Seulu świeciło poranne słońce, w naszej Gdyni był środek nocy.

 

Seul 1 (powiększenie)

Seul, fot. autor

 

Uff. Pieniądze mieliśmy z głowy. W sklepie na lotnisku kupiliśmy T-Money Card. To karta, która jest swoistą dożywotnią portmonetką. Dzięki niej można korzystać z komunikacji publicznej i robić drobne zakupy, nie tylko w Seulu, ale również w innych miejscach. Przekonaliśmy się, że warta była swojej ceny, czyli 4 000 wonów (niecałe 14 złotych). Żeby z niej korzystać, trzeba oczywiście ją doładować. Można to zrobić praktycznie w każdym sklepie, podobnie jak kupić. My doładowywaliśmy ją w placówkach sieci GS25 i 7-Eleven.

 

Fajne jest to, że przy wyjeździe można odebrać środki, które zostały na karcie. W takim przypadku pobierana jest opłata manipulacyjna w wysokości 500 wonów (tak mniej więcej 1,70 zł). Trzeba tylko pamiętać, by zgromadzone na karcie pieniądze nie przekraczały 20 000 wonów (około 70 złotych). Wtedy wypłata ich jest możliwa, ale trzeba już udać się do specjalnych punktów. Jak się przekonaliśmy karta jest świetnym produktem i bardzo pomocnym podczas podróży po Korei Południowej. Dodatkowym jej atutem jest również to, że kiedy płacimy nią za przejazdy, cena jest o 50-100 wonów niższa. Wiem, że to grosze, ale jeżeli podróżuje się tylko lub w większości miejską komunikacją, oszczędności robią się całkiem wymierne.

 

Seul 2 (powiększenie)

Seul, fot. autor

 

Z lotniska do centrum Seulu, gdzie mieliśmy swój pierwszy hotel, dojechaliśmy kolejką AREX, która zatrzymywała się na wszystkich stacjach. Można również wybrać ekspres, który jedzie od razu do stacji Seul i nie ma żadnych przystanków. Różnica jest także w cenie. Kolejka, która zatrzymuje się po drodze kosztuje 4000 wonów od osoby (około 14 złotych). Za ekspres trzeba zapłacić 8000 wonów (28 złotych). Później przekonaliśmy się, że dobrze czasami skorzystać z ekspresu.

 

O ile w kolejce nie spotkacie się z kontrolą biletów, to w ekspresie już tak. Miejsca tam są numerowane i trzeba sprawdzić na bilecie, w którym wagonie jedziemy. Kupując bilet na ekspres dostaniecie kartonik wielkości karty kredytowej, który należy włożyć do czytnika przy wejściu na peron i przy wyjściu na stacji docelowej. Lepiej go nie wyrzucać. Na stacjach metra są maszyny, gdzie kartonik (o ile nie będzie nam już potrzebny) zostanie wymieniony na 500 wonów. Natomiast wchodząc do metra lub kolejki T-Money Card należy przyłożyć do czytnika. Zobaczymy na ekranie, ile pobrano za przejazd i jakie środki pozostały nam jeszcze do wykorzystania.

 

Seul 3 (powiększenie)

Seul, fot. autor

 

Oczywiście, do Seulu można także dojechać autobusami lub taksówką. My żadnej z tych opcji nie sprawdzaliśmy. Dlatego tylko o nich informuję. Dojścia do nich są bardzo dobrze oznakowane. Nie ma mowy o zgubieniu się. Trzeba tylko uważać przy wejściu na peron kolejki AREX. Jedna jego część była przeznaczona dla tej, która przystaje, zaś druga dla ekspresu. W „naszej” kolejce nazwy stacji wyświetlały się także w języku angielskim, ponadto czytał je lektor. Podobnie jest w metrze.

 

Seul 4 (powiększenie)

A w takiej okolicy mieszkamy, fot. autor

 

Przejazd z lotniska do Seul Station zajmuje około sześćdziesięciu-siedemdziesięciu minut. My musieliśmy jeszcze przesiąść się na czwartą linię metra i podjechać jeden przystanek. Z dojściem do metra nie mieliśmy  problemów. Droga jest dobrze oznaczona, co chwilę widzi się strzałki, które prowadzą do celu. Na peronach ustawione są szklane ściany. Po przyjeździe metra i zatrzymaniu się w odpowiednim miejscu umiejscowione w nich drzwi rozsuwają się i można spokojnie wejść do wagonika. Bardzo wyraźnie są oznaczone miejsca dla osób starszych lub chorych. Kiedy jeździliśmy po Seulu trwała właśnie akcja edukacyjna o tym, że różowe fotele przeznaczone są dla kobiet w ciąży.

 

Wreszcie znaleźliśmy się w hotelu. Tam krótki prysznic, mała drzemka. Później jeszcze kilka godzin w ruchu po okolicy, a około 22.00 wymarzone łóżko. Aklimatyzację najlepiej zacząć od razu. Nie przyjechaliśmy tutaj, by spać o dziwnych porach. A tu kilka porad dla Was jak sobie radzić z jet-lagiem

 

gekon2010, wrzesień 2017 – 28 kwietnia 2018 roku

 

                                                                                                              NASTĘPNE (miniaturka)

 

 

Dodano: 02.06.2018 22:05
Ostatnia aktualizacja: 14.08.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.30
USD
3.77
CHF
3.79
GBP
4.80
Średnie kursy, 18-08-2018
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.