Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2017
pn wt śr cz pt sb nd
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

W różnych butach po Armenii – część 6, czyli Eczmiadzyn, nie ma jak to rodzina i Noc Muzeów

 

Eczmiadzyn w Armenii nazywany jest "ormiańskim Watykanem". Tutaj swoją siedzibę ma duchowy zwierzchnik Świętego Apostolskiego Kościoła Ormiańskiego. Od 1999 roku jest nim Karekin II. Sama miejscowość położona jest około 20 kilometrów od stolicy kraju. Najlepiej podjechać tam marszrutką.

 

Eczmiadzyn1 (powiększenie)

Eczmiadzyn, okolice Placu Komitasa

 

Na początku musimy jednak dostać się na przystanek marszrutek w Erywaniu, stolicy Armenii. Jest on na szerokim prospekcie Masztoca. Wsiadamy w autobus linii 259 i dojeżdżamy nią do główne erywańskiego dworca autobusowego – Kilikia Awtokajan. Za przejazd płacimy bezpośrednio kierowcy, przy wysiadaniu z autobusu. Cena – 100 dramów (80 groszy). Z dworca, poza autobusami (w tym międzynarodowymi), do bliżej położonych miejscowości odjeżdżają marszrutki. Te do Eczmiadzyna stoją po lewej stronie od wejścia do budynku. Nie można się pomylić, noszą numer 203. Busiki ruszają wtedy, kiedy znajdzie się w nich dostateczna liczba pasażerów. W środku znajduje się także duża kartka formatu A4 z informacją ile kosztuje przejazd. Kartki są najczęściej po ormiańsku (trzeba domyślić się jej treści z kontekstu) ale są także po rosyjsku i wtedy wystarczy podstawowa znajomość cyrylicy. Przejazd do Eczmiadzyna kosztuje 250 dramów (około 2 złotych). Płaci się przy wysiadaniu.  

 

Eczmiadzyn2 (powiększenie)

Katedra w Eczmiadzynie, fot. autor

 

Eczmiadzyn3 (powiększenie)

Chaczkar, fot. autor

 

Styl jazdy zdecydowanie odbiega od tego jaki reprezentują, a na pewno reprezentowali jeszcze parę lat, temu gruzińscy kierowcy. Nikt się z nikim nie ściga, nikt nie chce udowodnić swojej wyższości na drodze. Najważniejszy jest pasażer i nie powiem, bardzo to się nam podoba. 

 

Eczmiadzyn4 (powiększenie)

Seminarium, fot. autor

 

Eczmiadzyn5 (powiększenie)

Kolejny chaczkar, fot. autor

 

Na marginesie uwaga dotycząca marszrutek. Mają one bardzo dokładnie wypisane, umieszczone za przednią szybą, lub z boku pojazdu, trasy po których się przemieszczają. Jest tylko jeden problem. Napisy są po ormiańsku...Dobrze więc dowiedzieć się na przykład w hotelu, w którym mieszkacie, którą marszrutką musimy jechać (numer) i spokojnie dojechać do celu podróży.

 

Jeżeli chcemy zobaczyć zespół katedralny w Eczmiadzynie musimy wysiąść za rondem, na którym, po prawej stronie zauważycie ogromny pomnik (Plac Komitasa). Po lewej będzie wejście do celu wycieczki.

 

Tutejsza Katedra (Majr Taczar, Świątynia Macierzysta, ewentualnie Matka), której początki sięgają początków chrześcijaństwa w Armenii jest wręcz przytulna. Przed wejściem do niej stoi dzwonnica pochodząca z połowy XVII wieku. W środku ołtarz, ustawiony w miejscu, w którym św. Grzegorz Oświeciciel ujrzał snop światła padający z nieba na ziemię. Na suficie freski. Najstarsze z nich pomalował Naghasz Hownatan. Pochodzą z pierwszych lat XVIII stulecia.

 

W środku panuje cisza. Przechodząc prawą stroną dojdziecie do skarbca, gdzie przechowywana jest Święta Włócznia, przeniesiona w to miejsce z zespołu klasztornego Geghard. Przed wejściem do katedry znajdują się nagrobki katolikosów. Pałac tego najwyższego zwierzchnika Ormiańskiego Kościoła znajduje się naprzeciw katedry. Jest tutaj dużo zieleni. W parku stoją zebrane z całego kraju chaczkary. Niektóre z nich liczą sobie dobre kilkaset lat. Jedną z najstarszych budowli jest Brama Tyrdata wzniesiona przez króla o tym imieniu w III lub IV wieku. Za nią zobaczymy Nowy Pałac Katolikosa. Wejście zagradza brama i ochroniarz. Są również dormitoria i seminarium oraz olbrzymi plac, na którym, jak myślimy, w szczególnych chwilach gromadzą się wierni. Od ulicy Araratyan wchodzi się do kompleksu przez bramę św. Grzegorza. Tam także obejrzeć można plenerowy ołtarz. 

 

Eczmiadzyn6 (powiększenie)

Seminarium, fot. autor

 

Eczmiadzyn7 (powiększenie)

...i znowu chaczkar, fot. autor

 

Podoba nam się tutaj. Jest bardzo dużo zieleni. Pomimo położenia w centrum miasta nie dochodzi tu jego zgiełk. Można oddać się duchowym sprawom nie zaprzątając sobie głowy tymi doczesnymi.

 

Eczmiadzyn8 (powiększenie)

Zespół katedralny, po prawej Pomnik Ludobójstwa, fot. autor

 

Eczmiadzyn9 (powiększenie)

Plac za bramą św. Grzegorza, fot. autor

 

Po obejrzeniu ormiańskiego Watykanu przyszedł czas na spotkanie z rodziną Diany, dziewczyny naszego syna, która jest Ormianką od kilku lat mieszkającą w Polsce. W Eczmiadzynie mieszkają jej ciocia i babcia. Chcemy zawieźć jakieś kwiaty. Znajdujemy kwiaciarnię i kupujemy róże. Pani poznaje po akcencie, że nie jesteśmy Rosjanami. Kiedy już ustaliła skąd pochodzimy i po co nam kwiaty, ot tak, z serca wzięła jeden z nich i podarowała Beacie, by "dobrze wspominała Eczmiadzyn i mieszkających tu ludzi".

 

Eczmiadzyn10 (powiększenie)

Katedra, fot. autor

 

Eczmiadzyn11 (powiększenie)

Wejście do Katedry, fot. autor

 

Znajdujemy taksówkę i jedziemy na przedmieścia. Znalezienie mieszkania, którego szukamy nie nastręcza nam żadnych trudności. Po prostu pytamy siedzących przy bloku ludzi, a wtedy jeden z mężczyzn jest tak miły, że odprowadza nas do właściwej klatki schodowej i mówi na które piętro mamy iść.

 

Eczmiadzyn12 (powiększenie)

Nowy pałac Katolikosa, fot. autor

 

Wreszcie się spotykamy. Mija kilka minut, kiedy stół naszych gospodarzy zapełnia się różnorakimi daniami, tak na gorąco, jak i na zimno. Zresztą "zapełnia" to bardzo niewłaściwe słowo. On się po protu ugina pod smakowitościami. Jest na przykład zapiekana w lawaszu ryba w ziołach. Są gołąbki zawijane w liście winogron (dolma), na słodko jest gata. Wszystko pyszne i świeże. Do tego, znany zapewne nieco starszym czytelnikom kompot. Ale jaki! Powiem wam szczerze, że wielbłąd spragniony w samym środku pustyni, to przy mnie niepozorne zwierzątko. Piłem go bez umiaru, jakbym miał nie wiadomo ile garbów do napełnienia. Ot taki mały cud natury.

 

Babcia i ciocia Diany co chwilę pytały, czy aby nie jesteśmy głodni i czy na pewno najedliśmy się. Po jedzeniu, na lepsze trawienie, dostajemy wspaniały miejscowy jogurt, czyli macun. Podczas biesiady gospodynie opowiedziały nam o bliższej i dalszej rodzinie, o tym jak się żyło kiedyś i że wtedy było jakoś łatwiej. Kiedy przyszedł czas pożegnania, to z domu kochanych pań, nie to, że wychodziliśmy, ale wręcz toczymy się. Wiem teraz, że jeśli jeszcze kiedykolwiek będę w Armenii, będzie jeden adres w Eczmiadzynie, który zawsze z olbrzymią radością będę odwiedzać.

 

Eczmiadzyn13 (powiększenie)

Stare dormitorium, fot. autor

 

Eczmiadzyn14 (powiększenie)

Seminarium Geworkiana, fot. autor

 

Ciocia Diany rozmawia chwilę z jednym ze swoich kolegów, ten zaprasza nas do swojego samochodu i zawozi na Plac Republiki w Erywaniu. Po drodze rozmawiamy chwilę o sytuacji w Nagornym Karabachu. Na granicy pomiędzy enklawą, a Azerbejdżanem doszło do wymiany ognia. Okazuje się, że syn naszego kierowcy służy akurat w wojsku i ten martwi się o niego. Droga mija nam na wspomnieniach jak ludzie w wielu wspaniałych miejscach na ziemi przez długie lata żyli razem bez względu na wyznawaną religię i posiadane poglądy. Odwiedzali się i szanowali. Niestety, opanował ich bakcyl nie tylko nacjonalizmu, ale także niszczenia. Sąsiad zaczął zabijać sąsiada. Okazało się, że mieszany ślub to zła rzecz. Rodziny kazały wybierać czy chce się żyć ze swoimi, czy też z tymi, których religia i zwyczaje nagle zaczęły im przeszkadzać. Tak było nie tylko na Kaukazie. Wystarczy wspomnieć to, co wyprawiali z naszymi rodakami na Wołyniu banderowcy, a jeżeli chodzi o bliższy czas, krwawy rozpad Jugosławii. Okazuje się także, że nasz rozmówca doskonale zna rodzinę Diany. Z mężem jej cioci chodził do jednej klasy.

 

Eczmiadzyn15 (powiększenie)

Chaczkary, fot. autor

 

Dzień się jeszcze dla nas nie skończył. Dzisiaj jest Noc Muzeów i postanawiamy odwiedzić miejsce, z którego Ormianie są szczególnie dumni, czyli Matenadaran. Znajduje się na końcu prospektu Masztoca w Erywaniu. Zgromadzono tam ponad 20 000 manuskryptów, map i dokumentów. Matenadaran to po ormiańsku repozytorium ksiąg. Pierwsze miało powstać w V wieku za czasów św. Mesrepa Masztoca, którego pomnik siedzącego i uczącego młodego człowieka pisma, znajduje się przed wejściem do placówki. Nietuzinkowa to postać. Dał Ormianom alfabet. Był wykształcony. Znał grecki i syryjski. Już jako duchowny zajął się opracowaniem ormiańskiego alfabetu, który w niezmienionej postaci przetrwał do dzisiaj. Przeżył 81 lat. Pochowano go w Oszakanie. My oglądamy stare manuskrypty i podziwiamy prace kopistów. Zrobione przez nich karty, najczęściej świętych ksiąg są piękne (chociaż jest to słowo, które nie oddaje w całości tego co się ogląda). Uwagę zwracają tłumy zwiedzających, jest wśród nich dużo młodzieży. 

 

Erywań24 (powiększenie)

Matenadaran, fot. autor

 

Do hotelu wracamy miejscowym metrem. Bilety, a właściwie żetony, kupujemy w kasie na stacji. Płacimy po 100 dramów (około 80 groszy) od osoby. Żeby przejść przez bramkę trzeba wrzucić żeton. Nikt z wchodzących przed nami nie ma z tym problemu...poza mną. Bramka jakoś nie chce się otworzyć. Na to podchodzi pani z obsługi, która umożliwia mi wejście.

 

Erywań25 (powiększenie)

Pomnik Masztoca i jego ucznia przed wejściem do Matenadaran, fot. autor 

 

Pod ziemię prowadzą długie ruchome schody. Stacje metra zrobione są w sowieckim stylu. Jest czysto, kolejki jeżdżą punktualnie i często. Dobra opcja, kiedy człowiek jest bardzo zmęczony i chce jak najszybciej znaleźć się w miejscu zamieszkania, lub też, kiedy chce zwiedzić więcej miejsc.

 

W hotelu jesteśmy dosyć późno. Dzisiaj nasza "zielona noc" w Erywaniu. Mieście, które, wraz ze swoimi mieszkańcami urzekło nas i zachwyciło.

 

I na sam koniec. Jeżeli spotkacie się z nazwą Wagharszapat, to pamiętajcie, że jest to oficjalna nazwa Eczmiadzyna, używana do 1945 i po 1995 roku. Nie spotkaliśmy się jednak, żeby Ormianie używali tej pierwszej. Eczmiadzyn jest Eczmiadzyn i tyle.

 

gekon2010, 20 maja 2017 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                   NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 20.06.2017 18:18
Ostatnia aktualizacja: 22.09.2017
Miejsce: Armenia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.27
USD
3.56
CHF
3.68
GBP
4.83
Średnie kursy, 25-09-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.