Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Październik 2017
pn wt śr cz pt sb nd
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

W różnych butach po Armenii – część 5, czyli sacrum i... boskie wino

 

Armenia jest pierwszym krajem na świecie, który uznał chrześcijaństwo za religię państwową. Było to w 301 roku, za panowania króla Tiridatesa III. Jak głoszą przekazy wcześniej głowa panująca miała trochę inny pogląd na wyznawców Chrystusa, zmienił mu się on jednak dzięki jednemu człowiekowi. Był nim św. Grzegorz Oświeciciel.

 

KhorVirap1 (powiększenie)

Khor Virap, fot. autor

 

Niestety, jeżeli chodzi o ładną pogodę, to na razie możemy o niej jedynie pomarzyć. Na niebie królują szarości i bure odcienie. Co jakiś czas siąpi drobny deszczyk. Pokonujemy dobrze nam znaną od dwóch dni trasę i przed 09.30 jesteśmy przed siedzibą agencji turystycznej, w której kupiliśmy wycieczkę pod Ararat. Stąd ruszamy w drogę. Kupno wycieczki nie jest tu drogie, natomiast poruszanie się na własną rękę jest mocno utrudnione. Rozkłady jazdy, trasy marszrutek i autobusów opisane są tylko po ormiańsku, mapy, które można dostać w hotelach są bardzo podstawowe. Jeśli macie niewiele czasu opcja wycieczki to dobry pomysł - zawiozą na miejsce, pokażą i odwiozą. 

 

Pierwszym celem naszej podróży jest Khor Virap. Klasztor położony tuż przy granicy z Turcją. Jego widok jest powszechnie znany. Widać go bowiem na wielu sprzedawanych w Armenii pocztówkach. Przy ładnej pogodzie wspaniale prezentuje się mając w tle Wielki Ararat.

 

My jednak możemy o widoku na Ararat zapomnieć. Górę przesłoniły niskie chmury. Na początku spoglądamy w kierunku granicy ormiańsko-tureckiej. Nie zanosi się, aby ktoś ją w najbliższym czasie legalnie przekroczył. Jest po prostu zamknięta. To pokłosie ponad 100-letniego sporu o to, czy podczas I wojny światowej Turcy dopuścili się ludobójstwa na Ormianach. Ci pierwsi zdecydowanie temu zaprzeczają, twierdząc, że Ormianie padli ofiarą epidemii podczas ewakuacji ludności z terenu, na którym miały miejsce działania wojenne. Drudzy zaś konsekwentnie głoszą swoje stanowisko, nomen omen poparte licznymi świadectwami i wyrokiem Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, który wyraźnie stwierdził, iż do ludobójstwa rzeczywiście doszło i że winny temu był rząd młodoturków. Wymordowanych wtedy zostało 1 – 1,5 mln Ormian. Raczej nie zanosi się na to, by strony sporu doszły do jakiegokolwiek porozumienia. Ta sprawa niczym jątrząca rana wpływa na fatalne stosunki między Ankarą, a Erywaniem.

 

Właśnie w Khor Wirap wspomniany król Tiridates III miał uwięzić św. Grzegorza Oświeciciela. Tam trzymał go przez 12 lat w...studni. Grzegorz miał być dożywiany przez jakąś dobrą kobietę. Wreszcie króla, jak to czasami bywa z ludźmi „u władzy”, dopadł obłęd. Św. Grzegorz wyleczył go, odzyskał wolność, a Armenia zyskała nową państwową religię.

 

KhorVirap2 (powiększenie)

Khor Virap, fot. autor

 

Obecnie znajdujące się w tym miejscu budynki raczej tych czasów nie pamiętają. Główny kościół Matki Bożej wybudowano w XVII wieku. Ponadto, nad studnią, w której więziony był św. Grzegorz Oświeciciel wybudowano kaplicę. Do studni można wejść. Nam się niestety nie udaje. Akurat przyjechała większa wycieczka i jakoś wszyscy chcą koniecznie zobaczyć w jakich warunkach święty był więziony.

 

KhorVirap3 (powiększenie)

Khor Virap, fot. autor

 

Zaczyna padać dosyć mocny deszcz. Idziemy do autobusu. Wreszcie drzwi się zamykają i ruszamy dalej.

 

KhorVirap4 (powiększenie)

Khor Virap, wszyscy ciągną do studni, w której więziony był sw. Grzegorz Oświeciciel, fot. autor

 

Jedziemy wzdłuż granicy. Mijamy miejscowość Armash. Wspominam o niej, ponieważ gniazduje tutaj najwięcej bocianów w Armenii. Takie tutejsze Żywkowo. Rzeczywiście, w każdym gnieździe widać biało- czarne ptaki.

 

W Yeraskh skręcamy na rondzie w lewo i główną drogą jedziemy do góry. Na początku ciekawostka, przejeżdżamy bowiem przez należącą do Nachiczewańskiej Republiki Autonomicznej (położonej w Azerbejdżanie) enklawę Kǝrki. Wieś została zajęta przez Ormian w styczniu 1990 roku. Nadali jej także nową nazwę – Tigranaszen. Gdybym wcześniej o tym nie przeczytał, nie miałbym pojęcia, że przez takie miejsce przejeżdżamy. Nie ma tam o tym jakichkolwiek informacji. Po prostu jedzie się główną drogą w kierunku Goris i dalej do Nagornego Karabachu lub na południe tam, gdzie jest przejście graniczne Armenii z Iranem i tyle.

 

Przejeżdżamy granicę prowincji Ararat i Wojoc Dzor. Wśród zielonych, łagodnych wzgórz zjeżdżamy do Areni. Produkuje się tutaj znane wino. Wszystko dzięki uprawie kilku gatunków winogron, w tym miejscowej nazywanej „areni”, która w tutejszym klimacie wspaniale się udała. Tutejsze tradycje winiarskie sięgają 6000 lat.

 

Areni1 (powiększenie)

Areni, fot. autor

 

W Areni wino można kupić w sklepie przy produkującej je fabryce. Ja ruszam na poszukiwania do przydrożnych straganach. Trudno je policzyć. Stoją co kilka metrów, siedzą przy nich całe rodziny. Możemy kupić wino klasyczne (z winogron), z granatów, czy też wiśni. Są także mocniejsze trunki. Każdego z nich przed ewentualnym zakupem można spróbować. Wino robi wrażenie, jest bardzo smaczne. Nabywca otrzymuje je...w butelkach po coli. Dlaczego? Areni znajduje się na drodze, którą przejeżdżają irańskie ciężarówki. Kierowcy nie chcąc mieć problemów na granicy kupują je właśnie w takich opakowaniach. Nie wiem, co na to irańscy celnicy, którzy już zapewne znają tę historię, ale dodaje ona temu miejscu dodatkowego powabu. Zawsze lepiej mieć jakąś historię, niż nie mieć jej w ogóle, a Areni na to zasługuje. Informacyjnie podam tylko, że za litr wina sprzedawcy żądają około 1000 dramów (niecałe 8 złotych). Miejscowe destylaty to już wydatek około 3000 dramów (24 złote) za litr.

 

Areni2 (powiększenie)

Areni, fot. autor

 

Areni3 (powiększenie)

Trudne winne negocjacje, fot. autor

 

Za Areni skręcamy w prawo, w drogę prowadzącą do Norawank. Nie jedziemy tam od razu, tylko zatrzymujemy się i idziemy do jaskini, w której odnaleziono najstarszy but na świecie. Liczył on sobie, bagatela, około 5500 lat, był skórzany i miał rozmiar 37 (nie wiadomo do dzisiaj czy należał do kobiety, czy też do mężczyzny). Przewodnik prowadzi nas w głąb jaskini, gdzie oglądamy stanowiska archeologiczne i to co pozostawili po sobie ci, którzy byli w tym miejscu przed nami przed tysiącami lat. A zostawili ślady po produkcji wina. Przed wejściem, na skalnych ścianach widzimy bardzo dużo ptasich gniazd. Po świergocie poznajemy, że są „zaptasione”. Dlatego jaskinia nazywana jest „Ptasią” (w przewodnikach używane jest określenie Areni -1). A i jeszcze jedno. Buta w jaskini i okolicach nie zobaczycie (pokazany jest tylko na zdjęciu przed wejściem do groty). Jeżeli macie na to ochotę, trzeba jechać do Erywania i wstąpić do Muzeum Historii Armenii.

 

Areni4 (powiększenie)

Wejście do "Ptasiej Jaskini", fot. autor

 

Areni5 (powiększenie)

Wnętrze jaskini, fot. autor

 

Areni6 (powiększenie)

Już wiadomo dlaczego "ptasia", fot. autor

 

Norawank uznawany jest za jeden z najpiękniejszych klasztorów w Armenii. Składają się na niego pieczołowicie odrestaurowane kościoły: św. Jana Chrzciciela i Matki Bożej. Ten drugi ma dwie kondygnacje. Wyżej można wejść po wąskich schodach, trzymając się przeciągniętej tuż przy murze budynku liny. To dość ekstremalne przeżycie, schody są bardzo wąskie, a po drugiej stronie nie ma żadnej barierki. Nie byłoby to może aż tak dziwne, gdyby nie to, że stopnie są na...zewnątrz budynku.

 

Norawank12 (powiększenie)

Tak to właśnie wygląda, po jednej stronie wąskich schodów ściana i lina, po drugiej...żadnych ograniczeń, fot. autor

 

Do drugiej świątyni przylega pochodząca z drugiej połowy XIII wieku kaplica św. Grzegorza zbudowana przez architekta Siranesa. W kościele św. Jana Chrzciciela przechowywano niegdyś relikwie Krzyża Świętego ze śladami krwi Jezusa Chrystusa.

 

Norawank1 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank2 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank3 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Wrażenia z pobytu tutaj mamy zupełnie inne niż z Khor Wirap. Wyszło słońce, wiatr przewiał z nieba chmury. Zrobiło się ciepło. W takim nastroju jedziemy z powrotem do głównej drogi, a później na południowe co nieco.

 

Norawank4 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank5 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank6 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Po obiedzie (za dwie osoby zapłaciliśmy 9000 dramów, czyli 70 złotych) jedna z pań wypija swój surdż (ormiańska kawa), następnie miesza pozostałości i przewraca filiżankę do góry dnem na talerzyk. Zaczynam zastanawiać się o co tutaj chodzi. Okazuje się, że to nic innego jak...wróżenie z fusów. Są nawet specjalne aplikacje na smartfony, w których można znaleźć wyjaśnienia co oznaczają zauważone motywy.

 

Norawank7 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank8 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank9 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

W Erywaniu jesteśmy po 18.00. Jest ciepło i wreszcie możemy popatrzeć na niebieskie niebo.

 

Norawank10 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Norawank11 (powiększenie)

Norawank, fot. autor

 

Wieczorem robimy sobie spacer na Plac Republiki. Tam oglądamy tańczące fontanny. Prawie dwie godziny zleciały nam nie wiadomo kiedy. Na placu tłumy, szczególnie młodych ludzi. Nie ma się co dziwić, wszak mamy piątek, jutro nie trzeba iść do szkoły lub pracy i będzie można trochę dłużej pospać. Uśmiechnięci, szczęśliwi ludzie. Na pewno mają swoje problemy. Dzisiaj jednak po to wyszli z domów, by cieszyć się życiem i jego miłymi stronami. Aż miło na nich popatrzeć.

 

Erywań23 (powiększenie)

Tańczące Fontanny na Placu Republiki w Erywaniu, fot. autor

 

gekon2010, 19 maja 2017 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                   NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 15.06.2017 18:44
Ostatnia aktualizacja: 21.10.2017
Miejsce: Armenia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.24
USD
3.59
CHF
3.66
GBP
4.72
Średnie kursy, 23-10-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.