Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Październik 2017
pn wt śr cz pt sb nd
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

W różnych butach po Armenii – część 3, czyli Ararat i stare monastery

 

Kiedy przygotowywaliśmy się do wyjazdu do Armenii, zastanawialiśmy się, jak obejrzeć miejsca warte tego. Można było na przykład wynająć samochód. Tylko, że według osób, które już w tym kraju były, tamtejsze drogi są zdradliwe i jazda samochodem do najlepszych przeżyć nie należy. Ze stanem dróg łączyło się niebezpieczeństwo bądź uszkodzenia nie naszego samochodu, bądź też, w ostateczności, wypadku, a to nam się nie uśmiechało. Zresztą nie po to jedziemy wypocząć, by w razie nieszczęścia dodatkowo się martwić. Jak się zresztą później okazało, niestety zmartwienia znalazły nas dosyć szybko.

 

Ararat1 (powiększenie)

Ararat widziany z Erywania, fot. autor

 

Na wielu blogach znajdowaliśmy informacje w jaki sposób najtaniej dojechać do godnych uwagi miejsc. Nam jednak nie zależało na oszczędzaniu każdego drama. Chcieliśmy po prostu bez problemów obejrzeć kilka miejsc, z których słynie Armenia. Oczywiście, gdybyśmy mieli ograniczone środki, na pewno byśmy brali tę opcję pod uwagę. Nie ma nic złego w tym, że ktoś chce zobaczyć inne kraje dbając o swój budżet. Bez sensu jest jednak robienie z tego swoistego sportu. No ale o gustach się nie dyskutuje. Jeżeli będziecie chcieli znaleźć informacje na temat miejscowych marszrutek i gdzie nimi dojedziecie bez problemu znajdziecie w sieci blogi lub informacje od ludzi, którzy tak właśnie jeździli po Hajastanie (szczery podziw i szacunek).

 

Ararat2 (powiększenie)

Ararat, fot. autor

 

Znaleźliśmy w sieci agencję turystyczną Hyur. Jej główne biuro znajduje się przy ulicy Nalbandyan 96. Z premedytacją podaję ich nazwę i adres, ponieważ sądzę, że akurat są tego warci. Za trzy wycieczki, organizowane przez trzy dni pod rząd zapłaciliśmy u nich 56 000 dramów za dwie osoby, czyli, tak, tak, około 430 złotych. Nie były to więc nie wiadomo jakie pieniądze. Przewodnicy mieli mówić po angielsku i rosyjsku (tak było), odpadał więc problem bariery językowej.

 

W agencji można także wynająć dla siebie samochód z kierowcą, co jednak już przekłada się na bardziej konkretne pieniądze. My dzięki naszemu wyborowi zyskiwaliśmy spokój i pewność, że dojedziemy i zobaczymy miejsca, na których nam zależało. 

Ważna wiadomość jest taka, że wycieczki trzeba zamawiać 24 godziny wcześniej. My swoje podróże po Armenii zaczynaliśmy w środę, dlatego zamówiliśmy je już pierwszego dnia pobytu (we wtorek).

 

Przyszła środa. Około 8.30 byliśmy przed biurem agencji. Czekały tam już autobusy, którymi mieliśmy ruszyć w drogę. Wskazano nam gdzie jest woda mineralna i jakieś bułki. Miejsca w autobusie szybko zostały zajęte i punktualnie o 9.30 ruszyliśmy w drogę.

 

Po przejechaniu kilku kilometrów zatrzymujemy się by popatrzeć na Ararat. Góra ta jest symbolem Armenii. Wiele miejsc, zakładów pracy i produktów nosi tę nazwę, w tym rzecz jasna słynna na cały świat brandy. Szczyt Małego Araratu (3896 m n.p.m.) jest w chmurach, za to Wielki Ararat (5137 m n.p.m.) góruje nad obłokami. Tutaj miała spocząć Arka Noego po biblijnym potopie. Te symbole Armenii położone są dzisiej jednak ...w Turcji. Zresztą Turcy mają do Ormian pretensje, jak mogą tak mocno utożsamiać się z miejscami, które znajdują się poza ich granicami. Ormianie sprawę załatwiają krótko. Mówią Turkom, że przecież na ich fladze jest...Księżyc.

 

Armenia, wiosna1 (powiększenie)

W Armenii wiosna w pełni, fot. autor

 

Jedziemy do Garni. Tam znajduje się świątynia na cześć boga słońca – Mitry, która miała być wzniesiona za pieniądze rzymskiego cesarza Nerona w pierwszym stuleciu naszej ery. Zniszczona podczas trzęsienia ziemi pod koniec XVII wieku, trzy stulecia później została odbudowana. Świątynia wyglądem przypomina Partenon w Atenach, jest rzecz jasna mniejsza od niego.Są tutaj również ruiny murów twierdzy z III wieku przed naszą erą. Przed wejściem rozłożyli się handlarze pamiątek. Można także kupić coś do jedzenia.

 

Garni1 (powiększenie)

Świątynia w Garni, fot. autor

 

Garni3 (powiększenie)

Okolice Garni, prawda, że pięknie, fot. autor

 

Piękny dzień dzisiaj. Przyjemnie grzeje słońce, wieje lekki wiatr. Nie jest jednak za gorąco. Idealna pogoda do odwiedzania ciekawych miejsc.

 

Garni2 (powiększenie)

Przy wejściu do świątyni w Garni, fot. autor

 

Kilka kilometrów od Garni położony jest monaster Geghard. Ufundowany miał być przez św. Grzegorza Oświeciciela i na początku znajdować się w jaskini. Zniszczony przez Arabów został odbudowany. Miała być w nim przechowywana włócznia, którą przebito bok Jezusa Chrystusa na krzyżu. Otaczają go kilkusetletnie mury. Główny kościół wzniesiono na planie równoramiennego krzyża na początku XIII wieku. Przylegają do niego kaplice. Cały kompleks wpisany jest na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO. Ciekawym punktem jest jedna z kaplic dająca wspaniały efekt akustyczny. Wystarczy stanąć w oznaczonym punkcie i coś powiedzieć, by dźwięk rozszedł się błyskawicznie po całym pomieszczeniu. Nagrywane bywają tu ormiańskie śpiewy mnichów.

 

Geghard1 (powiększenie)

Monaster Geghard, fot. autor

 

Geghard2 (powiększenie)

Monaster Geghard, fot. autor

 

Geghard3 (powiększenie)

Monaster Geghard, fot. autor

 

W drodze z monasteru Geghard podjeżdżamy pod jeden z domów. Podchodzimy do budynku w ogrodzie. Tam możemy obejrzeć jak się robi lawasz. To nic innego jak ormiański chleb. Ciasto na niego wyrabia się z pszenicy, soli, wody i zakwasu. Przykleja się je do ściany pieca – toniru. Po maksymalnie minucie jest gotowy. Można do niego włożyć cokolwiek chcemy zjeść. Ciasto zwijamy lub składamy i mamy pyszne i bardzo pożywne danie.

 

Lawasz1 (powiększenie)

Tak powstaje lawasz, fot. autor

 

Lawasz2 (powiększenie)

Po wyrobieniu ciasta trzeba uformować cienki placek, fot. autor

 

Lawasz3 (powiększenie)

Lawasz piecze się w piecu (tonirze, po lewej), fot. autor

 

Przy degustacji lawaszu spostrzegamy, że mieliśmy telefony z Polski. Zaniepokojeni od razu skontaktowaliśmy się z bliskimi. Okazało się, że po powrocie nie będzie czekać na nas najmłodszy członek rodziny – nasz ukochany rudy czterołap Mocca, która postanowiła przenieść się na inne łąki. Już wiemy, że ten wyjazd nie będzie taki, jaki planowaliśmy...

 

Wieczorem mamy jeszcze dyskusję w małym sklepiku. Miły sprzedawca poznał po naszym akcencie, że jesteśmy z Polski. Od razu zapytał czy Polacy lubią Rosjan. Odpowiedziałem, że przy sympatii do kogoś, jak dla mnie jego narodowość nie ma żadnego znaczenia. Jeżeli żywimy nie najgorętsze uczucia to, do rosyjskich polityków, co akurat nie powinno mieć żadnego wpływu na kontakty między ludźmi. Po prostu ktoś jest albo dobrym, albo złym człowiekiem. Na to wtrąciła się jedna z kupujących, która zaczęła prawie krzyczeć, że jesteśmy winni Rosjanom dozgonną wdzięczność za wyzwolenie w 1945 roku. Temperatura od razu skoczyła do góry. Do rozmówczyni absolutnie nie docierały żadne argumenty. Wiedziała swoje i tyle. Wreszcie dałem sobie spokój. Najgorzej jak ktoś jest przekonany o swoim zdaniu i nie dopuszcza do siebie myśli, że może się mylić.

 

Resztę dnia spędziliśmy w hotelu na wspomnieniach psiaka, którego prawie osiem lat temu wzięliśmy z gdyńskiego Ciapkowa, by jego życie okazało się trochę lepsze. W zamian dostaliśmy bezwarunkową, wierną, przeogromną psią miłość.

 

gekon2010, 17 maja 2017 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                   NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 11.06.2017 19:08
Ostatnia aktualizacja: 21.10.2017
Miejsce: Armenia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.24
USD
3.59
CHF
3.66
GBP
4.72
Średnie kursy, 23-10-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.