Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Azory: wulkany, sery i wino – część 8, Terceira, czyli Angra do Herosimo i we wnętrzu wulkanu

 

Budzą nas bębniące o dach krople deszczu. Widać, że wyspa Pico (Azory) postanowiła nas pożegnać płaczem. Niebo jest tylko w paskudnym, szarym kolorze, nie widać nawet wyspy Faial. Bierzemy rzeczy i idziemy do recepcji oddać klucze. Przez chwilę rozmawiamy z recepcjonistką. Wreszcie podjeżdża taksówka i ruszamy na lotnisko.

 

Jedziemy z bardzo miłą panią. Mówi nam, że według niej, na centralną grupę wysp przyjeżdża inni gatunek turystów. Ma na myśli to, że są to ludzie, którzy uciekają od zgiełku i chcą przede wszystkim pochodzić po szlakach i podziwiać naturę. Nie w głowie im głośne i długie imprezy. Potwierdza, to co już mówili inni, że zobaczenie wieloryba we wrześniu graniczy z cudem. Według niej, jest to po prostu niemożliwe i szkoda bez sensu wydawać pieniądze na taką wycieczkę. Pani opowiada nam również, że i wśród miejscowych można trafić na takich, którzy chcą za wszelką cenę zarobić na turystach. Wiozła kiedyś Rosjan, którzy opowiadali, jak to wynajęli przewodnika. Miał ich zaprowadzić na szczyt Pico i zapłacili mu, bagatela, 130 euro. Zapytała ich podczas rozmowy, czy ten wnosił ich tam na plecach, że zażądał aż takiego wynagrodzenia. Okazało się, że oczywiście tak nie było. I ważna informacja. Idącym na szczyt Pico nie musi wcale towarzyszyć miejscowy przewodnik. Osoby takie muszą jedynie odnotować swoje dane w biurze przed próbą zdobycia góry.

 

Za taksówkę płacimy 12 euro. Wchodzimy na lotnisko, nadajemy bagaż i przy kawie czekamy na otwarcie przejścia z kontrolą bezpieczeństwa. Mundurowi przychodzą około półtorej godziny przed odlotem samolotu, spokojnie, nie spiesząc się, przechodzą na stanowisko i można poddać się kontroli.

 

Lecimy tymi samymi liniami, czyli SATA. Po 20-25 minutach lądujemy w Lajes na wyspie Terceira. Mamy tutaj jeszcze parę rzeczy do obejrzenia, zanim będziemy musieli wracać do domu. Odbieramy bagaże i wychodzimy na halę przylotów. Czeka już na nas kierowca z pensjonatu, w którym będziemy nocować. Tym razem będzie to stolica wyspy, czyli Angra do Heroismo - miasto niemal w całości wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO.

 

Z Lajes prowadzi tam dwupasmowa, szybka droga. Na miejscu jesteśmy po 20 minutach. Meldujemy się w pensjonacie, wybieramy pokój i staramy się stworzyć w nim namiastkę miejsca, do którego będziemy przez te parę dni z chęcią wracali. Jeszcze jedno. Za dojazd zapłaciliśmy 15 euro. Według naszych informacji taksówka z lotniska do stolicy kosztuje 20 euro, czyli dobrze było zamówić inny transport.

 

Do Angra do Heroismo można z portu lotniczego dojechać też autobusem. Nie ma jednak za wiele połączeń. Z lotniska, od poniedziałku do soboty są kursy o: 6.50, 8.05 i 12.10. Z powrotem ruszają w godzinach: 15.00, 17.00 i 18.30 (w soboty tylko o 15.00). Przejazd trwa około 50 minut.

 

Angrablog1 (powiększenie)

Angra do Heroismo, fot. autor

 

Można również wypożyczyć na lotnisku samochód i jak widzieliśmy turyści chętnie korzystali z tej możliwości.

 

Czas na spacer po mieście. Ponieważ jednak Polak jak głodny to zły, szukamy przede wszystkim miejsca, gdzie moglibyśmy coś przekąsić. Na Rua do Santo Espirito pod numerami 5/9 znajdujemy małą rodzinną knajpkę. Obsługująca nas pani, kiedy dowiaduje się, że jesteśmy z Polski od razu mówi o swojej miłości do świętego Jana Pawła II. Później dowiadujemy się, że jej syn pracuje w Krakowie i jest zachwycony tym miastem i krajem nad Wisłą. Każdy, kto przychodzi przywitać się z właścicielami od razu dowiaduje się, że właśnie są turyści z Polski. We wnętrzach rozwieszone są pamiątki klubowe Benficy Lizbona. Wszyscy przedstawiciele płci brzydkiej od razu mówią, jakim to cudownym piłkarzem jest Robert Lewandowski. Za obiad płacimy za dwie osoby 16,50 euro. Jedliśmy ośmiorniczki w sosie i wołowinę. Do tego świeżutki chleb i pyszne domowe wino. Sos, tak do owoców morza, jak i do mięsa przesmaczny. Wyczyściliśmy chlebem talerze, tak, że później nie trzeba było ich myć.

 

Po obiedzie idziemy w kierunku Rua do Galo, następnie skrecamy w lewo i po przejściu kilkudziesięciu metrów przystajemy na Praca Velha. To jedno z najstarszych miejsc w mieście. Datowane jest na koniec XV wieku. Stąd między innymi odjeżdżają autobusy w kierunku Praia da Vitoria. Na przystanku postawiono wyświetlacze, można dowiedzieć się, o której godzinie jedzie następny autobus. Zresztą na Terceirze z tą publiczną komunikacja jest wcale nie najgorzej. Do Praia da Vitoria jeździ kilkanaście autobusów dziennie. Rzecz jasna jest ich mniej w soboty i niedziele. Pierwsze autobusy ruszają z Angry o 6.15, a z Praia da Vitoria o 6.00, zaś ostatnie o 19.00 (dni robocze). W punkcie informacji turystycznej na Rua Direita (także jedna z najstarszych ulic Angry) otrzymacie dokładny rozkład jazdy autobusów i można jakoś złożyć sobie objazd.

 

Angrablog2 (powiększenie)

Angra do Heroismo, Praca Velha, fot. autor

 

Angrablog3 (powiększenie)

Angra do Heroismo, Praca Velha, fot. autor

 

Angrablog5 (powiększenie)

Angra do Heroismo, Rua Direita, fot. autor

 

Przystajemy na moment przed pochodzącą z XVIII wieku, barokową Igreja da Misericordia. Wyróżnia się zewnętrzną elewacją, która jest niebiesko-biała. Przed kościołem spotykamy...Vasco da Gamę, czyli pomnik tego wielkiego portugalskiego podróżnika. W Angra do Heroismo, w miejscu, gdzie obecnie jest miejska plaża, przed wiekami była stocznia.

 

Angrablog4 (powiększenie)

Angra do Heroismo. Igreja da Misericordia, fot. autor

 

Angrablog6 (powiększenie)

Vasco da Gama wybrał się na spacer, fot. autor

 

Wracamy do Praca Velha i skręcamy w Rua da Se. Przy niej dumnie stoi miejscowa katedra. Po lewej stronie spostrzegamy pomnik świętego Jana Pawła II, który był tutaj 11 maja 1991 roku.

 

Angrablog7 (powiększenie)

Angra do Heroismo, katedra, fot. autor

 

Wejście do katedry jest płatne. Nie są ta jakieś niewyobrażalne pieniądze, ale jednak. Można ją zwiedzać od poniedziałku do piątku od 10.00 do 17.30 za 2 euro. Za wejście do skarbca trzeba wysupłać dodatkowe 1 euro. Tyle samo kosztuje wejście na wieżę.

 

Angrablog8 (powiększenie)

Angra do Heroismo, fot. autor

 

W mieście, od 8.00 do 18.00 (poniedziałek – piątek) i pomiędzy 8.00 i 12.00 (soboty) trzeba płacić za parkowanie. 15 minutowy postój to wydatek 0,20 euro, zaś za 4 godziny postoju zapłacimy 3,53 euro. Minimalna płatność to 0,20 euro.

 

Angrablog9 (powiększenie)

Angra do Heroismo, fot. autor

 

Zaglądamy do byłego pałacu biskupiego przy Rua Carreira Cavalos. W 1971 roku spotkali się w nim prezydent Francji George Pompidou i prezydent USA Richard Nixon. Gospodarzem spotkania był Marcelo Caetano. Na piętrze znajduje się piękna sala. Prosimy pracująca tam panią (są tam biura władz autonomii), aby nam ją pokazała, a ta z uśmiechem idzie po klucze i możemy podziwiać piękne wnętrze.

 

Angrablog10 (powiększenie)

Angra do Heroismo, marina, fot. autor

 

Robimy zakupy. Sklep nazywa się Guarita i położony jest na...Rua da Guarita za strażą pożarną. W naszym pensjonacie mamy dostęp do kuchni i możemy sobie spokojnie sami przygotować jedzenie. Traf chciał, że niestety jedyny banknot, jakim dysponujemy w sklepie ma nominał 500 euro. Pani przy kasie nie ma reszty, ale zachowuje iście olimpijski spokój. Pyta koleżankę przy sąsiednim stanowisku, czy może ją poratować, ta odpowiada, że nie. Hm, cóż robić? Pani chwyta w dłoń słuchawkę i prosi o pomoc pracownicę z - jak to się ładnie mówi - „innego działu”. W kolejce przybywa ludzi, mamy rachunek nabity na kasę i dopóki nie dostaniemy reszty nikt inny nie może być obsłużony. Mijają minuty, robi nam się głupio, zaczynamy przepraszać ludzi w kolejce. Ci odpowiadają z uśmiechem, że nic się nie stało i właściwie, to była dla nich czysta przyjemność, że mogli tak sobie z nami przez ten czas postać. Wreszcie jest reszta. Bierzemy pieniądze, torby i ruszamy do naszego nowego domu.

 

Angrablog11 (powiększenie)

Angra do Heroismo, fot. autor

 

W porównaniu do Madaleny, gdzie było cicho i spokojnie Angra wydaje się azjatycką metropolią. Jest tutaj o wiele większy ruch, przechodząc przez ulice trzeba uważać, by nie wpakować się komuś pod koła. Wprawdzie mieszkańcy jeżdżą niezwykle ostrożnie i zatrzymują się przed przejściem dla pieszych wcześniej niż zdążysz pomyśleć, że chcesz je przekroczyć, to jednak nie zawadzi uważać.

 

Angrablog12 (powiększenie)

Angra do Heroismo, fot. autor

 

Wieczorem robimy sobie spacer. Ciemno. W odróżnieniu od gwarnego dnia na ulicach żywego ducha. Chodzimy po zaułkach, czujemy się jednak super bezpiecznie. Nikt nie czai się za rogiem. Słychać tylko echo własnych kroków. Mimowolnie ściszamy głosy i szepcząc spacerujemy.

 

***

 

Budzi nas słońce. Po śniadaniu przechodzimy brzegiem oceanu obok mariny i wspinamy się do góry. Jesteśmy na Monte Brasil. To wulkaniczny półwysep, na którym, z uwagi na jego położenie wybudowano twierdzę Sao Joao Baptista. Przy drodze rosną fioletowe kwiaty. Nazywane są tutaj Flores di Madonna. Na górę prowadzi dobrze oznaczony szlak. Przez jakiś czas idziemy nim. Czasami przystajemy i podziwiamy panoramę Angry. Nie mamy odpowiedniego obuwia. Kiedy więc spostrzegamy, że droga prowadząca na górę jest śliska, rezygnujemy i wracamy.

 

Angrablog13 (powiększenie)

Monte Brasil, fot. autor

 

Angrablog14 (powiększenie)

Twierdza Sao Joao Baptista, fot. autor

 

Angrablog15 (powiększenie)

Flores di Madonna, fot. autor

 

W drodze powrotnej przechodzimy przez główną miejską plażę. Z kąpieli w Atlantyku korzysta niewiele osób. Kręcimy się trochę po wąskich zaułkach i wracamy na chwilę do pensjonatu.

 

Angrablog16 (powiększenie)

Angra do Heroismo, plaża, fot. autor

 

Około 14.00 znowu ruszamy w kierunku mariny. Czekamy na busa, który zawiezie nas na popołudniowe zwiedzanie wyspy. Nasz przewodnik mówi, że po raz pierwszy będzie miał w grupie Polaków. Jest fanem piłki nożnej i od razu wymienia nazwiska niektórych polskich piłkarzy. Uroczo to brzmi, kiedy stara się poprawnie wymówić „Błaszczykowski” lub „Krychowiak”. Musimy jeszcze podjechać pod hotel, z którego zabieramy kilku Hiszpanów. Ruszamy w głąb wyspy.

 

Angrablog17 (powiększenie)

Angra do Herosimo widziana z Monte Brasil, fot. autor

 

Dowiadujemy się, że Angra założona została pod koniec XV wieku. Drugi człon nazwy – Heroismo – dodany został w XIX stuleciu, po tym jak miasto udzieliło schronienia królowej Marii II przed jej mężem Michałem I Uzurpatorem, który dał się poznać jako władca słynący z ciężkiej ręki i został zmuszony do abdykacji w 1834 roku. Podczas pobytu Marii II mieszkańcy wykazali się bohaterstwem i dlatego miejscowość nosi dzisiaj dumną nazwę – Angra do Heroismo.

 

Wreszcie zatrzymujemy się przy sieci podziemnych korytarzy nazywanych Gruta do Natal. Zanim tam weszliśmy musieliśmy założyć niebieskie kaski. Oglądamy, co zrobiła natura. Przejście całej trasy wycieczkowej zajmuje nam kilkadziesiąt minut. Nazwa tego miejsca nawiązuje do Bożego Narodzenia. W tym dniu, w 1969 roku mogli je obejrzeć pierwsi zwiedzający. Zrobiony przez lawę kanał liczy około 700 metrów.

 

Terceirainteriorblog1 (powiększenie)

Przed wejściem do Gruta do Natal, fot. autor

 

Terceirainteriorblog2 (powiększenie)

Gruta do Natal, fot. autor

 

Wejście do Gruta do Natal kosztuje 6 euro, jeżeli jednak kupimy wejściówkę łączoną, to za wejście tutaj oraz do Algar de Carvao zapłacimy 9 euro.

 

Terceirainteriorblog3 (powiększenie)

Gruta do Natal, fot. autor

 

Terceirainteriorblog4 (powiększenie)

Gruta do Natal, fot. autor

 

Stąd ruszamy do Furnas dos Enxofre. To miejsce, gdzie widzimy fumarole, czyli miejsca świadczące o wulkanicznej aktywności. Wydobywają się z nich gazy, najczęściej jest to dwutlenek siarki. Wokół fumaroli prowadzi bardzo przyjemna, ogrodzona ścieżka. Przy nich trawa zabarwiła się na żółty kolor, znak, że była poddana intensywnemu działaniu siarki.

 

Terceirainteriorblog5 (powiększenie)

Furnas dos Enxofre, fot. autor

 

Terceirainteriorblog6 (powiększenie)

Furnas dos Enxofre, fot. autor

 

Terceirainteriorblog7 (powiększenie)

Ścieżka wokół Furnas dos Enxofre, fot. autor

 

Przewodnik zaczyna nas poganiać. Został jeszcze jeden punkt programu, czyli Algar do Carvao. Pod tą wdzięczną nazwą kryje się wulkan, położony na wysokości 500 metrów n.p.m. Jego najstarsza część może liczyć około 3200 lat, resztę ocenia się na około 2000 lat. Liczący sobie 45 metrów pionowy kanał lawowy jest pusty. Schodzi się do jego wnętrza po wilgotnych kamiennych stopniach. To jedno z nielicznych miejsc na świecie, gdzie można wejść do wnętrza wulkanu.

Na głębokości 80 metrów od otworu jaskini znajduje się małe jeziorko. Nie zawsze jest takie. Zasilane wodą opadową może osiągać maksymalnie 15 metrów głębokości. Wysycha latem, kiedy opadów albo nie ma, albo są mniej intensywne, niż w innych porach roku. Są tu także rośliny i zwierzęta, niektóre z ich gatunków są endemiczne. We wnętrzu groty od czasu do czasu urządzane są koncerty. Czujemy się jak bohaterowie „Wyprawy do wnętrza ziemi” Juliusza Verne'a. Może za chwilę zobaczymy wspaniałości oglądane przez bohaterów tej książki? Niesamowite miejsce. Można je zwiedzać z papierowym przewodnikiem napisanym...po polsku.

 

Terceirainteriorblog8 (powiększenie)

Algar do Carvao, fot. autor

 

Terceirainteriorblog9 (powiększenie)

Algar do Carvao, fot. autor

 

Terceirainteriorblog10 (powiększenie)

Algar do Carvao, fot. autor

 

Za wycieczkę zapłaciliśmy po 30 euro od osoby. Biuro, gdzie można ją zamówić znajduje się przy Igreja da Misericordia, trzeba tylko zejść po schodach na dół i skręcić w prawo. Jest to dobre rozwiązanie, dla tych, którzy nie pożyczają samochodu, a mimo to chcą zobaczyć nie tylko tereny nad oceanem, lecz również interior. Obsługa jest profesjonalna. Przewodnik mówił bardzo dobrze po angielsku. Nie wiem czy znajdziecie osobę posługującą się polskim. 

 

Terceirainteriorblog11 (powiększenie)

Okolice Algar do Carvao, fot. autor

 

Terceirainteriorblog12 (powiększenie)

Okolice Algar do Carvao, fot. autor

 

Jesteśmy w Angra do Heroismo. Wysiadamy, żegnamy się z Hiszpanami i wracamy do pensjonatu. Robi się ciemno. Z przyjemnością zanurzamy się w pościeli i dosyć szybko wyłączamy światło. Czas spać.

 

gekon2010, 29 i 30 września 2016 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                    NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 11.11.2016 18:32
Ostatnia aktualizacja: 16.11.2018
Miejsce: Portugalia » Azory » Terceira

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.