Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Azory: wulkany, sery i wino, część 1, czyli Lizbona

 

Ta podróż „chodziła” za nami już od dłuższego czasu. Tajemnicze, wulkaniczne wyspy na Oceanie Atlantyckim przyciągały coraz mocniej. Wreszcie, przy jakimś winnym spotkaniu (wino rzecz jasna było portugalskie), stwierdziliśmy, że już czas zobaczyć Azory. Jedynym kryterium, jakim kierowaliśmy się kupując bilety lotnicze, było to, że miało być w miarę szybko i najlepiej jak najbliżej domu, czyli w naszym przypadku z i do Gdańska. Wybraliśmy połączenie do Monachium, a stamtąd do Lizbony. Tam nocleg i następnego dnia przelot innymi liniami na wyspę Terceira. Razem za dwie osoby, w dwie strony, przyszło nam zapłacić około 3000 złotych. W cenie mieliśmy rzecz jasna bagaż rejestrowany i po sztuce podręcznego na głowę. No cóż, wygoda najczęściej kosztuje. Oczywiście, jeżeli będziecie chcieli polecieć taniej, na pewno znajdziecie świetne okazje. Do Lizbony można dostać się z Polski niskokosztowymi liniami, podobnie jest z dolotem ze stolicy Portugalii do Ponta Delgada położonej na należącej do archipelagu Azorów wyspie São Miguel. Od grudnia będą jeszcze większe możliwości, ale o tym w odpowiednim czasie. My możliwości jak najbardziej budżetowego dolotu po prostu nie braliśmy tym razem pod uwagę.

 

Nadszedł wreszcie długo oczekiwany dzień. Pies w hotelu, rzeczy spakowane, odprawa przez internet zrobiona, czyli można wychodzić do „ulubionego” nocnego autobusu i z przesiadką dojechać do trójmiejskiego lotniska. Nadajemy większe bagaże i ruszamy do kontroli bezpieczeństwa. Później na górę, do hali odlotów, bardzo wczesne śniadanie i jesteśmy wywoływani do naszego samolotu. O locie nie ma co pisać, czyli było dobrze.

 

Nad Monachium dosyć nisko wiszą chmury. Lądujemy bez problemów. I to jak. Gdyby na pokładzie spała śpiąca królewna zapewne by się nie obudziła po zetknięciu kół samolotu z ziemią. Wszystko bardzo delikatnie, przyjemnie, bez kangurzych skoków (w tym miejscu piszę o lądowaniu).

 

Miejscowe lotnisko do najmniejszych nie należy. Na tablicy odlotów znajdujemy informację, że musimy wrócić dokładnie do wejścia,...na którym dopiero co wysiadaliśmy. W pobliżu przyjemne szezlongi, można się wygodnie wyciągnąć i trochę rozprostować kości. Robimy sobie jeszcze mały spacer po strefie, gdzie każdy ma znaleźć dla siebie coś miłego. Dwa dni temu w Monachium zaczął się Oktoberfest i złocisty trunek pod każdą postacią i w każdym opakowaniu wybija się na plan pierwszy. Sprawdzamy jak działa internet. Nie ma z tym żadnego problemu. Wystarczy podać swoje imię, nazwisko i adres mailowy, by za chwilę, bez żadnych ograniczeń korzystać z sieci.

 

W Lizbonie jesteśmy około 13.00 lokalnego czasu (zegarki trzeba cofnąć o godzinę w stosunku do czasu obowiązującego w Polsce). Pierwsze co robimy po odbiorze bagaży, to...przebieramy się w lekkie rzeczy. Jest ciepło, na zewnątrz niebo ma piękny niebieski kolor, na którym od czasu do czasu pojawi się jakaś zbłąkana chmurka.

 

Po wyjściu z terminala lotniczego kierujemy się do metra. Ponad pięć lat temu temu przedłużono linię czerwoną (Linha Vermelha) ze stacji Oriente do lotniska i jest to obecnie najtańsza opcja na dojazd do centrum miasta. Pamiętać tylko trzeba, że podziemna kolejka jeździ od 6.30 rano do 1 w nocy. Można także skorzystać z lotniskowego autobusu (cena za bilet: 2 euro).

 

Przed automatami biletowymi zawinięta kolejka. Pracownicy metra pilnują, by ktoś nie dostał się bez kolejki. Lepiej mają ci, którzy dysponują kartami Viagem lu 7 Colinas, które można doładować odpowiednią kwotą pieniędzy. Dla nich jest przeznaczony jeden automat. Inni mają do dyspozycji trzy maszyny. Jeżeli dobrze policzyłem, to automatów jest tutaj osiem, przy czym cztery po prostu nie działały.

 

Lizbonablog12 (powiększenie)

Nareszcie Lizbona!, fot. autor

 

Nagle w kolejce robi się ruch. Jesteśmy kierowani do kasy. Widocznie ktoś zjadł już późne drugie śniadanie albo wczesny obiad. Kupujemy bilety 24 godzinne. Za dwa, plus dwie karty płacimy 13 euro. Karty kosztują po 0,50 euro i są ważne przez rok od dnia ich zakupu. Same bilety kosztują 6 euro i można na ich podstawie do bólu, przez równą dobę od pierwszego skasowania, korzystać z publicznych: metra, autobusów, tramwajów i wind-elevadorów (to tylko tak brzmi, a jest obowiązkowym punktem dla odwiedzających). W ubiegłym miesiącu wprowadzono dwa dodatkowe bilety 24 godzinne. Pierwszy z nich, za 9 euro pozwala na przejazdy metrem, autobusami, tramwajami, windami oraz tylko na rejsy promami do Casilhas. Drugi kosztuje 10 euro, za które otrzymujemy nielimitowaną liczbę przejazdów metrem, autobusami, tramwajami, windami oraz pociągami CP (połączenia do Sintry, Cascais, oraz Azambuja e Sado).

 

Żeby się dostać do metra trzeba „odbić” kartę na czytniku. Wtedy otwierają się drzwiczki. Jedziemy w kierunku stacji São Sebastião. Na stacji Alameda przesiadamy się w linię zieloną (Linha Verde) i dojeżdżamy nią do stacji Rossio (kierunek: stacja Cais do Sodré).

 

Lizbonablog1 (powiększenie)

Plac Rossio, fot. autor

 

Znajdujemy nasz pensjonat na placu Rossio. To nasza bodajże już trzecia wizyta w Lizbonie i czujemy się jak u siebie. Załatwiamy formalności i ruszamy „w miasto”. Przy płaceniu za spanie musimy dołożyć ekstra po jednym euro od osoby za noc w ramach lizbońskiej opłaty turystycznej. Wprowadzono ją w tym roku.

 

Lizbonablog2 (powiększenie)

Plac Rossio, fot. autor

 

Później noga za nogą przechodzimy do Praça do Comércio. W jego centralnej części widzimy potężny pomnik króla Józefa. Jest oczywiście wielki łuk – Arco da Rua Augusta. Przy placu widok, jakiego nie pamiętamy sprzed 5 lat. Patrzymy się na siebie, czy aby nie pomyliło nam się miasto. Ale nie, to nie Bangkok. Dlaczego? Otóż stoi tutaj pełno tuk-tuków i każdemu turyście proponowany jest przejazd. Nie korzystamy. Mamy bilety na komunikację.

 

Lizbonablog3 (powiększenie)

Praça do Comércio, fot. autor

 

Lizbonablog5 (powiększenie)

Tuk - tuki na Praça do Comércio, fot. autor

 

Młodzież szkolna ma dzisiaj jakieś święto. Na lizbońskich placach rządzą roześmiane i rozśpiewane dzieciaki w szkolnych mundurkach. My tymczasem przechodzimy nad potężny Tag i obserwujemy wypływający właśnie z Lizbony potężny wycieczkowiec. Chwilę potem podchodzimy na przystanek tramwajowy.

 

Lizbonablog4 (powiększenie)

Lizbońskie stare tramwaje, fot. autor

 

Stamtąd linią 15 dojeżdżamy do Belem. W tramwaju niespodzianka, czyli kontrola biletów. Podczas niej "kanar" przykłada czytnik do naszych kart i wychodzi mu, że mamy ważne przejazdówki. Zresztą chwilę po wejściu trzeba przyłożyć je do czytnika. Zielony kolor oznacza, że wszystko jest w porządku. Wsiadając do tramwaju i wysiadając zeń naciśnijcie przycisk przy drzwiach. Dopiero wtedy się otworzą.

 

Lizbonablog11 (powiększenie)

Rzeka Tag i wycieczkowiec, fot. autor

 

W pierwszej kolejności idziemy do Pastéis de Belém, gdzie można kupić słynne na cały świat babeczki. Są wytwarzane od 1837 roku na podstawie przepisu braciszków mieszkających kiedyś w klasztorze. Ręcznie robione, przy użyciu tradycyjnych metod. Kupujemy kilka sztuk. Kosztują o 15 eurocentów drożej niż przed 5 laty (1,10 euro za sztukę) Oczywiście dostajemy do nich cynamon i cukier puder (babeczki przed zjedzeniem, lub raczej pochłonięciem, koniecznie trzeba nimi posypać). Siadamy na ławce w parku i jemy...Chwilo trwaj! Smak się nie zmienił. Niebo w gębie.

 

Lizbonablog7 (powiększenie)

Klasztor Hieronimitów, czyli Mosteiro dos Jerónimos, fot. autor

 

Spostrzegamy, że Pomnik Odkrywców jest w remoncie. Zamawiamy po lampce wina i za chwilę siedzimy nad Tagiem. Miłe ciepło, przechodzący uśmiechnięci ludzie. Potem marsz w kierunku wieży Belem, z którą kiedyś związał swój los...gen. Józef Bem (był tam więziony).

 

Lizbonabloog6 (powiększenie)

Wieża Belem. fot. autor

 

Wracamy do centrum. Elevadorem da Gloria wjeżdżamy na Bairro Alto. Stamtąd podziwiamy panoramę oświetlonego Starego Miasta. Jemy kolację i zjeżdżamy na dół. Przejazd tym cudem techniki kosztuje w dwie strony kosztuje 3,60 euro, ale właściciele biletów 24 godzinnych mają go „w cenie”.

 

Lizbonablog8 (powiększenie)

Elevador da Gloria wieczorową porą, fot. autor

 

Mamy jeszcze jeden cel. Jest nim nasza ulubiona wiśniówkarnia, czyli Ginjinha Sem Rival położona na Rua Portas de Santo Antão. Za ladą młody człowiek. Spodziewaliśmy się kogoś innego i pytamy o sprzedającego tutaj wcześniej przemiłego pana w średnim wieku, którego ręka w obwodzie była mniej więcej taka jak moje udo. Niestety, okazuje się, że blisko trzy lata temu zmarł. Zamawiam kieliszeczek (1,40 euro), zamiast, jak bywało wcześniej, pięciu owoców, dostaję tylko jeden i wypijam myśląc z żalem o człowieku, który kojarzył mi się z tym miastem. Wspaniale celebrował moment nalewania rubinowego trunku. Korkiem przytrzymywał wiśnie, by poza wspomnianą przewidzianą liczbą nie spadały do kieliszka. Nic przy tym nie rozlewał. Mistrz. Przed wiśniówkarnią stał uliczny grajek i śpiewał fado.

 

Lizbonablog9 (powiększenie)

Wejście do Ginjinha Sem Rivalza dnia, fot. autor

 

Lizbonablog10 (powiększenie)

Nalewanie wiśniówki to proces wymagający umiejętności, fot. Beatka

 

Milcząc wracamy do hostelu. Człowiek żyje tak długo, jak inni o nim pamiętają.

 

gekon2010, 19 września 2016 roku

 

                                                                                                              NASTĘPNE (miniaturka)

 

 

 

Dodano: 07.10.2016 11:42
Ostatnia aktualizacja: 12.11.2018
Miejsce: Portugalia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-1080
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.