Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Borneo – część 11, czyli co robić na Manukanie, Mamutiku i Sapi

 

Cały czas siedzimy na Borneo. Wieczorem robimy sobie spacer po Kota Kinabalu, stolicy prowincji Sabah. Trudno nie skorzystać z tak fantastycznej pogody. Po drodze zaglądamy na nocny rynek, którego poprzednio nie zdążyliśmy zobaczyć. Towary i ceny raczej pod turystów. Co niektórzy sprzedawcy nie przejawiają żadnej ochoty do targowania. W Brunei rozleciały mi się japonki i szukam czegoś na stopy. Niestety, nigdzie nie ma rozmiaru 45. Słyszymy, że największy rozmiar, jaki się tutaj produkuje to 44. Rozmiar, rozmiarem, czasami 45 jest za duże. Mierzę miejscowe 44, ale okazuje się, że japonki są za małe. Trudno, będziemy szukać gdzie indzie. Jakoś nie chce mnie się wierzyć, że nie ma - było nie było - całkiem normalnego rozmiaru. Szkoda, że już niedługo będziemy musieli wyjeżdżać z Kota Kinabalu. Poznaliśmy trochę to miasto, poczuliśmy do niego trochę sympatii, no i co najważniejsze zaczynamy się tutaj czuć jak u siebie.

 

Rano z hotelowego pokoju wygania nas fantastyczna pogoda. Idziemy na Jesselton Point, by na przystani dowiedzieć się czegoś o rejsach na pobliskie wyspy objęte terenem morskiego parku narodowego Tunku Abdul Rahman Park. Za wyprawę szybką łodzią, obejmującą trzy z nich, płacimy 100 ringgitów (dwie osoby z podatkami). Możecie jednak wybrać sobie opcję z jedną lub dwiema wyspami. Za pierwszą opcję dorosły płaci 23 ringgity, zaś dziecko 18 ringgitów. Podatek to dodatkowe 7,62 ringgita, które musi wysupłać dorosły i jakby było mało 3,82 ringgita, które powinien zapłacić za dziecko). Wersja z dwiema wyspami kosztuje 33 ringgity (dorosły) i 23 ringgity (dziecko). Do tego trzeba doliczyć podatki. Kurs ringgitta jest niemal taki sam jak kurs złotówki.

 

Borneo82 (powiększenie)

Łodzie już czekają na chętnych, fot. autor

 

Jest sobota. Tłumy ludzi, przede wszystkim Chińczyków, czekają na łodzie na wyspy (poza przybyszami z Europy, którzy widać jeszcze odpoczywają).

 

Borneo83 (powiększenie)

Za chwilę odpływamy, fot. autor

 

Łódź pruje fale. Gdy przybijamy do przystani na wyspie Mamutik od razu podbiega do nas pracownik firmy, w której bilety kupiliśmy i mówi, o której godzinie mamy tutaj być, żeby popłynąć na kolejną wyspę. Dobrze to mają zorganizowane. My, zanim weszliśmy na wyspę musimy kupić bilety na utrzymanie parku narodowego (wchodzimy na jego teren). Obcokrajowcy płacą za wejściówki 10 ringgitów (dorośli) i 6 ringgitów (dzieci), zaś Malezyjczycy 3 ringgity (dorośli) i symbolicznego 1 ringgita za dziecko. Tylko, jeżeli chcecie płynąć na inne wyspy, zachowajcie ten bilet. Są one również tam ważne i sprawdzane. Po co tracić kolejne pieniądze?

 

Mamutik1 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik2 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik3 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Przechodzimy około 100 metrów i siadamy na ławce. Beatka wskakuje do wody. Wraca zachwycona, woda ciepła, na dnie nie ma jeżowców, no i można obserwować podwodny, kolorowy świat. Warto mieć ze sobą maskę i rurkę, ale można je też wypożyczyć, zarówno kupując bilet na przystani w Jesselton, jak i na wyspie. Robimy sobie jeszcze spacer. Na skałkach młoda para ma śłubną sesję fotograficzną. Od razu mam skojarzenie z orłowskim klifem w Gdyni, gdzie także widuje się świeżo sobie poślubionych, którzy chcą uwiecznić najważniejsze (jak na razie) dla nich chwile.

 

Mamutik4 (powiększenie)

Młoda para i Mamutik, fot. autor

 

Mamutik5 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik6 (powiększenie)

Tego to Wam chyba tłumaczyć nie trzeba, Mamutik, fot. autor

 

Spotykamy miłą parę Egipcjan z Aleksandrii. Twierdzą, że w Egipcie zima i dlatego wybrali się na Borneo. Jednak zaczyna im tutaj doskwierać upał. Mają go już trochę dosyć. No, no, Egipcjanin ma dosyć wysokiej temperatury powietrza... Fakt, że w tym roku nawet rdzenni mieszkańcy Borneo narzekają na skwar lejący się z nieba i brak deszczu. El Nino daje się we znaki...

 

Mamutik7 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik8 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik9 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik10 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik11 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Do przystani idziemy brzegiem morza. W wodzie widzimy młode, kompletnie ubrane dziewczyny. Muzułmanki również korzystają ze słonecznej pogody i pływają w morzu. Niektóre odpoczywają na brzegu. Na łódkach przybijających do przystani sporo (co niektórych bardzo „zmęczonych”) twarzy z europejskimi rysami. Widać ludzie wstali i próbują coś ze sobą zrobić.

 

Mamutik12 (powiększenie)

Spotkanie kultur na Mamutiku, fot. autor

 

Mamutik13 (powiększenie)

Fajne jedzonko, prawda, Mamutik, fot. autor

 

Mamutik14 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Mamutik15 (powiększenie)

Mamutik, fot. autor

 

Płyniemy na kolejną wyspę - Sapi. W czasie odpływu podobno można przejść po dnie na pobliską, dużą wyspę Gaya.

 

Sapi5 (powiększenie)

Sapi, fot. autor

 

Sapi6 (powiększenie)

Po prawej brzeg wyspy Gaya, po lewej Sapi, fot. autor

 

Sapi7 (powiększenie)

Plaża na Sapi, fot. autor

 

Sapi8 (powiększenie)

Na takie "przyjemności" trzeba szczególnie uważać, fot. autor

 

Na miejscu tłumy. Jest pora obiadu. Co niektórzy zapewne mają wykupioną opcję z posiłkiem i właśnie stoją karnie z talerzami w kolejkach, czekając na swoją porcję. Jak jeść to jeść. Poczuliśmy niepokój w żołądkach i także poszliśmy na obiad. Zapłaciliśmy 26 ringgitów.

 

Sapi1 (powiększenie)

Sapi, fot. autor

 

Sapi2 (powiększenie)

Sapi, fot. autor

 

Sapi3 (powiększenie)

Sapi, fot. autor

 

Sapi4 (powiększenie)

Sapi, fot. autor

 

Po jedzeniu spacer do przystani i oczekiwanie na rejs na ostatnią z wysp, którą dzisiaj mamy zobaczyć.

 

Na Manukanie, w porównaniu do Sapi, cisza i spokój. Luz. Beata od razu ruszyła do wody. Kiedy wróciła stwierdziła, że pływając tutaj trzeba bardzo uważać na jeżowce, których miejscami jest bardzo dużo. Dobrze więc kupić sobie specjalne obuwie. Chociaż niekoniecznie. Czytałem gdzieś, że przed tymi potworami bardzo dobrze chronią normalne chińskie trampki po 15-20 złotych para. Mają grubą podeszwę i podobno są o niebo lepsze od tych specjalnego obuwia do pływania.

 

Manukan1 (powiększenie)

No to jesteśmy na Manukanie, fot. autor

 

Manukan2 (powiększenie)

Popołudnie, to i człowiek zmęczony. Czas na drzemkę, fot. autor

 

Manukan3 (powiększenie)

"Pamiątki" po II wojnie światowej, fot. autor

 

Mamy czas, by zrobić sobie krótki spacer. Przy jednym z brzegów stanowisko ratowników. Czekają na swoją Monikę patrząc nie na morze (co chyba powinni robić) tylko w ekrany smartfonów. Ciekawe, czy ktoś, kto się nie daj Boże tutaj topił, miał to szczęście, że przeżył?

 

Manukan4 (powiększenie)

Ratownicy, fot. autor

 

Manukan5 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan6 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Wyspa jest zadbana. W pewnej chwili spotykamy „trzech Panów z Brunei”, czyli naszych rodaków ze Śląska Cieszyńskiego. Fakt, że kiedy spotkaliśmy się ostatnio, wspominali, że na pewno zobaczymy się w Kota Kinabalu. Nie wspominali wprawdzie nic o wyspach, ale to akurat mało ważny szczegół.

 

Manukan7 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan8 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan9 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Na wyspie jest 1,5 kilometrowy szlak (licząc od brzegu przed wejściem na molo prowadzące do przystani), którym można dojść do punktu, z którego można podziwiać zachód słońca. Na początku jest droga w prawo, którą wchodzi się na Jungle Trekking liczący dokładnie 1532 metry. Idziemy spokojnie, po drodze spotykamy dwa duże warany. Są płochliwe, boją się ludzi, na nasz widok znikają w zaroślach.

 

Manukan10 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan11 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan12 (powiększenie)

Manukan, fot. autor

 

Manukan13 (powiększenie)

za chwilę powiemy wyspom "do widzenia", fot. autor

 

Przed 17.00 wracamy na stały ląd, do Kota Kinabalu. Mimo, że na wyspach (poza Sapi) robiliśmy zupełnie różne rzeczy, to znaczy Beatka pływała, a ja „bezproduktywnie spędzałem czas”, to jednak mamy podobne zdania. Najlepiej wspominaliśmy pobyt na Mamutiku. Sapi była za głośna, a na Manukanie w wodzie jest dużo jeżowców, na które mimowolnie trzeba uważać. Sami zresztą widzieliśmy tam wsiadającego na łódkę kulejącego, młodego człowieka. Unikał stawiania jednej stopy, musiał więc nadepnąć na jeżowca. Unikajcie również zakupów w sklepach na wyspach. Ceny potrafią wielokrotnie przekraczać te w Kota Kinabalu

 

Przechodzimy do hotelu. Tam musimy dobrze się spakować. Jakoś nam się to udaje i następnego dnia rano bez problemów oddajemy klucze od pokoju (za który zapłaciliśmy 320 ringgitów).

 

Umawiamy się z taksówkarzem na 30 ringgitów i jedziemy na lotnisko. Tam znana nam wcześniej procedura, czyli prześwietlenie bagaży, oddanie bagażu rejestrowanego i przejście przez kontrolę bezpieczeństwa. Pomimo, że nasz lot jest krajowy, sprawdzane są dokładnie nasze paszporty.

 

Borneo83 (powiększenie)

Po lewej jedno z wejść na lotnisko w Kota Kinabalu, fot. autor

 

Czekamy na samolot. Beatka czyta gazetę, którą dostaliśmy do pokoju hotelowego. Czyta, że na wyspie panują potężne upały, trudne do zniesienia nawet dla miejscowych. Jeżeli przez tydzień temperatura będzie przekraczała 38 stopni Celsjusza – zostaną zawieszone zajęcia w szkołach (na przykład dzisiaj o 8 rano były 33 stopnie Celsjusza, ciekawe jak będzie w południe). Lekarze radzą mieszkańcom i oczywiście odwiedzającym, by pili codziennie nie mniej niż 3 litry wody. Na uwagę, że nie zawsze chce się pić mają dobrą receptę – po prostu trzeba się do tego zmusić. A ja się dziwiłem, że napotkany wczoraj na Mamutiku Egipcjanin mówił mi, że jest żonie i jemu jest gorąco.

 

Borneo84 (powiększenie)

Hala odlotów, jedno z wyjść, fot. autor

 

Naszą uwagę przykuwa tekst o tragedii jednej z rodzin, której ...waran pożarł małe dziecko. Artykuł zdobiła ni mniej ni więcej, tylko fotografia szczątków maleństwa. Ot, taka ciekawostka dziennikarska. Zdjęcie nie było w ogóle pikslowane, ani zaczerniane.

 

Na lotnisku w Kota Kinabalu można korzystać z internetu, wcześniej jednak trzeba się zarejestrować.

 

Borneo85 (powiększenie)

Na lotnisku, jak to na lotnisku, królują sklepy, fot. autor

 

Wreszcie wołają pasażerów lecących do Kuala Lumpur, który jest naszym celem na dziś. Podnosimy się z foteli i karnie stajemy w kolejce do wejścia. Siedzimy na początku samolotu. Możemy trochę wyprostować nogi. Wreszcie maszyna ustawia się w osi pasa, pilot daje silnikom pełną moc i startujemy

 

Wznosimy się w powietrze. Oglądamy z góry znane nam kąty... Za chwilę patrzymy na siebie i zaczynamy rozmowę o tym, gdzie jeszcze będziemy w czasie tej podróży.

 

gekon2010, 18, 19 i 20 marca 2016 roku

 

Dodano: 20.04.2016 11:20
Ostatnia aktualizacja: 11.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-575
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.