Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Brunei – część 10, czyli z wizytą u sułtana - jednego z najbogatszych ludzi świata

 

Wyspa Borneo podzielona jest nie tylko na części indonezyjską i malezyjską. Położone jest tam również jedno z najbogatszych państw na świecie. Mowa o Brunei Darussalam (taka w tłumaczeniu na język polski jest jego pełna oficjalna nazwa). A, że nie mamy tam z Kota Kinabalu daleko postanowiliśmy je odwiedzić.

 

Tym razem nie lecimy samolotem i nie jedziemy autobusem. Do jednego z najbogatszych państw świata, gdzie roczny dochód narodowy wynosi ponad 50 000 dolarów na głowę, dostaniemy się drogą morską. Samoloty były za drogie, a 8,5-godzinna podróż autobusem za 100 ringgitów od osoby jakoś nam się nie uśmiechała. Dla tych, którzy jednak lubią taką jazdę mam wiadomość, że z Kota Kinabalu autobusy wyjeżdżają o godzinie 08.00 rano, a zaś do stolicy Brunei – Bandar Seri Begawan, zgodnie z rozkładem jazdy, powinny przyjeżdżać o 16.30. Operatorem jest Sipitang Express, przystanek w KK położony jest w Miejskim Parku na Jalan Tugu. Jeżeli już zdecydujecie się na tę opcję pamiętajcie o tym...by mieć miejsce na pieczątki w swoich paszportach. Po drodze trzy razy będziecie przekraczać granicę pomiędzy Malezją, a Brunei i za każdym razem czeka na Was kontrola.

 

Bilety na statek kupiliśmy wczoraj. Od osoby musieliśmy wyłożyć 63,82 ringgity (nie muszę już chyba pisać, że to mniej więcej tyle samo w złotówkach). Skąd taka dziwna cena? Otóż 60 ringgitów kosztuje sam bilet, zaś 3,82 ringgita to opłaty portowe i podatki. Z Kota Kinabalu nie ma jednak bezpośrednich rejsów do Brunei. Trzeba przesiadać się na należącej do Malezji wyspie Labuan.

 

Spakowaliśmy się do małych plecaków. Na szczęście możemy w naszym hostelu zostawić większy bagaż. Płacimy za to 2 ringgity za sztukę za dobę. Lżejsi o ładnych parę kilo idziemy na Jesselton Point. Nasz statek o nazwie Labuan Express Dua już czeka przy nabrzeżu. Przed ósmą wsiadamy na pokład. Za chwilę odbijamy od brzegu.

 

labuan1 (powiększenie)

...za chwilę ruszamy na Labuan, fot. autor

 

Jak zwykle, pierwszą część morskiej podróży...przesypiam. Budzę się mniej więcej po dwóch godzinach, trochę rozmawiamy z Beatką. Około 13.30 dopływamy do Labuanu. Ta wyspa to jedna wielka strefa wolnocłowa. Niektóre ceny, szczególnie mocniejszych trunków, nawet zachęcające (na przykład pięcioletnia whisky za 18 ringgitów), ale tylko dla tych, którzy akurat tam się przesiadają lub zostają na kilka dni. Nie opłaca się płacić ponad 30 ringgitów za rejs w jedną stronę, by kupić na wyspie alkohol i za te same pieniądze wracać do KK.

 

labuan2 (powiększenie)

Labuan, fot. autor

 

labuan3 (powiększenie)

Terminal promowy Labuan, fot. autor

 

Rejs do Serasy (Brunei) mamy o 13.30. Służbisty funkcjonariusz pokazuje nam, że musimy jeszcze iść do kasy i uiścić opłaty portowe, dopiero potem możemy zgłosić się do niego. Tak też robimy. W kasie płacimy dodatkowe 10 ringgitów za dwie osoby. Pamiętajcie o tym, kiedy będziecie przesiadać się na Labuanie w rejsie do Brunei. Wracamy do "groźnego" pana, ten mówi, że teraz wchodzą ci, którzy płyną do Kota Kinabalu, my zaś musimy poczekać do 13.00.

 

Brunei1 (powiększenie)

Ming Hai dopłynęliśmy do Brunei, fot. autor

 

Przed tą godziną pokazuje nam, że możemy przechodzić. Prześwietlamy bagaże i podchodzimy do odprawy granicznej. W budce dla Malezyjczyków wszystko przebiega w miarę sprawnie. W naszej nie ma jeszcze nikogo. Po kilku minutach podchodzi przełożony strażników. Wchodzi do budki, gdzie mamy mieć odprawę i za chwilę podnosi się głowa kompletnie zaspanego człowieka w mundurze. Śmiejemy się razem z przełożonym, a młody funkcjonariusz bierze się za sprawdzanie paszportów. Kiedy nie ma nikogo przy budce przeznaczonej dla obywateli Malezji, wołani są wtedy do niej obcokrajowcy. Wszystko po to, by oprawa przebiegła szybko i sprawnie.

 

Z Labuanu wypływamy punktualnie. Do Serasy nasz statek – Ming Hai – dopływa po godzinnym rejsie. Obserwujemy przez bulaj wejście do portu. Widać zbiorniki na gaz ziemny i ropę naftową, którym kraj ten zawdzięcza swoje bogactwo. Trochę czasu zajmuje nam wypełnienie dokumentów, w których musimy odpowiedzieć na kilka pytań. Podchodzimy do punktu kontroli granicznej. Obsługujące panie (wszystkie w chustach na głowach i zapięte pod samą szyję) biorą od nas wypełnione kartki. Odrywają z nich mniejszą część i pouczają, że musimy ją oddać przy wyjeździe. Ponieważ wpisaliśmy, że będziemy tutaj 3 dni, na pieczątce potwierdzającej wjazd przystawiana jest kolejna, z której wynika, że możemy tutaj przebywać do 19 marca.

 

Czekają już na nas opatulone w chusty celniczki. Dokładnie sprawdzają niewielki bagaż jaki mamy ze sobą. Dodatkowo pytają czy mamy alkohol i papierosy. Odpowiadamy, że nie, no co słyszymy, że bardzo dobrze.

 

Wreszcie możemy powiedzieć, że jesteśmy w Brunei. Pierwszym językiem, jaki słyszymy jest...polski. Trzech naszych rodaków ze Śląska Cieszyńskiego płynie właśnie na Labuan. Mówią nam, na co zwrócić tutaj uwagę. Dziękujemy im i wymieniamy euro na dolary brunejskie. Kantor jest po lewej stronie budynku, patrząc na wprost wyjścia. Musimy jakoś dojechać do stolicy. Z przystani jeździ tam klimatyzowany minibus, który przecież za darmo nas nie zabierze.

 

Żeby dojść punktu, z którego odjeżdża, trzeba przejść dosłownie kilkadziesiąt metrów prosto od wyjścia. Podjeżdża Express Line, którą dojedziemy bezpośrednio do centrum stolicy. Za bilety płacimy 4 miejscowe dolary (niewiele ponad 11 złotych). Mają taki sam kurs jak singapurskie. Dobra strona takiego rozwiązania to to, że płatności w tych drugich są w Brunei przyjmowane bez żadnych problemów.

 

Kierowca wydaje nam bilety, a pieniądze wrzuca do wąskiej szpary na wierzchu specjalnej puszki. Nie ma możliwości, by je stamtąd wyjąć. Pilnuje przy tym, by każdy pasażer zapłacił za bilet i co ważne, by go otrzymał. Dobrze mieć odliczone pieniądze na bilety. Express Line z przystani w Serasie odjeżdża w godzinach: 10.45, 15.00 i 18.00. Z BSB Terminal w centrum stolicy do przystani powinien ruszać o 6.45, 11.30 i 15.45. Choć nie zawsze tak bywa...

 

Po około 40 minutach jazdy zatrzymujemy się w centrum stolicy Brunei Bandar Seri Begawan. Po drodze z ciekawością wyglądamy przez okna pojazdu. Bogactwo tu nie kłuje w oczy. Drogi nie są zbyt równe, chodników prawie nie ma (bo i po co? Każdy przecież ma samochód). Dostrzegamy kilka ciekawych architektonicznie domów mieszkalnych. Wyglądają na puste... Sprawdza się to, o czym czytaliśmy przed wyjazdem. Sułtan pobudował tu domy dla swoich poddanych, mieszkających w mieście na wodzie, w samym centrum stolicy. Ci jednak nie kwapią się z przeprowadzką, wolą pozostać u siebie. Dlaczego? O tym później.

 

Dochodzimy do Jalan McArthur, skręcamy w prawo, za chwilę jeszcze raz w prawo w Jalan Pretty. Idziemy prosto i za chwilę w całej okazałości widzimy meczet Sułtana Omara Ali Saifuddiena. Nie da się ukryć... robi wrażenie! To właśnie w tym meczecie obecnie panujący sułtan Hassanal Bolkiah czyta Koran i przemawia do poddanych podczas świąt.

 

Wzniesiono go w 1958 roku na sztucznej lagunie za rządów sułtana Omara Ali Saifuddiena III, ojca obecnie panującego władcy Brunei. Jego kopuły kryte są szczerym złotem. Jest widoczny z każdego punktu BSB, doskonale go widać z "miasta na wodzie", czyli Kampung Ayer. Jego ściany są z włoskiego marmuru. Wieża minaretu liczy sobie 44 metry. Uznawany za jeden z piękniejszych obiektów tego typu na świecie. Na sztucznej lagunie ustawiona jest też replika pochodzącej z XVI wieku barki jednego z sułtanów. Jeszcze niedawno zwiedzanie meczetu było niemożliwe. Dzisiaj to się zmieniło. Można go oglądać od soboty do środy w godzinach: 08.30 – 12.00, 13.30 – 15.00 oraz 16.30 – 17.30 oraz w piątki pomiędzy 16.30, a 17.30. Niestety nie wejdziemy doń w czwartki i wszystkie święta religijne.

 

Brunei3 (powiększenie)

Meczet Sułtana Omara Ali Saifuddiena, fot. autor

 

Mamy szczęście. Jest środa i do tego około 16.40. Możemy więc wejść do środka. Zatrzymuje nas bramka z napisem, że właśnie są modły i wstępu nie ma. Rozmawiamy z jednym z mieszkańców. Po kilku minutach pyta on pana przy wejściu, czy możemy obejrzeć meczet. Okazuje się, że tak. Wcześniej jednak zakładamy na siebie długie czarne szaty i zdejmujemy obuwie. Pisząc wcześniej o możliwości "zwiedzenia" meczetu przesadziłem. Turyści mogą tylko stanąć w wyznaczonym barierkami miejscu kilka metrów za wejściem i stamtąd podziwiać wnętrze budowli. Fotografowanie wewnątrz jest zabronione. To i tak postęp w stosunku do czasów, kiedy w ogóle nie można było tutaj wejść, ale odczuwa się niedosyt. Szkoda. Jest to bardziej "oglądanie" niż "zwiedzanie". Do tego nasz "opiekun", po mniej więcej 10 minutach daje nam bardzo wyraźnie do zrozumienia, że już powinniśmy sobie pójść.

 

Brunei4 (powiększenie)

Idziemy do hotelu, fot. autor

 

Brunei5 (powiększenie)

...żeby tam dojść musimy iść po takich pomostach, fot. autor

 

Drewnianymi pomostami "miasta na wodzie" przechodzimy do drogi i naszego hotelu. Niestety, mamy problem z płatnością kartami. Wreszcie nam się udaje. Obsługa hotelu tłumaczy nam, że coś się stało na łączach systemu, które obsługuje nasze karty i przez kilka-kilkanaście minut akurat nie działał. Najważniejsze, że udało nam się zapłacić. Dwie doby kosztują nas 176 dolarów, czyli 494 złote.

 

Rozkładamy rzeczy, włączamy klimatyzację i wyciągamy się na łóżkach. Po drodze do hotelu zauważyliśmy, że ceny jedzenia w knajpkach mniej więcej odpowiadają cenom w Singapurze. Jak dla nas trochę za drogo, tym bardziej, że sam hotel nie był tani. Dobrze, że tuż przy nim mamy duży sklep. Idziemy tam i robimy jedzeniowe zakupy. Płacimy za nie około 14 dolarów (żółty ser, wołowa wędlina, masło z Nowej Zelandii, woda mineralna, chleb tostowy i cola), czyli mniej więcej 40 złotych. Jemy coś, rozmawiamy i wreszcie idziemy spać.

 

Rano z niepokojem patrzymy w niebo. Po wczorajszym słońcu nie ma nawet śladu. Nad Bandar Seri Begawan wiszą ciężkie, bure chmury. Jeszcze nie pada deszcz. Po śniadaniu ruszamy do miasta. Mamy pewne plany, martwimy się, by nie zepsuła ich pogoda.

 

Po drodze mijamy stary muzułmański cmentarz – mizar. Położony na niewielkim wzniesieniu. Grobami opiekuje się starszy mężczyzna. Pokazuje nam miejsca, gdzie spoczęli jego bliscy.

 

Brunei14 (powiększenie)

Brunei, jeden z mizarów, fot. autor

 

Brunei15 (powiększenie)

Brunei, jeden z mizarów, fot. autor

 

Brunei16 (powiększenie)

Brunei, jeden z mizarów, fot. autor

 

Brunei17 (powiększenie)

Brunei, jeden z mizarów, fot. autor

 

Przechodzimy przez drewniane pomosty, potem koło meczetu i wychodzimy na ulicę Jalan Sultan Omar Ali Saifuddiena III. Tam, nie dochodząc do Jalan Stoney, znajduje się budynek, w którym udostępnione są królewskie regalia. Są tam między innymi przedmioty, które wykorzystane były przy koronacji panującego w państwie sułtana. Państwo Brunei Darussalam jest monarchia absolutną. Panujący – Hassanal Bolkiah Mu'izzadin Waddaulah rządzi od 1967 roku. To jeden z najbogatszych ludzi na świecie. Jego majątek szacowany jest przez niektórych nawet na 90 miliardów dolarów. Ma niesamowitą kolekcję samochodów, którą raz do roku można obejrzeć. Ile ich jest? Nikt tego dokładnie, chyba poza samym władcą nie wie. Mówimy jednak o 7 tysiącach unikalych pojazdów, które parkują w pięciu garażach o rozmiarach hangarów.  Przed pałacem sułtana, o nazwie Istana Nurul Iman, parkuje ulubiony rolls-royce z włączonym przez całą dobę silnikiem. W liczącym 1788 pokojów i 257 łazienek pałacu mieszka ośmioosobowa rodzina władcy i 600 służących. Sala bankietowa może pomieścić wygodnie 5 tysięcy gości.

 

Brunei6 (powiększenie)

W tym budynku wystawiono królewskie regalia, fot. autor

 

Aby obejrzeć regalia nie trzeba płacić za wstęp. Są tam także zgromadzone prezenty, jakie sułtan otrzymywał od możnych i polityków przez lata rządzenia. Wielu przedmiotów nie można obejrzeć. Tak gdzie stały w gablotach są krótkie informacje o tym, że znajdują się w „konserwacji”. Przed wejściem do budynku trzeba zdjąć obuwie. Zdjęcia można robić tylko na parterze, zanim wejdziemy oglądać właściwą ekspozycję. Nie można wnosić plecaków, nawet małych. Należy je zostawić w szafkach (bezpłatne).

 

Brunei7 (powiększenie)

Tym sułtan był wieziony do koronacji, fot. autor

 

Brunei8 (powiększenie)

Tutaj trochę z innej perspektywy, fot. autor

 

Brunei9 (powiększenie)

W tym miejscu wolno jeszcze robić zdjęcia, fot. autor

 

Regalia można obejrzeć od czwartku do niedzieli pomiędzy 09.00, a 17.00. W piątki godziny otwarcia to: 09.00 – 11.30 i 14.30 – 17.00, zaś w soboty możemy tutaj wejść od 09.45 do 17.00.

 

Wracając z muzeum przechodzimy obok Taman Haji Sir Muda Omar Ali Saifuddien. To park i plac z zieloną murawą i skromnymi trybunami. Oczywiście jest olbrzymi portret panującego.

 

Brunei10 (powiększenie)

Widać, kto rządzi..., fot. autor

 

Przy Jalan McArthur, na rzece Brunei, znajdują się przystanie, skąd można popłynąć do Kampung Ayer. To miasteczko na palach, gdzie żyje około 40 000 ludzi, czyli 10 % mieszkańców państwa. Domy połączone są tysiącami kładek. Są tutaj szpitale, szkoły i...straż pożarna. Według niektórych liczy sobie 1300 lat. Sułtan, mający pełnię władzy, wielokrotnie próbował usunąć miasteczko nielicujące z wizerunkiem bogatego kraju. Ale mieszkańcy nie chcą się stąd ruszyć. 

 

Brunei21 (powiększenie)

Kampung Ayer, fot. autor

 

Brunei22 (powiększenie)

Kampung Ayer, fot. autor

 

Brunei22 (powiększenie)

Kampung Ayer, fot. autor

 

Za wycieczkę po miejscowych kanałach, wraz z odwiedzeniem dżungli, przewodnik liczy sobie zwykle 50 dolarów za dwie osoby. Pokazujemy mu na niebo, mówimy, że zaraz będzie padał deszcz i dlatego cena jest zdecydowanie za wysoka. W Brunei targowanie się to podstawa. Mówimy, że porozmawiamy później. Deszcz przyszedł szybciej niż się spodziewaliśmy. Stoimy przy brzegu rzeki Brunei, kiedy podpływa łódź. Znowu negocjacje i zatrzymujemy się na 25 dolarach (70 złotych) za dwie osoby. Na szczęście łódź ma dach, który trochę nas chroni. Na początku płyniemy pod meczet Masjid Duli Pengiran Muda Mahkota Pengiran Muda Haji Al-Muhtadee Billah.

 

Brunei18 (powiększenie)

Meczet Masjid Duli Pengiran Muda Mahkota Pengiran Muda Haji Al-Muhtadee Billah, fot. autor

 

Al-Muhtadee Billah, syn obecnego sułtana, urodzony w 1974 roku, w 1998 roku został wyznaczony na 30. sułtana Brunei, kończył między innymi Oksford.

 

Brunei27 (powiększenie)

Kampung Ayer, fot. autor

 

Brunei28 (powiększenie)

Kampung Ayer, fot. autor

 

Brunei29 (powiększenie)

Kampung Ayer, straż pożarna, fot. autor

 

Płyniemy dalej, w nieba leje się woda. Po lesie przyszedł czas na kanały Kampung Ayer. Nie widać ludzi, wszyscy pochowali się przed deszczem.

 

Brunei24 (powiększenie)

Brzeg rzeki Brunei, fot. autor

 

Brunei25 (powiększenie)

Brzeg rzeki Brunei, fot. autor

 

Brunei26 (powiększenie)

Brzeg rzeki Brunei, fot. autor

 

W deszczu wracamy do hotelu. Jestem kompletnie przemoczony. Po wejściu do pokoju od razu doprowadzam się do postaci suchej. Wieczorem idziemy jeszcze raz pod meczet. Pięknie oświetlony, sprawia niesamowite wrażenie. Kiedy wracamy, spotykamy na drewnianym pomoście jednego z mieszkańców łowiącego krewetki i trzeba przyznać idzie mu to świetnie.

 

Brunei19 (powiększenie)

Meczet Sułtana Omara Ali Saifuddiena wieczorem, fot. autor

 

Kolejnego dnia wstajemy przed wschodem słońca, czas wracać do KK. Z meczetów słychać słowa modlitwy. Jest cicho i spokojnie. Na ulicach praktycznie nikogo nie ma. Pogoda wspaniała. Najwyraźniej wczoraj się na nas uparła. Kiedy tak czekamy na Express Line do Serasy, podchodzi do nas konduktor z autobusu numer 39 i mówi, żebyśmy jechali z nim do Muary na prom, a później, do Serasy na przystań, inną linią. Na naszą uwagę, że czekamy na bezpośredniego busa mówi, że ten dzisiaj nie jedzie i jeżeli chcemy wypłynąć z Brunei, lepiej żebyśmy z nim pojechali. No, skoro tak mówią, to trzeba tak zrobić. Wsiadamy i pokonujemy drogę do Muary. Za bilety za dwie osoby płacimy 2 dolary (około 5,60 złotego). Zauważyłem, że konduktor wydawał w razie konieczności pasażerom resztę. Co jakiś czas wrzucał pieniądze do opisanej już przeze mnie puszki. Po 50 minutach jesteśmy w Muarze. Tam przesiadamy się na busa numer 33. Znowu płacimy 2 dolary za dwie osoby i po dosłownie kilku minutach jesteśmy na przystani w Serasie.

 

Brunei20 (powiększenie)

...a tak wygląda tuż przed wschodem słońca, fot. autor

 

Co nas uderzyło w stolicy Brunei to bardzo mały ruch na ulicach i...chodnikach. W godzinach szczytu nie ma w ogóle korków. Ludzie jakby się pochowali. Turyści, cóż, są tolerowani. Mieszkańcy (jeżeli już się ich spotka i porozmawia) są tutaj mili i uśmiechnięci, wszystko spokojnie tłumaczą. Za kierownicami samochodów widuje się kobiety (nie wierzcie w informacje, że mogą one na przykład zdobyć w tym państwie licencję pilota, a zabronione mają posiadanie prawa jazdy). Jeżeli nie chcecie oglądać tutejszych parków narodowych, jeden – dwa dni spokojnie na odwiedziny powinny Wam wystarczyć. Warto. Mieszkańcom żyje się tu nieźle. Nie płacą żadnych podatków, wszyscy mają prawo do emerytury. Szkolnictwo i opieka medyczna są bezpłatne. Państwo dopłaca do żywności i budownictwa mieszkaniowego.

 

Nasz statek odpływa o 08.30. Kupujemy bilety. Niestety możemy nabyć je tylko do Labuanu. Za dwie osoby, łącznie z opłatami portowymi, płacimy 34 dolary (95 złotych). Trochę czekamy, wreszcie przechodzimy przez kontrolę graniczną (tam oddajemy ostemplowane kartki, które otrzymaliśmy przy wjeździe) i szczegółową kontrolę celną. Statkiem Suria dopływamy do Labuanu. Mamy trzy godziny. W pierwszej kolejności podchodzimy do kasy biletowej po bilety do Kota Kinabalu. Za dwie osoby płacimy 68 ringgitów. Odwiedzamy najbliższe ulice. Szukam nowych japonek, ale nie znajduję nic ciekawego (nagminny brak rozmiaru 45). Trudno, na razie trzeba sobie radzić w starych.

 

Brunei12 (powiększenie)

za chwilę odpływamy, fot. autor

 

Brunei13 (powiększenie)

Hala "odpływów" w Serasie, fot. autor

 

Jemy śniadanie i od razu odczuwamy na plus zmianę cen. Za dwie porządne porcje, wśród których prym wiodły ukochane przez Beatkę pierogi, z napojami płacimy prawie 18 ringgitów.

 

labuan4 (powiększenie)

Taksówki przed terminalem promowym w Labuanie, fot. autor

 

labuan5 (powiększenie)

Labuan, fot. autor

 

labuan6 (powiększenie)

Labuan, fot. autor

 

labuan7 (powiększenie)

Labuan, fot. autor

 

Wielbicielom autobusów powiem tylko, że bilet z Bandar Seri Begawan do Kota Kinabalu kosztuje 45 dolarów (około 127 złotych). Autobusy odjeżdżają o 08.00, na miejscu powinny być o 16.30. Przystanek  w Bandar Seri Begawan znajduje się na Jalan McArthur, przy placu, w okolicach jednej z przystani skąd odpływają łodzie w kierunku Kampung Ayer.

 

O 12.30 wchodzimy na statek Tiga. Po 30 minutach ruszamy do Kota Kinabalu. Jesteśmy tam około 16.30. Idziemy do hotelu, meldujemy się, a w chwilę potem do hostelu po większy bagaż. Odbieramy go i wracamy. Dużo wrażeń tutaj mamy. Jutro następne...

 

Borneo81 (powiększenie)

Jesteśmy z powrotem w Kota Kinabalu, fot. autor

 

gekon2010, 16, 17 i 18 marca 2016 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                    NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 18.04.2016 18:31
Ostatnia aktualizacja: 06.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.