Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Borneo – część 8, czyli rejs przez dżunglę po rzece Kinabatangan

 

Pobudka w dżungli na Borneo jest urocza. W Sepiloku budzi nas śpiew egzotycznych ptaków. Mogliśmy wreszcie trochę dłużej pospać. Od tygodnia jesteśmy "na obrotach" i dłuższy sen bardzo nam się przydał. Po śniadaniu z niepokojem patrzymy w niebo. Pogodny ranek zamienia się w pochmurne południe. Około 12.00 zaczyna padać. Krótki, ciepły, ale intensywny, tropikalny deszcz. Nagrzana ziemia natychmiast paruje. Na niebie zostają ciężkie, ciemne chmury. A my mamy na dzisiaj swoje plany.

 

Borneo34 (powiększenie)

Trochę nam zaczęło padać, fot. autor

 

Jedziemy nad rzekę Kinabatangan. Mamy do przejechania dobrze ponad 100 kilometrów. Jemy wczesny obiad i z Sepiloku wyjeżdżamy o 13.00. Według przewodnika podróż zajmie nam dwie i pół godziny. W busie, którym jedziemy – lodówa. Klimatyzacja włączona na maksa. Wiedzieliśmy coś wcześniej o zwyczajach tutejszych kierowców i przezornie wzięliśmy z Polski polary. I bardzo dobrze zrobiliśmy. Wreszcie się na coś przydadzą. Zresztą na naszą prośbę przewodnik zmniejsza intensywność nawiewu i w samochodzie z każdym przejechanym kilometrem ociepla się.

 

Borneo35 (powiększenie)

Tutaj czekamy na rejs, fot. autor

 

W busie jesteśmy tylko my. Nie jedziemy do Sandakanu. Na rondzie w Sepiloku skręcamy w lewo i dalej drogą  numer 22 jedziemy w kierunku Kota Kinabalu. Później zjeżdżamy z niej na oznaczoną numerem 13, prowadzącą na południe. Za oknami jeden i ten sam widok. Niekończące się plantacje olejowca gwinejskiego, z którego produkowany jest olej palmowy. Malezja i Indonezja zaliczane są do jego czołowych światowych producentów. Żeby jednak utrzymać tę pozycję bezlitośnie wycina się dżunglę i w tym miejscu zakłada nowe plantacje. Cierpią na tym zwierzęta, które tracą swoje siedliska. Człowiek w ten sposób może wykończyć (albo już to zrobił) gatunki, które występują tylko na wyspie. Tak to niby najinteligentniejszy z ssaków załatwia swoje środowisko. Z drugiej strony zapewnia pracę innym ludziom. Olej palmowy wykorzystywany jest między innymi do produkcji margaryny, mydła i kosmetyków (to tylko przykłady, zastosowań jest więcej). Czy jednak nie można tego jakoś pogodzić? Według jednej z ONZ – owskich agencji, jeżeli utrzymane zostanie obecne tempo wycinki, to już za 6 lat na Borneo i Sumatrze zniszczonych zostanie 98 procent lasów! Smutna to wiadomość. Jest jeszcze czas na opamiętanie się!

 

Borneo36 (powiększenie)

Za moment do łódki i płyniemy, fot. autor

 

Borneo37 (powiększenie)

Na Kinabatangan płyną także inne łodzie, fot. autor

 

Borneo38 (powiększenie)

Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo39 (powiększenie)

Brzeg Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo40 (powiększenie)

Podglądanie przyrody, fot. autor

 

My jednak jeszcze możemy popatrzeć na przyrodę. Skręcamy w prawo z głównej drogi i podjeżdżamy pod rzekę. Tam wsiadamy do łodzi, którą płyniemy na drugą stronę. Czekamy na innych chętnych do podglądania życia na rzece i jej brzegach. O 16.00, po założeniu kamizelek ratunkowych, inną łódką ruszamy w dwugodzinny rejs. Rzeka Kinabatangan jest drugą pod względem długości rzeką Malezji. Liczy sobie 560 kilometrów. Uchodzi do morza Sulu w pobliżu Sandakanu.

 

Borneo41 (powiększenie)

Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo42 (powiększenie)

A teraz zagadka: ile małp widać na zdjęciu, fot. autor

 

Na jej brzegach można zaobserwować wiele występujących tutaj zwierząt. Są orangutany, nosacze sundajskie (małpy wyróżniające się wielkimi nosami) i wszechobecne makaki. Nosacze, występujące tylko na Borneo, po malajsku nazywane są „holenderskimi małpami”. Podobno, z powodu dużych brzuchów i nosów były bardzo podobne do ... holenderskich kolonizatorów. Nie jest trudno rozróżnić samca od samicy. Ci pierwsi mają duże, zwisające nosy, których długość może sięgać 10 centymetrów. U samic są one spiczaste i zadarte do góry. Potrafią pływać pod powierzchnią wody. Między palcami rąk i nóg mają błonę pławną.

 

Borneo43 (powiększenie)

Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo44 (powiększenie)

Brzeg Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo45 (powiększenie)

Jeden z lokatorów brzegu Kinabatangan, fot. autor

 

Borneo46 (powiększenie)

I jeszcze jeden...,fot. autor

 

Na gałęziach, w koronach drzew widzimy dzioborożce. Wyróżniają się kolorowymi, długimi dziobami.

 

Borneo47 (powiększenie)

Kinabatangan, fot. autor

 

Nad brzegami siedzą makaki. Pięknie pozują do zdjęć. W ogóle nie boją się ludzi, traktując ich jak element krajobrazu, ewentualnie jak kogoś, kogo po prostu trzeba z małpią obojętnością tolerować.

 

Borneo48 (powiększenie)

I tak to życie płynie, z gałęzi na gałąź, fot. autor

 

Przewodnik opowiada nam, że w rzece można spotkać krokodyle. My żadnych nie widzimy.

 

Borneo50 (powiększenie)

Znowu ci dwunożni...,fot. autor

 

Na szczęście nie pada deszcz. Dwie godziny zlatują nam nie wiadomo kiedy. O 18.00 podpływamy do przystani, stamtąd przeprawiamy się na drugą stronę rzeki, wsiadamy do busa i ruszamy z powrotem do Sepiloku. Ledwo ruszyliśmy, a z nieba lunął rzęsisty deszcz, który towarzyszył nam właściwie przez cały powrót do hotelu.

 

Borneo51 (powiększenie)

Nosacz Sundajski, fot. autor

 

Na miejscu jesteśmy około 20.30. Wracamy do pokoju, wspominamy jeszcze nasz wyjazd i bierzemy się za pakowanie. Jutro opuszczamy wschodnią część Borneo i jedziemy do Kota Kinabalu.

 

Za wycieczkę na rzekę zapłaciliśmy za dwie osoby prawie 617 ringgitów, czyli prawie 600 złotych. Drogo, ale uwierzcie nic tańszego nie było, a raczej nie mieliśmy szans na to, by własnym pomysłem dojechać do rzeki i dopłynąć do przystani, z której zaczynają się rejsy. Na tym gospodarze zarabiają naprawdę duże pieniądze. Owszem, musi się przy tym wyżywić ileś tam osób, ale jak dla mnie, ceny są wygórowane. Zresztą dlatego zrezygnowaliśmy z wycieczki na wyspę żółwi. Za tę przyjemność (z noclegiem) trzeba było zapłacić w granicach 600 polskich złotych od osoby. Jeżeli ktoś po to przyjeżdża, nie ma problemu, ale jeżeli zastanawia się na miejscu, czy z tej opcji skorzystać, to będzie miał trochę myślenia. My z żółwi zrezygnowaliśmy. Za drogo...

 

gekon2010, 13 marca 2016 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                    NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 12.04.2016 09:13
Ostatnia aktualizacja: 21.10.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.