Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Borneo – część 7, czyli słoneczne misie i w uściskach orangutana

 

Orangutany, nasi człekokształtni kuzyni, których DNA jest zgodne z ludzkim w 97 procentach, występują na Sumatrze i Borneo. Bardzo chcieliśmy je zobaczyć na wolności i właśnie dlatego wybraliśmy Sepilok jako jeden z przystanków podczas naszej podróży do Malezji.

 

Znajduje się tam Ośrodek Rehabilitacji Orangutanów. Ma już ponad 50 lat i niekwestionowane zasługi w przystosowaniu osieroconych małp do życia na wolności. Wystarczy wspomnieć, że przez te wszystkie lata kilkadziesiąt z nich wypuszczono do lasu, by same sobie radziły.

 

Borneo15 (powiększenie)

Brama do Ośrodka Rehabilitacji Orangutanów w Sepiloku, fot. autor

 

Mamy do niego kilkaset metrów z naszego hotelu. Specjalnie, jeszcze w Polsce, wybraliśmy ten hotel w środku dżungli, by być jak najbliżej natury. Jest sobota, a więc zjeżdżają tłumy turystów. Wszyscy chcą zobaczyć pierwsze karmienie orangutanów. My oczywiście także. W szatni ośrodka musimy zostawić swoje plecaki, nawet półlitorową butelkę wody, możemy wziąć tylko aparat fotograficzny. Nie ma przebacz. Podobno małpy potrafią błyskawicznie wyrwać coś z ręki. To, że jest to możliwe, przekonałem się na Gibraltarze, gdzie wystarczyła chwila nieuwagi, by ktoś pożegnał się ze sprzętem fotograficznym.

 

Borneo17 (powiększenie)

Sepilok, Ośrodek Rehabilitacji Orangutanów, fot. autor

 

Borneo16 (powiększenie)

Sepilok, Ośrodek Rehabilitacji Orangutanów, fot. autor

 

Wchodzimy do ośrodka i podchodzimy do platformy widokowej. Jest całkiem spora i mieszczą się na niej wszyscy chętni. Około godziny 10.00 zaczyna się karmienie. Na platoformie siada opiekun z wiadrem wypełnionym owocami i warzywami. Podchodzi orangutan i spokojnie zajada banany. Dopiero kiedy skończy przybiegają pożywyić się makaki. Jeden z nich jest tak niecierpliwy, że nie zwracając uwagi na ludzi, skraca sobie drogę przez platformę, przy okazji masując swoim ogonem łydkę Beatki.

 

Borneo18 (powiększenie)

Platforma, z której można oglądać karmienie orangutanów, fot. autor

 

Niestety, właściwie widzimy tylko jednego orangutana. Ponieważ bilety wstępu są całodniowe, obiecujemy sobie, że przyjdziemy tutaj po południu, żeby zobaczyć karmienie o 15.00 oraz oddane niedawno do użytku przedszkole dla małych orangutaniątek.

 

Borneo19 (powiększenie)

Orang Hutan, czyli leśny człowiek, fot. autor

 

Borneo20 (powiększenie)

Karmienie, fot. autor

 

Borneo21 (powiększenie)

No to się najadłem, fot. autor

 

Borneo22 (powiększenie)

...przyszli ci dwunożni i ciągle patrzą, nie można spokojnie zjeść... fot. autor

 

Po drugiej stronie od wejścia do Ośrodka Rehabilitacji Orangutanów znajduje się miejsce, w którym swoją przystań znalazły niedźwiedzie malajskie, zwane również biruangiem malajskim. Niektórzy mówią również o nich niedźwiedzie słoneczne lub miodne, a to z powodu ich zamiłowania do miodu. Ten ośrodek to Burnean Sun Bear Conservation Centre (BSBCC). Przy 70 centymetrach wysokości ważą maksymalnie do 35 kilogramów i są najmniejszymi misiami na świecie. Pomimo, że występują od Himalajów do Borneo, są uznawane za gatunek zagrożony wyginięciem. Są zabijane dla pęcherzyka żółciowego i pazurów, wykorzystywanych następnie w chińskiej medycynie, oraz podczas komercyjnych polowań. Niektóre są kupowane z okazji rodzinnych uroczystości i traktowane jak...psy.

 

Borneo23 (powiększenie)

Wejście do BSBCC, fot. autor

 

Trafiliśmy na porę karmienia. Niedźwiedzie wychodzą pod platformę widokową i zajadają zostawione przez obsługę jedzenie.

 

Borneo24 (powiększenie)

...proszę Państwa, oto miś..., fot. autor

 

Jeden z pracowników zachęca nas do spojrzenia przez ustawione na podeście lornetki. W liściach drzew widzimy siedzące na gałęziach biruangi. Opowiada nam przy okazji historie niektórych pensjonariuszy ośrodka. Jeden z nich na przykład był przywiązany łańcuchem do budy, inny miał zabawiać publiczność w nielegalnym cyrku, jeszcze inny zamknięty był w za małej klatce i przeżywał niewyobrażalne męki (z przyjemnością zamknąłbym w takiej klatce właściciela zwierzaka).

 

Borneo25 (powiększenie)

nie ma to jak bambus, fot. autor

 

W BSBCC żyje obecnie 37 takich niedźwiedzi.

 

Za możliwość obejrzenia miśków musieliśmy oczywiście zapłacić (mało co na tym świecie godne uwagi można obejrzeć bez opłat). Nasz rachunek wyniósł 63,60 ringgita (31,80 zł od osoby). Rzecz jasna ceny różnią się, w zależności od tego, czy jest się obywatelem Malezji, czy też nie. Jedynie dzieci do 12 roku życia bez względu na narodowość mają wstęp za darmo. Osoby w przedziale 12 – 17 lat płacą 2,10 ringgita (Malezyjczyk) lub 15,90 ringgita (inna narodowość). Wszyscy Malezyjczycy, którzy ukończyli 18 lat muszą być przygotowani na wydanie 5,30 ringgita, zaś cudzoziemcy wspomnianych 31,80 ringgita od osoby.

 

Ośrodek jest czynny każdego dnia od 09.00 do 15.30, w tym również w wakacje. Nie ma przerw w przyjmowaniu gości, jak to jest "u orangutanów" (o tym później).

 

Borneo26 (powiększenie)

Rosa, fot. autor

 

Wychodzimy od misiów i powoli wracamy do hotelu. Nagle, tuż przy drodze widzimy orangutana i kogoś z obsługi, który starał się nakłonić człekokształtnego kuzyna, by ten poszedł z nim. Okazuje się, że kuzyn, właściwie jest kuzynką, ma na imię Rosa i liczy sobie dumne 15 wiosen. Za nic ma prośby opiekuna i spokojnie buja się na gałęziach.

 

Borneo27 (powiększenie)

Rosa, fot. autor

 

Kiedy Rosa była na gałęzi tuż nad naszymi głowami, nagle straciła równowagę i znalazła się twarzą w twar z jakimiś dwunożnymi istotami, czyli z Beatką i ze mną. Stosując się do komunikatów dla turystów nie oddalaliśmy się, tylko spokojnie staliśmy. Rosa spojrzała z ciekawością, podeszła do mnie z gracją na tylnych łapach i tak po prostu objęła mnie na chwilę za nogi przytulając do nich głowę. Później spokojnie zaczęła grzebać w kieszeniach moich spodni. Znalazła bilety do ośrodka, wzięła je w zęby, spróbowała czy nadają się do jedzenia, a stwierdziwszy, że ktoś ją tutaj chyba robi w konia, na krzyk opiekuna rzuciła wejściówki na ścieżkę.

 

Borneo29 (powiększenie)

Rosa, fot. autor

 

To teraz mógłbym sobie pogadać z żoną Lota, bo tak mniej więcej wyglądałem. Przez jakąś chwilę stałem jak słup soli. No cóż, od tej pory mogę nosić dumne miano "dotkniętego" przez orangutana, a właściwie przez orangutanicę. No i co by nie mówić, nabrałem do Rosy osobistego stosunku. Może jeszcze kiedyś znajdę się w Sepiloku...Wtedy na pewno będę o nią pytał.

 

Borneo28 (powiększenie)

Rosa, fot. autor

 

Po południu idziemy obejrzeć miejsce, w którym żyją maluchy. Żeby to zrobić trzeba wejść do specjalnie przygotowanego budynku. Małe małpy można obserwować przez duże okna. Mają tam liny, opony i podesty. Mogą na nich szaleć do woli. Są tam także starsze osobniki i opiekują się młodszymi. Inne orangutany uaktywniły się i szaleją przy ścieżkach prowadzących przez ośrodek, skupiając na sobie uwagę odwiedzających. Dochodzimy do platformy, z której można obserwować karmienie. Ludzi chyba więcej niż rano. Na chwilę tam przystajemy i decydujemy się na powrót do hotelu.

 

Borneo30 (powiększenie)

Sepilok, Ośrodek Rehabilitacji Orangutanów "przedszkole", fot. autor

 

Za wejście do ośrodka cudzoziemcy zapłacą zupełnie inne pieniądze niż mieszkańcy Malezji. Dorosły cudzoziemiec musi być przygotowany na wydanie 30 ringgitów. Malezyjczyk płaci 5 ringgitów. Za dziecko ktoś, kto nie jest obywatelem Malezji płaci 15 ringgitów. Wejście malezyjskiego dziecko kosztuje jego rodzica 2 ringgity. Taka sama cena obowiązuje wszystkich za bilet pozwalający na fotografowanie i filmowanie. Każdy musi zapłacić 10 ringgitów.

 

Borneo31 (powiększenie)

Miłość jest miłość, fot. autor

 

Borneo32 (powiększenie)

Ścieżki dla gości w Ośrodku Szkolenia Orangutanów w Sepiloku, lepiej z nich nie schodzić, fot. autor

 

Ośrodek jest czynny w godzinach 09.00 – 12.00, oraz od 14.00 do 16.00. W piątki godziny otwarcia trochę się różnią (09.00 – 11.00 i tak jak w pozostałe dni, czyli: 14.00 – 16.00). Orangutany karmione są o godzinie 10.00 i 15.00. Władze ośrodka proszą, by przychodzić na karmienie 30 minut wcześniej.

 

Borneo32 (powiększenie)

W takich oto okolicznościach przyrody mamy hotel, fot. autor

 

Wrażeniami z dzisiaj można by obdzielić kilka dni. Poznaliśmy lepiej dwa gatunki zwierząt i przekonaliśmy się, że bardzo często ich największym wrogiem jest...człowiek.

 

Borneo33 (powiększenie)

Na pożegnanie Rosa, fot. autor

 

gekon2010, 12 marca 2016 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                    NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 09.04.2016 12:38
Ostatnia aktualizacja: 09.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.