Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Singapur - część 5, czyli całkiem inna twarz Azji

 

Nad Singapurem wstaje słońce. Podnosimy się z łóżka trochę wcześniej, musimy przygotować bagaże. Do południa powinniśmy zwolnić nasz "apartament", a chcemy jeszcze trochę pozwiedzać. Szybkie przepakowanie, idziemy do recepcji hostelu i zostawiamy bambetle. Później śniadanie (jak zwykle pierogowe z pyszną herbatą) i zwiedzanie.

 

Na początek słów kilka o Singapurze. Dla nas jest on wzorem miasta przyszłości, ze wszelkimi udogodnieniami dla mieszkańców, ale i pewnymi wadami. Temperatura jest tam niemal identyczna przez cały rok, w ciągu kolejnych pór zmienia się tylko intensywność deszczu. W centrum pomyślano więc, by po wielu miejscach przemieszczać się w ogóle bez wychodzenia na prażące słońce. Spaceruje się ciekawymi architektonicznie przejściami i klimatyzowanymi domami towarowymi. Wszystko do siebie idealnie  pasuje, wszystko jest gruntownie przemyślane. To miasto, do którego w ramach praktyk powinien przyjechać każdy początkujący architekt.

 

Sinagpur jest mały i mocno zaludniony, trudno - zwłaszcza wieczorami przy waterfroncie - o wolne miejsce w restauracji, choć ceny do niskich nie należą. Przyjechać do Singapuru - miasta-państwa wielkości mniej więcej Warszawy - z innego azjatyckiego kraju - to jak przesiąść się z roweru na ferrari (owszem, jeździ ich tu trochę po ulicach). Wszędzie czysto, bardziej europejsko, niż azjatycko, duży porządek, wysokie szklane domy, szerokie ulice, mnóstwo zieleni. Ale też mnóstwo zakazów: nie żuj gumy, nie jedz i nie pij w metrze, nie śmieć, nie wnoś do kolejki duriana. Za wszystko przewidziano wysokie kary, rzędu 500 dolarów. Jak jest z ich egzekwowaniem? Trudno powiedzieć, po ulicach nie kręci się zbyt wielu policjantów...

 

Starą, kolonialną zabudowę z centrum wyparły ogromne wieżowce, jednak można ją podziwiać na obrzeżach, w dzielnicach - enklawach: w Little India, gdzie żyją Hindusi, czy Chinatown pełym Chińczyków. Turystyczną i bardzo drogą częścią Singapuru jest wyspa Sentosa. Można tu dojechać na przykład kolejką krzesełkową, obejrzeć akwarium i wiele innych "sztucznych" atrakcji i skorzystać z plaży. Nas nie przyciągnęła, uznaliśmy, że jest zbyt plastikowa. A więc idziemy w miasto...

 

Oglądamy meczet przy Mosque St. Masjid Jamae (Chulia) założono w 1826 roku. Jego budowę zakończono pomiędzy 1830, a 1835 roku. Wyróżnia go lokalizacja. Wszak położony jest... w chińskiej dzielnicy. Eklektyczny, skromny, w porównaniu do monumentalnych budowli znanych nam chociażby z krajów arabskich. W listopadzie 1974 roku uznany został za pomnik narodowy. Obecnie, poza religijną, pełni także rolę edukacyjną. Poza muzułmanami spotykają się w nim także ci, którzy nie są wyznawcami tej religii. Tamilscy muzułmanie (którzy go zakładali) nazywają go Periya Palli, co oznacza Wielki Meczet. Jego dokładny adres to 218 South Bridge Road.

 

Singapur36 (powiększenie)

Masjid Jamae (Chulia), fot. autor

 

Przy tej samej ulicy, dosłownie kilka kroków dalej położona jest najstarsza hinduska świątynia w Singapurze - Sri Mariamman Temple. Tak sobie stoją dwie świątynie różnych wyznań niedaleko siebie... Ufundowano ją w 1827 roku. Poświęcono ją bogini matce – Mariamman, która ma chronić ludzi przed nieszczęściami i chorobami. Kiedyś była pałacem ślubów. W lipcu 1973 roku wpisano ją na listę narodowych pomników Singapuru.

 

Singapur37 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur38 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur39 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur40 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur41 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Hinduistyczną świątynię odwiedza wielu turystów. Podobnie jak przed wspominaną przeze mnie świątynią w Little India, również przed wejściem do tej  należy zdjąć obuwie. Jeżeli chcecie zrobić zdjęcia, musicie liczyć się z wydaniem niewielkiej kwoty pieniędzy, czyli ujmując rzecz bardziej merkantylnie, 3 singapurskich dolarów (niewiele ponad 8 złotych). W świątyni znowu znajdujemy...mleko w kartonie polskiej marki. Już jesteśmy pewni, że hinduistycznym bogom bardzo ono smakuje.

 

Singapur42 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur43 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur44 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Singapur45 (powiększenie)

Sri Mariamman Temple, fot. autor

 

Pagoda St przechodzimy do stacji Chinatown. Już wcześniej z tarasu Marina Bay Sands widzieliśmy dziwny budynek. Na pierwszy rzut oka wyglądał, jakby dotknął go jakiś kataklizm i się zawalił. Jednak, po dokładniejszym przyjrzeniu się odkryliśmy, że takie było zamierzenia architekta. Jedziemy więc fioletową linią do Dhoby Ghaut, gdzie przesiadamy się na czerwoną linię, by go obejrzeć z bliska. Dojeżdżamy do ostatniej stacji, czyli Marina South Pier. Budynek okazuje się dworcem morskim, przy którym cumują statki wycieczkowe. Stąd również odpływają inne statki. Liczącą około kilometra długości alejką pod dachem (ach, ci praktyczni singapurczycy potrafią ochronić się przed słońcem) podchodzimy do gmachu. Krzywe linie, sprawiają wrażenie jakby budynek, podobnie jak statki płynął i łamał fale. Jego budowę rozpoczęto w 2009 roku, zakończono zaś trzy lata później. Pierwszy wycieczkowiec przypłynął tutaj pod koniec maja 2012 roku. Był to Voyager of the Sea. Dzisiaj przy nabrzeżu cumuje Sea Princess. Wycieczkowiec ten ma 261 metrów długości i 32 szerokości. Pływa pod banderą Bermudów.

 

Singapur46 (powiększenie)

Nabrzeże, w oddali dworzec morski, fot. autor

 

Singapur47 (powiększenie)

Droga do dworca morskiego, fot. autor

 

Singapur48 (powiększenie)

Dworzec morski, fot. autor

 

Wreszcie mamy trochę przestrzeni. Wieżowce widzimy z daleka. Świeci słońce. Robimy sobie spacer i tą samą trasą wracamy do hostelu po nasze rzeczy.

 

Singapur49 (powiększenie)

Sea Princess w Singapurze, fot. autor

 

Singapur50 (powiększenie)

Marina South Pier, fot. autor

 

Singapur51 (powiększenie)

Wejście do stacji Marina South Pier, fot. autor

 

Gdybyście chcieli tutaj przyjechać, zwracajcie uwagę na napisy dokąd dokładnie jedzie kolejka, nie wszystkie bowiem jeżdżą do Marina South Pier. Niektóre ostatni przystanek mają na Marina Bay i nie dojeżdżają tam. Dlatego dobrze się wcześniej zorientować.

 

Singapur52 (powiększenie)

Singapurskie metro, na pierwszym planie oznaczenia kierunków dla wysiadający i wsiadających, fot. autor

 

My, po odebraniu bagaży, standardowo. Niebieską linią do Bugis, a następnie zieloną z przesiadką w Tanah Merah na lotnisko. Tam, na peronie kolejki oddajemy bilety dzięki którym jeździlismy po Singapurze i dostajemy z powrotem 20 dolarów kaucji (za dwie osoby).

 

Singapur53 (powiększenie)

South Bridge Road, fot. autor

 

Teraz kierunek: wyspa Borneo! Lecimy tanimi azjatyckimi liniami Air Asia. Odprawę na lot (w tych liniach można to zrobić na 14 dni przed nim) zrobiliśmy jeszcze w Polsce, chociaż było to również możliwe w kiosku na lotnisku, gdzie wydrukowaliśmy sobie taśmy samoprzylepne na bagaż rejestrowany. Później podeszliśmy do okienka, w którym przyjęto od nas bagaż i życzono miłej podróży.

 

Singapur55 (powiększenie)

Za chwilę lecimy..., fot. autor

 

Odprawa graniczna miła i sympatyczna. Wzięto od nas kartki, które dostaliśmy przy wjeździe do Singapuru i zachęcono do kolejnych odwiedzin. Może, kiedyś...Dzisiaj jednak jesteśmy trochę podekscytowani dalszą częścią naszej podróży.

 

Singapur54 (powiększenie)

Lotnisko Chiangi, fot. autor

 

Za samolot z Singapuru do Kota Kinabalu na Borneo zapłaciliśmy za dwie osoby 174 dolary (480 złotych). W tej cenie mieliśmy już wykupiony bagaż rejestrowany do 20 kilogramów na osobę i oczywiście bagaż podręczny.

 

Po starcie samolotu około 17.30 pożegnaliśmy w myślach Singapur. W Kota Kinabalu lądowaliśmy 15 – 20 minut przed czasem, czyli około 19.45. Przyszedł czas na kolejne spotkania i wrażenia...

 

gekon2010, 10 marca 2016 roku

 

 POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                    NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 06.04.2016 13:57
Ostatnia aktualizacja: 13.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-1135
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.