Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Singapur – część 4, czyli natura, luksus i lasery

 

Po pierogowym śniadaniu wsiadamy do "niebieskiej" singapurskiej kolejki i jedziemy do stacji Bayfront. Dziś w wielkim mieście będziemy bratać się z naturą. W wagonach sami wielbiciele telefonów komórkowych. Każdy pochylony nad ekranem i zajęty pisaniem wiadomości, opisywaniem swojego życia lub też pytaniem znajomych, kiedy wreszcie dadzą znać co u nich słychać. George Orwell chichocze zza grobu. Ludzie sami narzucają sobie kontrolę.

 

Trzeba przyznać, że obsługa metra w Singapurze stoi na wysokim poziomie. Gdy ktokolwiek widzi, że się nad czymś zastanawiamy, podchodzi do nas i pyta jaki mamy problem, ponieważ on ma akurat pragnienie, aby nasz kłopot jak najlepiej rozwiązać. Wszystko z niewymuszonym uśmiechem. Pytamy jak dojść do pomarańczowej linii, dostajemy informację i po krótkiej podróży ruchomymi schodami jesteśmy na peronie kolejki.

 

Wysiadamy na stacji Marymount. Stamtąd skręcamy w prawo, przechodzimy 100 – 200 metrów Marymount Ln, przy stojącej po prawej stronie stacji benzynowej skręcamy w lewo w Upper Thomson Rd, mijamy kolejną stację benzynową (tę, która ma muszlę w logo) i idziemy prosto. Po przejściu 400 – 500 metrów dochodzimy do przejścia podziemnego, skręcamy w prawo i wychodzimy na drogę prowadzącą wzdłuż domów świętej Teresy. Wreszcie docieramy do MacRitchie Nature Trail i Reservoir Park.

 

Singapur19 (powiększenie)

MacRitchie Reservoir Park, fot. autor

 

Liczcie się z tym, że nie znajdziecie w okolicach stacji żadnych oznakowań prowadzących na szlaki. My mieliśmy całkiem spory kłopot z dojściem, podobnie jak grupa młodych Chińczyków, którą spotkaliśmy po drodze. Gospodarze mogliby ten problem szybko i skutecznie rozwiązać, stawiając odpowiednie tablice.

 

MacRitchie Nature Trail i Reservoir Park to tereny zielone, z których mieszkańcy Singapuru bardzo chętnie korzystają. Wielu z nich biega (w tym klimacie i wilgotności powietrza trzeba ich tylko za to podziwiać), są także (ale w mniejszości) spacerowicze. My wchodzimy na początek szlaków pieszych. Znajduje się po prawej stronie, patrząc na brzeg zbiornika wodnego. Zresztą w tym miejscu są już tablice. Najdłuższy z nich liczy ponad 11 kilometrów. Można na nim spotkać makaki, jaszczurki i inne zwierzęta. Idąc nim dochodzi się do wiszącego mostu. Jeżeli chcemy dojść tylko do mostu, trzeba liczyć się z przejściem 4,5 kilometra w jedną stronę. Biorąc pod uwagę drogę powrotną o tej samej długości, sugerowałbym chętnym przejście całego szlaku. To raptem dwa kilometry więcej, czyli nie tak wiele, nawet biorąc pod uwagę zupełnie inną niż na europejskich szlakach wilgotność powietrza.

 

Zbiornik MacRitchie zbudowano w 1867 roku dzięki darowiźnie filantropa Tan Kim Senga w wysokości 13 000 dolarów. Można uprawiać na nim sporty wodne lub też po prostu posiedzieć przy brzegu i "posłuchać" ciszy. Ponadto znajdują się w bliższej lub dalszej okolicy trzy inne duże zbiorniki wodne. Są to: Lower Peirce Reservoir, Upper Peirce Reservoir and Upper Seletar Reservoir.

 

Singapur23 (powiększenie)

MacRitchie Reservoir Park, fot. autor

 

Zrobiło nam się dostatecznie zielono, jedziemy więc do centrum. Ze stacji Marymount pomarańczową linią jedziemy do stacji Bishan, a z niej tą oznaczoną kolorem czerwonym przejeżdżamy do stacji Orchard.

 

Ruch, wszędzie dokoła pełno ludzi. Przed jednym z potężnych domów towarowych widzimy...nasze swojskie jabłka. Pakowane po dwa na tackach. Cena – 12,80 dolara (35 złotych). Nic tylko zamawiać kontener tych owoców i handlować z Singapurem. A tak na poważnie, to wielu mieszkańcom, z którymi rozmawialiśmy Polska kojarzy się właśnie z jabłkami. Owoce były droższe od pomarańczy, których dwie sztuki kosztowały niecałe 11 dolarów (30 złotych).

 

Singapur20 (powiększenie)

Ulica Orchard, fot. autor

 

Nazwa Orchard wywodzi się od licznych plantacji, które znajdowały się w tym miejscu w XIX i na początku XX wieku. Sama Orchard Rd liczy 2,5 kilometra długości i jest miejscem pielgrzymek dla spragnionych konsumpcyjnego szaleństwa. Są tutaj jednak nie tylko sklepy wszystkich wiodących światowych marek, ale i takie w stylu "wszystko za dwa dolary". Biorąc pod uwagę podatek, który można odzyskać przy przekraczaniu granicy, ceny całkiem, całkiem sympatyczne. Rzeczywiście jest taniej niż na Starym Kontynencie.

 

Mamy dosyć pogoni za konsumpcją, stwierdzamy, że trzeba się trochę wyciszyć. Jedziemy czerwoną linią do stacji City Hall. Drogowskazy kierują nas ze stacji do katedry pw. św. Andrzeja.

 

Kamień węgielny położono w 1856 roku. Przy jego budowie pracowali indyjscy skazańcy. Pierwsze nabożeństwo odbyło się po 5 latach – 1 października 1861 roku. Świątynię konsekrowano w styczniu 1862 roku. Katedra należy do kościoła anglikańskiego. Podczas II wojny światowej tuż przed zajęciem Singapuru przez Japończyków znajdował się w niej szpital. W 1973 roku uznano ją za pomnik narodowy.

 

Singapur21 (powiększenie)

Katedra św. Andrzeja (to ten budynek na pierwszym planie), fot. autor

 

Singapur22 (powiększenie)

Katedra św. Andrzeja, fot. autor

 

Coleman St podążamy do Hill St. Nie mamy daleko. Wszystkiego raptem kilkaset metrów. Tutaj znajdujemy kościół ormiański. Jego architektem był najprawdopodobniej George Drumgoole Coleman. Kościół oddano społeczności ormiańskiej w 1835 roku. Koszty jego budowy ponieśli także Ormianie z Indii i Jawy. A nie były one małe, w połowie lat 20. XIX stulecia notowano w Singapurze wszystkiego 16 Ormian. Tak jak katedra św. Andrzeja, również kościół ormiański w 1973 roku uznano za pomnik narodowy. Niestety, możemy oglądać go tylko z ulicy. Trwają właśnie prace remontowe i wstępu na teren świątyni nie ma.

 

Singapur24 (powiększenie)

Kościół ormiański zza płotu, fot. autor

 

Idąc Hill St mijamy dawną siedzibę singapurskiej straży pożarnej. Jej budowę ukończono w 1908 roku, kosztem około 60 000 dolarów. W 1998 roku otrzymała tytuł pomnika narodowego.

 

Singapur25 (powiększenie)

Hill St, fot. autor

 

Singapur26 (powiększenie)

Budynek straży pozarnej przy Hill St, fot. autor

 

Ze stacji Clarke Quay jedziemy do Chinatown. Na jakiś czas zaglądamy do naszego klimatyzowanego królestwa. Pod wieczór znowu wsiadamy w kolejkę (linia fioletowa), by po przesiadce na stacji Dhoby Ghaut podjechać czerwoną linią do Raffles Place. Stamtąd idziemy do Merlion Park.

 

Singapur27 (powiększenie)

Łodzie pasażerskie na rzece...Singapur, fot. autor

 

Singapur28 (powiększenie)

Okolice Hill St, fot. autor

 

Singapur29 (powiększenie)

Nabrzeża rzeki Singapur, fot. autor

 

Merlion jest jednym z symboli Singapuru. Ma ciało ryby i głowę lwa. Co ciekawe nie wiąże się z żadnymi mitami. Stworzono go dla potrzeb turystyki i przyznać trzeba, że pomysł się przyjął. Jego pomnik w parku ma prawie 9 metrów wysokości i waży 70 ton. Pomysł postawienia pomnika Merliona pojawił się na początku lat 70. ubiegłego stulecia (sama postać została wymyślona w latach 60. ubiegłego stulecia). Wykonał go rzeźbiarz Lim Nang Seng.

 

Singapur30 (powiększenie)

Merlion, fot. autor

 

Pod Merlionem tłumy turystów i mieszkańców. Około godz. 20.00 zaczyna się kolejny laserowy pokaz z cyklu „światło i dźwięk”. Tym razem za główne areny służą wody ujścia rzeki Singapur i hotel Marina Bay Sands. Co jakiś czas słychać okrzyki zachwytu. Pokaz trwa około 15 – 20 minut. Warto go oglądać właśnie spod Merliona, stojącego naprzeciwko hotelu.

 

Singapur31 (powiększenie)

Pokaz, fot. autor

 

Robimy sobie jeszcze spacer. Jest ciepły, by nie powiedzieć gorący, wieczór. Restauracje pełne uśmiechniętych gości. Budynki pięknie oświetlone tworzą szczególny nastrój. Nic tylko włóczyć się bez celu.

 

Singapur32 (powiększenie)

Wieczór w Singapurze, fot. autor

 

Singapur33 (powiększenie)

Jeden z mostów przez rzekę Singapur, fot. autor

 

Singapur35 (powiększenie)

Singapur wieczorem, fot. autor

 

No tak, wszystko ładnie, ale jutro opuszczamy piękny Singapur i jedziemy dalej. Kierunek: Borneo! Trzeba zatem nam wracać do Chinatown. Robimy to tym samym połączeniem, z jakiego korzystaliśmy podczas dojazdu do Merlion Park. Jeszcze po drodze idziemy na kolację, rzecz jasna na chińszczyznę. Rachunek za dwie osoby – 30 dolarów (83 złote). Co jak co, ale tanio to w Singapurze nie jest. Trudno. Taki, klimat, finansowy...

 

gekon2010, 9 marca 2016 roku

 

  POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                   NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 05.04.2016 10:39
Ostatnia aktualizacja: 14.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-634
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.