Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Singapur - część 2 - droga i pierwsze wrażenia

 

Przyszedł 6 marca 2016 roku i zaczęła się nasza droga do Azji. Pierwszym środkiem lokomocji był pociąg. Na początku lutego kupiliśmy bilety na przejazd Pendolino z Gdyni do Warszawy. Za osobę płaciliśmy po 49 promocyjnych złotych (bilet w wagonie 2 klasy). Podróż szybka, miła i na szczęście bez żadnych przygód w stylu przejazdu kolejowego zablokowanego przez ciężarówkę ze śpiącym w kabinie pijanym kierowcą, który w ataku fantazji wyrzucił kluczyki do pobliskiej rwącej rzeczki. Obsługa pociągu miła i uprzejma. Trochę byłem zaskoczony frekwencją. Jak na niedzielę rano była całkiem spora (prawie wszystkie miejsca w naszym wagonie były zajęte). Na dworcu Warszawa Centralna byliśmy zgodnie z planem, czyli około 11.40.

 

Z dworca na lotnisko im. Fryderyka Chopina pojechaliśmy pociągiem Kolei Mazowieckich. Bilety dla dwóch osób kosztowały nas 13,60 złotego. Nie chciało nam się przechodzić do autobusu linii 175, gdzie zapłacilibyśmy mniej za bilety.

 

Na lotnisku odprawiamy bagaż, przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa oraz odprawę graniczną. Później, to co zwykle. Oczekiwanie na lot.

 

Przelot do Stambułu, zamiast planowanych 2 godzin i 30 minut, zajął nam tylko 2 godziny. Wchodzimy do strefy transferowej, a tam tłum pasażerów oczekujących na swoje loty. Na tablicy odlotów jest już nasz samolot do Singapuru, ale i tak musimy czekać na podanie numeru bramki do wejścia na pokład. Pojawia się na tablicy godzinę, półtorej wcześniej przed tym zdarzeniem.

 

Mamy miejsca w „ogonie” i dzięki temu na pokład samolotu wchodzimy jako jedni z pierwszych. Lecimy, tak jak z Warszawy samolotem w barwach narodowego tureckiego przewoźnika. Ze Stambułu ruszamy planowo – o 1.05 lokalnego czasu.

 

Dostajemy posiłek, jakieś napoje i próbujemy zasnąć. Noc mamy wyjątkowo krótką. Lecimy na wschód i uciekające godziny wbrew pozorom przybliżają nas do wschodu słońca. Na szczęście nie ma turbulencji. Lot mamy wyjątkowo spokojny.

 

Jeszcze na pokładzie samolotu otrzymaliśmy do wypełnienia deklaracje, które po przylocie trzeba przedstawić singapurskim władzom imigracyjnym. Poza standardowymi pytaniami, skąd się jest, gdzie się będzie nocować w Singapurze, trzeba również podać czy na przykład przez ostatnie 6 miesięcy nie przebywaliśmy w Afryce.

 

Po 18.00 lokalnego czasu lądujemy na singapurskim lotnisku Chiangi. Mieliśmy lądować kilkanaście minut wcześniej, ale była kolejka i musieliśmy trochę pokrążyć. Czyli dzień „uciekł” nam w samolocie. Samo lotnisko robi wrażenie. Jest duże i przestronne. Wygląda na dobrze i funkcjonalnie zaprojektowane. W tym roku otrzymało World Airport Awards 2016 przyznawane przez Skytrax, czyli brytyjską firmę prowadzącą badania pasażerskich linii lotniczych z całego świata.

 

Chiangi1 (powiększenie)

Lotnisko Chiangi w Singapurze, fot. autor

 

W pierwszej kolejności idziemy w kierunku przejścia granicznego. Przemiły, uśmiechnięty funkcjonariusz bierze od nas paszporty i deklaracje. Po sprawdzeniu odrywa część z dokumentów wypełnionych w samolocie i zostawia nam drugą, pouczając przy tym, że nie możemy jej zgubić, ponieważ będziemy musieli ją oddać przy opuszczaniu granic państwa-miasta. Hm, no to doszedł nam jakiś obowiązek. Trudno, prawo jest prawo, zwłaszcza w Singapurze. Żegnamy się i ruszamy po nasze bagaże. Na szczęście doleciały. Kiedy wychodzimy na salę przylotów, widzimy, że co niektórzy z przylatujących proszeni są, by swoje bagaże prześwietlić. Cała czynność jest rzecz jasna nadzorowana przez urzędnika celnego. Teraz trzeba dostać się do centrum.

 

Chiangi2 (powiększenie)

Oznaczenia na lotnisku Chiangi, fot. autor

 

Nasz hostel położony jest w chińskiej dzielnicy. Jedziemy więc metrem. Stacja znajduje się w okolicach Terminali 2 i 3. Dojście do niej jest świetnie oznaczone z każdego punktu lotniska i nie sprawia najmniejszego problemu. Poza tym z lotniska można dostać się do centrum autobusami i oczywiście taksówkami, których jednak z uwagi na ceny, nie polecam. My za dwa bilety do stacji Chinatown zapłaciliśmy 5,20 singapurskiego dolara, czyli około 15 złotych. Każdy, kto jedzie do centrum kolejką musi pamiętać o tym, by przesiąść się na stacji Tanah Merah. Jedzie się zieloną linią, na dalszych stacjach można oczywiście przesiąść się na inne (w zależności od tego, gdzie śpimy). Pierwsza kolejka przyjeżdża na lotnisko o 5.26 (od poniedziałku do soboty) lub o 5.54 (niedziele i święta). Ostatnia, w kierunku Tanah Merah, odjeżdża o 23.18. Trzeba jednak pamiętać, że z Tanah Merah ostatnie metro w kierunku centrum (stacja Joo Koon) rusza o 23.05, zaś do Pesu Ris (przedmieścia) o 23.53. Żeby dostać się na peron trzeba przyłożyć bilet kupiony w automacie (oczywiście ważny) do czytnika. Wtedy otwierają się bramki. Podobnie jest przy wyjściu z metra. Przykładamy bilet i po otworzeniu się bramek spokojnie wychodzimy.

 

Chiangi3 (powiększenie)

Stacja metra na lotnisku Chiangi, fot. autor

 

Autobusy jeżdżą spod terminali 1,2 i 3. Oznaczone są jako 36 i 36A, zaś bilet za przejazd kosztuje jedną osobę 2,50 dolara (około 7 złotych). Pierwszy autobus rusza około godziny 6 rano, zaś ostatni około północy. Podróż z lotniska do centrum trwa około godziny.

 

Wsiadamy w kolejkę i jedziemy do hostelu. Do Tanah Merah kolejka metra przyjeżdża bardzo szybko. Następną przesiadkę mamy na stacji Bugis. Tam wsiadamy do niebieskiej linii i jedziemy do przystanku Chinatown. Miła pani z obsługi pokazuje nam drogę i wychodzimy na Pagoda Street. Od niej mamy tylko rzut beretem na Mosque Street. Znajdujemy nasz hostel – Backpackers'Inn Chinatown. Pokój bardzo skromny. Bez łazienki, okna, nie polecam dla osób z klaustrofobią. Cena jak na takie warunki bardzo wysoka. Za to cudo, gdzie mieliśmy spać trzy noce, zapłaciliśmy bowiem 180 dolarów (dobrze, że singapurskich), co w przeliczeniu daje kwotę około 500 złotych...Prawda, że drogo. Generalnie ceny noclegów w Singapurze do niskich nie należą. Niektórzy, mieszkają po drugiej stronie granicy w miejscowości Johor Bahru w Malezji i stamtąd codziennie dojeżdżają do Singapuru.

 

Po wyjściu z klimatyzowanej stacji metra uderza nas tropikalne, gorące powietrze i zapach imbiru. Beatka wprawdzie twierdzi, że nie wie skąd mi się ten imbir wziął, ja go jednak wyrażnie czuję. W chińskiej dzielnicy, mimo sporego ruchu, prawie idealny porządek. Dlaczego „prawie”. Niektórzy mieszkańcy nie przejmują się zakazami i palą papierosy gdzie popadnie. Widocznie rzadko w te miejsce przychodzą policyjne patrole. Turyści są ostrożniejsi. Stoją gdzieś w ustronnych miejscach i nerwowo spoglądając na boki oddają się nałogowi. Singapur, przynajmniej w teorii, jest miastem pełnym zakazów - nie wolno palić w lokalach i na ulicach (oprócz miejsc wyznaczonych), nie wolno w ogóle żuć gumy, czy wchodzić z durianem (najbardziej śmierdzący owoc świata) do metra, czy hotelu.

 

Singapur1 (powiększenie)

Singapur, Chinatown, fot. autor

 

Tutaj już po 21.00, musimy iść coś zjeść. Kolacja w chińskiej knajpie z piwem i napojem kosztuje nas 44 dolary (około 120 złotych), ale nigdy podczas pierwszego „wyjazdowego” posiłku nie patrzymy na portfele, tylko na to, co chcemy zjeść. Piwo również było wydatkiem ekstra. Tam, gdzie byliśmy kosztowało, bagatela 7,50 dolara za butelkę 0,66 litra (około 20 złotych). Ponieważ jesteśmy w Azji, gdzie praktycznie nie oczekuje się i nie przyjmuje napiwków, cierpliwie czekamy na resztę. Okazuje się jednak, że musimy pani kelnerce o tym przypomnieć. Wtedy rozlicza się z nami co do centa.

 

Zaczynają kleić nam się oczy. Szybkim krokiem podążamy do naszej klitki i w drodze do łóżka zasypiamy.

 

gekon2010, 6 i 7 marca 2016 roku

 

  POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                   NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 02.04.2016 12:50
Ostatnia aktualizacja: 11.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-1054
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.