Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Lipiec 2018
pn wt śr cz pt sb nd
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Kopenhaga syrenką przyciąga – część 1, twierdza Modlin i lotnisko

Niedawno wróciliśmy z Flandrii, a już znaleźliśmy niedrogie bilety do Kopenhagi, stolicy Danii. Jeden z tanich przewoźników, za przelot w dwie strony za dwie osoby zażyczył sobie całe 76 polskich złotych i trudno było z takiej okazji nie skorzystać.

 

Wtedy zaczęły się schody. Byliśmy przekonani, że bez problemów znajdziemy hotel, na który będzie nas stać. Okazało się to niemożliwe. Ceny startowały od około 400-450 euro za 5 nocy za pobyt dwóch osób i jak dla nas było to za dużo. Na jednej, specjalnie temu poświęconej stronie internetowej, znaleźliśmy dwupokojowe mieszkanie za 300 euro. Mogliśmy w nim mieszkać sami, właścicielki w tym czasie miało tam nie być. Tak swoją drogą to dobry pomysł. Dobrze z niego skorzystać, kiedy hotele są dla nas za drogie lub kiedy chcemy przekonać się jak żyją inni. Czasami trzeba tylko wykazać trochę cierpliwości. Pierwsze dwie osoby, do których zwracaliśmy się o wynajem nie odpowiadały na nasze zapytania. W tym przypadku sprawdziło się jednak porzekadło "do trzech razy sztuka".

 

Przyszedł dzień wyjazdu. Na początku drogi czeka nas smutny obowiązek. Musimy zostawić rudego czterołapa w hotelu. Po przyjeździe na miejsce, ten nie chce wyjść z samochodu. Mamy jednak swoje sposoby, przekazujemy psa opiekunce i wreszcie ruszamy. Najpierw czeka nas podróż samochodem na lotnisko Warszawa-Modlin.

 

Obwodnicą Trójmiasta dojeżdżamy do węzła Gdańsk-Południe. Tam skręcamy w drogę krajową numer 7 i jedziemy w kierunku Warszawy. Do Olsztynka droga całkiem, całkiem. Tylko roboty w okolicach Ostródy zmuszają nas do zachowania większej niż zazwyczaj ostrożności. Od Olsztynka do Płońska nie ma już tak dobrze. Droga jest jednopasmowa, miejscami bardzo kręta. Poprzedzająca ciężarówka może spowolnić nawet kilkadziesiąt samochodów. Za Płońskiem wjeżdżamy na dwupasmową jezdnię i spokojnie dojeżdżamy do Modlina. Dojazd zajął nam około 4 godzin.

 

Ponieważ mamy trochę czasu do oddania samochodu na parking, zatrzymujemy się przed punktem informacji turystycznej (ul. Baśki Murmańskiej 164, siedziba Lokalnej Organizacji Turystycznej Trzech Rzek), gdzie dostajemy mapę i opis dojścia nad Wisłę. Mamy w planach obejście twierdzy Modlin.

 

Twierdza Modlin to wspaniałe dzieło. Jej początki sięgają wczesnych lat XIX wieku. Budowę rozpoczęto z rozkazu cesarza Francuzów – Napoleona I w 1806 roku. Przebudowywana, stanowiła schronienie dla wojsk francuskich, rosyjskich i polskich.

 

Na początek podchodzimy do wzniesionej w 1811 roku Bramy Północy. Po przebudowie twierdzy, w pierwszej połowie XIX wieku, zamurowano ją. Stała się działobitnią podwałową (mówiąc inaczej: w pełni wyposażonym stanowiskiem ogniowym działa). Należy do najstarszych murowanych zabytków Twierdzy Modlin.

 

Modlin1 (powiększenie)

Brama Północy, fot. autor

 

Skręcamy w lewo i noga za nogą mijamy kolejne ciekawe punkty na mapie modlińskiej twierdzy.

 

Modlin2 (powiększenie)

Twierdza Modlin, fot. autor

 

Brama Ostrołęcka była jedną z sześciu, przez którą można było dostać się i wydostać z cytadeli. Na początku XX wieku zrobiono w niej przejazd dla kolejki wąskotorowej. Nazwę nadali jej...Rosjanie, na pamiątkę zwycięstwa w dniu 26 maja 1831 roku wojsk Iwana Dybicza nad armią polską dowodzoną przez gen. Jana Skrzyneckiego.

 

Modlin3 (powiększenie)

Brama Ostrołęcka, fot. autor

 

Przystajemy nad Narwią, która za kilkaset metrów wpadnie do Wisły. Piękne, niebieskie niebo. Cisza, na drzewach kwitną kwiaty. Wiosna... Jak dla mnie najpiękniejsza pora roku. Ze snu zimowego budzi się roślinność i zwierzęta. Słoneczne dni, poza dawką niezbędnej dla naszego organizmu witaminy D, dają jakiegoś naturalnego kopa do optymizmu.

 

Modlin4 (powiększenie)

Nad rzeką, fot. autor

 

Za Bramą Ostrołęcką widzimy dumnie wznosząca się Białą Wieżę. Liczy sobie 29 metrów wysokości, a z przybudówką – prawie 32 metry. Niestety, nie można jej obejrzeć bliżej. Należy do prywatnego właściciela.

 

Przed nią stoi budynek powstałej w 1924 roku elektrowni.

 

Modlin5 (powiększenie)

Elektrownia i Biała Wieża, fot. autor

 

Idziemy brzegiem Narwi. Po prawej stronie ciągną się koszary obronne. Uznaje się je za najdłuższy w Europie obiekt militarny. Nie ma się co dziwić, wszak, powstałe w pierwszej połowie XIX wieku, mają... 2 kilometry długości (według innych źródeł 2250). Mogło w nich mieszkać nawet 20 000 żołnierzy, a podczas oblężenia 50 000-60 000 ludzi. Robią niesamowite wrażenie.

 

Spoglądamy w lewo i w miejscu gdzie spotykają się Narew i Wisła, zauważamy budynek spichlerza, a właściwie to co z niego zostało. Wzniesiono go według projektu Jana Jakuba Gaya w 1844 roku. Krótko służył do magazynowania zboża. Po kilku latach, przejęty przez władze wojskowe, został magazynem sprzętu saperskiego. We wrześniu 1939 roku został zbombardowany przez Niemców. Był wykorzystany przez Andrzeja Wajdę podczas kręcenia „Pana Tadeusza”. Bardzo malownicze ruiny (o ile można tak o tym napisać).

 

Modlin6 (powiększenie)

Spichlerz w pięknych okolicznościach przyrody, fot. autor

 

Po metalowych schodach wchodzimy na Kojec Meciszewskiego. Powstał wtedy, kiedy budowano koszary obronne. Po wojnie było tutaj kasyno. Z tarasu oglądamy spichlerz. Jest ciepłe, słoneczne popołudnie, człowiek nabiera ochoty do życia.

 

Modlin7 (powiększenie)

Kojec Meciszewskiego, fot. autor

 

Idziemy dalej, tym razem już wzdłuż Wisły. Wreszcie wdrapujemy się na górę. Schody, po których wchodzimy, jeszcze się trzymają, ale w niektórych miejscach są przerdzewiałe i trzeba patrzeć pod nogi.

 

Przystajemy przed działobitnią gen. Dehna. Wzniesiono ją pod koniec lat 30. XIX wieku. Otoczona fosą, charakteryzowała się wielką koncentracją ognia i szerokim polem ostrzału.

 

Modlin8 (powiększenie)

Działobitnia gen. Dehna, fot. autor

 

Nogi zaczynają nas boleć, ale jesteśmy dzielni. Chcemy zobaczyć jak najwięcej. Oglądamy pochodzącą z 1836 roku Bramę ks. Józefa Poniatowskiego i Bramę Kadetów. Idziemy dalej i w zachodzącym słońcu podziwiamy Wieżę Czerwoną, zwaną Tatarską (połowa XIX wieku). Jej nazwa pochodzi stąd, że w czasach carskich mieszkali w niej muzułmanie. Liczy 45 metrów wysokości.

 

Modlin9 (powiększenie)

Brama ks. Józefa Poniatowskiego, fot. autor

 

Spotykamy młodego mężczyznę. Polak, na stałe mieszkający w Norwegii, wybrał się do Modlina na wycieczkę. Przemiły, młody człowiek. Trochę rozmawiamy. Serdecznie żegnamy się i każde z nas idzie w swoją stronę.

 

Modlin10 (powiększenie)

Wieża Czerwona, zwana także Tatarską, fot. autor

 

Nasz spacer powoli dobiega końca. Na chwilę przystajemy przed zbudowanymi na przełomie XIX i XX wieku budynkach mieszkalnych dla oficerów i podoficerów. Co ciekawe nie były i nie są podpiwniczone. Piwnice zastępowały komórki. W armii carskiej obowiązywał ścisły rozdział między oficerami i podoficerami. Nie mogli mieszkać z rodzinami w jednym budynku.

 

Modlin11 (powiększenie)

Domy, w których mieszkała kadra, fot. autor

 

Tuż przed punktem informacji turystycznej widzimy dawne kasyno oficerskie. Wzniesiono je w pierwszej dekadzie XX stulecia. Budynek miał od początku elektryczne oświetlenie. Był siedzibą komendanta twierdzy. Odbywały się w nim bale. Pełnił także funkcje kulturalne.

 

Modlin12 (powiększenie)

Kasyno oficerskie, fot. autor

 

Uff, nogi trochę nas bolą, ale warto było się przejść. Przy tej pogodzie była to sama przyjemność. Żałujemy jedynie, że twierdza i budynki wchodzące w jej skład w większości są zaniedbane. Owszem można znaleźć tablice informacyjne, ale wyobrażamy sobie co to by było za miejsce, gdyby, pod nadzorem konserwatora zabytków, przeprowadzić tutaj generalną renowację. Już jest perełka, a byłby prawdziwy diament, na którym gmina Nowy Dwór Mazowiecki zarabiałaby dobre pieniądze. Z remontem może jednak być kłopot. Część nieruchomości jest w prywatnych rękach i chyba trudno byłoby zgrać interesy wszystkich właścicieli. Nie wiem także, jak wyglądają stosunki własnościowe. Może być tak, że część nieruchomości znajduje się w rękach wojska. Nic nie szkodzi jednak by spróbować.

 

Jedno jest pewne. Jeżeli będziecie kiedykolwiek lecieli z lotniska w Modlinie po południu lub wieczorem, warto przyjechać kilka godzin wcześniej i zrobić sobie spacer, podziwiając budynki Twierdzy Modlin.

 

Odstawiamy samochód na parking. Za pięć dób płacimy około 30 złotych. Stamtąd przewiezieni zostajemy busem pod terminal lotniska w Modlinie. Po wejściu do środka od razu widzimy potężną kolejkę do kontroli bezpieczeństwa. Ostatnio zmieniły się przepisy i nawet jeżeli macie w bagażu podręcznym tylko ładowarki, bądźcie pewni, że panowie każą Wam je wyjąć do prześwietlenia. Tak samo wygląda sytuacja z lustrzankami i obiektywami do aparatów fotograficznych. Co niektórzy muszą zdejmować buty. Wieczorny szczyt odlotów, a panowie na czterech przejściach nie zwracają w ogóle na to uwagi, tylko powoli sprawdzają bagaże.

 

Żebyśmy tylko dobrze się zrozumieli. Nie chodzi mi o to, by mnie nie kontrolowano. Niestety, dzisiejszy świat jest tak poukładany, że trafi się czasami idiota, który w imię jakiejś tam ideologii postanowi zabić Bogu ducha winnych ludzi. Sens w tym, żeby sobie tak zorganizować pracę, by kontrola bezpieczeństwa była jak najmniej uciążliwa dla pasażerów, a w Modlinie 22 kwietnia 2015 roku wieczorem tak nie było. Może trzeba więcej przejść, może bardziej sprawnych kontrolerów? To już zadanie dla organizatorów pracy na lotnisku. Przez różne kontrole bezpieczeństwa na lotniskach całego świata przechodzę i tylko w Modlinie spotkałem się z pomysłem o wyjęciu i dodatkowym prześwietleniu ładowarek. Wiem, że niedawno zmieniły się przepisy, ale kiedy na początku marca, także z Modlina lecieliśmy do Brukseli jakoś ładowarki w bagażu podręcznym nie wzbudziły żadnego zainteresowania kontrolerów. 

 

Po prawie godzinnym oczekiwaniu trafiamy wreszcie przed oblicze panów z kontroli bezpieczeństwa. Oczywiście muszę wyjąć z bagażu podręcznego wszystkie ładowarki, aparat fotograficzny, obiektyw... Dobrze, że chociaż łaskawcy buty mi darowali... Dziwne, że nie spojrzeli nawet na płyny w bezpiecznej torebce, których zapomniałem wyjąć.

 

Ubieramy się i idziemy do naszego wyjścia i spokojnie czekamy na samolot. Wreszcie jest. Pokazujemy bilety i wsiadamy do środka. Środa, a w samolocie do Kopenhagi nie widać wolnych miejsc. Dużo młodzieży. Zdemokratyzowało nam się latanie.

 

Startujemy około 22.30. Lot mamy podobno z turbulencjami. Piszę "podobno", ponieważ chwilę po starcie zasnąłem i obudziłem się tuż przed lądowaniem. O turbulencjach powiedziała mi Beatka. Były, czy nie, przed północą siadamy na płycie lotniska w Kopenhadze. Bierzemy bagaże i idziemy w kierunku metra. Przechodzimy z Terminalu 2 na Terminal 3 i droga zajmuje około 5 – 10 minut. Trzeba trochę przejść... Jeżeli ktoś jest mocno zmęczony, może skorzystać z ruchomych chodników. W hali odbioru bagażu znajdujemy automat biletowy. Za dwa bilety obejmujące trzy strefy (o komunikacji w stolicy Danii jeszcze wspomnę) płacimy 72 korony, czyli około 40 złotych.

 

Z metra wysiadamy na stacji Nørreport. Tam chcemy przesiąść się do autobusu 6A. Pytamy młodego Duńczyka, gdzie jest przystanek. On sam nie wie, ale widząc, że jesteśmy obcokrajowcami z bagażami, sam rusza na poszukiwania. Wreszcie wskazuje nam drogę na przystanek. Serdecznie mu dziękujemy i czekamy na autobus. Wreszcie podjeżdża. Mija jeszcze pół godziny i wreszcie wysiadamy na naszej ulicy. Pod krzakiem znajdujemy klucze do mieszkania (tak się dogadaliśmy z właścicielką) i wreszcie możemy powiedzieć, że jesteśmy na miejscu. Jest druga w nocy. Czas iść spać.

 

gekon2010, 22 kwietnia 2015 roku

 

Dodano: 09.05.2015 17:40
Ostatnia aktualizacja: 08.07.2018
Miejsce: Polska » Mazowsze » Warszawa

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.30
USD
3.68
CHF
3.68
GBP
4.88
Średnie kursy, 17-07-2018
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.