Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii, część 18 - Abu Dhabi, czyli krok do katastrofy

Szkoda tej Tajlandii... Już parę godzin lotu za nami, a kraj wydaje się znowu niedostępny i tajemniczy. Cóż, trzeba wracać do domu. W samolocie (Boeing 777) siedzimy w ogonie. Ludzie powoli się budzą. Za niecałą godzinę lądujemy w Abu Dhabi. Tam przesiadka i lot do Niemiec. O 13.00 siostra powinna odebrać nas z lotniska.

 

O 06.30 na mapie lotu, którą mam na małym ekranie przed oczami, zaczynają się malować jakieś dziwne esy floresy. Samolot, który początkowo leciał prosto do Abu Dhabi, wyraźnie zwolnił i zaczął krążyć.  Kiedy zegar dochodzi do 16 minut przed planowanym lądowaniem, nie pojawia się cyfra 15, a zwykle 20. Ciągle zmienia się również godzina lądowania. Wschód słońca obejrzeliśmy nie na lotnisku, tylko w samolocie. Wreszcie kapitan mówi, że nie może wylądować, ponieważ w Abu Dhabi jest bardzo gęsta mgła. Mgła na pustyni?! Stado szybko oddychających wielbłądów tam przeszło, czy co ?! A może to sztuczna mgła? Jeden nasz poseł by to zapewne wyjaśnił. 

 

Abu Dhabi1 (powiększenie)

Tak sobie lataliśmy, fot. autor

 

Jest 07.22, a my wciąż krążymy na pustynią, zmieniamy tylko co jakiś czas miejsce, w którym się kręcimy. Załoga puściła nam film, żebyśmy nie widzieli ciągle zmieniającego się czasu lądowania. Na początek oglądamy historię przyrodniczą, czyli o tym, jak to mocniejszy, by przeżyć, musi pożreć słabszego. Później lecą animowane produkcje... Na pokładzie zaczyna być nerwowo, ludzie podpytują załogę, czy aby na pewno jesteśmy bezpieczni. Lot ogromnego Boeinga zaczyna przypominać lot szybowca... nie jest dobrze...

 

Po blisko trzech godzinach takiego latania, kapitan informuje nas, że wylądujemy nie w Abu Dhabi, a w Al-Ajn. Znaczy, że lecimy na oparach (tego już nie powiedział, ale od czego inteligencja). Załoga szykuje pasażerów do przymusowego (na szczęście nie awaryjnego) lądowania, ale stresik jest! Pytam Beaty, czy aby nie muszę się składać w scyzoryk z głową schyloną między nogami. Uff, póki co nie muszę! Al-Ajn jest trzecim międzynarodowym lotniskiem w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. O planowym przylocie do Europy możemy na razie zapomnieć.

 

Al-Ajn (powiększenie)

Al-Ajn, czyli piasek po horyzont, fot. Beatka

 

Kilka minut po 09.00 lądujemy w Al-Ajn. Pas jest krótki, samolot bardzo gwałtownie hamuje. Wokół nic, tylko rudoczerwone pustynne wydmy i żadnego człowieka. Wstajemy z miejsc, ale załoga od razu informuje nas, że mamy na nich pozostać. Przepisy imigracyjne nie pozwalają nam na wyjście z maszyny.

 

Dobrze, że w samolocie jest włączona klimatyzacja. Na zewnątrz powyżej 30 stopni Celsjusza ciepła i kadłub natychmiast by się nagrzał. Nagle komunikat: toalety będą zamknięte, my mamy przypiąć się pasami i czekać. Samolot będzie tankował z pasażerami na pokładzie! I znowu stres!

 

O 10.05 jest decyzja: za 15 minut opuszczamy Al-Ajn zatankowaną maszyną i startujemy do do Abu Dhabi! Hurra!!!

 

Niestety, radość była przedwczesna, o 11.40 nadal stoimy na pustynnym lotnisku. Przez megafon rozlega się spokojny głos kapitana: mam 2 wiadomości - dobrą i złą. Dobra to ta, że samolot udało się zatankować, co z ludźmi na pokładzie wcale nie jest takie proste. Zła - by lecieć dalej konieczna jest zgoda lotniskowego inżyniera. A ten jest na całe lotnisko jeden! Znowu trzeba czekać. Załoga ma jeden tekst " only 20 minutes". Przy okazji wydaje wszystko co jest jeszcze w zakamarkach samolotu. Soki się skończyły, woda jeszcze jest, są jeszcze krakersy... Ktoś z ogona samolotu proponuje, by otworzyć bar, ale nie spotyka się to z entuzjazmem ze strony stewardess i stewardów. 

 

O 11.45 kapitan odzywa się ponownie: mam 2 wiadomości - dobrą i zła.  Dobra jest taka, że inżynier pozwolił nam na lot do Abu Dhabi. Zła - że ciągle jesteśmy w czarnej d... Załodze właśnie skończył się czas pracy i powinna zmienić ich inna ekipa. Czas dojazdu autobusem z Abu Dhabi kolejnej załogi – 2 godziny. Kapitan obiecuje, że będzie negocjował z władzami swojej firmy, czy mimo wszystko może lecieć ze starą załogą. W naszej części samolotu już prawie wszyscy się znają. Robi nam się tutaj prawdziwa zjednoczona Europa. Lecą Niemcy, Włosi, Francuzi, Polacy. Dobrze, że jest wesoło. Ludzie zachowują się wspaniale. Jeszcze trochę i zaczęlibyśmy jakąś wspólną imprezę.  

 

Załoga zdecydowała, że jednak zostaje z nami (12.00)! Linie musiały na to wydać zgodę. Zależy nam, by być już w Abu Dhabi, ale z drugiej strony jak mają przekroczony czas pracy to raczej powinni sobie dalszą robotę odpuścić. Może jednak polecimy?

 

12.05 – nadzieja jest matką... Jeżeli polecimy to za dobrze nam już znane "20 minutes".

 

Chyba jednak ruszymy. O 12.25 załoga sprawdza położenie foteli i zapięcie pasów. Hurra! Startujemy! Jest 12.40. Najchętniej oglądanym na pokładzie programem jest widok na żywo z kamery na dziobie samolotu. Znowu krótki pas i szybkie poderwania samolotu do góry. Na pokładzie około 500 osób, skrzydła nieco trzeszczą, maszyna kolebie się na boki. Złe myśli kłębią się w głowie... Jednak lecimy, do celu mamy około 20 minut.

 

O 12.55 szczęśliwie lądujemy w Abu Dhabi. Po samolocie roznoszą się westchnienia ulgi. Planowo mieliśmy być o 06.15. Dziękujemy załodze i szykujemy się do wyjścia. Jeden ze stewardów mówi, że jeszcze się z czymś takim nie spotkał. No to nie jest jedyny...

 

Abu Dhabi2 (powiększenie)

Terminal 1 lotniska w Abu Dhabi, fot. autor

 

Wreszcie jesteśmy na terminalu 3 (14.00). Szybko przechodzimy na "jedynkę", skąd mamy mieć kolejny lot do Dusseldorfu. Tam ręce nam opadają. Okazuje się, że samolot mamy dopiero o 17.40 lokalnego czasu. Coż, z powodu mgły wszystkie loty są mocno opóźnione. Mocno zmęczeni, niemal przegryzamy sobie gardła i szukamy miejsc do siedzenia. A nie jest to łatwe. Na podłodze leżą ludzie, biegają dzieci, Arabowie z sokołami w klatkach spokojnie rozmawiają, przy nich zakwefione kobiety. Taki arabski targ.

 

Abu Dhabi3 (powiększenie)

Sokoły również czekają na swój lot, fot. Beatka

 

Mija pół godziny. Wnerwienie trochę nam przeszło. Nasz przewoźnik funduje nam obiad, trzeba tylko iść po kupony. Przy punkcie odbioru dwie Arabki przez pół godziny kłócą się z obsługą, wtóruje im wysoki mężczyzna. Jakiś smagłolicy gość wciska się do kolejki. Podchodzi do niego młoda Czeszka, odpycha go i porządnie opie...., znaczy ochrzania. Gość robi wielkie oczy, no bo jak to może być, że kobieta go dotyka i  ustawia do pionu? Brawo Czeszka! Mija 20 minut, pani z obsługi podnosi wzrok znad blatu i wreszcie zauważa las rąk z kartami pokładowymi. Udaje zaskoczoną, jakbyśmy dopiero co wylądowali. Bierze kupony i wreszcie je wydaje. No to mamy obiad!

 

Jest 15.00. Idziemy coś zjeść. W barze głodni ludzie walczą o jedzenie, jakby to miał być ich ostatni posiłek! Właśnie wtargnęła tutaj grupa głodnych Filipińczyków. Widząc ich determinację w dążeniu do otrzymania jedzenia stwierdzam, że powiedzenie "Polak jak głodny to zły" chyba nie nas dotyczyło, tylko wspomnianych mieszkańców Azji. Stoję bezradny i patrzę na kłębiący się tłum. Wreszcie dziewczyna przy kasie lituje się nade mną i przynosi zapakowane jedzenie i napoje. 

 

Abu Dhabi4 (powiększenie)

jak nie ma wolnych miejsc w poczekalniach, trzeba usiąść na podłodze, fot. Beatka

 

Po 17.00 przechodzimy kontrolę bezpieczeństwa. Jak dobrze, że już stąd lecimy! Czekamy na wejście do samolotu, kiedy słyszymy komunikat, że musimy poczekać na "imigration" jeszcze "20 minutes". Zaraz, zaraz, czy ja już dzisiaj nie słyszałem takiego tekstu? W sali wybuchają śmiech i oklaski. No tak, ludzie od rana co jakiś czas słyszeli "20 minutes". Spotykamy Polaków, którzy mieli wykupione bilety innego przewoźnika na lot w Niemczech, ale już na swój samolot nie zdążą. Próbują coś załatwić, widać, że mają spory problem. A co do "imigration", to wszyscy zastanawiamy się o co chodzi. Nikt z nas nie przekraczał granicy. Ciekawe... Niebawem się dowiemy. 

 

Minęła 18.00, a my ciągle czekamy, "imigration" jak nie było, tak nie ma. O 18.15 zjawia się niemiecka załoga. No to chyba tajemnicę "imigration" mamy rozwiązaną.

 

Abu Dhabi5 (powiększenie)

nasz kierunek. Nie spodziewałem się, że będę tak tęsknił za...niemiecką ziemią, fot. autor

 

Powinienem napisać to złotymi literami. O 18.25 wchodzimy na pokład... Tak kończy się, mam nadzieję, szalony dzień w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Chociaż...

 

Na tym urywają się zapiski znalezione w Abu Dhabi...

 

gekon2010, 6 marca 2014 roku 

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 10.04.2014 18:41
Ostatnia aktualizacja: 02.11.2018
Miejsce: Tajlandia » Bangkok

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.