Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 14, samolotem z Chiang Mai do Bangkoku

Przyszedł czas na rozstanie z Chiang Mai. Wyjeżdżamy zauroczeni tym miastem i jego okolicami. Być może kiedyś tutaj wrócimy? Zobaczymy... Na razie musimy dostać się do stolicy, w której mamy przesiadkę konieczną do tego, by dostać się w nowe miejsce.

 

Jeszcze w Polsce zarezerwowaliśmy bilety na przelot tajskimi liniami Nok Air. Za dwie osoby (przelot w jedną stronę) zapłaciliśmy dokładnie 2633 BHT, czyli około 263 złotych. W cenie biletu uwzględniany jest bagaż rejestrowany do 15 kg na osobę. Za dodatkowe trzeba zapłacić. Wzięliśmy po 5 kilogramów więcej na każdego z nas. Dopłata nie była duża. Opiewała na 30-40 złotych. Jak na dwie osoby – cena symboliczna.

 

Rano skończyliśmy pakowanie. Po śniadaniu sprawdziliśmy, czy zabraliśmy wszystkie rzeczy z pokoju i oddaliśmy klucze. Około 12 podjechała po nas jedna z hotelowych pracownic i pojechaliśmy na lotnisko. Jest położone kilka kilometrów na zachód od centrum Chiang Mai. 

 

W drodze rozmawiamy. Dowiadujemy się, że wraz z początkiem pory gorącej (w marcu) do Chiang Mai zaczną przyjeżdżać Tajowie z południa. Dla gości zza granicy jest już za gorąco i sezon dla nich dobiega końca. Dla Tajów z południa upał na północy jest znacznie lżejszy. Podjeżdżamy pod lotnisko. Długi budynek z podziałem na części obsługujące loty krajowe i międzynarodowe. Żegnamy się, płacimy za przejazd (200 BHT, czyli około 20 złotych) i z bagażami idziemy do części, z której startują loty krajowe. Przed wejściem do hali nasz bagaż jest prześwietlany. Co ciekawe obsługa nie wymaga od nas byśmy wyciągali z bagażu podręcznego laptopy czy lustrzankę. Wszystko odbywa się szybko, sprawnie i z uśmiechem, bez europejskiego zadęcia spotykanego na wielu lotniskach na starym kontynencie. Przechodzimy przez bramki. Obsługa przekazuje nam bagaże i możemy ruszyć odprawić bagaż rejestrowany.

 

Lotnisko Chiang Mai1 (powiększenie)

Hala odlotów na lotnisku w Chiang Mai, fot. autor

 

Pokazujemy naszą rezerwację. Pan, który nas obsługuje żąda od nas karty kredytowej, którą płaciliśmy wcześniej za bilety i porównuje jej dane z informacjami, które przewoźnik ma w systemie. Nie jesteśmy tym zaskoczeni. Taką wiadomość znaleźliśmy na stronie Nok Air, kiedy w Polsce rezerwowaliśmy bilety. Dlatego radzimy Wam zawsze dokładnie czytać warunki handlowe. Mogą tam być różne niespodzianki jak właśnie konieczność posiadania dokładnie tej samej karty, którą dokonało się płatności. 

 

Wjeżdżamy na pierwsze piętro. Ponownie mamy prześwietlany bagaż, tym razem tylko podręczny i możemy wejść na halę odlotów. Pomimo tego, że jest duża i przestronna, prawie wszystkie miejsca są zajęte. Wielu pasażerów czeka na loty do Bangkoku. Wykonuje je nie tylko nasz przewoźnik. Loty odbywają się na lotnisko krajowe – Don Mueang, ale i na międzynarodowe – Suvarnabhumi.

 

Lotnisko Chiang Mai2 (powiększenie)

 

Krótko po 14.00 jesteśmy wywoływani do wyjścia. Samoloty Nok Air wyróżniają się bardzo ciekawym i śmiesznym malowaniem. My na przykład lecimy Boeingiem, który na dziobie ma wymalowany dziób jakiegoś ptaka.

 

Obsługa pilnuje, czy zapięliśmy pasy i informuje co robić w awaryjnej sytuacji. Po starcie dostajemy przekąskę i wodę (w cenie biletu). Wprawdzie Nok Air należy do niskokosztowych linii, to jednak nie ma mowy na pokładzie o nachalnym promowaniu wśród pasażerów jakichkolwiek produktów.

 

Lotnisko Chiang Mai3 (powiększenie)

Nasz samolot do Bangkoku tuż przed startem, fot. autor

 

Mija niecała godzina i lądujemy na lotnisku Don Mueang. Kiedyś to ono pełniło funkcję międzynarodowego portu lotniczego stolicy Tajlandii. Dzisiaj w zdecydowanej większości obsługuje loty krajowe. 

 

Tak jak międzynarodowy port lotniczy jest doskonale oznakowane. Nie potrafię sobie wyobrazić, by można było się na nim zgubić.

 

Odbieramy z taśmy bagaż rejestrowany i wchodzimy na halę przylotów. Linie i strzałki w różnych kolorach pokazują drogę do pociągu, taksówki, czy shuttle busów. Na przykład do tych ostatnich prowadzą kierunkowskazy w kolorze pomarańczowym. Świetny patent, który niezwykle ułatwia życie podróżnemu.

 

Gdyby jednak ktoś miał jakiś problem, są również panie, które chętnie odpowiedzą na wszystkie pytania. Słowem – żadnego stresu po przylocie.  

 

Podchodzimy do shuttle busa oznaczonego A1 i jedziemy nim do przystanku Mo Chit. Za bilety płacimy po 30 BHT, czyli około 3 złotych.

 

Wchodzimy na peron kolejki BST - jednej z dum Bangkoku. Zapewnia szybkie połączenia między północną, a wschodnią częścią miasta. Bilety, jak na Tajlandię, do tanich nie należą. My za przejazd do stacji Thong Lo płacimy po 52 BHT – na nasze to będzie mniej więcej 5,20 zł. Wysiadamy jednak dopiero na 15. stacji i siłą rzeczy przejazd musi trochę kosztować.   

 

Wagony są klimatyzowane, jazda w nich to czysta przyjemność. Na każdej stacji chętna do pomocy obsługa. Na Mo Chit miły pracownik skasował za nas bilety, sami zaś mogliśmy przejść bramką dla osób z większym bagażem. 

 

Od naszego lądowania minęła godzina. Wreszcie wysiadamy na Thong Lo. Przy Sukhumvit Road mamy hotel, w którym spędzimy dzisiejszą noc. Jego znalezienie zajmuje nam trochę czasu. Pytani przez nas Tajowie mają różne interpretacje co do miejsca, którego szukamy. Wreszcie prosimy o pomoc kogoś z ochrony ambasady Filipin. Ochroniarz, po uzyskaniu zgody przełożonych na krótkie opuszczenie posterunku, doprowadza nas pod same drzwi hoteliku. Składamy dłonie w geście "wai", kłaniamy mu się i bardzo serdecznie dziękujemy.

 

Sukhumvit Road (powiększenie)

Bangkok, Sukhumvit Road , fot. autor

 

Meldujemy się, zostawiamy rzeczy i ruszamy na spacer. Wilgotne, lepiące się do ciała powietrze, daje nam znać, że nieuchronnie nadchodzi pora gorąca. Jest o wiele cieplej niż tydzień temu. Na ulicy jemy kolację. Płacimy 150 BHT (15 złotych). Później szukamy dworca autobusowego Ekkamai, z którego jutro ruszamy w dalszą drogę na wyspę Ko Sichang. Zawsze dobrze wiedzieć skąd się jedzie. Wracamy wieczorem. Krótka rozmowa i śpimy. 

 

gekon2010, 27 lutego 2014 roku

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 01.04.2014 17:35
Ostatnia aktualizacja: 09.11.2018
Miejsce: Tajlandia » Bangkok

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-580
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.