Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 12, czyli trekking w dżungli

Być na północy Tajlandii i nie zobaczyć dżungli, to tak jakby być w regionie Veneto i nie ujrzeć Wenecji. Dla nas wreszcie nadszedł ten dzień.

 

Czekamy dość długo na samochód. Wreszcie, jak mi się wydaje na skutek interwencji recepcji naszego hotelu, podjeżdża pick up. Kierowca prosi nas, abyśmy usiedli w kabinie. "Pakę" zostawia dla późniejszych gości. 

 

Na razie jedziemy sami. Po drodze zatrzymujemy się przy stacji benzynowej. O dziwo, nie musimy wysiadać z samochodu. Taj, który go prowadzi, ma niezłe poczucie humoru. Po zatankowaniu odwraca się do nas i wyciąga dłoń po pieniądze za paliwo. Śmiejemy się i w świetnym nastroju dojeżdżamy do pierwszego przystanku, czyli farmy storczyków i motyli.

 

Farma storczyków1 (powiększenie)

Farma storczyków, fot. autor

 

Oglądamy przepiękne kwiaty. Za ich samowolne zerwanie, co jest zupełnie zrozumiałe, grozi kara w wysokości  2000 BHT (dwieście złotych). Za to zupełnie legalnie można kupić sadzonkę (350 BHT – około 35 złotych), czy też specjalnie przygotowane i oprawione w 24 karatowe złoto kwiaty orchidei. Mogą służyć jako wisiorki lub broszki. Ceny zróżnicowane (530, 560, 650 BHT, czyli odpowiednio około 53, 56 i 65 złotych).

 

Farma storczyków2 (powiększenie)

Farma storczyków, fot. autor

 

Postój w farmie nie jest długi. Po 30 minutach "łapie" nas przewodnik wycieczki i prosi o dane do ubezpieczenia. Zwracaliśmy na to uwagę przy składaniu zamówienia. Wprawdzie wykupiliśmy w Polsce (jak zwykle przy wyjeździe) komercyjne ubezpieczenie, to mamy je także w cenie wycieczki. Kwota zabezpieczenia wynosi 100 000 BHT, czyli 10 000 złotych. W końcu z dżunglą nie ma żartów!

 

Farma storczyków3 (powiększenie)

Farma storczyków, fot. autor

 

 

Ruszamy do dżungli. Zatrzymujemy się w miejscu, gdzie czekają na nas słonie. Są symbolem Tajlandii. Zresztą patrząc na mapę tego kraju, nawet przy minimalnej dozie wyobraźni, możemy zobaczyć łeb słonia. Słonie są symbolem szczęścia i pomyślności. Niestety, te wspaniałe zwierzęta są w Tajlandii różnie traktowane. Oglądałem kiedyś film. Wstrząsająca była informacja, że pomimo prawnego zakazu wprowadzonego pod koniec lat 80. ubiegłego stulecia, słonie zmuszane są do pracy. Na zdjęciach straszliwie zmęczone zwierzęta ciągnęły drzewa kauczukowe. To było na południu kraju. W sieci można też znaleźć filmy z Tajlandii pokazujące okrutne traktowanie tych zwierząt. Dlatego bardzo dokładnie wybieramy miejsce, gdzie chcemy je spotkać. Na północy powstały rezerwaty słoni, w których za niemałe pieniądze można nauczyć się jazdy na nich oraz poznać ich zwyczaje. Można tam spędzić jeden lub więcej dni w charakterze wolontariusza. Wszyscy uczestnicy są jednakowo ubrani, tak jak tajska załoga, karmią słonie i opiekują się nimi. 

 

słonie1 (powiększenie)

Zagroda słoni i pomost, z którego siada się na zwierzęta, fot. autor

 

Po wyjściu z samochodu jeszcze raz dokładnie sprawdzamy, czy przede wszystkim przewodnicy (mahouci) nie mają ostro zakończonych haków do poganiania zwierząt, którymi mogą je ranić. Nie mają. Upewniamy się, czy na słonia nie wsiadają więcej niż 2 osoby (słoń nie powinien nieść na grzbiecie więcej niż 150 kg). Nie wsiadają. Jeżeli kiedykolwiek zobaczycie, że na słonia pakują się więcej niż dwie osoby – zrezygnujcie z jazdy i poproście o kolejne zwierzę. Upewnieni, że wszystko jest OK, decydujemy się na krótką przejażdżkę, choć początkowo nie chcieliśmy tego robić. Z wysokiego podestu, odpowiadającego wielkością wysokości słonia, jesteśmy zaproszeni na wąską ławkę. Nasz przewodnik proponuje mi jazdę na łbie zwierzaka. Przyznaję, że trochę z obawy o własne cztery litery rezygnuję z tej atrakcji. Później żałowałem. Jedziemy więc tylko my, przewodnik idzie obok. 

 

słonie2 (powiększenie)

Droga widziana z słonia, fot. autor

 

Słoń majestatycznie stawia kroki. Czasami przystaje i podnosi trąbę do góry. Mamy wyrzuty sumienia, zwierzak myśli, że kupiliśmy banany i żąda zapłaty za przejazd. Teraz już wiemy, dlaczego w drodze jedna pani oferowała nam małe banany w cenie 20 BHT (2 złote) za potężną kiść. Trudno, nadrobimy ten nietakt później...

 

słonie3 (powiększenie)

I tak sobie jedziemy..., fot. mahout

 

Doszliśmy do podestu, na którym możemy wysiąść. Kupujemy kiście bananów i częstujemy "naszego" słonia. Beatce udaje się to bezkolizyjnie. W pewnej chwili podbiega do nas mały słonik, odtrąca większego osobnika i bezceremonialnie żąda ode mnie bananów. Oczywiście dostaje je! Duży zwierzak spokojnie patrzy, widząc zaś, że nic nie osiągnie i że bananów już tutaj nie będzie, odchodzi.  

 

słonie4 (powiększenie)

Karmienie słonia, patrzcie jaka długa trąba, fot. autor

 

 

Po zebraniu naszej grupy jedziemy na obiad. Dostajemy pad thai, zawinięty w liść bananowca i wodę do picia. Potrawa jest doskonała, świetnie przygotowana i niebiańsko smakuje. Po zjedzeniu przejeżdżamy jeszcze kilka kilometrów, bierzemy w ręce bambusowe kije i ruszamy w dżunglę. 

 

dżungla1 (powiększenie)

Nasz dżunglowy obiad, fot. autor

 

Idziemy wąską ścieżką. Przed nami przewodnik, który kijem opukuje drogę. To tak na wszelki wypadek, gdyby wygrzewał się na niej jakiś wąż lub inny gad. Ścieżka jest czasami bardzo wąska. Gorące powietrze i brak wiatru powodują, że po kilku minutach marszu zaczynamy się pocić. Wokoło zieleń. Widać, że od dłuższego czasu nie spadł deszcz. Jest luty, pora deszczowa przyjdzie w maju i wtedy roślinność nabierze niewyobrażalnie soczystych barw. Zwierzęta ucichły. Dla większości z nich południe to czas sjesty. Przystajemy na chwilę w małej osadzie (dwa lub trzy domy) i dalej w drogę. Po mniej więcej godzinie dochodzimy do wodospadu. Nie mogę sobie odmówić tej przyjemności. Ubieram kąpielówki i wskakuję do lodowatej wody. Z góry smagają mnie mocne mokre bicze. Jest po prostu super!

 

dżungla2 (powiększenie)

Dżungla, fot. autor

 

dżungla3 (powiększenie)

W drodze nad wodospad, fot. autor

 

dżungla4 (powiększenie)

Dżungla, fot. autor

 

Najchętniej bym tutaj został, ale musimy wracać. To jeszcze nie koniec atrakcji przygotowanych przez organizatorów wyjazdu. Tą samą drogą idziemy do miejsca, z którego wyruszyliśmy. Po kilku minutach tworzy się czołówka grupy - ludzie, powiedzmy, w średnim wieku. Kilka minut za nami – młodzież. Jej znakiem rozpoznawczym są papierosy podczas każdego postoju i puszka napoju w dłoni. I dziwić się, że nie mają kondycji! Za to z nami nie jest tak źle. Fakt, że w czasach, kiedy miałem ich lata biegało się na szkolne rajdy, a nie siedziało na okrągło przed komputerem lub nad smartfonem. Znak czasów. Za ileś lat, kiedy ktoś wykopie szczątki kogoś z dzisiejszego pokolenia, będzie się mówiło o odkryciu nieznanej cywilizacji rozwiniętych kciuków. 

 

dżungla5 (powiększenie)

Wodospady, fot. autor

 

Kończymy trekking i jedziemy nad brzeg rzeki na rafting. Trochę czekamy na pontony. Nasz przewodnik zabawia nas łamigłówkami i trzeba przyznać, że niektóre z nich zapędzają nas w kozi róg. Na szczęście "dysponujemy" Chińczykiem, który je sprawnie rozwiązuje. 

 

Wreszcie przyjeżdżają pontony. Zakładamy kamizelki i kaski. Panowie z obsługi cierpliwie tłumaczą nam zasady bezpieczeństwa oraz zapoznają z najważniejszymi komendami. Wsiadamy z parą Chińczyków do pontonu i ruszamy. Mamy świetną zabawę. Na rzece jest trochę rwących, skalistych miejsc i musimy je pokonać. Tam, gdzie nurt uspokaja się, stoi mały Taj i z premedytacją oblewa nas wodą. Przyjmujemy to ze śmiechem. I tak jesteśmy cali przemoczeni.

 

Na sam koniec przesiadamy się na bambusowe tratwy. Płyniemy przez kilkanaście minut. Wymaga to trochę sprawności, tratwy są zanurzone lekko w wodzie i bardzo śliskie. Po wyjściu na brzeg możemy się umyć pod prysznicem i przebrać. Kupujemy jeszcze dwie zrobione nam podczas jazdy na słoniach i raftingu oprawione fotografie. Za jedną płacimy 100 BHT, czyli 10 złotych. Będziemy mieli pamiątkę z tego pełnego wrażeń dnia.

 

dżungla6 (powiększenie)

Bambusowe tratwy, fot. autor

 

Do hotelu wracamy po zachodzie słońca. 

 

Za wycieczkę zapłaciliśmy 2400 BHT (240 złotych) za dwie osoby. Wszystkie opisane atrakcje, oczywiście poza kupieniem bananów dla słoni i fotografii, mieliśmy w cenie.  Trekking w dżunglę jest bardzo popularny na północy. Można sobie zafundować 1, 2 lub 3 dniowy. Zapewniony jest przewodnik i miejsca do spania. Nocuje się wówczas w grupie w przygotowanych chatach z wikliny z materacami na podłodze. Konieczne są moskitiery (w tych, które oglądaliśmy, były), można posłuchać wówczas nocnych odgłosów dżungli.

 

dżungla7 (powiększenie)

Apartament w dżungli, fot. autor

 

gekon2010, 25 lutego 2014 roku  

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 27.03.2014 19:12
Ostatnia aktualizacja: 26.10.2018
Miejsce: Tajlandia » Chiang Mai

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-1231
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.