Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 11, czyli Biała Świątynia, Złoty Trójkąt i bardzo dłuuugie szyje

Budzi nas dźwięk alarmu w telefonie. O 06.30 jesteśmy na śniadaniu. Szybki posiłek, bo po 07.00 podjeżdża po nas bus. Czeka nas długa droga.

 

Zbieramy turystów po Chiang Mai. Znowu mamy międzynarodowe towarzystwo. Kanadyjczycy, Francuzi i mieszkanki Japonii (nie mylić z japonkami). Ludzie się rozkręcają, zaczynają ze sobą rozmawiać. Przede wszystkim szukają jednak zgubionego nad ranem snu.

 

Po około 1-1,5 godziny jazdy zatrzymujemy się przy gorących źródłach. Głównie jest to potężny sklep, a źródła są chyba pretekstem do tego, by turyści porobili zakupy. Potężny parking, na który stoi kilka autobusów i kilkanaście busów. Nasz przewodnik daje nam 20 minut. 

 

Gorące źródła Tajlandia1 (powiększenie)

Gorące źródła, fot. autor

 

Podchodzimy do źródła. Obok niego Tajki oferują ...jajka w koszyczkach. Można włożyć je do źródlanej wody, która ma 90º Celsjusza, ugotować i zjeść na miejscu. Ta przyjemność kosztuje 20 BHT, czyli polskie 2 złote.

 

Gorące źródła Tajlandia2 (powiększenie)

a może tak jajeczko?, fot. autor

 

Muszę iść do toalety. W większości przybytków w Tajlandii zobaczycie postument z oznaczonym miejscem na stopy i dziurą w środku. Zmuszają do przyjęcia pozycji najazdowej skoczka narciarskiego przed wybiciem z progu. W każdej są także węże z podłączoną wodą (do ewentualnego podmycia). Spłuczki natomiast to rarytas, na ogół stoją baseniki lub miski z wodą i czerpakiem, którym trzeba spłukać po sobie toaletę. W turystycznych miejscach można znaleźć normalne europejskie kibelki. Taki właśnie udaje mi się namierzyć.

 

toaleta Tajlandia (powiększenie)

Toaleta w wersji lix (marmury), fot. Beatka

 

Wjeżdżamy do strefy policyjnych kontroli. Co kilkadziesiąt kilometrów droga zwęża się i trzeba przejechać obok posterunku. Policjanci mają prawo do skontrolowania pojazdu i pasażerów. Patrole szukają narkotyków, zresztą taka informacja widoczna jest na tablicach. To trasa w kierunku granicy Birmy i Laosu, skąd narkotyki często są przemycane na teren Tajlandii. Na krótko musimy się zatrzymać, kierowca mówi policjantowi z kim i gdzie jedzie i bez kontroli, spokojnie możemy podróżować dalej.

 

Wat Rong Khun1 (powiększenie)

Biała Świątynia, fot. autor

 

Wat Rong Khun2 (powiększenie)

Biała Świątynia, fot. autor

 

Przed 11.00 zatrzymujemy się przy Wat Rong Khun, nazywanej również Białą Świątynią. Wygląda jakby żywcem wyjęta była z bajki o Królowej Śniegu. Jej budowę rozpoczęto w 1997 roku i trwa do dzisiaj. Jest wizją artysty – Chalermchaia Kositpipata, który powiedział kiedyś, że budowa zakończy się kilkadziesiąt lat po jego śmierci (nie przypomina Wam to historii pewnej europejskiej katedry). Od innych świątyni wyróżnia ją śnieżnobiały kolor i srebrne ornamenty. Złoty jest tylko przybytek, do którego królowie (i nie tylko) chadzają piechotą. Przed wejściem jest mostek, a pod nim widać splątane dłonie wyciągnięte w błagalnym geście. To piekło. Potem wchodzi się do świątyni, której ściany w całości pokryte są malowidłami artysty. Na miejscu można również obejrzeć obrazy Chalermchaia Kositpipata. Widać, że nie jest mu obojętny los świata. Niektóre z nich mają proste polityczne odniesienia na przykład do Osamy bin Ladena czy Georga W. Busha (na jednym z obrazów panowie lecą na jednej rakiecie). Świątynia, choć nowa, robi na nas spore wrażenie.

 

Wat Rong Khun3 (powiększenie)

Diabeł kryje się w alkoholu, fot. autor

 

Wat Rong Khun4 (powiększenie)

Biała Świątynia, fot. autor

 

Ruszamy w dalszą drogę. Ludzie w busie rozmawiają już jak dobrzy znajomi. 

 

Wat Rong Khun5 (powiększenie)

Biała Świątynia, fot. autor

 

Przejeżdżamy przez Chiang Rai - jedno z najstarszych miast Tajlandii, założone w 1262 roku przez króla Mangraia. Miało być głównym miastem królestwa Lanna. Było nim krótko, kilkadziesiąt lat później stolicą Lanna zostało Chiang Mai. Po drodze mijamy fragmenty miejskich murów, bardzo podobnych do tych, które można spotkać w Chiang Mai.

 

 

Jeszcze kilkadziesiąt minut i zatrzymujemy się przy Złotym Trójkącie. To miejsce, w którym stykają się granice Tajlandii, Laosu i Mjanmy, czyli Birmy.  

 

Mekong1 (powiększenie)

Tajlandzki brzeg, fot. autor

 

Jeszcze nie tak dawno (koniec ubiegłego stulecia) ten, liczący ponad 300 000 km² obszar był głównym na świecie ośrodkiem produkcji opium. Dzisiaj w Tajlandii obowiązuje niezwykle surowe ustawodawstwo antynarkotykowe. Kraj postawił na turystykę. W Laosie podobno na każdym kroku można kupić oficjalnie zakazaną marihuanę. Nie wiem jak wygląda sytuacja w Mjanmie.

 

Mekong2 (powiększenie)

Mjanma, fot. autor

 

Wsiadamy do łodzi, zajmujemy miejsca i płyniemy rzeką Mekong. Obsługa pilnuje czy mamy na sobie zapięte kamizelki ratunkowe. Łódź nie jest przeładowana. Każdy siedzi na swoim miejscu, nikt nie stoi w przejściu. Rejs kosztuje 300 BHT (30 złotych) od osoby. Dobrze jest, zamawiając wycieczkę do Złotego Trójkąta w swoim hotelu, sprawdzić czy w jej cenie nie ma również rejsu. Jest on wtedy o 100 BHT od osoby (10 złotych) tańszy. Podpływamy pod granicę Mjanma. Przewodnik pokazuje nam nowe budynki i mówi, że to kasyno, które początkowo miało powstać w Tajlandii (są na tajskim brzegu jego ruiny). Jednak inwestorzy spotkali się z tyloma biurokratycznymi przeszkodami, że w pewnej chwili zabrali swoje zabawki z piaskownicy i umieścili je w sąsiednim kraju. Nie trzeba chyba pisać, że do kasyna jeżdżą także tłumy bogatych Tajów. Zarabia zaś na tym Mjanma. 

 

Mekong3 (powiększenie)

Łódź na Mekongu, fot. autor

 

 

Podpływamy do Done Sao. Wyspa znajduje się w granicach Laosu i wchodzi w skład Specjalnej Strefy Ekonomicznej Złoty Trójkąt. Mamy tutaj kilkadziesiąt minut. Musimy zapłacić 30 BHT (3 złote) za wjazd tutaj i stajemy na lądzie. Rzecz jasna czekają na nas sprzedawcy wszelkiego dobra. Można kupić wódkę, gdzie w butelkach znajdują się mniejsze i większe węże, skorpiony, gekony. Cena największej flaszki (z największym wężem) to 350 BHT (35 złotych). Tajlandia nie robi problemu z wwozem takiego trunku, ale próba przewiezienia go do Europy, z uwagi na ochronę zagrożonych gatunków, może się źle skończyć dla osoby, która tego spróbuje. I bardzo dobrze. Nie ma mowy, żebyśmy to kupowali. Jest także wódka z plumerii (białe intensywnie pachnące kwiatki, które obecnie kwitną na drzewach) i miejscowa whisky. Ceny takie, że osoby ze słabą wolą źle by skończyły przebywając dłużej w Laosie (marskość wątroby gwarantowana).

 

Złoty Trójkąt1 (powiększenie)

"Oferta" laotańskich kupców. Odradzam kupowanie, fot. autor

 

Wracamy z wyspy, wsiadamy do busa i ruszamy w dalszą drogę. W miasteczku Mae Sai mamy obiad. Szwedzki stół z tajskimi potrawami, do tego owoce i ciasto. Za napoje trzeba dodatkowo zapłacić. Najadamy się jak bąki. Kiedy wsiadamy do busa jego kabina niebezpiecznie się obniża... 

 

Mae Sai1 (powiększenie)

Mae Sai, przejście graniczne pomiędzy Tajlandią, a Mjanma (Birmą), fot. autor

 

 

Mae Sai2 (powiększenie)

Za tym mostem już Mjanma (Birma), fot. autor

 

Wytrzymuje jednak i po kilku minutach jesteśmy nad granicą tajsko – birmańską. Przebiega ona nad rzeką Sai. Po drugiej stronie znajduje się miasteczko Tachilek. Na moście duży ruch. Pytamy przewodnika, czy Tajowie potrzebują wizy do Mjanma (Birmy). Ten odpowiada, że tak, ale od 2015 roku ma się to zmienić i pomiędzy krajami będzie ruch bezwizowy. W naszym przewodniku wyczytaliśmy, że kiedyś była możliwość zostawienia paszportów w birmańskim biurze imigracyjnym i odwiedzenia nadgranicznego Tachilek na podstawie przepustki. Obecnie raczej nie jest to możliwe. Myślimy, że inaczej przewodnik powiedziałby nam o tym. W pobliżu przejścia granicznego zatrzęsienie sklepów (przynajmniej po tajskiej stronie). Każdy sprzedawca zaprasza do siebie. Chcemy kupić baterie "paluszki". Pani ze sklepu radzi nam, żebyśmy poszli do położonego nieopodal marketu, ponieważ nie jest pewna, czy baterie, które ona ma w sklepie będą działały jak należy. To jest etyka kupca!

 

Mae Sai3 (powiększenie)

Mae Sai, fot. autor

 

Mae Sai4 (powiększenie)

Mae Sai, fot. autor

 

Nad granicą jesteśmy około godziny. Zbliża się 16.00, a mamy jeszcze jeden, bardzo ważny punkt wycieczki. Czekamy na jadące z nami Japonki, które przeszły na birmańską stronę i spóźniają się. Po powrocie z dumą pokazują stemple kontroli granicznej w swoich paszportach. Czyżby tylko po to tam poszły? I zrozum tutaj japońskiego turystę.

 

Mae Sai5 (powiększenie)

Mae Sai, fot. autor

 

Wreszcie ruszamy. Słońce zaczyna się obniżać, kiedy skręcamy z głównej w szutrową drogę. Parę kilometrów i zatrzymujemy się w wiosce Karenów, zwanej Baan Tong Luang Hill Tribes Village. Kobiety słyną z tu z niezwykle długich szyj. To birmańskie plemię, którego część zamieszkuje północną (i również zachodnią) Tajlandię. Niektóre z kareńskich kobiet od dziecka noszą na szyjach obręcze. Co roku dokładana jest kolejna, rekordzistka ma ich na szyi 27!. Wziąłem taki "naszyjnik" do ręki i poczułem spory ciężar. W wiosce jest również pani słynąca z "długich uszu". Ta ma w uszach swoiste kolczyki. Również muszą być ciężkie, skoro małżowiny są wyciągnięte na kilka – kilkanaście centymetrów.

 

Wioska Karen1 (powiększenie)

Wejście do Baan Tong Luang Hill Tribes Village, fot. autor

 

Wioska Karen2 (powiększenie)

Baan Tong Luang Hill Tribes Village, fot. autor

 

Wioska jest ustawiona na przyjmowanie turystów. Praktycznie w każdym domu oferowane są miejscowe produkty. My akurat pytamy, czy możemy zrobić zdjęcie, ale niektórzy w ogóle się niczym takim nie przejmują. Cóż, jeżeli turystyka ma być źródłem utrzymania wioski, to widocznie musi tak być. 

 

 

Wioska Karen3 (powiększenie)

Baan Tong Luang Hill Tribes Village, fot. autor

 

Wioska Karen4 (powiększenie)

Baan Tong Luang Hill Tribes Village, fot. autor

 

Wioska Karen5 (powiększenie)

Kolczyki, fot. autor

 

Prosimy przewodnika, by na nas poczekał i idziemy nad pola ryżowe. Po drodze mijamy duży dom. Przed nim stoi kilkanaście pick upów, z wnętrza dochodzą rozgorączkowane okrzyki. Okazuje się, że trwają bardzo popularne tu walki kogutów i to one rozbudzają namiętności. 

 

Pola ryżowe1 (powiększenie)

Pole ryżowe, fot. autor

 

W zachodzącym słońcu ruszamy do Chiang Mai. Trochę tych kilometrów dzisiaj przejechaliśmy. Wystarczy wspomnieć, że Chiang Mai i Chiang Rai dzieli 180 kilometrów, a byliśmy jeszcze na Złotym Trójkącie i nad granicą tajlandzko – birmańską.  

 

Pola ryżowe2 (powiększenie)

Pole ryżowe, fot. autor

 

W hotelu jesteśmy około 21.30. To był wyczerpujący, ale bardzo ciekawy dzień.

 

Na sam koniec ważny temat, czyli portfel. Za wycieczkę, za dwie osoby zapłaciliśmy 2400 BHT (około 240 złotych). Dodatkowo płaciliśmy za łódkę po Mekongu. Pisałem już jak można obniżyć koszty. Powtórzę, że lepiej nie czekać do przyjazdu na Złoty Trójkąt, tylko kupić wycieczkę, która będzie miała w cenie rejs. Dlatego warto pytać sprzedawcę, co konkretnie zawiera cena. 

 

Wioska Karen6 (powiększenie)

Te ciemne zęby to od żucia betelu, fot. autor

 

gekon2010, 23 lutego 2014 roku 

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 27.03.2014 18:37
Ostatnia aktualizacja: 30.10.2018
Miejsce: Tajlandia » Chiang Mai

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-502
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.