Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 9, w środku Róży Północy

Wstajemy około 08.00. Idziemy na śniadanie i do recepcji zameldować się. Później ruszamy zwiedzać "Różę Północy", tak nazywa się Chiang Mai.

 

Chiang Mai jest największym miastem na północy Tajlandii i drugim co do wielkości w tym kraju. Założone zostało w 1292 roku przez króla Mangrai. Było stolicą Królestwa Miliona Pól Ryżowych, czyli Lanna. Mieszka w nim ponad 200 tysięcy ludzi. Malowniczo położone nad rzeką Ping jest chyba najchętniej odwiedzanym przez turytów miastem w tym rejonie. Stanowi świetna bazę wypadową do Złotego Trójkąta, Chiang Rai i do Birmy, czy Laosu. Stąd wychodzą również wycieczki na trekking po dżungli.

 

Mieszkamy właśnie nad rzeką Ping, tuż przy żelaznym moście. Na początku idziemy do...apteki. Beatka po wczorajszej podróży w mocno klimatyzowanym pociągu nie czuje się dobrze. Ja wręcz przeciwnie. Klima  spowodowała, że katar i kaszel przeszły mi jak ręką odjął. Wprawdzie wyjeżdżając z Polski kupiliśmy sobie porządne ubezpieczenie, również na wypadek choroby, ale nie chcemy na razie wszczynać alarmu. Farmaceuta słysząc co Beatce dolega od razu mówi, że sprzeda jej antybiotyk (w Tajlandii są bez recepty). Ta odmawia i kupujemy jakieś lekarstwo na gardło. Liczymy, że wystarczy i pomoże. Korzystając z okazji kupujemy też repelent. Tutejsze komary mogą przenosić niemiłe choroby,  a że nasze nowe mieszkanie otacza spory ogród, lepiej dmuchać na zimne. Ważne jest tutaj, by środek zawierał składnik o nazwie DEET. Ten, który kupujemy posiada go 20%. Według pani z apteki, to w zupełności wystarczy. Sama się nim smaruje i żadne komary jej nie gryzą. Żeby było ciekawiej repelent wyprodukowano w Belgii i kosztuje nas 370 BHT – 37 złotych.

 

Wchodzimy na Tha Phae Rd. Przy niej, w pobliżu rzeki, znajduje się punkt IT. Niestety, dosyć słabo zaopatrzony. Panie wprawdzie mówią po angielsku w stopniu umożliwiającym zrozumienie się, ale nie mają dla nas  fajnych bezpłatnych (lub płatnych) materiałów. Na pewno dostaniecie tutaj mapę Chiang Mai. Można także przejrzeć katalog proponowanych wycieczek. I tyle.

 

Przechodzimy na drugą stronę ulicy i wchodzimy na teren Wat Upakut. Miejscowi mnisi za około 120 BHT (12 złotych) mogą zrobić Wam masaż. Świątynia, mimo że podobna do wielu w Tajlandii, zadziwia kolorami i misternymi rzeźbami.  

 

Wat Upakut1 (powiększenie)

Wat Upakut, fot. autor

 

Wat Upakut2 (powiększenie)

Wat Upakut, fot. autor

 

Wat Upakut3 (powiększenie)

Wat Upakut, fot. autor

 

Kilkaset metrów dalej, także przy Tha Phae Rd, znajduje się zespół klasztorny – Wat Saenfang. Przy wejściu wita nas rzeźbiony smok. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, po prawej stronie zobaczycie XIX wieczną czedi. Zbudowano ją w czasie, kiedy Chiang Mai rządzili Birmańczycy. Wihan wzniesiony jest w stylu lanna. Można obejść czedi i wyjść bramą, w kierunku chińskiej dzielnicy. Kolejna piękna budowla. 

 

Wat Saenfang1 (powiększenie)

Wat Saenfang, fot. autor

 

Wat Saenfang2 (powiększenie)

Wat Saenfang, fot. autor

 

Słońce jest coraz wyżej i zaczyna nam trochę dokuczać. Na Tha Phae Rd znajdujemy kolejną (!) świątynię. To chyba jednak prawda, że w Chiang Mai i okolicach jest ich około 300. Wat Mahawan wyróżnia śnieżnobiała czedi. Tutaj także można poddać masażowi swoje obolałe stopy. Masaż jest wykonywane na świeżym powietrzu, w cieniu konarów drzewa. Ceny podobne jak w Wat Upakut. My na razie nie korzystamy, chcemy zobaczyć jak wygląda centrum Chiang Mai, a nie udało nam się jeszcze dojść do miejskich murów.

 

Wat Mahawan 1 (powiększenie)

Wat Mahawan, fot. autor

 

Wat Mahawan 2 (powiększenie)

Wat Mahawan, fot. autor

 

Wat Mahawan3 (powiększenie)

Wat Mahawan, fot. autor

 

Po kilkunastu minutach tam docieramy. Centrum miasta otacza kanał. W niektórych miejscach widać miejskie mury. Na placu trwają przygotowania do imprezy promującej państwa Stowarzyszenia Narodów Azji Południowo-Wschodniej – ASEAN. Robimy sobie krótki spacer nad wodą i decydujemy, że na dzisiaj nam wystarczy.  

 

Do domu wracamy Loi Khro Rd. Przy niej znajdujemy wiele salonów masażu. Ceny od 150 do 200 BHT za godzinny masaż całego ciała. Przyjmujemy zaproszenie od pani z jednego salonów i fundujemy sobie masaż całego ciała właśnie. Po godzinie w kapitalnej formie fizycznej możemy iść dalej. Aha, za dwie osoby zapłaciliśmy 300 BHT (około 30 złotych). Za salonami masażu, idąc od centrum, znajduje się kilka kantorów wymiany walut. Radzę dokładnie przyjrzeć się kursom i wybrać najlepszą opcję. Przy wymianie w kantorach nie żądano od nas paszportów. W Bangkoku musieliśmy je okazywać za każdym razem, i to zarówno w bankach, jak i w kantorach.

 

Zaułkami dochodzimy z powrotem na Tha Phae Rd. Znajdujemy jakiś bar i zamawiamy tajskie jedzenie. Za posiłek z napojami płacimy około 200 BHT (20 złotych). Później wchodzimy do mijanej wcześniej Wat Buppharam. Świątynia wzniesiona została pod koniec XV wieku. Zadziwia wspaniałymi rzeźbami w drewnie. Obejrzeć tu można ciekawą postać siedzącego Buddy wykonaną z drewna tekowego. 

 

Wat Buppharam1 (powiększenie)

Wat Buppharam, fot. autor

 

Wat Buppharam2 (powiększenie)

Wat Buppharam. Tekowy Budda, fot. autor

 

Wat Buppharam3 (powiększenie)

Wat Buppharam, fot. autor

 

Nadchodzi wieczór. Niestety, Beatka po początkowej poprawie samopoczucia (masaż) czuje się gorzej. Ma podwyższoną temperaturę. Decyduje, że jednak kupi antybiotyk. Jeszcze raz idziemy do apteki. Na szczęście stanowi jeden lokal z minimarketem i jest otwarta. Po rozmowie z farmaceutką dostaje jakąś straszną "siekierę", którą ma brać dwa razy dziennie. Pani z apteki zaręcza, że już od jutra odczuje poprawę. Kupujemy. Za antybiotyk płacimy 350 BHT, czyli 35 złotych.

 

Wracamy do pensjonatu. Tam Beatka łyka antybiotyk, zawija się w pościel i szybko idziemy spać, mając nadzieję, że jutro nadwyrężone zdrowie pozwoli nam na dalsze podziwianie Chiang Mai i jego okolic.

 

gekon2010, 21 lutego 2014 roku 

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 22.03.2014 22:31
Ostatnia aktualizacja: 13.11.2018
Miejsce: Tajlandia » Chiang Mai

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.