Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 6, czyli stara stolica Ajutthaja

Dzisiaj znowu pobudka o 06.00. Kolejna, jak najszybsza toaleta i na dół na śniadanie. Bus przyjechał, gdy ledwo usiedliśmy do stołów. Właścicielka naszego hotelu wytłumaczyła jednak kierowcy, że ma przyjechać później, co pozwoliło nam na spokojne zjedzenie posiłku.

 

Dzisiaj ruszamy do starej stolicy Tajlandii Ajutthai. Stolicą królestwa została w połowie XIV stulecia za rządów króla Ramy Thibodi I. Przez blisko 400 lat rosła w potęgę i opływała w bogactwa. Rządący w niej królowie budowli pałace i świątynie. Wreszcie nadszedł rok 1767. Birmańczycy zdobyli Ajutthaję, która już nigdy nie odzyskała dawnego splendoru i blasku. Dzisiaj licznie odwiedzają ją turyści, którzy na podstawie tego co zostało z dawnej Ajutthai mogą wyobrazić sobie jak potężnym była miastem i jakie potężne państwo stało za jej rozwojem. 

 

Po drodze zabieramy młode dziewczyny z Włoch. Oj widać, że się wczoraj popłynęło... Wzrok mętny, poszukujący, napój w dłoni, faja za fają – znaczy po polsku mają koleżanki potężnego kaca, z którym do tego nie potrafią skutecznie walczyć.

 

Jedziemy na północ. Wyjazd z Bangkoku zabiera nam około 30 minut. Po drodze zatrzymujemy się na stacji benzynowej. Kierowca wyprasza nas z samochodu. Ma instalację gazową i podczas napełniania zbiorników, w pojeździe nie może być żadnego pasażera. Zauważyliśmy, że dużo ludzi jeździ tutaj pojazdami na gaz. Taksówki mają przez to mniejsze bagażniki. Za kabinami kierowców ciężarówek widać potężne butle. Cena gazu – około 1 – 1,1 zł za litr. Można spokojnie go kupować i jeździć. 

 

Tajlandia. Stacja benzynowa (powiększenie)

Stacja benzynowa w drodze do Ajutthai. Wszystkie ciężarówki...na gaz, fot. autor

 

Drogi w Tajlandii mają swoisty koloryt. Przyczyniają się do tego ciężarówki wymalowane w różne ostre kolory. To także jeden ze znaków rozpoznawczych tego pięknego kraju.

 

Po zatankowaniu ruszamy w dalszą drogę. Rolę wczorajszego Duńczyka przejął pewien Malezyjczyk. Beatka twierdzi, że gość dopiero uczy się angielskiego i dlatego tak chętnie rozmawia. Inny malezyjski pasażer zaczyna podrywać dziewczynę z Argentyny. Szykuje się ciekawy obyczajowo dzień.

 

Wat Phu Khao Thong1 (powiększenie)

Wat Phu Khao Thong, fot. autor

 

Nasz kierowca trochę błądzi, ale wreszcie dojeżdżamy do pierwszego punktu wycieczki, czyli do Wat Phu Khao Thong. Świątynia znajduje się za miastem, ale warto ją zobaczyć. Wzniesiona przez Birmańczyków, później został przerobiona w tajskim stylu. Wchodzimy po schodach potężnej czedi, by rozkoszować się widokiem okolicy. O dziwo weszły także Włoszki. Ciężko oddychają, w dłoniach mają nieodłączne papierosy, ale są na górze. Na dole zdwiedzamy jeszcze położone nieopodal ruiny. Wreszcie kierowca daje znak, że czas jechać dalej. 

 

Wat Phu Khao Thong2 (powiększenie)

Wat Phu Khao Thong, fot. autor

 

Mija kilkunaście minut i przystajemy przed długim na 37 metrów i wysokim na 8 metrów posągiem odpoczywającego Buddy. To znak, że przybyliśmy do Wat Lokaya Sutharam. Ze świątyni praktycznie nic, poza posągiem i jedną wieżą, nie pozostało. Pamiątka po birmańskim najeździe.

 

Wat Lokaya Sutharam1 (powiększenie)

Wat Lokaya Sutharam, odpoczywający Budda, fot. autor

 

Wat Lokaya Sutharam2 (powiększenie)

Wat Lokaya Sutharam, fot. autor

 

Przy okazji obserwujemy miejscowe tuk tuki. Są inne niż te w Bangkoku. Kabina kierowcy obudowana. Wsiada się do nich od tyłu. Najczęściej można je spotkać obok atrakcji turystycznych.

 

Ajutthaja. Tuk tuk (powiększenie)

Ajutthaja. Miejscowy tuk tuk, fot. autor

 

Uff... Robi się gorąco, a my ruszamy dalej. Dojeżdżamy do Wat  Yaichaimongkol. Świątynia jest bardzo stara, zbudowano ją w XIII wieku, czyli jeszcze zanim Ajutthaja została stolicą królestwa.

 

Wat Yaichaimongkol1 (powiększenie)

Wat  Yaichaimongkol, fot. autor

 

Wat Yaichaimongkol2 (powiększenie)

Wat  Yaichaimongkol, fot. autor

 

Jej motto to: "Każdy kto ma jasny umysł i przeżyje życie perfekcyjnie, pozostanie w glorii. Ci z nieczystą duszą wejdą na ścieżkę smutku i nigdy nie osiągną pełni umysłu". Tak jak większość świątyń zburzona została po najeździe w 1767 roku.

 

Wat Yaichaimongkol3 (powiększenie)

Wat  Yaichaimongkol, fot. autor

 

Najważniejszą częścią zespołu świątynnego jest Wihan Phraphutthasaiyat, gdzie pod gołym niebem leży posąg kolejnego odpoczywającego Buddy. 

 

Wihan Phraphutthasaiyat (powiększenie)

Wihan Phraphutthasaiyat, fot. autor

 

Czas na kolejne znaki wielkości Ajutthai. Tym razem jedziemy do Wat Mahathat zbudowanej za panowania króla Borommaracha I w drugiej połowie XIV stulecia. Większość terenu, niestety, stanowią gruzy (skutki wspominanego wielokrotnie najazdu). W korzeniach drzewa natykamy się na...głowę Buddy. To pozostałość posągu. Wygląda niesamowicie, jakby była nierozłączną częścią rośliny.

 

Wat Mahathat1 (powiększenie)

Wat Mahathat, Budda w korzeniach drzewa, fot. autor

 

Wat Mahathat2 (powiększenie)

Wat Mahathat, fot. autor

 

Jeden z Malezyjczyków już na całego podrywa dziewczynę z Argentyny, która jak na razie wykazuje iście anielską cierpliwość. Zaczynają się wspólne fotografie, jakieś uwagi. Sytuacja rozwija się i tyle.

 

Wat Mahathat3 (powiększenie)

Wat Mahathat, fot. autor

 

Wreszcie obiad. Jedzenie mamy w cenie wycieczki. Tak jak wczoraj dobieramy potrawy na nasze talerze z większych półmisków. Dziewczyny z Włoch w stanie agonalnym proszą o zimne piwo i z każdym łykiem złotego trunku nabierają ochoty do życia. Rozmawiamy chwilę z młodą mieszkanką Kanady.     

 

Wat Mahathat4 (powiększenie)

Wat Mahathat, fot. autor

 

Przed nami ostatnia świątynia. Jest nią Wat Ratchaburana, którą zbudowano za króla Borommaracha II w 1424 roku. Władca wzniósł ją na cześć swoich braci, którzy zginęli w walce o przejęcie tronu (tak konkretnie to się nawzajem pozabijali). Piękne miejsce, które tak jak każde dzisiaj przez nas zobaczone ukazuje potęgę dawnej stolicy. 

 

Wat Ratchaburana1 (powiększenie)

Wat Ratchaburana, fot. autor

 

Z krótką przerwą na uzupełnienie w baku zapasu gazu wracamy do obecnej stolicy, Bangkoku. Malezyjczyk już nie atakuje Argentynki. Widać, że ta wyznaczyła mu granice znajomości. Zuch dziewczyna! Starszy pan wyglądał żałośnie czyniąc przez cały dzień podchody do młodej dziewczyny. Cóż, kryzys wieku średniego. Faceci różnie go przechodzą. 

 

Wat Ratchaburana2 (powiększenie)

Wat Ratchaburana, fot. autor

 

Za wycieczkę zapłaciliśmy 1 200 BHT za dwie osoby, czyli około 120 złotych polskich. Powtórzę jednak to, co pisałem wczoraj. Można publicznym transportem (na przykład pociągiem) dojechać do Ajutthai za kilkanaście bahtów. Podróż trwa około 90 minut. Żeby objechać ważniejsze miejsca trzeba wziąć obowiązkowo tuk tuka. Myślę, że 200-300 BHT (20-30 złotych) byłoby niezłą ceną. Doświadczeni cykliści mogą wypożyczyć rower. Słowa "doświadczeni" użyłem nie bez powodu. Tutaj po prostu trzeba bardzo uważać na ulicach. Do tego dochodzą koszty jakiegoś obiadu. Wyjdzie Wam wtedy mniej niż nasze 600 BHT za osobę (przypominam, że to około 60 polskich złotych), pytanie jednak czy warto napinać się i oszczędzać 20-30 złotych, bo do tego to się sprowadza. Zresztą w naszych minibusach podczas wycieczek z Bangkoku spotykaliśmy młodych ludzi, którzy woleli taki sposób zwiedzania, niż jazda na własną rękę. Tajlandia pod tym względem jest specyficzna.

 

Wysiadamy w okolicach Khao San Rd. Droga do hotelu zajmuje nam 10 – 15 minut. Wieczorem ruszamy na kociołek. Dostajemy półprodukty (warzywa, mięso) i kociołek z wodą na rozgrzanych węglach. Gotujemy sobie co chcemy. Dla mnie pycha i uczta dla podniebienia. Beata ma inne zdanie. Twierdzi, że o niebo lepszy kociołek jadła w Pekinie. O gustach się nie dyskutuje i zostajemy przy swoich zdaniach. Zresztą żadne z nas nie chce przekonywać drugiej strony. Cena kociołka i napojów – 270 BHT, czyli 27 złotych. Jak dla dwóch osób – tanio. 

 

Do hotelu przychodzimy z mocnym postanowieniem. Jutro śpimy dłużej!

 

gekon2010, 18 lutego 2014 roku

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 17.03.2014 22:07
Ostatnia aktualizacja: 29.10.2018
Miejsce: Tajlandia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.