Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

W japonkach po Tajlandii – część 5, czyli targ na wodzie i most na rzece Kwai

Wstajemy około 6.00. Szybka poranna toaleta i śniadanie. Przed 7.00 przyjeżdża po nas bus, którym przez cały dzień będziemy kręcić się po okolicach Bangkoku. W pierwszej kolejności jedziemy na wodny targ – Damnoen Saduak.

 

Wodny Targ1 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

Wodny Targ2 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

Na miejscu jesteśmy po 09.00. Mówimy, że chyba mało zobaczymy z tradycyjnego targu, a raczej jego turystyczną wersję. I rzeczywiście nie mylimy się. Na miejscu kupujemy bilety na długą, płaską łódź, którą płyniemy po targu. W położonych przy kanale sklepach przede wszystkim miejscowe pamiątki, dużo odzieży, owoce, warzywa, przyprawy i oczywiście coś do zjedzenia i picia. Ceny wyższe niż w Bangkoku, dlatego jeśli planujecie kupienie czegokolwiek akurat na tym wodnym targu, radzę się zastanowić, chyba, że właśnie stąd chcecie mieć pamiątkę. W odnogach kanału atmosfera raczej senna. Tylko w głównym jest jakiś ruch. Czasami nasza łódź podpływa do zaprzyjaźnionych sklepów. Nikt jednak nic nie kupuje. Na nas dzisiaj kupcy nie zarobią. 

 

Wodny Targ3 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

Mija około 40 minut i kończy się nasza podróż łodzią po wodnym targu. Wysiadamy i od razu jesteśmy zaczepiani przez miłego Taja. Prowadzi nas do stołu, gdzie możemy kupić talerzyk z naszą fotografią w łodzi. Nawet nie pytamy o cenę, tylko grzecznie dziękujemy. Jakoś nam nie pasuje nasza twarz na talerzu...

 

Wodny Targ4 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

Robimy sobie spacer, by popatrzeć na wszystko od góry. Hałas, rwetes, tu i ówdzie ktoś dobija targu, niektóre łodzie muszą przepychać się pomiędzy innymi. Jakiś gość proponuje zdjęcie z potężnym wężem, którego zawija się na szyi i to za całkiem spore pieniądze (około kilkuset bahtów za fotę). Para Włochów prowadzi z nim burzliwe negocjacje. Nie dochodzą jednak do porozumienia i zdjęć z wężem tym razem nie będzie.

 

Wodny Targ5 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

Wodny Targ6 (powiększenie)

Damnoen Saduak, fot. autor

 

 

Organizatorzy wycieczki pakują nas do innych, szybkich łodzi. Przepływamy po kanałach, nad którymi ludzie postawili swoje domy na palach i w nich żyją. Na końcu trasy mamy tradycyjną dawną tajską wioskę. Trochę pachnie cepelią. W tle wznosi się "malowniczo" całkiem nowoczesna wieża ciśnień...

 

Wioska na wodzie (powiększenie)

Wioska na wodzie, fot. autor

 

Przechodzimy do innego busa i ruszamy dalej. Przed Kanchanabouri zatrzymujemy się na obiad. Tak jak w Azji, każdy bierze z półmisków z posiłkami tyle, ile zje na swój talerz. Tajowie do posiłków używają przede wszystkim łyżek (które czasami bardzo dobrze spełniają funkcje noża) i widelców. Pałeczki nie są w tak powszechnym użyciu jak w Chinach. Używa się ich do określonych dań, zwykle takich, których składnikiem jest makaron, na przykład do Phad Thai.

 

Po obiedzie znowu zmiana busa. Jedziemy na cmentarz wojenny w Kanchanabouri. Zanim jednak parę słów nim, niezbędne jest trochę historii.

 

W latach 1942 – 1943 Japonia budowała Kolej Birmańską, która miała połączyć Bangkok z birmańskim Rangunem. Wszystko to kosztem niewyobrażalnego cierpienia ludzi, których zapędzono do niewolniczej pracy. Szacuje się, że przy budowie życie straciło 100 000 jeńców wojennych i 16 000 cywilów. Musieli przebijać się przez dżunglę, zapadali na choroby tropikalne i masowo umierali. Ktoś kiedyś powiedział, że jeden podkład kolejowy na trasie kolei to jedno ludzkie życie.

 

Cmentarz wojenny (powiększenie)

Cmentarz wojenny w Kanchanabouri, fot. autor

 

Część z poległych spoczywa na cmentarzu wojennym w Kanchanabouri, przy którym zatrzymujemy się na jakiś czas. Wojskowe cmentarze na całym świecie są do siebie podobne. Tabliczka w ziemi, imię i nazwisko zmarłego, data urodzin, śmierci i jednostka, do której należał. Równo przystrzyżony trawnik. Leżą tu młodzi ludzie. Z marzeniami, dziewczynami, kochającymi rodzicami, wyrwani przez polityków ze swojego świata, by bronić tego, czego innym nie udało się uratować bez użycia broni. Zostali w obcych dla nich miejscach, gdzie nawet klimat nie przypominał rodzinnych stron. Upodleni, ale nie zwyciężeni. Świadectwo bezradności świata, który tak szczyci się swoją kulturą. Leżą tutaj Anglicy, Holendrzy, Australijczycy. Każda tabliczka to jedno ludzkie życie. Jest ich tutaj blisko 7 000. 

 

Cmentarz wojenny2 (powiększenie)

Cmentarz wojenny w Kanchanabouri, fot. autor

 

Zatrzymujemy się przed Muzeum II Wojny Światowej, jednak nie wchodzimy do środka. Idziemy nad most, który sławę zdobył dzięki filmowi "Most nad rzeką Kwai". Cóż z tego, że opowiedziana w nim historia nie była prawdziwa. Most numer 272 sprowadzili japońscy inżynierowie w 1943 roku. Żaden brytyjski jeniec nie chciał im udowadniać wyższości brytyjskiego porządku. W 1945 główne przęsło mostu zostało zniszczone w czasie amerykańskiego bombardowania. Po wojnie Japończycy je odbudowali. 

 

Most na rzece Kwai1 (powiększenie)

Most na rzece Kwai, fot. autor

 

Przechodzimy przez żelazną konstrukcję. Po drugiej stronie rzeki, nazywanej przez Tajów Khwae, spokojnie i cicho. Zgiełk pozostał przy muzeum wojny. Najchętniej byśmy tutaj zostali przez kilka godzin, ale musimy wracać do Bangkoku. 

 

Most na rzece Kwai2 (powiększenie)

Most na rzece Kwai, fot. autor

 

W busie mamy międzynarodowe towarzystwo. Poza nami są Kanadyjczycy, Anglicy, jest Słowenka z małym chłopcem i niezwykle gadatliwy Duńczyk. Od nas od razu chciał polskiej wódki, a od Słowenki wina. "Podpadł" nam tylko w jednym, kiedy powiedział, że Polacy to to samo co Rosjanie. Okazało się, że to był tylko taki duński żarcik.

 

Kolej Birmańska (powiększenie)

Fragment Kolei Birmańskiej, fot. autor

 

Do Bangkoku wracamy około 18.00. Zaczynamy podliczać koszty. Za wycieczkę za dwie osoby zapłacilismy 1 200 BHT, czyli około 120 złotych. W cenie mieliśmy obiad. Dodatkowym wydatkiem były wspomniane wcześniej łodzie na targu. Gdybyśmy chcieli zajrzeć do Muzeum Wojny w Kanchanabouri zapłacilibyśmy po 40 BHT (około 4 złotych). I jeszcze jedno... Będąc w Bangkoku można rozważać opcję samodzielnego dojazdu i na targ wodny i do Kanchanabouri. Normalmie tak właśnie próbowalibyśmy tu dotrzeć. Jednak patrząc na niskie koszty wycieczki z lunchem na dokładkę, raczej wątpliwe, byśmy sami dojechali tam taniej. A już na pewno mniej wygodnie. Zdaję sobie sprawę, że według niektórych ekstremalnych globtroterów wygłaszam teraz najgorsze herezje, nie każdy jednak ma zacięcie do tego, by szukać lokalnych połączeń i jeździć miejscową komunikacją. Oczywiście, korzystamy z miejscowych środków transportu, kiedy przenosimy się z miejsca na miejsce, ale wycieczki do atrakcji turystycznych dla własnej wygody kupowaliśmy w hotelach.   

 

Nasz minibus zatrzymuje się 10 minut spaceru od hotelu. Wracamy, szybki prysznic i na ulicę. Dzisiaj kolacja w ulicznej kuchni kosztowała nas 80 BHT, czyli około 8 złotych.

 

Jeżeli chodzi o ceny to całkiem sympatycznie w tej Tajlandii.

 

gekon 2010, 17 lutego 2014 roku 

 

POPRZEDNIE (miniaturka)                                                                                      NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 16.03.2014 16:57
Ostatnia aktualizacja: 21.11.2017
Miejsce: Tajlandia » Bangkok

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.21
USD
3.58
CHF
3.62
GBP
4.75
Średnie kursy, 23-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.