Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2017
pn wt śr cz pt sb nd
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

W 28 dni dookoła Bałkanów – część 20, czyli Bośnia i Hercegowina

 

Wstajemy o szóstej rano. Po śniadaniu nasza gospodyni przynosi nam kawę, a do niej świeże figi i herbatniki. O ósmej jej mąż pomaga nam zapakować się do samochodu i odwozi nas na dworzec. Dobrze nam u nich było. 

 

Trzeba jednak jechać dalej, w końcu zwiedzamy Bałkany. W kasie kupujemy bilety na autobus do Podgoricy. Płacimy 14 euro za dwie osoby (około 60 zł). Okazuje się, że możemy jechać wcześniejszym. Chwilę czekamy i przyjeżdża. Tak jak w Niszu, aby wejść na perony, musimy okazać bilety. Potem...Właśnie, potem przyszła przygoda. 

 

W autobusie nie wchodzi pierwszy bieg. Kierowca z miną pokerzysty, co chwila ocierający pot z czoła, z przystanków rusza sobie tylko znanym sposobem. Nie ma osłony przeciwsłonecznej i kiedy jedzie pod słońce, a zdarza mu się to dosyć często, jedną ręką osłania twarz, a drugą trzyma kierownicę, do tego jeszcze nie wiadomo po co schyla się. Widok może śmieszny, ale nam wcale wesoło nie jest. Za Budvą musimy wspiąć się na górskie pasmo. Jakoś się udaje. Później jedziemy na dół. Wreszcie około 10.30 zatrzymujemy się w Podgoricy. Uff.

 

W pierwszej kolejności kupujemy bilety do Sarajewa. Za dwa płacimy 37 euro (nie więcej niż 158 zł) . Do biletów dostajemy metalowe krążki. Będzimy je musieli wrzucić do maszyny, kiedy przez bramkę będziemy wchodzić na perony. Teraz mamy jednak trochę czasu.

 

Podgorica2 (powiększenie)

Kasy dworca autobusowego w Podgoricy, fot. autor

 

Sam dworzec autobusowy w Podgoricy może do największych nie należy, ale jest za to czysto i schludnie. Za nim, skręcając w lewą stronę, znajdziecie niskie budyneczki w kształcie piramid, będące połączeniem pomalowanego na zielono metalu i szkła. To toalety. Wstęp – 0,40 euro (1,70 zł). Przy załatwianiu większej potrzeby fizjologicznej (w przypadku pań również mniejszej) trzeba przyjąć pozycję dojazdową do progu skoczni narciarskiej. Zamiast muszli klozetowej są to obłożone białą ceramiką dziury w ziemi. Z takimi toaletami będziecie mieli na ogół do czynienia w miejscach publicznych zarówno w Serbii, Czarnogórze, jak i w Bośni i Herecegowinie.

 

Podgorica1 (powiększenie)

Perony dworca autobusowego w Podgoricy, fot. autor

 

Podgorica jest stolicą i zarazem największym miastem Czarnogóry. Mieszka w niej około 150 000 ludzi. Niewiele jest tutaj miejsc wartych zobaczenia, co nie znaczy, że nie warto zrobić sobie tutaj chociaż krótkiego spaceru.

 

Podgorica3 (powiększenie)

Podgorica, fot. autor

 

Do najbardziej znanych miejsc należą: Sahat kula, czyli wzniesiona w XVIII wieku przez Turków wieża zegarowa, dzielnica Stara Varoš z krętymi, wąskimi uliczkami i starymi domami, ruiny grodu Ribnica pochodzące z drugiej połowy XII wieku, czy też cerkiew św. Jerzego, którą zbudowano w XIII wieku. Świątynia znajduje się na wzgórzu, który jest świetnym punktem widokowym na stolicę.

 

Podgorica4 (powiększenie)

Podgorica, Sahat kula, fot. autor

 

Wracamy na dworzec autobusowy. Wrzucamy metalowe żetony, przechodzimy przez bramki. Jeden z panów z obsługi dodatkowo sprawdza nasze bilety i z uśmiechem na twarzy wskazuje peron, z którego odjeżdża nasz autobus.

 

Podgorica5 (powiększenie)

Podgorica, fot. autor

 

Podgorica6 (powiększenie)

Podgorica, fot. autor

 

Wsiada niewielu ludzi. Jesteśmy w Czarnogórze i jedziemy miejscowym autobusem, co oznacza, że przy wkładaniu bagażu do luku muszę za każdą sztukę zapłacić 2 euro (8,50 zł). Początkowo kierowca nie chce nas wpuścić z naszymi małymi plecakami, które muszę przyznać, były dosyć opięte. Ale wytłumaczyliśmy mu, że mamy w nich komputery i aparaty fotograficzne i chcemy je mieć przy sobie. Po takich argumentach mogliśmy spokojnie wsiąść do autobusu (z plecakami).

 

Równo o 13.35 ruszamy w drogę do Sarajewa. Planowo mamy tam być o 22.00. Przed nami więc 7,5 godziny drogi. 

 

Podgorica7 (powiększenie)

Ruszamy do Sarajewa, fot. autor

 

Jeszcze nie wyjechaliśmy ze stolicy Czarnogóry,  a już zapadam w sen. Budzę się na pierwszym przystanku. To Nikšić. Drugie co do wielkości miasto w Czarnogórze. Produkowane jest tutaj popularne w Serbii piwo. W pobliżu miasta położony jest monaster Ostrog – jedno z najczęściej odwiedzanych przez pielgrzymów miejsc w tym kraju. Zaglądają tutaj także turyści. Zostawiamy sobie monaster na czas, kiedy znowu tutaj będziemy. Stoimy 10 minut i ruszamy dalej.

 

Mija czas. Jesteśmy w górach. Z głowami przyklejonymi do szyby obserwujemy zmieniający się krajobraz. Dodam, ze prześliczny. Właściwie to brak słów dla określenia piękna, które widzimy. Jedziemy wzdłuż jeziora Pivsko (ach ta nazwa nasuwa całkiem miłe skojarzenia). Co chwila wjeżdżamy do niezliczonych tuneli, by za moment, po wyjeździe zobaczyc całkiem inny widok.

 

Czarnogóra8 (powiększenie)

Droga do Bośni i Hercegowiny. Prawda, że piękna, fot. autor

 

W pobliżu znajduje się kanion Tary - najgłębszy kanion Europy. Długość przełomu Tary wynosi 78 kilometrów, zaś głębokość 1300 metrów. Jest przepiękny.

 

Wreszcie granica. Przejście nazywa się Šćepan Polje. Położona jest nad graniczną rzeką – Driną. Czarnogórskiej straży granicznej odprawa zajmuje kilkanaście minut. Szlaban podnosi się do góry i jedziemy w kierunku Bośni i Hercegowiny. Spoglądamy jeszcze do tyłu na Czarnogórę i myślami dziękujemy jej za fajne przyjęcie.

 

Czarnogóra9 (powiększenie)

Droga do Bośni i Hercegowiny, fot. autor

 

Dojeżdżamy do punktu odpraw po stronie Bośni i Hercegowiny. W pierwszej kolejności widzimy dużą, sporządzona po angielsku tablicę informująca nas, że właśnie wjechaliśmy do Bośni i Hercegowiny. Parę metrów za nią kolejna, pisana już w cyrylicy, witająca nas w...Republice Serbskiej.

 

Te zawiłości postaram się wyjasnić Wam w dalszej części bloga. Na granicy stoimy znowu kilkanaście minut. Przejście wygląda trochę inaczej niż po stronie Czarnogóry. Zamiast postawionych na stałe stanowisk – kontenery. Szlaban graniczny za każdym razem podnoszony jest ręcznie.

 

Teraz możemy śmiało powiedzieć, że jesteśmy już w czwartym podczas tej podróży kraju. Droga od granicy, mniej więcej do miejscowości Foča, jest bardzo wąska i w kiepskim stanie. Czasami samochody jadące z przeciwnego kierunku zmuszone są do zatrzymania się i ustąpienia nam miejsca. Nagle wszyscy w autobusie odwracają głowy. Po lewej stronie rozciąga się spektakularny widok na przepaść. W drodze akurat jest spora wyrwa i nie ma żadnych barierek. Piszę dzisiaj te słowa, co oznacza, że przeżyliśmy.

 

BiH1 (powiększenie)

Dworzec autobusowy w Fočy, Bośnia i Hercegowina, fot. autor

 

Z Fočy ruszamy po 20 minut. Zachodzi słońce. Widoki cały czas przepiękne. Wreszcie autobus jedzie na dół. Na horyzoncie widzimy łunę – znak, że zbliżamy się do Sarajewa. Mija kilka minut i zatrzymujemy się na dworcu autobusowym Istoczno Sarajewo, czyli w serbskiej części  miasta. To tutaj przede wszystkim przyjeżdżają autobusy z Serbii i z Czarnogóry. Pierwsze co do  nas dociera po opuszczeniu autobusu to zimno. Temperatura jest dobre kilka stopni niższa niż w Kotorze. Dziwnie wyglądamy tutaj w t-shirtach i krótkich spodniach.Wysyłamy SMS do Adnana, właściciela hostelu, w którym będziemy nocować. Co ciekawe udaje nam się to jeszcze z serbskiej komórki, z której dzwoniliśmy już po przyjeździe do Kotoru. Widać więc, że na coś te 100 dinarów (około 4 zł) wystarczyło. Adnan za moment przesyła nam wiadomość, że za 10 minut przyjedzie. Kiedy tak czekamy podchodzi kierowca taksówki i oferuje nam podwózkę do centrum. Dziękuję mu, wyjaśniam, że właśnie czekamy na samochód.

 

Nie mija więcej niż 5 minut od naszej rozmowy, kiedy przyjeżdża Adnan. Pakujemy bagaże i jedziemy do centrum. Sarajewo jest pięknie oświetlone. Adnan tłumaczy nam, że na drodze, którą jedziemy, podczas oblężenia miasta stali Serbowie. 

 

Wreszcie jesteśmy w hostelu. Piękne pokoje w starej kamienicy. Do tego mamy tylko dla siebie łazienkę. To wszystko za 30 euro za dobę (około 128 zł). Adnan zaprasza na kieliszek nalewki. Poznajemy innych gości. Są tutaj ludzie od Nowej Zelandii po Hawaje. Czujemy zmęczenie. Idziemy do łóżka.

 

gekon2010, wrzesień 2013 roku

 

POPRZEDNIE (miniaturka)               NASTĘPNE (miniaturka) 

 

Dodano: 06.10.2013 18:48
Ostatnia aktualizacja: 21.09.2017
Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.27
USD
3.56
CHF
3.68
GBP
4.83
Średnie kursy, 23-09-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.