Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Maj 2018
pn wt śr cz pt sb nd
30 1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W 28 dni dookoła Bałkanów – część 17, czyli Albania i południowe wybrzeże Czarnogóry

 

Wstajemy, gdy jeszcze nie widać słońca. Po gwiazdach można jednak wnioskować, że na pewno nas dzisiaj odwiedzi. Przed godziną 8.00 stawiamy się koło Bramy Morskiej, prowadzącej na starówkę Kotoru. Mija parę minut i podbiega do nas Agnieszka. Pokazuje, gdzie zatrzymali się z Michałem. To nasi wczorajsi znajomi, z którymi umówiliśmy się na wypad do Albanii. Szybko wsiadamy i ruszamy w drogę.

 

Przejeżdżamy przez tunel, by za chwilę skręcić w kierunku Budvy. Mijamy Sveti Stefan i tuż przed Petrovacem skręcamy w lewo. Jedziemy górską drogą. Widoki przepiękne. Po drodze spokojnie przechadzają się kozy.

 

Czarnogóra3 (powiększenie)

Czarnogórskie kozy w akcji na drodze, fot. autor

 

Z gór mamy też przepiękne widoki na czarnogórskie wybrzeże. Wreszcie przejeżdżamy przez pasmo Rumija (nie mylić z Rumią) i jedziemy na dół. Przed oczami pojawia się nam jezioro Szkoderskie - największe na Półwyspie Bałkańskim.

 

Czarnogóra4 (powiększenie)

Za chwilę wybrzeże zniknie nam z oczu, fot. autor

 

Jego powierzchnia znajduje się nad poziomem morza, natomiast dno już nie. Takie zjawisko fachowo nazywa się kryptodepresją. Żyje tutaj między innymi rzadki ptak - pelikan kędzierzawy. Ale nie tylko, jezioro Szkoderskie to raj dla ornitologów i turystów uprawiających tzw. birdwatching (podglądanie i fotografowanie ptaków). Występuje tu około 250 gatunków ptaków, w tym między innymi: bekas kszyk, warzęcha, orzeł włochaty, myszołów, gęś gęgawa, czy też czapla biała. 

 

Jezioro Szkoderskie1 (powiększenie)

Jezioro Szkoderskie, fot. autor

 

Mijamy targ w miejscowości Tuzi, przy granicy Czarnogóry z Albanią. Handluje się tu wszystkim w mało ekskluzywnych warunkach. Towar na sprzedaż wala się  na położonych bezpośrednio na ziemi papierach albo nawet bez nich. Ludzie krzyczą, samochody trąbią, ktoś próbuje wyjechać. Raczej biednie. Przejazd przez Tuzi zajmuje nam trochę czasu.

 

Granicę państwową przekraczamy na przejściu Božaj - Hani i Hotit. Trwa to kilkanaście minut. Poza naszymi paszportami pana ze straży granicznej najbardziej interesują dokumenty samochodu Michała, w tym oczywiście ubezpieczenie. Znak ręką, że możemy jechać dalej. Wjeżdżamy do Albanii, której nazwa w używanym tutaj języku brzmi: Shqipëria.

 

Albania1 (powiększenie)

Albania, fot. autor

 

Niedostępny to kiedyś był kraj. Żelazną ręką rządził komunistyczny dyktator Enver Hodża. W latach 60. ubiegłego wieku, przerażony wizją sowieckiej interwencji, kazał zbudować w państwie tysiące bunkrów. Wiele z nich zachowało się do dzisiaj. Hodża znany był z kluczenia w polityce. Żeby nie spłacać długów wobec Jugosławii poparł Stalina w jego sporze z Josipem Broz Tito. Później, mając na głowie spłatę zobowiązań wobec Związku Sowieckiego, zbliżył swój kraj do Chin.

 

Lata gospodarki centralnie sterowanej cały czas mają przełożenie na dzisiejszą Albanię. Pomimo dosyć wysokiego poziomu wzrostu dochodu narodowego, kraj ten cały czas jest zaliczany do jednych z najbiedniejszych w Europie. Przy granicy tego jednak nie widać.

 

Jedziemy szeroką, równą drogą. Po drodze mijamy jeden bunkier - duży kopiec wystający z ziemi z flagą na czubku. Rozgladamy się za innymi, ale w pobliżu drogi ich nie zauważamy. Ku naszemu zaskoczenu mijamy ładne, nowe zadbane domy. Biedy jakoś nie widać. Kiedy na chwilę zatrzymujemy się na poboczu, podjeżdża do nas na skuterze jeden z Albańczyków. Okazuje się, że pracował wiele lat w USA. Po powrocie, za zarobione pieniądze, przede wszystkim zbudował porządny dom. Wystarczyło jeszcze na założenie skromnego biznesu, który pozwala jemu i jego rodzinie spać spokojnie. Żegnamy się i kontynuujemy naszą podróż.  

 

Wjeżdżamy do Szkodry. To największe miasto w północnej Albanii. Żyje tutaj około 90 000 ludzi. Mimo, że jest niedziela na ulicy, którą jedziemy, panuje spory ruch. Ludzie robią większe i mniejsze interesy, piją kawę, jeżdżą na rowerach (często pod prąd).

 

Szkodra1 (powiększenie)

Szkodra, fot. autor

 

Wreszcie po lewej stronie mijamy Nowy Meczet. Udaje nam się zaparkować kilkaset metrów od niego. Generalnie jednak z parkowaniem w Szkodrze możecie mieć problemy. Deptakiem ruszamy w kierunku meczetu.

 

Szkodra2 (powiększenie)

Szkodra, fot. autor

 

Podchodzi do mnie żebrzące dziecko, potem drugie. Dzieci zaczynają łapać nas za rzeczy. Nagle znikają. Dopiero teraz zauważam, że w pobliżu jest policjant. Wystarczyło jego jedno spojrzenie, by małe żebraki dały nam spokój. A tak a'propos. Wcale źle nie wyglądały. Nie były zabiedzone, niedożywione, czy coś z tych rzeczy. Raczej na siłę je biednie ubrano.

 

Szkodra3 (powiększenie)

Szkodra, hotel Rozafa, fot. autor

 

Wchodzimy na teren przed Nowym Meczetem. Wita nas jakiś pan i zaprasza do środka. Wcześniej, w przedsionku, zdejmujemy buty. Widać, że trwa jeszcze budowa. Środek świątyni jest bardzo oszczędny, wręcz surowy. Za pokazanie meczetu miły pan inkasuje od każego z nas po 1 euro (4,25 zł). 

 

Szkodra4 (powiększenie)

Szkodra, Nowy Meczet, fot. autor

 

Po drugiej stronie ulicy znajdujemy kawiarnię. Mieszkańcy od razu poznają, że nie jesteśmy stąd. Jeden pyta o nasze pochodzenie...po francusku. Grzecznie odpowiadamy i zamawiamy cztery kawy i dwa duże piwa. Jak to zwykle bywa, dużo rozmawiamy. Wreszcie ktoś z nas musi iść do toalety. Okazuje się, że nie jest to takie proste. Otóż jest ona zamknięta, a klucz można znaleźć pod  jednym z rogów serwety na stole przy wejściu. W najgorszym przypadku znajdzie się go po czwartym rogiem, co w sytuacji człowieka w stanie zagrożenia może być sporym wyzwaniem. Kelner tłumaczy nam, że musieli tak zrobić, ponieważ ciągle wchodzili tutaj ludzie z ulicy. No cóż, jak mus to mus. Można sobie pomóc śpiewając "Mam chusteczkę haftowaną, wszystkie cztery rogi...". Nagle z meczetu odzywa się głos muezina wzywającego wiernych na modlitwę. Kawiarnia nagle pustoszeje. Zostajemy sami. Prosimy o rachunek. Płacimy 8 euro (34 złote). Kelner nie robi nam z tym żadnych problemów, euro przyjmowane jest powszechnie, choć albańską walutą jest lek. 

 

Szkodra5 (powiększenie)

Szkodra, fot. autor

 

Czas jechać dalej. Spoglądamy jeszcze na pomnik minionych lat, czyli hotel Rozafa. Podobno czas się w nim zatrzymał 20 lat temu. Nie zaglądamy do środka. Nie ma czasu.

 

Mamy dzisiaj jeszcze trochę do zobaczenia. Kupujemy za 90 leków (około 2,70 zł) miejscowego burka - ciasto nadziewane mięsem. Całkiem smaczny i nie tak tłusty jak te w Belgradzie. Potem ruszamy. 

 

Skręcamy nad jezioro Szkoderskie. Musimy przejechać przez miejscowość Shirokë. Tutaj bieda aż piszczy. Ludzie mieszkają w czymś co nawet przy dużej wyobraźni trudno uznać za domy. Droga wąska i dziurawa. Musimy bardzo uważać. Te dosyć przykre wrażenia rekompensuje nam chwilę później widok jeziora. Stoimy nad jego brzegiem i dość długo go podziwiamy.  

 

Jezioro Szkoderskie2 (powiększenie)

Jezioro Szkoderskie od strony Albanii, fot. autor

 

Jedziemy w kierunku granicy albańsko-czarnogórskiej. Po drodze Michał kupuje benzynę. Płaci  o 10 eurocentów taniej za litr niż w Czarnogórze, czyli 1,31 euro  (około 5,60 zł) za litr bezołowiowej 95. Generalnie w Albanii, przy krótkim pobycie nie ma co się przejmować brakiem miejscowej waluty – leków. Gospodarze przeliczą wszystko na euro.

 

Do Czarnogóry wracamy przez przejście graniczne Murićani – Sukobin. Podonie jak przy wjeździe do Albanii kolejka liczy kilka samochodów. Czekanie zajmuje kilkanaście minut. Funkcjonariusze straży granicznej - żeby przyspieszyć odprawę - zbierają od czekających paszporty lub dowody osobiste i oddają je po sprawdzeniu, kiedy podjeżdża się do okienka. Szybko, łatwo i przyjemnie. A taka ta Albania była kiedyś niedostępna dla zwykłych śmiertelników.

 

Ulcinj1 (powiększenie)

Ulcinj, fot. autor

 

Żeby trochę zostać przy albańskich klimatach jedziemy do miejscowości Ulcinj w Czarnogórze. Zdecydowaną większość jego mieszkańców stanowią Albańczycy. Są dwujęzyczni, oczywiście posługują się serbskim. 

 

Ulcinj2 (powiększenie)

Ulcinj, fot. autor

 

Ulcinj, w którym mieszka około 12 000 ludzi, zaliczany jest do jednych z najstarszych czarnogórskich miast. Jego historyczna nazwa to Colchinum. Władali nim Rzymianie, Wenecja i Turcy. Od 1878 roku rządzą nim Czarnogórcy.W latach 1998 – 1999 mieszkańcy gościli tutaj uchodźców w Kosowa. 

 

Ulcinj3 (powiększenie)

Ulcinj, fot. autor

 

Ulcinj ma przepiękną starówkę. Klimatyczne wąskie, kamienne uliczki prowadzą nas na mury. Widoki, jak to w Czarnogórze – dosłownie fotoplastikon. 

 

Przy Bramie Północnej znajduje się muzeum. Wstęp – 1euro od osoby. Wchodzę i pierwsze kroki kieruję na Trg Robova. Dawniej był tutaj targ niewolników. Jest także meczet. Początkowo była tutaj cerkiew wzniesiona na początku XVI wieku. Pod koniec XVII stulecia Turcy zrobili z niej meczet. Obok stoi, zbudowana w pierwszej połowie XIV wieku, wieża Balšicia.

 

Ulcinj4 (powiększenie)

Ulcinj, fot. autor

 

Włóczymy się po Ulcinj. Na starówce jest zdecydowanie mniej ludzi niż na piaszczystej, ale bardzo brudnej plaży. Powoli zmierzamy do samochodu. Mijamy jeszcze Albanki z założonymi na głowach w charakterystyczny sposób białymi chustkami.

 

Czarnogóra5 (powiększenie)

Czarnogórski fotoplastikon, fot. autor

 

Czas nam ucieka. Michał uruchamia silnik i znowu jesteśmy w drodze. Po przejechaniu 25 kilometrów dobrze oznakowaną drogą wjeżdżamy do Starego Baru.

 

Stary Bar1 (powiększenie)

Stary Bar, fot. autor

 

Parking znajduje się na wprost murów otaczających Stare Miasto. Droga do wejścia zajmuje 15-20 minut. Prowadzi pod górę. Wzdłuż niej liczne sklepy i kawiarnie. Za wejście za mury trzeba zapłacić 2 euro od osoby (8,50 zł). Potem można do woli spacerować i szukać duchów przeszłości.

 

Stary Bar2 (powiększenie)

Stary Bar, fot. autor

 

Są tutaj ruiny XIII-wiecznego kościoła św. Mikołaja, datowanego na XIV-XV wiek kościoła św. Stefana, wieża zegarowa, czy też łaźnia turecka z przełomu XVII i XVIII wieku. Tylko niektóre z nich odbudowano po ostatnim trzęsieniu ziemi w 1979 roku. W większości pozostały w miejscu Starego Baru porastające roślinnością ruiny.

 

Stary Bar3 (powiększenie)

Stary Bar, fot. autor

 

Przejeżdżamy przez Bar. Jego populacja liczy sobie około 14 000 mieszkańców. Jeżeli macie w tym momencie jakieś skojarzenia z bliskim Polakom Bari – nie mylicie się. Miasto leży naprzeciw swojego odpowiednika we Włoszech. Jest tutaj duży port. Z Bari przypływa prom. Tutaj także przyjeżdżają pociągi z Belgradu.     

 

Stary Bar4 (powiększenie)

Stary Bar, fot. autor

 

Skręcamy na chwilę do Petrovaca. Przepraszam do Petrovaca na moru, bo tak brzmi jego pełna nazwa. Miłe, małe miasteczko, w którym na co dzień żyje około 1 500 mieszkańców. Jego historia sięga czasów rzymskich. Świadczy o tym pochodząca z IV wieku mozaika.

 

Czarnogóra6 (powiększenie)

W drodze do Petrovaca na moru, fot. autor

 

Parkujemy przed cerkwią św. Ilji. Przechodzimy około 200 metrów i znajdujemy się przy położonej tuż nad morzem weneckiej twierdzy (Castel Lastua). Własnie zachodzi słońce. Ciepłe, żółte światło początkowo kładzie się na widocznych z brzegu wysepkach Katić i Sv. Nedelja, by za chwilę znikąć za horyzontem. Robi się szaro. To sygnał, by wracać do domu. 

 

Petrovac na moru1 (powiększenie)

Petrovac na moru, cerkiew św. Ilji, fot. autor

 

Michał nie chce słyszeć o tym, żeby wysadzić nas w Budvie (mamy stamtąd autobus), tylko zawozi nas do samego Kotoru, gdzie jesteśmy około 20.00. Jesteśmy mu za to bardzo, bardzo wdzięczni. Patrzymy na licznik i okazuje się, że przejechaliśmy dzisiaj razem około 300 kilometrów. Rozliczamy się za paliwo i idziemy do siebie. Dzięki Agnieszce i Michałowi mieliśmy dzisiaj piękny, pełen przygód dzień i za to, kłaniając się do ziemi, pięknie dziękujemy.

 

Czarnogóra7 (powiększenie)

No to czas do spania, fot. autor

 

Cudowny dzień. A jak się po takich wrażeniach zzaaassssyyyyyppppppiiiiiiiaaaaaaaa...

 

gekon2010, wrzesień 2013 roku

 

POPRZEDNIE (miniaturka)               NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 01.10.2013 18:41
Ostatnia aktualizacja: 21.05.2018
Miejsce: Czarnogóra » Wybrzeże » Ulcinj

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.28
USD
3.62
CHF
3.63
GBP
4.88
Średnie kursy, 23-05-2018
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.