Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W 28 dni dookoła Bałkanów – część 10, czyli wspinaczkowy raj i sukana pita

Od rana mamy piekną, słoneczną pogodę. Nasz wybór pada na wędrówkę Jelašničką klisurą - pięknym wąwozem kilka kilometrów od Niszkiej Banji. Ciągnie się pomiędzy wsiami Jelašnica i Čukljenik. Można tam dojechać autobusami 21 jeżdżącymi pomiędzy Niszem, a Gornja Studjena. Wąwóz liczy około 2 kilometrów, jest jednak prawdziwą perełką. Rośnie tutaj 65 gatunków endemicznych i subendemicznych roślin, m.in. Ramonda Serbica z pięknymi jasnofioletowymi kwiatami. To także doskonałe miejsce dla uprawiających wspinaczkę. Udostępniono tutaj około 215 dróg wspinaczkowych. Właśnie dlatego wąwóz uznawany jest za największy ogródek wspinaczkowy w Serbii. 

 

Jelasnicka Klisura1 (powiększenie)

Jelašnička klisura, fot. autor

 

Musimy dojść na przystanek autobusowy. Znajduje się on kilkaset metrów od parku zdrojowego w Niszkiej Banji. Przechodzimy obok straganów kończącego się dzisiaj Etno Festiwalu, skręcamy w prawo i idziemy w kierunku drogi łączącej Nisz z granicą serbsko-bułgarską.

 

Etno Festiwal7 (powiększenie)

Etno Festiwal, zawody w szydełkowaniu, robieniu na drutach i Bóg raczy wiedzieć w czym jeszcze, fot. autor

 

Wcześniej, przy pomniku, znowu skręcamy w prawo i dochodzimy do przystanku autobusowego. Jest sobotnie południe, rozkłady jazdy na serbskich przystankach to rzadkość, więc i tu go nie ma. Mija 30 minut – czekamy na autobus.

 

niszka banja18 (powiększenie)

Jadąc do Jelašničkiej klisury, zaraz za tym pomnikiem trzeba skręcić w drogę w prawo. Nie dochodzimy do głównej arterii łączącej Nisz z granicą serbsko-bułgarską, fot. autor

 

niszka banja19 (powiększenie)

Przystanek w którego odjeżdża autobus w kierunku Jelašničkiej klisury, fot. autor

 

Czas wlecze się leniwie. Po godzinie ciągle podziwiamy te same okolice. Mijają nas samochody osobowe, a my czekamy. Wreszcie na przystanek zaczynają schodzić się ludzie. To dobry znak. Teraz tylko drobne 30 minut i podjeżdża nasz autobus. Kupujemy bilety do Potkapiny. Tak nazywa się miejsce, gdzie postawiono stoły, ławy – wszystkie rzeczy niezbędne do tego, by człowiek tutaj wypoczął. Są tu także urządzane imprezy dla większej liczby ludzi. Za przejazd płacimy 100 dinarów (niecałe 4 złote) za dwie osoby. Autobus za Niszką Banją wjeżdża do wsi Jelašnica. Tam ma kilka przystanków. Potem przejeżdża praktycznie cały wąwóz i dopiero wtedy zatrzymuje się we wspomnianej już Potkapinie.

 

Jelasnicka Klisura2 (powiększenie)

Potkapina, fot. autor

 

Jelasnicka Klisura3 (powiększenie)

Potkapina, fot. autor

 

Wysiadamy. Opada kurz i widzimy młodych ludzi trenujących na skałkach. Jest wczesne popołudnie, prawie wszystkie ptaki zamilkły. My tymczasem robimy krótki spacer do wsi Čukljenik. Niektóre z mijanych domów z przyjmnością zabrałby do siebie dyrektor skansenu we Wdzydzach Kiszewskich. Nic z tego. Służą one jeszcze mieszkańcom, a ich wygląd wskazuje na to, że to jeszcze potrwa. Obok starych domostw, stoją także nowe. Cisza.

 

Čukljenik1 (powiększenie)

Čukljenik, fot. autor

 

Chyba miejscowi zrobili sobie sjestę. Spacerując napotykamy jednak ciężko pracującego Serba. Sypie do kadzi owoce. Od razu czuć, że powstanie z ich naturalny, zdrowy destylat znany na całym świecie jako rakija. Robią ją na Bałkanach wszyscy i ze wszystkiego (śliwki, winogrona, jabłka, gruszki, figi, morele, pigwy, wytłoki winogron). Serbskie prawo zezwala na produkcję nieograniczonej ilości tego trunku, ale tylko dla siebie i nie na sprzedaż. Zostawiamy gospodarza i ruszamy do wąwozu.

 

Čukljenik2 (powiększenie)

Čukljenik, fot. autor

 

Jego przejście nie zajmuje nam wiele czasu (mniej niż 30 minut). Pojawiają się domy wsi, od której nazwę wziął wąwóz, czyli Jelašnicy. Widok mniej więcej taki jak w Čukljeniku. Obok nowych, wyremontowanych domostw, stare. Niektóre z nich stoją opuszczone i niszczeją. Jeszcze są świadectwem czasu, który upłynął, ale ten rok za rokiem stawia je w coraz gorszej sytuacji. Dziwnie wyglądają domy bez ludzi. No, cóż tracą wtedy cały sens swego istnienia. Tak jakby nie miały duszy.

 

Jelasnicka Klisura4 (powiększenie)

Jelašnička klisura, fot. autor

 

A ludzie tutaj mili i uprzejmi. Kiedy mówimy im, że jesteśmy z Polski, uśmiechają się i od razu podkreślają, że przecież my i oni jesteśmy Słowianami. Większość z nich bardzo ciężko pracuje (jak to na wsi), a mimo to znajdują czas na serdeczność, dobre słowo i przyjazne poklepanie po plecach. Także dzięki temu czujemy się tutaj bardzo, bardzo dobrze...

 

Jelasnicka Klisura5 (powiększenie)

Jelašnička klisura, fot. autor

 

Rozmawiając sobie na mniej i bardziej poważne tematy dochodzimy do centrum wsi.

 

Jelašniča1 (powiększenie)

Jelašniča, fot. autor

 

Tam nasze nosy wyczuwają mocny zapach mięsa pieczonego na grillu. Wreszcie widzimy, najpierw dużo samochodów z różnymi, nie tylko lokalnymi numerami rejestracyjnymi, a następnie restaurację "Brka". Zaglądamy do środka. Wszędzie pełno ludzi. Trudno znaleźć wolny stolik. Uff, udaje nam się zająć miejsca. Zamawiamy danie o nazwie Sukana pita. To placek z serem. Pyszny, wspaniały, cudowny, niespotykany. Do tego sałatka ze świeżych pomidorów i coś do picia. Placek jest takiej wielkości, że  sam ledwo go zjadam, a należę do osób, które lubią dużo i dobrze zjeść. Rachunek za te cuda, to 1100 dinarów (z napiwkiem), czyli około 41 złotych.       

 

Sukana pita (powiększenie)

Sukana pita tuż przed zdjedzeniem, fot. autor

 

Objedzeni jak bąki idziemy na przystanek autobusowy. Na szczęście ludzie już się na nim gromadzą. Po około 10 minutach przyjeżdża autobus. Wsiadamy, kupujemy bilety i jedziemy do Niszkiej Banji. Po drodze mamy kontrolę biletów. Widać, że w Niszu przykłada się do tego dużą wagę. Wysiadamy przy pomniku. Idziemy do domu. Nad Korytnjakiem latają paralotniarze. Sobotnie, leniwe popołudnie. Chwilo trwaj...

 

Jelašniča2 (powiększenie)

Suszące się na słońcu papryki, to typowy wrześniowy serbski obrazek, fot. autor

 

gekon2010, wrzesień 2013 roku 

 

POPRZEDNIE (miniaturka)               NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 16.09.2013 15:20
Ostatnia aktualizacja: 26.10.2018
Miejsce: Serbia » Serbia Południowa » Nis

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.