Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

W 28 dni dookoła Bałkanów – część 7, czyli o mieście Konstantyna I Wielkiego

Z łóżek zrywamy się około 08.00. Szybkie mycie i na targ w Niszkiej Banji. Jak już pisałem, znajduje się on nieopodal cerkwi, za rzędem budek, w których ostatnią jest sklep rybny. Potem trzeba skręcić w lewo i będziecie na małym ryneczku. Za 1,5 kg pomidorów, około 1 kg ziemniaków, dwie papryki, bakłażana, kilka cebul i trzy główki czosnku płacimy 240 dinarów (9 złotych). Potem wchodzimy do sklepu rybnego. Kilogram mrożonego morszczuka kosztuje 430 dinarów (około 16 złotych). Za naszą porcję płacimy dokładnie 326 dinarów (niewiele ponad 12 złotych).

 

Zanosimy zakupy do domu i od razu wychodzimy na termalny basen. Płacimy za bilety (300 dinarów za dwie osoby, czyli około 11 złotych) i przez godzinę, tak jak wczoraj, pławimy się w wodzie. 

 

Potem szybko na śniadanie. Ach te serbskie pomidory! Ceny są super przystępne, dlatego nie żałujemy sobie i objadamy się nimi. Do tego biały serek, jakaś wędlinka i wszystkie uczty świata wysiadają.

 

Podchodzimy do parku. Tam wsiadamy do autobusu i ruszamy do Niszu. Pomiędzy Niszką Banją, a Niszem, jeździ tylko jedna linia oznaczona numerem 1. Dojazd do miasta nie nastręcza jednak trudności. Autobusy jeżdżą 24 godziny na dobę (rzadziej w nocy, ale jeżdżą). Bilety kupujemy u konduktora. Wysiadamy w samym centrum, przy pomniku Oswobodzenia Niszu. Gospodarze załatwili wszystko kompleksowo i wspomnieli na nim o czasach walki z Turkami w latach 1874-1877 oraz o okupacji i wyzwoleniu miasta w czasach pierwszego zbiorowego szaleństwa ludzkości, czyli I wojny światowej.

 

Nisz1 (powiększenie)

Pomnik Oswobodzenia Niszu, fot. autor

 

Idziemy na północ. Zanim przejdziemy przez most na rzece Niszawie na chwilę zatrzymujemy się przy skromnym pomniku. Postawiono go na cześć biskupa Milentija i 200 serbskich patriotów aresztowanych w 1821 roku pod zarzutem przygotowywania powstania przeciwko Turkom. Biskupa i innych aresztowanych publicznie powieszono. Przechodzimy dalej i przystajemy pod murami twierdzy.  

 

Nisz2 (powiększenie)

Monument poświęcony pamięci biskupa Milentija i jego towarzyszy, fot. autor

 

W informacji turystycznej (brama twierdzy, po lewej stronie, patrząc w jej kierunku)  znajdujemy człowieka, który mówi po angielsku. Nic nam jednak po tym. Nasz rozmówca nie wie nic o jakichkolwiek zorganizowanych wycieczkach po okolicy. W mieście praktycznie nie ma firmy, która ma je w ofercie. Czasami można się podłączyć do grupy Greków lub Bułgarów, żeby jednak je znaleźć trzeba by było przebiec się po agencjach turystycznych, ponieważ IT takich wiadomości nie ma. 

 

Nisz3 (powiększenie)

Wejście do twierdzy, fot. autor

 

Tak więc z odwiedzenia kilku miejsc będziemy musieli zrezygnować. Nie pojedziemy do "wioski diabła", po której sobie sporo obiecywaliśmy, bo nikt nie potrafi udzielić nam informacji jak i czy w ogóle będzie można pokonać ostatni odcinek podroży z Prolom Banji. Nie pojedziemy oglądać monastyrów, bowiem środkami komunikacji publicznej nie jest to wyprawa na jeden dzień. A wycieczek brak...

 

Nisz4 (powiększenie)

Wspomnienie króla Milana Obrenovicia IV, fot. autor

 

Nie dostaliśmy również mapy okolic Niszu. Chcieliśmy trochę połazić po tutejszych szlakach, ale musimy sobie poradzić jakoś inaczej. Dziękujemy i wchodzimy do twierdzy. Swój wygląd zawdzięcza Turkom, którzy zbudowali ją w pierwszej połowie XVIII wieku. Dzisiaj jest parkiem. Odbywają się tutaj, gromadzące wielu ludzi, imprezy kulturalne. Wchodzimy na mury. Pierwsze, co się nam rzuca w oczy to przepotężny brud. Pełno papierów, petów, rozbitego szkła, mury pomazane wyznaniami miłości bądź innymi hasłami. Dużo jeszcze wody w Niszawie upłynie, zanim miasto będzie mogło powiedzieć, że jest gotowe na przyjęcie turystów.

 

Nisz5 (powiększenie)

Tak niestety wyglądają mury twierdzy, fot. autor

 

Nie podoba nam się w twierdzy, razi nas ten brud. Przez miejski targ przechodzimy na dworzec autobusowy. Ceny na targu takie, że chciałoby się je od razu wszystko kupić. Na przykład kilogram pomidorów kosztuje 35 dinarów (około 1,30 zł), ale jeżeli zdecydujecie się na zakup trzech kilogramów, wtedy zapłacicie 100 dinarów (mniej niż 4 złote – za trzy kilo!). 

 

Nisz6 (powiększenie)

Meczet Beli-bey. Jedyny zachowany na terenie twierdzy (było ich 10). Wzniesiony w pierwszej połowie XVI wieku, fot. autor

 

Podchodzimy jeszcze do dworca autobusowego. Wiemy już skąd za kilka dni ruszymy do Kotoru. 

 

Nisz7 (powiększenie)

Widok z murów twierdzy, fot. autor

 

Wracamy przed pomnik Oswobodzenia  Niszu. Znajdujemy jeszcze jeden punkt informacji turystycznej, ale tutaj również nie mają żadnych map okolic miasta, ani tym bardziej szlaków, po których można pochodzić. Dobrze, że pan, który z nami rozmawia, ma o tym pojęcie i w miarę możliwości wyjaśnia nam, gdzie można popodziwiać tutejsze krajobrazy. Dziękujemy chociaż za to i ruszamy w dalszą drogę. 

 

Na ulicy Obrenovicia kafejki i restauracje. Jest piękny słoneczny dzień. Nie ma więc co się dziwić, że siedzą w nich tłumy gości.  

 

Dochodzimy do niszkiej katedry, nazywanej Cerkwią Soborową. To unikalne miejsce w historii sebskiej sztuki sakralnej. Jej budowę rozpoczęto 18 października 1856 roku, zakończono zaś w 1872 roku. Poświęcono ją dopiero po uwolnieniu z rąk Imperium Osmańskiego w 1878 roku. We wnętrzu znajduje się ciekawy ikonostas. 

 

Nisz8 (powiększenie)

Cerkiew Soborowa, fot. autor

 

Idziemy ulicą Cara Duszana. Po drodze zatrzymujemy się na małe co nieco. Biorę sobie pleskavicę (rodzaj hamburgera, ale ten do dania z Serbii się nie umywa) z kajmakiem i ostrą paprykową pastą. Beatka poprzestaje na ćevapčići. Mięso jest przygotowywane na naszych oczach. Wszystko świeże i pachnące. Do tego coś do picia. Rachunek – 560 dinarów, czyli 21 złotych. Za to obiad z głowy. 

 

Nisz9 (powiększenie)

W takich punktach można zjeść wspaniały posiłek. Trzeba tylko chwilę cierpliwości i zobaczyć czy przychodzą tam mieszkańcy. Jeżeli tak - możecie wchodzić w ciemno, fot. autor

 

Wchodzimy na Bulevar dr Zorana Đindića. Musimy przejść około 1,5 km by dojść do Wieży Czaszek. W 1809 roku Serbowie stoczyli przegraną bitwę z Turkami. Osmański dowódca – Hurszid pasza wypchał skóry zerwane z czaszek bawełną i wysłał je sułtanowi do Stambułu. Czaszki Serbów, ku przestodze, umieścił w wieży. Stała ona przy drodze do Stambułu. Początkowo były w niej 952 czaszki. Do dzisiaj ostało się ich 59 – 58 w murze i jedna, która ma należeć do generała Stevana Sinđelića – serbskiego wodza – w oddzielnym miejscu. Wstęp – 150 dinarów od osoby (niecałe 6 złotych). W cenie przewodnik, który idzie z Wami do wieży i opowiada jej dzieje. Pani zaskakuje nas swoją wiedzą. Kiedy mówimy jej, że jesteśmy z Polski, mówi, że wie o naszej Kaplicy Czaszek w Czermnej w Kotlinie Kłodzkiej. 

 

Nisz10 (powiększenie)

Wieża Czaszek, fot. autor

 

Przy wieży mamy przystanek autobusowy. Wreszcie podjeżdża "nasza" jedynka i jedziemy do Niszkiej Banji. Tym razem za bilety płacimy po 50 dinarów (pewnie dlatego, że wsiadaliśmy 5-6 przystanków za centrum i tym samym znaleźliśmy się w tej samej strefie co uzdrowisko). Na przedostatnim przystanku do autobusu wsiadają panowie, po których od razu widać, że za chwilę powieszą na szyi identyfikatory i poproszą o bilety do kontroli. I tak się rzeczywiście dzieje. Jak to mówiono w mieście Łodzi za moich szkolnych i studenckich lat: "orient chłopaki wsiadają ptaki!". Nie jechaliśmy bez ważnych biletów i nie napiszę Wam co się dzieje, kiedy kontrolerzy Was na tym nakryją. 

 

Nisz11 (powiększenie)

Wieża Czaszek, fot. autor

 

W Niszkiej Banji mamy jeszcze trochę czasu by podejść do punktu informacji turystycznej. Tego co nas najbardziej interesuje, czyli mapy okolic uzdrowiska z zaznaczonymi szlakami niestety nie otrzymaliśmy. Oj, raczkuje tutaj turystyka, raczkuje...

 

Wracamy do domu. Czas na relaks.

 

Nisz rozczarował nas. To jedno z najstarszych europejskich miast, a niemal w ogóle się tym nie chwali!  Przecież to właśnie tutaj urodził się tutaj Konstantyn I Wielki, który w 313 roku wydał edykt mediolański dający chrześcijanom wolność wyznania. Kościół prawosławny oddaje Konstantynowi cześć jako świętemu równemu apostołom. 

 

Informacje turystyczne są bardzo słabo zaopatrzone w materiały (w tej przy twierdzy nie było nawet turystycznej mapy miasta!). Nie wspominam już o jakichkolwiek wycieczkach po okolicy. To jak na razie zamknięty temat. Bez problemu kupicie bilety autobusowe do Niemiec, ale aby ktoś Was zawiózł do Đavolja Varoš (Wioska Diabła, nazywana europejską Kapadocją z uwagi na występujące tutaj niesamowite formy skalne, około 80 kilometrów od Niszu) i przy okazji na tym zarobił – możecie zapomnieć.

 

My takiej oferty w punktach IT, czyli takich, które powinny nam udzielić informacji, nie otrzymaliśmy. Szkoda. Super miejsca z super przeszłością. Tutaj naprawdę pieniądze leżą na ulicy, byle tylko ktoś chciał je podnieść. Od razu przypominam sobie jak w ubiegłym roku trudno było dostać się do busa z Mestii do Uszguli. Gruzini zwietrzyli interes i wozili ludzi zarabiając przy tym całkiem niezłe pieniądze. Oni byli zadowoleni i turyści byli szczęśliwi. Kto nie chciał jechać busem, mógł do Uszguli dojść na nogach (spotykaliśmy takich ludzi). 

 

Wiem, że dla plecakowców to świetna rzecz, kiedy autobusy z  turystami nie podjeżdżają w każde miejsce. Tylko, że to właśnie oni dają zarobić na turystyce. Wycieczki owszem są organizowane (czyli można) dla gości uzdrowiska Prolom Banja (około 20 kilometrów od Wioski Diabła), ale trzeba się jeszcze tam dostać. Najlepszą opcją jest autobus z Niszu o...04.00 lub 04.45. Tylko problem jest z drogą powrotną. Ostatni autobus do Niszu rusza o 14.15 i podejrzewam, że do tej godziny do Prolom Banja może nie przyjechać wycieczka. Czyli trzeba tam pojechać, złapać jakiś nocleg i dostać się do Đavolja Varoš. Oczywiście jest jeszcze opcja pod tytułem wynajęcie taksówki, ale myślę, że dla dwóch osób jest ona nieopłacalna.    

 

Nieprawdopodobne jest także dla mnie, że nie można otrzymać mapy okolic z zaznaczonymi szlakami, które podobno są (będziemy chcieli się o tym przekonać w następnych dniach).

 

No cóż, trzeba również zrozumieć, że Serbia miała inne sprawy na głowie. Kiedy weźmie się na poważnie za turystykę – wtedy będzie jednym z najchętniej odwiedzanych europejskich krajów. Jestem o tym przekonany.

 

gekon2010, wrzesień 2013 roku

 

                                 POPRZEDNIE (miniaturka)                     NASTĘPNE (miniaturka)

 

Dodano: 09.09.2013 20:25
Ostatnia aktualizacja: 27.10.2018
Miejsce: Serbia » Serbia Południowa » Nis

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.