Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2017
pn wt śr cz pt sb nd
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Złota Praga w cztery dni – część 5, czyli wolno

 

Dzisiaj robimy sobie luz. Wstajemy około 9.00, potem toaleta i leniwe śniadanie. Pakujemy się, by przed 12.00 wyjść z hotelu. Bagaże zostawiamy w pomieszczeniu wskazanym przez miłą panią z recepcji. Mówimy tylko, że wpadniemy po nie wieczorem i ruszamy w miasto. 

 

Dzisiejsza podróż po Pradze potrwa trochę dłużej, więc kupujemy bilety na komunikację po 32 korony (około 5,50 zł). Naszą ulubioną linią tramwajową (22) dojeżdżamy do Karlovo náměstí. Tam przesiadamy się do autobusu linii 176 (kierunek Stadion Strahov). Wysiadamy na ostatnim przystanku.

 

Praga49 (powiększenie)

Stadion Strachov, fot. autor

 

Przed sobą widzimy betonowe, niszczejące trybuny niegdyś największego na świecie stadionu piłkarskiego. Obiekt, zbudowany w latach 20. ubiegłego wieku, służył przede wszystkim do organizowania wielkich zbiorowych imprez. Na jego trybunach mogło zasiadać nawet 250 000 widzów. Dzisiaj płytę stadionu podzielono na kilka mniejszych. Wejścia praktycznie nie ma, chyba, że pójdziecie w kierunku ulicy Vaničkovej. Tam znajduje się wjazd do młodzieżowej części klubu Sparta Praga (ten swoją siedzibę ma gdzie indziej).    

 

Praga50 (powiększenie)

Stadion Strachov, fot. autor

 

Poza letnią mamy dzisiaj praktycznie każdy rodzaj pogody. Wracamy do 176 i jedziemy w kierunku Wełtawy. Wysiadamy na pierwszym przystanku za rzeką i przez most wracamy na Malą Stranę. Spoglądamy na "tańczący dom". Wybudowała go jedna z firm ubezpieczniowych w latach 90. ubiegłego stulecia, według projektu architektów Vlado Milunića i Franka Gehry'ego. Awangardowa budowla weszła na stałe w krajobraz stolicy Czech i stała się jej kolejną atrakcją. 

 

Praga51 (powiększenie)

Tańczący Dom, fot. autor

 

Spacerujemy lewym brzegiem rzeki. Po drodze mijamy Most Legií. Zbudowano go na przełowie XIX i XX wieku. Wcześniej stał w tym miejscu most cesarza Franciszka I.  

 

Praga52 (powiększenie)

Nad Wełtawą, fot. autor

 

Jest coraz zimniej. Przechodzimy przez Kampę, czyli sztuczny półwysep o wielkości około jednego hektara. Przepływa tutaj Czarci Potok. Przez niego przerzucone są mosty i kładki. Znajdują się tutaj również młyny. Urocze miejsce. Nazywane jest "praską Wenecją".

 

Praga53 (powiększenie)

Będąc w Pradze warto przepłynąć się statkiem wycieczkowym po Wełtawie, fot. autor

 

Z Kampy skręcamy na Velkopřevorské náměstí. Tutaj znajduje się ściana Johna Lennona, czyli po czesku Lennonova zeď. Na całkiem sporym kawałku muru widnieją rysunki przedstawiające jednego z Beatlesów i cytaty z jego piosenek. W latach 80. ubiegłego wieku komunistyczne władze próbowały walczyć z młodymi ludźmi malującymi na ścianie. Przedstawiano ich jako alkoholików, psychopatów i innych "patów". Był to jednak łabędzi śpiew przedstawicieli "najlepszego z ustrojów". Na szczęście zawalił się on (ustrój, nie mur) w 1989 roku i narody zamieszkujące Europę środkowo-wschodnią mogły wreszcie cieszyć się wolnością, której nie zaznały od czasów II wojny światowej. 

 

Praga54 (powiększenie)

Kampa, fot. autor

 

A tak swoją drogą, patrzcie jakie emocje wśród towarzyszy wzbudzał kawałek zamalowanej ściany...Nie ma się jednak co dziwić. Słowo to najniebezpieczniejsza z broni, którego moc jest większa niż wybuch bomby atmowej. Gdyby młodzi ludzie pisali na nim, jak bardzo kochają socjalistyczną ojczyznę, byłoby zapewne wszystko w porządku. Ci jednak, niewdzięczni, brali przykłady ze zgniłego Zachodu. Dla twardogłowych to zapewne był szok... Tyle lat prania mózgów i nic...

 

Praga55 (powiększenie)

Autor i John Lennon...albo odwrotnie, fot. Beatka

 

Noga za nogą i jesteśmy na ulicy Karmelickiej. Skręcamy w lewo i podchodzimy do kościoła Matki Boskiej Zwycięskiej. Wzniesiono go na początku XVII wieku. Początkowo należał do protestantów, a następnie do katolików. Jego wnętrze pochodzi również z XVII stulecia. W ołtarzu po prawej stronie zobaczyć można figurkę Praskiego Dzieciątka Jezus. Jest malutka, liczy niecałe 0,5 metra wysokości, ale to właśnie dla niej ściągają do kościoła tłumy turystów. W 1628 roku podarowała go władającym świątynią karmelitom bogata szlachcianka, Polyxena z Lobkovic. Ciekawostką jest to, że figurka ma regularnie zmieniane ubranka. Wokoło świątyni kwitnie religijny handel. Cena Jezuska zależy od wielkości i materiałów z jakiego go wykonano. Potrafi kosztować setki, a nawet tysiące koron...

 

Praga56 (powiększenie)

Kościół Matki Boskiej Zwycięskiej, fot. autor

 

Kręcimy się po Malej Stranie. Nad Wełtawą znajdujemy muzeum Franza Kafki. Przed nim ciekawa, hm jak to nazwać - powiedzmy - instalacja. Dwóch facetów stoi na mapą Czech i spokojnie... sika na swój kraj. Widać, że Czesi patrzą na siebie z dystansem i poczuciem humoru. Obiekt postawiono z okazji wejścia Republiki Czeskiej do Unii Europejskiej. Wyobrażam sobie, jaki jazgot zapanowałby w kraju nad Wisłą, gdyby komuś przyszło do głowy postawienie czegoś podobnego. Ale czego jak czego. Patrzeć na siebie samokrytycznie to my jako naród jakoś nie potrafimy...Wada to czy zaleta? Sami sobie odpowiedzcie... 

 

Praga57 (powiększenie)

No to polejmy sobie na Czechy, fot. autor

 

Przez Most Karola idziemy na Stare Miasto. Z mostu widzimy jeszcze potężny metronom. Dawniej stał tam pomnik Józefa Stalina. Jeszcze raz zaglądamy na Rynek. 

 

Praga58 (powiększenie)

Wejście do jednej z knajpek na Malej Stranie. Prawda, że oryginalne, fot. autor

 

Jutro zacznie się na nim jarmark wielkanocny. Trwają ostatnie prace przygotowawcze. Budy zasłoniły monumentalny pomnik Jana Husa wzniesiony w 1915 roku według projektu Ladislava Šalouna. Co niektórzy duchowni w wiekach średnich prowadzili odbiegający od ewangelicznych wskazań hulaszczy tryb życia. Było to widoczne i powodowało niezadowolenie wiernych. Ale nie tylko. Uczeni również się temu sprzeciwiali. Hus był jednym z nich. Za jedyne kryterium wiary uznawał Biblię. Poza tym popularyzował i bronił przed germanizmami język częski. Ponieważ również był duchownym wezwano go na sobór w Konstancji. Początkowo nie chciał jechać, ale Zygmunt Luksemburczyk wystawił mu list żelany, który miał go chronić. W Konstancji Husa aresztowano uznając, że list żelazny nie chroni go przed władzą kościelną. 6 lipca 1415 roku spalono go na stosie. Wybuchły wojny husyckie. Rocznica spalenia jest w Czechach świętem państwowym i dniem wolnym od pracy. 

 

Praga59 (powiększenie)

Pomnik Jana Husa, fot. autor

 

Z Rynku dobrze widać kościół pod wezwaniem NMP przed Tynem. Jego budowę zaczęto w 1365 roku. W nim znajduje się grób duńskiego astronoma Tycho de Brahe. 

 

Praga60 (powiększenie)

Wieże kościoła NMP przed Tynem, fot. autor

 

Ogładamy dom rodzinny pierwszej laureatki Pokojowej Nagrody Nobla – Berthy von Sutter (z domu Kinsky) -  honorowej przewodniczącej Międzynarodwego Stałego Biura Pokoju. 9 czerwca 1843 roku przyszła na świat w pałacu przy Rynku. Samą budowlę wzniesiono w latach 1755 – 1766.

 

Praga61 (powiększenie)

Pałac Kińskich, fot. autor

 

Na praskim Rynku warto patrzeć pod nogi. Jeżeli tak zrobicie znajdziecie południk praski. Tak padał cień kolumny. Według niego regulowany był w Pradze czas.

 

Praga62 (powiększenie)

Południk praski, fot. autor

 

Trochę zgłodnieliśmy. Nieopodal Rynku Starego Miasta znajdujemy restaurację. Wybieramy smażony żółty ser z frytkami. Do tego coś do picia, ja obowiązkowo zamawiam piwo. Za dwa całkiem zacne posiłki płacimy 500 koron, czyli około 85 złotych. Można oczywiście było kupić sobie jakąś bułkę i popić ją wodą mineralną, ale chcieliśmy posiedzieć w cieple. Na  dworze jest dzisiaj bardzo zimno, do tego wieje wiatr, który tylko wzmaga uczucie chłodu.

 

Praga63 (powiększenie)

Mala Strana, fot. autor

 

Odbieramy bagaże z hotelu i idziemy do autobusu. Z ulicy Kodaňskiej linią 135 dojeżdżamy bezpośrednio na Florenc. Autobus ma końcowy przystanek przed wejściem na dworzec autobusowy, trzeba tylko przejść przez niezbyt ruchliwą ulicę. Idziemy na stanowisko, z którego odjeżdża autobus do Polski i spokojnie czekamy.

 

Praga64 (powiększenie)

Dworzec autobusowy Florenc, fot. autor

 

To oczekiwanie zaczyna nam się przedłużać. Zamiast o 20.40, ruszamy około 21.00. Pomimo tego, do Wrocławia przyjeżdżamy o czasie. Jest środek nocy, a w autobusie nie ma wolnych miejsc. Tak, przez Łódź, dojeżdżamy do Warszawy. Mamy jeszcze dwie godziny do planowanego odjazdu na Wybrzeże. Podchodzę do pani z obsługi i pytam, czy możemy pojechać do Gdańska najbliższym autobusem ruszającym dosłownie za kilka mimut. Okazuje się, że nie ma z tym żadnego problemu. Pani spisuje tylko numer naszego biletu. 

 

W Gdańsku jesteśmy około 13.00. Tramwaj, autobus i jesteśmy w naszej Gdyni. Raptem kilkanaście godzin jazdy i człowiek wreszcie jest u siebie...

 

Nie można oczywiście pominąć rytualnego już tańca rudego ogona wraz z ruszającą się na czterech łapach pozostałością. Nasz przyjazd sprawia jeszcze komuś przyjemność...

 

gekon2010 

 

Przejdź do części 6

 

Dodano: 26.04.2013 14:08
Ostatnia aktualizacja: 21.09.2017
Miejsce: Czechy

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.27
USD
3.56
CHF
3.70
GBP
4.83
Średnie kursy, 21-09-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.