Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Podróż po Gruzji - w poszukiwaniu herbacianych pól Batumi, cz. 21

 

Po wczorajszym winku na plaży w Batumi czujemy się całkiem dobrze. Nie ma jak to świetne towarzystwo (jeszcze raz ukłony dla Agnieszki i Tomka). Korzystamy ze wspaniałej pogody i oczywiście ruszamy w miasto. Ulicą Zubalashvili dochodzimy do katedry Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Zbudowano ją w 1898 roku. Wyróżniają ją trzy neogotyckie wieże. Jak na prawosławną świątynię zdecydowanie odróżnia się od innych budynków. Czytamy trochę o jej historii i wszystko staje się jasne. Otóż kościół powstał dzięki zarobionym na ropie naftowej pieniądzom katolików braci Zubalashvilebi, którzy chcieli uczcić w ten sposób pamięć ich matki. Jakiś czas temu świątynię przekazano Gruzińskiemu Kościołowi Prawosławnemu. I to cała historia...

 

Batumi39 (powiększenie)

Batumi, katedra Narodzenia NMP, fot. autor

 

Przed wejściem do miejsca, gdzie człowiekowi inne sprawy powinny zaprzątać głowę, kłótnia dwóch żebraczek. Ale jaka! Omal nie dochodzi do rękoczynów. Z tego co się orientujemy poszło o miejsce "pracy". Pierwsza z nich miała bliżej do kościelnego wejścia (czytaj wchodzących wiernych i ich pieniędzy) niż druga, do tego zajęła miejsce, które wcześniej zajmowała tamta i awantura gotowa. Widok jest po prostu urzekający. Przed kościołem jazgot żebraczek, a przechodzący wierni przystają i czynią prawosławny znak krzyża. Wzdychamy i idziemy dalej.

 

W Gruzji spotkaliśmy wielu żebrzących. Są widoczni przede wszystkim w kościołach i przed nimi. Widząc obcokrajowca przechodzą na rosyjski i proszą o wsparcie. Gdyby człowiek chciał pomóc każdemu z nich, musiałby chyba szybko zająć ich miejsce i zacząć prosić innych o wsparcie. 

 

Batumi50 (powiększenie)

Batumi, fot. autor

 

Przy kościele nowa lub wyremontowana szkoła. Podobnie ubrane dzieci (białe bluzki lub koszule i ciemne spódnice lub spodnie) wybiegają z lekcji . Wypłacamy w bankomacie pieniądze i wymieniamy je w najbliższym kantorze. Powtórzę, że jak będziecie to robić, to wypłacajcie kasę w "twardych" walutach (dolary, euro), a dopiero potem wymieniajcie ją w kantorach. Również w Batumi kantory są na każdym kroku, kursy sprzedaży nieznacznie różnią się od kursów kupna (około 2-3 tetri, czyli gruzińskich groszy).

 

Batumi40 (powiększenie)

Jedna z batumskich szkół, fot. autor

 

Przechodzimy w okolice mola. Zatrzymujemy się na plaży, gdzie rozkładamy się na potężnych poduchach i zamawiamy coś do picia. Beatka przebiera się w kostium i idzie do wody. Ja wyleguję się na poduchach. Po dwóch godzinach regulujemy rachunek za napoje (7,5 lari, za poduchy nie płacimy) i idziemy coś zjeść. 

 

Batumi48 (powiększenie)

Plaża w Batumi, fot. autor

 

Zatrzymujemy się w porcie. Pod parasolami z reklamą jednego z koncernów tytoniowych stoją stoliki dużej restauracji. Zamawiamy jedzenie i jesteśmy bardzo rozczarowani. Nie dość, że płacimy ponad 30 lari (jak na Gruzję, dosyć drogo), to jeszcze posiłki są po prostu niesmaczne. No cóż, czasami trzeba się gdzieś sparzyć, by potem nie pchać bezmyślnie ręki do ognia.

 

Batumi52 (powiększenie)

Batumi, wejście do Parku 6 Maja, fot. autor

 

Wieczorem spotykamy się z Agnieszką i Tomkiem. Siadamy na plaży, pijemy piwko, potem po sobie sprzątamy i umawiamy się na jutro. Idąc z powrotem widzimy jak wóz policyjny zajeżdża innemu samochodowi drogę. Policjant daje nam znak i spokojnie możemy przejść przez jezdnię (inne samochody natychmiast się zatrzymują). Widać, że Gruzini słuchają władzy. To sytuacja rzadko w tym kraju spotykana - na ogół pieszy walczy na ulicy o przetrwanie.

 

Batumi41 (powiększenie)

Plaża w Batumi w promieniach zachodzącego słońca, fot. autor

 

 

Moją ciekawość świata w dzieciństwie rozpalały książki Arkadego Fiedlera i Alfreda Szklarskiego (tak, tak, tego od wypraw Tomka). Fajnie było czytać o egzotycznych, dalekich krajach i korzystając z wyobraźni być w nich. Człowiek trochę dojrzał, padła komuna, paszporty trafiły pod strzechy i można było zacząć (w miarę posiadanych środków) jeździć i poznawać świat. Czasami, w niektórych miejscach, wzruszenie łapało za gardło. Wracały dziecięce marzenia. I nie trzeba już było uruchamiać wyobraźni... 

 

Batumi49 (powiększenie)

Batumi, fot. autor

 

Były również piosenki. Jedna z nich w wykonaniu Filipinek (a nie Alibabek, jak uporczywie twierdzą co niektórzy) opowiadała o Batumi i rosnących wokoło herbacianych polach. Łatwo wpadająca w ucho melodia została ze mną już chyba na całe życie. Któryś już dzień chodzimy po bruku stolicy Adżarii, a ja ciągle nucę. Wychodzi więc na to, że zwiedzamy ją razem z Filipinkami. Swoją drogą to ciekawy jestem, czy komuś przyszło do głowy zaprosić do miasta panie, które rozsławiły jego imię. Jak dla mnie to one zasłużyły na honorowe obywatelstwo Gruzji, a nie aktualna, pożal się Boże, wykonawczyni ich piosenki.

 

Czas wreszcie by te herbaciane pola zobaczyć. Ich znalezienie wymaga przygotowań. Wczoraj w informacji turystycznej dowiedzieliśmy się, że autobusem numer 13 musimy dojechać do Chakvi, a tam już dalej pytać. Potwierdza to nasz gospodarz Tawaz.  

 

Spod domu 15-stką jedziemy do dworca kolejowego. Super to wygląda. Linia nie ma przystanków. Można wyjść przed dom, w którym się mieszka, pomachać ręką i zatrzymać pojazd. Nic prostszego. Żeby tak człowiek miał u siebie... 

 

W Makhinjauri (przy dworcu) przesiadamy się w 13-stkę. Wysiadamy w centrum Chakvi i pytamy sprzedawców arbuzów o słynne herbaciane pola. Panowie przy straganie są lekko skonsternowani, ale wskazują nam drogę do fabryki herbaty.

 

Chakvi1 (powiększenie)

Chakvi, fot. autor

 

Idziemy przez Chakvi. Niektóre z domów jako żywo przypominają nasze w popegeerowskich wsiach. Nie wiemy wprawdzie jak wyglądają mieszkania, ale po tym co widzimy z zewnątrz, w niektórych może być niewesoło.Wreszcie dochodzimy do fabryki. Budynki jeszcze wprawdzie stoją, ale herbaty już się tutaj nie produkuje.

 

Chakvi2 (powiększenie)

Chakvi, fot. autor

 

Rozmawiamy z dwoma mężczyznami, którzy tłumaczą nam, że można jeszcze znaleźć ślady starej plantacji, ale musimy wrócić do centrum Chakvi, potem skręcić w lewo i iść wzdłuż głównej drogi w kierunku Batumi.

 

Chakvi3 (powiększenie)

Chakvi, tutaj kiedyś była fabryka herbaty, fot. autor

 

Wracamy. Po drodze wchodzimy do sklepu. Coś tam na półkach jest, ale bez szaleństwa. Nagle zatrzymuje się przed nami samochód z jednym z dwóch mężczyzn, którzy rozmawiali z nami w fabryce herbaty. Kierowca zaprasza nas do środka Łady Samary (a raczej tego co z niej zostało) i mówi, że pokaże nam plantację herbaty. 

 

Chakvi4 (powiększenie)

Chakvi, szkoda, że w tych budynkach nie produkuje się herbaty, fot. autor

 

Nasz przewodnik przez dwa lata był technologiem w fabryce tego napoju, teraz układa kafelki. Opowiada, że wokół Chakvi - jak okiem sięgnąć - rozciągały się kiedyś ogromne herbaciane pola. Teraz zostały tylko małe, dzikie poletka. Przed jednym z nich zatrzymujemy się. Tam, gdzie kiedyś były krzewy herbaciane, rosną... drzewa mandarynkowe. W Chakvi i okolicach było niegdyś 10 dużych fabryk produkujących herbatę. Dzisiaj nie pracuje żadna. Zaczęto je zamykać 15 lat temu. Państwo było zajęte wojnami większymi i mniejszymi i nie w głowie mu było płacenie plantatorom za herbatę. 

 

Chakvi5 (powiększenie)

To zostało z herbacianych pól, fot. autor

 

Obecnie rodziny zbierają rocznie z dzikich poletek 10 – 20 kilogramów herbaty, którą przetwarzają na swoje potrzeby. Widać, że nasz rozmówca kochał to, co robił. Z żalem opowiada o tym co utracone. Według niego, świat zmienił się na gorsze. "Dawniej sąsiad szedł do sąsiada na "kieliszek" chleba, który zawsze się znalazł. I słonina była i ogórek na zakąskę. Dzisiaj ludzie gonią za pieniądzem i myślą tylko o sobie...". Coś chyba w tym jest... 

 

Co się z tobą stało Batumi, gdzie twoje herbaciane pola? Nikt już tak ładnie o tobie jak Filipinki nie zaśpiewa! No bo jak? "Batumi, ech Batumi mandarynkowe pola Batumi". Sensu i ładu w tym żadnego... No cóż, piosenka przetrwała to, co wydawało się, że będzie zawsze...

 

Przed oczami mam jeszcze jeden obrazek z Chakvi. Staliśmy przy dzikim herbacianym polu, kiedy nagle na drodze z Batumi zatrzymał się autobus turystyczny. Wylegli z niego pasażerowie i robili zdjęcia tego, co z herbaty tutaj zostało...

 

Wracamy do Batumi. Wysiadamy przy bazarze. Okazuje się, że szklanka przyprawy, za którą dwa dni temu płaciliśmy 1 lari, dzisiaj kosztuje 1,5... Dopiero na moją uwagę jakież to kataklizmy spowodowały tak znaczną podwyżkę, pani obniża cenę do poprzedniej. Trochę nas to śmieszy, ale i denerwuje...

 

Batumi51 (powiększenie)

Batumi, okolice bulwaru nadmorskiego, fot. autor

 

Wieczorem idziemy na spacer. Mijamy miejscową synagogę przy ulicy Vasha Pshavela. Biały budynek zbudowano na początku XX. wieku według projektu Lva Volkovicha. Jest nie tylko miejscem służącym miejscowej społeczności żydowskiej do celów ściśle religijnych, ale także edukacyjnych i kulturalnych. 

 

Batumi42 (powiększenie)

Batumi, synagoga, fot. autor

 

W drodze do dzielnicy tureckiej mijamy kościół św. Mikołaja. Jego budowę ukończono w 1865 roku. Kompletnie zniszczony przez klientów, dla których religia była "opium dla ludu" został odrestaurowany i przywrócony prawowitym właścicielom. 

 

Batumi43 (powiększenie)

Batumi, kościół św. Mikołaja, fot. autor

 

Przy meczecie spotykamy się z Agnieszką i Tomkiem. Jemy w tureckiej knajpie. Jedzenie smaczne i nie tak drogie jak w porcie. Płacimy około 20 lari za dwie osoby. Potem szybko wracamy do domu. Żegnamy się z Agą i Tomkiem, którzy dzisiaj jadą do Tbilisi. My, niestety wracamy już jutro...

 

Batumi47 (powiększenie)

Batumi, Stare Miasto, fot. autor

 

 

Cztery gruzińskie tygodnie zleciały nie wiadomo kiedy. Po śniadaniu idziemy jeszcze na krótki spacer. Nogi same prowadzą nas na bulwar. Ta reprezentacyjna część miasta powstała w 1881 roku. Cztery lata temu poddano go generalnemu remontowi. Dzisiaj liczy sobie 7 kilometrów długości, jedną z części jest ulica Marii i Lecha Kaczyńskich. To przy bulwarze koncentruje się towarzyskie życie Batumi. Znajdują się tutaj kawiarnie, restauracje, korty tenisowe, place zabaw dla dzieci itd, itd...

 

Batumi44 (powiększenie)

Niestety, jeżeli przyjedziecie na krótko do Batumi, raczeni nie macie szans na wypożyczenie roweru, chyba, że zainwestujecie 20 lari, co nie zawsze się opłaca, fot. autor 

 

Nadszedł czas wyjazdu. Nasi przemili gospodarze zapraszają na kawę i coś słodkiego. Potem wychodzimy przed dom i czekamy razem na autobus. Wreszcie podjeżdża. Żegnamy się, wsiadamy, kasujemy bilety, a potem długo, długo machamy rękami ludziom, którzy tak miło nas gościli.

 

Batumi45 (powiększenie)

Inna strona Batumi, fot. autor

 

Mija 30 minut i jesteśmy na dworcu kolejowym. O 18.00 mamy pociąg do Tbilisi. Przed wagonem znany nam widok, czyli pani konduktor sprawdzająca bilety. W wagonie wygodne lotnicze siedzenia. Po niespełna 5 godzinach jazdy, dokładnie o 22.45 jesteśmy w stolicy. Szybko. Ale za bilety płaciliśmy tym razem po 24 lari od osoby. 

 

Batumi46 (powiększenie)

Batumi, dworzec kolejowy, fot. autor

 

Już na dworcu w stolicy Gruzji zaczepia nas kierowca taksówki. Pytam, ile chce za kurs na lotnisko. W odpowiedzi słyszę – 32 lari. Tylko się skrzywiam w odpowiedzi i idę dalej. Wtedy słyszę – 25 lari. Może być. Wsiadamy do samochodu, pakujemy bagaże i ruszamy. 

 

W drodze mamy przeciekawą rozmowę z wiozącym nas taksówkarzem, który okazał się przemiłym człowiekiem. Za dwa dni w Gruzji odbędą się wybory parlamentarne. Nasz rozmówca na pytanie na kogo odda swój głos, mówi, że na przywódcę opozycji Bidzinę Iwaniszwilego. Bardzo go chwali, jednocześnie ostro krytykując urzędującego prezydenta. Te wybory są o tyle ważne dla państwa, ponieważ ich zwycięzca za rok, po skończeniu drugiej prezydenckiej kadencji Micheila Saakaszwilego, właściwie przejmie władzę. System rządów zmieni się bowiem z prezydenckiego na parlamentarno-gabinetowy, czyli więcej do powiedzenia będzie miał parlament i rząd, a prezydent pełnić będzie funkcje reprezentacyjne.

 

Wreszcie jesteśmy na lotnisku. Ściskam dłoń kierowcy, przechodzimy przez bramki i czekamy... Nie ma jeszcze północy, a nasz samolot odlatuje o...4.50.

 

Około 2.00 jesteśmy wywołani do odprawy bagażowej, potem przechodzimy na piętro do kontroli paszportowej. Patrzymy na ceny w sklepach wolnocłowych (poza alkoholem szaleństwa nie ma), a następnie idziemy na winko. Czekanie na kelnera przedłuża się. Wreszcie jest, przyjmuje zamówienie i przynosi nam czerwone Saperavi. Tak wznosząc toast za Gruzję i jej mieszkańców, żegnamy się z tym pięknym krajem.

 

Na lotnisku coraz więcej ludzi. Nie wiadomo dlaczego o tej porze odlatuje większość samolotów do Europy Środkowej i Zachodniej. Przechodzimy przez kontrolę bezpieczeństwa, by po podwiezieniu lotniskowym autobusem wsiąść do samolotu.

 

Startujemy z kilkunastominutowym opóźnieniem, ale w Warszawie jesteśmy na czas. Pięć godzin czekamy na samolot do Gdańska. Około 12.00 lądujemy nad morzem.

 

Diana i Patryk już na nas czekają. Jedziemy do domu, potem na drobne zakupy i wreszcie po rudego czterołapa, który widząc nas wykonuje najpiękniejszy na świecie taniec połamaniec ogona.

 

Jak to ktoś powiedział? Wszędzie dobrze, ale w domu...

 

gekon2010 

 

Dodano: 01.11.2012 17:51
Ostatnia aktualizacja: 22.11.2017
Miejsce: Gruzja

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.21
USD
3.58
CHF
3.62
GBP
4.75
Średnie kursy, 23-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.