Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Podróż po Gruzji - Hatsvali - nowy ośrodek narciarski część 15

 

Po wczorajszym spacerku do lodowca Chalaadi w górach Wielkiego Kaukazu robimy sobie luzik, tym bardziej, że dzisiaj niedziela. Po śniadaniu siedzimy przy komputerach, a następnie idziemy do centrum. Mamy już tutaj stałą trasę. Wychodzimy na główną ulicę przy budynku zajmowanym przez policję, a następnie podchodzimy do parku w rynku. Siadamy na szerokiej ławce. Gruzini prowadzą sobie tylko znane rozmowy. Nie ma wśród nich kobiet. Jeżeli już przychodzą do parku, to z dziećmi. Czasami temperatura dyskusji wzrasta do stanu wrzenia, by następnie spokojnie przejść do miłej, przyjacielskiej rozmowy. No cóż, taki naród, taki jego charakter.

 

Beatka dowiaduje się w informacji turystycznej (hurra, wreszcie zdobyła tam jakąś wiedzę), że drugi bankomat w Mestii znajduje się w budynku zajmowanym przez urząd miasta (tuż obok siedziby policji, wejście od strony rynku). Wchodzimy tam pełni nadziei. Mówimy ochroniarzowi, że my tylko do bankomatu, ten kiwa głową i z drżeniem serca przystępujemy do wypłaty pieniędzy. Niestety, tak jak wczoraj zatrzymujemy się przy tablicy, na której widoczne są same gruzińskie litery. Wzdychamy i postanawiamy wyjaśnić jutro sytuację w banku.  

 

Idziemy jeszcze na małe co nieco. Beatka bierze chinkali, ja ostri. Chinkali smaczne, ale zgodnie stwierdzamy, że w barze na Gruzińskiej Drodze Wojennej jedliśmy zdecydowanie najlepsze. Ostri takie sobie. Na kolana nie kładzie. Lepsze było w "knajpie w zaroślach" za lotniskiem (szczerze ją polecam, super atmosfera). Za jedzenie i napoje płacimy 14 lari. W barze spotykamy Polaków, którzy wybrali się na Kaukaz terenowym samochodem. Są w drodze już drugi miesiąc. Trochę rozmawiamy, potem życzymy im wszystkiego najlepszego i ruszamy do pensjonatu.

 

Nadszedł wieczór. Idziemy na wieczorny spacer po Mestii. Swanskie wieże robią niesamowite wrażenie. Wszystkie są oświetlone.

 

Mestia18 (powiększenie)

Mestia wieczorową porą, fot. autor

 

Witia mówił nam, że za prąd płaci właścicielom wież (wszystkie są w rękach prywatnych) państwo. Kiedyś ktoś z rządu wymyślił sobie, by Swanowie sami opłacali rachunki. Ci jednak postawili sprawę jasno - nie będą płacić, będzie ciemno i basta!

 

Mestia19 (powiększenie)

Trudno wyobrazić sobie Mestię bez oświetlonych wieczorem wież, fot. autor 

 

No i nie płacą, a wieże nadal są oświetlone. Po dwóch godzinach wracamy do domu. Leżąc w łóżku jeszcze trochę rozmawiamy i nagle, nie wiadomo skąd, śpimy głębokim, spokojnym snem.

 

Mestia20 (powiększenie)

Stara cerkiew, fot. autor

 

Poniedziałek wita nas pięknym, niebieskim niebem (powoli staje się to normą, a my nie wyobrażamy sobie innej pogody). Oczywiście nie będziemy dzisiaj znowu siedzieć w domu, tylko ruszamy do Hatsvali - czynnego przez cały rok - najnowszego ośrodka narciarskiego w Gruzji. Wcześniej jemy śniadanie i bierzemy przygotowany przez Rozę prowiant. 

 

Hatsvali1 (powiększenie)

Takie widoki fundują nam okolice Mestii, fot. autor

 

W pierwszej kolejności zmierzamy do banku, dowiedzieć się, dlaczego nie możemy wypłacić pieniędzy. I tutaj zaskoczenie. Pani z kasy wychodzi z nami do bankomatu. Po włożeniu karty do maszyny pojawia się możliwość wyboru języka (czyli tak jak było). Wciskamy "angielski". Znowu widzimy tak nam dobrze znaną tablicę tylko z gruzińskimi literami. Pani mówi, byśmy wcisnęli drugi przycisk od dołu po prawej stronie, przy gruzińskim napisie. Robimy to i po chwili ponownie mamy przed oczami napisy po angielsku. Okazuje się, że tajemnicze gruzińskie słowo oznacza "kontynuuj". Jak już przez to przejdziesz, masz dalej premię, czyli wyrazy, które możesz spokojnie odczytać, zrozumieć i co najważniejsze postępować zgodnie z sugerowanymi możliwościami. 

 

Z bankomatu można wypłacić dolary i lari. Wypłacamy dolary i Wam radzimy to samo. Po co płacić bankowi poza prowizją także za różnice kursowe? Lepiej wziąć twardą walutę i iść do kantoru, który bez dodatkowej kasy wymieni nam pieniądze (polecam kantor, ponieważ w czasie naszego pobytu w Mestii kurs tam był zawsze korzystniejszy niż w banku).

 

Hatsvali3 (powiększenie)

Jak tu się nie zatrzymać w takim miejscu, fot. autor

 

Zanim odeszliśmy od bankomatu ten sam problem co my, mieli młodzi ludzie. Z miną szarlatana pokazuję im haczyk i widzę szczęśliwe twarze...Pieniądze wprawdzie szczęścia nie dają, ale życie bez nich, jest - mówiąc delikatnie - bardzo utrudnione...

 

Wymieniamy jeszcze pieniądze w kantorze i możemy ruszyć w drogę. Zrobiło się dosyć późno – 10.30 i dlatego narzucamy sobie ostre tempo. Idziemy drogą w kierunku Zugdidi. Za policją, po przejściu około 100 metrów skręcamy w lewo. Mostem przechodzimy nad rzeką i zgodnie z drogowskazem kierujemy się na Uszguli i Hatsvali.

 

Hatsvali2 (powiększenie)

Droga do Hatsvali jest dobrze oznakowana, fot. autor

 

Droga prowadzi cały czas pod górę. Po przejściu około 2 kilometrów żegnamy się z kierunkiem na Uszguli i skręcamy w prawo. Asfaltową drogą wchodzimy coraz wyżej. Wyłania się "diabelski" szczyt Uszby. Widoki wspaniałe. Tylko czemu ciągle pod górę? W pewnych miejscach droga ma 9% nachylenia. Z nadzieją wypatrujemy znaków wskazujących, że przeszliśmy kolejny kilometr.

 

Hatsvali4 (powiększenie)

W dole Mestia, na górze szczyt Uszby, fot. autor

 

Wreszcie po 2 godzinach i 45 minutach (tyle zajęło nam przejście pod górę 8 kilometrów) jesteśmy w Hatsvali. Wchodzimy do hotelowej restauracji, gdzie gasimy pragnienie (3 lari). Następnie idziemy do dolnej stacji pracującej kolejki linowej. Za przejazd na górę i z powrotem płacimy po 3 lari od osoby (razem około 12 złotych).

 

Hatsvali5 (powiększenie)

Pas lotniska królowej Tamar w Mestii, fot. autor

 

Myślę, że gdyby ceny te zobaczyli panowie, którzy wwożą turystów na Wurmkogel w dolinie Oetz w austriackim Tyrolu chyba by dostali lekkiego trzepotania zastawek sercowych. Tam taka przyjemność, w obie strony w tym roku kosztuje równe 20 euro.

 

Hatsvali6 (powiększenie)

Dolna stacja kolejki, fot. autor

 

Dolna stacja kolejki w Hatsvali znajduje się na wysokości 1865 metrów n.p.m., a górna 2347 metrów n.p.m. Jej trasa liczy 1462 metry długości, zaś przewyższenie wynosi 482 metry. Przebycie tego dystansu zajmuje 9 minut i 22 sekundy (2,6 m/s), zaś w ciągu godziny może przejechać nią równe 1000 osób.        

 

Hatsvali7 (powiększenie)

Jedziemy na górę, fot. autor

 

W drodze na górę mijamy ekipę telewizyjną. Pokazujemy, że bardzo nam się tutaj podoba. Poza tym na kanapach – pusto. Po prawej stronie górnej stacji trwają jeszcze prace budowlane. Powstaje hotel lub resturacja, albo to i to.

 

Hatsvali8 (powiększenie)

Górna stacja kolejki, fot. autor

 

Pomimo tego możemy wejść na gotowy już taras i podziwiać widoki. Szczyt Uszby przykryła czapka z chmur. Zdejmujemy buty i dajemy odpocząć nogom i w ciszy spoglądamy na otaczający nas świat. Potem zjeżdżamy na dół. 

 

Hatsvali9 (powiększenie)

Uszba w "czapce z chmur", fot. autor

 

Z kolejki, którą jechaliśmy, zimą mogą skorzystać raczej tylko bardziej zaawansowani narciarze. Nartostrada wygląda na taką, która jest oznaczona kolorem czerwonym. Poza nią są na Hatsvali także dwa wyciągi narciarskie, które spodobają się początkującym amatorom białego szaleństwa.

 

Hatsvali10 (powiększenie)

Zjeżdżamy na dół, fot. autor

 

Wchodzimy do hotelu i rozmawiamy z zarządcą. Miły Gruzin po 15 latach na obczyźnie (w Holandii) postanowił wrócić tam, gdzie się urodził  i zainwestować zarobione pieniądze w Hatsvali. Pokazuje nam pokoje, od typowych "dwójek" (cena w zimie 100 lari za pokój), do apartamentu prezydenckiego (320 – 350 lari w zimie). Nic tylko przyjechać i wskakiwać na dechy, tym bardziej, że wyciąg pracuje 24 godziny na dobę, a stok jest oświetlony. 

 

Hatsvali11 (powiększenie)

Widać, że nieuchronnie zbliża się jesień..., fot. autor

 

W restauracji siedzi dobrze zbudowany mężczyzna i spod oka spogląda na przybyszy. Jak się okazuje później, jest to przesympatyczny kucharz. Po zjedzeniu dań, wychodzących spod jego ręki, podniebienie wrzeszczy z rozkoszy. Dostajemy kubdari (mięso w placku) i kiełbaski nadziewane m.in. pestkami z granata (przepis z Imertii, przygotowywane na zamówienie). Do tego napoje.

 

Hatsvali12 (powiększenie)

...chyba najbardziej kolorowa pora roku, fot. autor

 

Najadamy się do syta. Nasze oczy by jeszcze popróbowały tego i owego, ale żołądki stawiają zdecydowane weto. Po jedzeniu prawie padam na kolana przed Mistrzem kuchni gruzińskiej. Ten tylko się życzliwie uśmiecha. Za wszystko płacimy 25 lari. Próbujemy jeszcze domowego czerwonego wina i za chwilę jesteśmy ubożsi o kolejne 14 lari za litr napoju, który bierzemy ze sobą. 

 

Hatsvali13 (powiększenie)

Przydrożne drzewa, fot. autor

 

Na zegarze 16.00. Czas schodzić na dół do Mestii. Na początku mamy z tym pewne problemy (pełne brzuchy), ale z czasem rozkręcamy się i wpadamy w swój rytm. Po przejściu 4 kilometrów zatrzymuje się przed nami samochód. Okazuje się, że zarządca hotelu jedzie do Mestii i zwiezie nas do miasta. 

 

Hatsvali14 (powiększenie)

Znak drogowy dotyczy oczywiście zmotoryzowanych, fot. autor 

 

Mija kilka minut i wysiadamy w centrum, dziękujemy za podwiezienie, żegnamy się i idziemy do Rozy. Droga pod górę, ale taki dystans (200 – 300) metrów można przejść kilka razy.

 

Hatsvali15 (powiększenie)

Droga do Hatsvali jest bardzo malownicza, fot. autor

 

Witamy się z gospodynią. Chwalimy nowe tabliczki informacyjne. Wieczór, już na spokojnie spędzamy w naszym pokoju. Około 22.00 gasimy światło i przykładamy głowy do poduszek...

 

gekon2010

Przejdź do części 16

 

Dodano: 05.10.2012 19:53
Ostatnia aktualizacja: 12.11.2018
Miejsce: Gruzja » Swanetia » Mestia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.