Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Podróż po Gruzji - lodowiec Chalaadi i szczyt Chatini, część 14

 

Jeszcze wczoraj wydawało nam się, że takiej pogody jaką mieliśmy w czwartek, podczas wyjazdu do Uszguli, przez jakiś czas nie zobaczymy. A tutaj niespodzianka. Od rana intensywny niebieski kolor zachęca do jak najszybszego zjedzenia śniadania i ruszenia na szlak. Wybieramy się na lodowiec Chalaadi.

 

Mestia10 (powiększenie)

Mestia po wschodzie słońca, fot. autor

 

W informacji turystycznej w Mestii, poza otrzymaniem marnej jakości "mapy" wydrukowanej na kartce A4, nie ma co liczyć na pomoc. Przepraszam, bo byłbym niesprawiedliwy. Panie jeszcze tłumaczą jak iść, ale droga do skomplikowanych nie należy. Punkt informacji turystycznej w Mestii sprawia smutne wrażenie.

 

Mestia11 (powiększenie)

Mestia, fot. autor

 

Dzisiaj okazało się jeszcze, że jest magazynem dla gruzińskich flag, które zapewne były wykorzystane podczas czwartkowej wizyty prezydenta. W każdym razie materiałów przydatnych dla turysty nie ma. Chyba, że jako takie potraktować wino wyłożone na jednej z półek (za które oczywiście trzeba zapłacić). 

 

Mestia12 (powiększenie)

W zaroślach po lewej stronie knajpa, w której wszystko jest super, fot. autor

 

Idziemy prawą stroną rzeki. Podziwiamy po raz kolejny swanskie wieże połyskujące tym razem we wschodzącym słońcu. Witamy się z psami. Na drodze także krowy i świnie, czyli normalny tutaj widok. Do szlaku można także iść drugą stroną (po przejściu charakterystycznego, nowoczesnego mostu kierować się trzeba asfaltową drogą w kierunku lotniska).

 

Mestia13 (powiększenie)

Mestia, fot. autor

 

Za lotniskiem, w okolicach kolejnego mostu (przy ukrytej wśród drzew i krzaków knajpce) drogi się łączą. Teraz należy wypatrywać po lewej stronie słupa oświetleniowego z namalowanym żółto – białym prostokątem. Jak go znajdziecie, właśnie weszliście na szlak. Przy liczeniu czasu przejścia trasy koniecznie uwzględnijcie czas dojścia do szlaku. Przebycie tych 2,5 – 3 kilometrów zabiera i czas i siły, które później na pewno się przydadzą.

 

Mestia14 (powiększenie)

Stary tartak, fot. autor

 

Prowadzi nas szutrowa droga. Jednym z ostatnich budynków, które mijamy są pozostałości po tartaku (po lewej stronie drogi) i ruiny farmy (prawa strona). Na jej murze widać oznaczenie szlaku.

 

Mestia15 (powiększenie)

Farma na początku szlaku na lodowiec, fot. autor

 

Słońce mocno przygrzewa, a droga jest wyjątkowo monotonna. Do tego prowadzone są przy niej prace kanalizacyjne i co jakiś czas miją nas samochódy i sprzęt budowlany. Niektórzy kierowcy widząc nasze postaci zwalniają, inni wręcz przeciwnie, przyspieszają i mijają nas trąbiąc i pozostawiając w tumanach kurzu.

 

Szlak1 (powiększenie)

Oznaczenie szlaku, fot. autor

 

Przed nami rosnące z każdym przebytym metrem Klify Dalagora (3430 metrów n.p.m.). Czasami siadamy w cieniu, by po paru minutach podnieść się i iść dalej. Tak upływają nam kolejne 4 kilometry i wreszcie dochodzimy do miejsca, w którym spotykają się rzeki Mestiachala i Chalaadi. 

 

Lodowiec1 (powiększenie)

Piękna pogoda, super widoki z Klifami Dalagora w tle, nieczego więcej nie trzeba, fot. autor

 

Jeszcze parę minut drogi i dochodzimy do mostu przerzuconego nad pierwszą z nich. Przejście przez niego jest bezpieczne, lecz dla osób z lękiem wysokosci może być dużym wyzwaniem. Most jest wiszący i przy szybszym ruchu wpada w wibracje, przy których błędnik może poczuć się nieswojo. Po zejściu z przeprawy, po lewej stronie znajduje się budka służb granicznych.

 

Lodowiec2 (powiększenie)

Na początku szlaku mijamy zamieszkałe tereny..., fot. autor

 

Niedaleko stąd do granicy z Rosją i dlatego spotkać można patrole gruzińskich pograniczników. Funkcjonariusze mają prawo do skontrolowania paszportów, dlatego przed wycieczką na lodowiec, koniecznie należy pamiętać o ich zabraniu. 

 

Lodowiec3 (powiększenie)

...potem zostaje droga i palące słońce. Tyle z tego dobrego, że Klify Dalagora są coraz bliżej, fot. autor

 

My nie idziemy jednak popatrzeć jak żyją ludzie chroniący gruzińskiej granicy państwowej, tylko na lodowiec i po to, by spojrzeć na szczyt Chatini (4370 metrów n.p.m.), którego północne zbocze jest natrudniejszą ścianą wspinaczkową na całym Kaukazie (Rosjanie oznaczyli go jako 6B, czyli natrudniejszy z trudnych).

 

Lodowiec4 (powiększenie)

Most, przez który trzeba przejść idąc do lodowca, fot. autor

 

Lodowiec5 (powiększenie)

Tak prezentuje się z bliska, fot. autor

 

Zgodnie z oznaczeniem skręcamy w prawo, a po kilku krokach w lewo i wchodzimy do gęstego lasu. Pniemy się do góry, wąską kamienistą ścieżką. Nie ma mowy o zbłądzeniu – szlak jest dobrze oznaczony.

 

Lodowiec6 (powiększenie)

W razie wątpliwości drogę w lesie wskazują żółte strzałki, fot. autor

 

Mijamy grupy turystów. Jedni kontynuują wspinaczkę, inni wracają do domu. Droga na pewnym odcinku obniża się. Dochodzimy do rzeki. Idziemy jej lewym brzegiem, by następnie skręcić w prawo i znowu ruszyć do góry.

 

Lodowiec7 (powiększenie)

Podczas wędrówki dobrze mieć ze sobą porządny kij, na przykład do podpierania, fot. autor

 

Czeka nas jeszcze skakanie po kamieniach, by wreszcie zobaczyć cel naszej wędrówki, czyli jęzor lodowca Chalaadi i szczyt Chatini. 

 

Lodowiec8 (powiększenie)

No to przed nami lodowiec Chalaadi, fot. autor

 

Czas wracać. Siadamy na polanie i jemy pomidory z ogórkiem, które dostaliśmy od Rozy przed wyjściem z domu. W miarę sprawnie dochodzimy do mostku. Tam krótki przystanek i spotkanie z patrolem gruzińskiej służby granicznej (paszportów panowie od nas nie zażądali, widocznie swoim wyglądem nie wzbudziliśmy ich podejrzeń, ale idąc tutaj pamiętajcie o tym, że dokumenty te są niezbędne).  

 

Lodowiec9 (powiększenie)

Można usiąść na chwilę w cieniu i rozkoszować się ciepłym popołudniem, fot. autor

 

Potem monotonny marsz. Zauważamy, że jesteśmy prawie na brzegu rzeki. Nie zastanawiając się zdejmujemy nasze trekingowe buty, następnie skarpetki i zanurzamy stopy w lodowatej wodzie. Mam wrażenie jakbym zamarzał. Stopy mają jednak wytchnienie. Jakby ktoś w nie włożył tysiące drobnych szpileczek. 

 

Z niechęcią ponownie zakładamy buty. Do domu nie mamy już daleko. Wszystkiego około 4 kilometrów. Zatrzymujemy się w "knajpie w zaroślach", szybko wypijamy napoje i zdecydowanym krokiem, tym razem drogą obok lotniska podążamy w kierunku centrum Mestii. 

 

Lodowiec10 (powiększenie)

Nareszcie Mestia! fot. autor

 

Przechodząc obok siedziby jedynego banku w Mestii – Liberty Bank podchodzimy do bankomatu. Po włożeniu karty wybieramy opcję językową, czyli angielski (są dostępne jeszcze rosyjski i oczywiście gruziński) i...widzimy na ekranie monitora same gruzińskie litery. Nie wiemy co robić, próbujemy z drugą kartą i znowu to samo, czyli pięknie napisane, ale zupełnie dla nas nieczytelne słowa. Trudno, obiecujemy sobie, że przyjdziemy tutaj w poniedziałek i wyjaśnimy sprawę kiedy bank będzie otwarty. 

 

Mestia16 (powiększenie)

Mestia, budynek z czerwonym szyldem, to siedziba jedynego tutaj banku, bankomat obok drzwi wejściowych, fot. autor

 

Wieczorem przychodzi Witalij i zaprasza na kieliszek czaczy. Przy stole polska rodzina. Zaczynają się pogwarki o tym, co Gruzja daje przybyszowi i co jeszcze może ofiarować. W jadalni gospodarze trzymają na półce na honorowym miejscu album o nieznanych wspólnych losach Gruzinów i Polaków. To także powód do rozmowy...

 

Mestia17 (powiększenie)

Ostatnie promienie słońca nad górami, fot. autor

 

Około 23.00 idziemy spać. Nie ma co ukrywać, że czujemy te 16-17 kilometrów w nogach, których przejście z uwzględnieniem wszystkich, krótszych lub dłuższych przystanków zajęło nam w sumie 9 godzin.

 

gekon2010

Przejdź do części 15

 

Dodano: 01.10.2012 17:54
Ostatnia aktualizacja: 14.11.2018
Miejsce: Gruzja » Swanetia » Mestia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.