Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Podróż po Gruzji - Gori, Stalin i Upliscyche część 8

 

Wstajemy skoro świt, czyli około 7.00. Jemy szybkie śniadanie i jedziemy na główny dworzec kolejowy w Tbilisi. Dzisiaj wybieramy się do Gori - miasta słynącego z tego, że urodził się tu Józef Stalin. Pani w kasie początkowo oznajmia, że nie ma już biletów po 4 lari i musimy pojechać za godzinę płacąc po 11 lari. Mówi się trudno. Zostajemy poproszeni o paszporty (ich numery są wpisywane do biletów) i wtedy okazuje się, że jednak tańsze bilety na wcześniejszy pociąg jeszcze są.

 

Tbilisi6 (powiększenie)

Budynek dworca kolejowego w Tbilisi, fot. autor

 

Bilet gruzińskich kolei ma wielkość kartki rozmiaru A4. Składa się z trzech odcinków o różnych kolorach: żołtym, czerwonym i czarnym. Sporządzony jest w narodowym języku tubylców, czyli gruzińskim. Obcokrajowiec, który nie włada tym językiem, nie ma szans sprawdzić na przykład, czy bilet jest prawidłowo wystawiony. Żółty odcinek zabrany zostaje w kasie. Z czerwonym i czarnym trzeba iść do wagonu. 

 

Ktoś, kto nie zna alfabetu gruzińskiego może mieć też problem z odnalezieniem swojego pociągu. Na wagonach lokalnych kolei (międzynarodowych dotychczas nie widzieliśmy) napisy sporządzone są w tzw. "makaronach" - jak nazywamy pisemną formę tego języka.

 

Odnajdujemy nasz wagon, uff! Konduktor uważnie studiuje bilety i wpuszcza nas do środka. Tam wygodne lotnicze siedzenia. Beatka od razu zapada w sen. Pociąg rusza zgodnie z rozkładem jazdy. Za moment konduktor przechodzi wzdłuż wagonu i zbiera czerwone odcinki z biletów, pasażerom zostawiając jedynie te czarne.

 

Niby do Gori jest tylko 76 kilometrów pociągiem, a mamy aż 30 minut opóźnienia. Przed przyjazdem konduktor woła nas, mówiąc, że za chwilę wysiadamy. Trochę dyskutujemy. Naszego rozmówcę bardzo interesuje ile ludzie w Polsce zarabiają. Początkowo nawet okazuje entuzjazm i zaczyna narzekać na własne władze, ale kiedy uświadamiamy mu koszty życia w naszej Ojczyźnie, szczególnie zaś ile w przeliczeniu na lari kosztują papierosy, mina mu rzednie. 

 

Wysiadamy w Gori. Znaczy wiemy to stąd, że powiedział nam o tym miły konduktor. Na stacji nie ma żadnych tablic. Przed zresztą też nie. Sobotnie leniwe przedpołudnie... gdzieś przebiega kura, kot bawi się martwą myszą.

 

Podchodzimy do dwóch wyraźnie na coś czekających pań i pytamy o dojazd do centrum. Pierwsza z nich zaczyna nam coś objaśniać. Jednak nadjeżdża taksówkarz, uchyla okno, coś do niej mówi po gruzińsku, więc kobieta, patrząc nam głęboko w oczy, oznajmia, że w żaden sposób do centrum się nie dostaniemy (znaczy weźcie taksówkę!).

 

Gori1 (powiększenie)

Jeden z placów w Gori, fot. autor

 

Druga pani po krótkiej chwili pyta po angielsku, czy może nam pomóc. Okazuje się, że do centrum Gori dojedziemy jednak marszrutką numer 2. Pierwsza pani - jak napisałby w raporcie początkujący policjant -natychmiast ewakuje się z miejsca zdarzenia. Jedziemy oczywiście marszrutką z naszą nową przewodniczką i jej kilkuletnią córeczką. Wysiadamy na ulicy - a jakże by inaczej - Stalina, przed pocztą. Płacimy 40 tetri za osobę i idziemy dalej pieszo w kierunku muzeum osoby, która według mnie powinna skończyć tak samo jak hitlerowscy zbrodniarze, czyli w Norymberdze. 

 

Gori2 (powiększenie)

Najważniejsza ulica w Gori, fot. autor

 

Miła pani, która przyprowadziła nas tutaj, pracuje w sklepie z pamiątkami, można powiedzieć "na zapleczu" muzeum Stalina. Przy okazji "załatwiamy" z nią przejazd do skalnego miasta – Upliscyche. 

 

Najpierw jednak podchodzimy do muzeum Stalina. Przed nim, otulony czymś w rodzaju sarkofagu,  dom w którym "Słońce Ludzkości" przyszło na świat. Można pooglądać go z zewnątrz.

 

Stalin1 (powiększenie)

To małe przed czym stoi Beatka, to dom, w którym Józef Stalin miał przyjść na świat, fot. autor

 

Wchodzimy do środka drugiego gmachu, tuż za domem "wodza". Bilety jak na Gruzję wcale nie takie tanie – dorosły – 10 lari, zaś wejście do salonki, w której Stalin jechał na konferencje w Teheranie i Poczdamie – 5 lari.        

 

Oglądamy ekspozycję. Spogląda na nas wąsata twarz. Stalin w dzieciństwie, młodości, starszym wieku. Wszędzie te zmrużone, mściwe oczy... Człowiek zaczyna popadać w lekką paranoję i zastanawiać się, po co to wszystko?

 

Stalin5 (powiększenie)

Stalin na kilimie, fot. autor

 

Można wyobrazić sobie oburzenie świata i wrzask liberalnych lewicujących mediów, gdyby Niemcy, w szaleństwie założyli muzem Hitlera w Monachium. A przecież między tymi panami postawić trzeba znak równości...

 

W jednej sal znajdujemy prezenty, które Stalin otrzymał od poszczególnych narodów. Są również dary z rządzonej przez komunistów Polski.

 

Stalin4 (powiększenie)

Te dwa talerze to dary z komunistycznej Polski, fot. autor

 

Mnie jednak najbardziej uderza jeden eksponat. Słomiana byle jaka walizka, podpisana z uszanowaniem, że należała do Niego...

 

Stalin2 (powiększenie)

Walizka Stalina, fot. autor

 

Na wprost wejścia do muzeum, kompletnie na uboczu postawiono tablice, na których w językach gruzińskim, angielskim i rosyjskim znalazła się informacja o tym, że rządy krwawego tyrana zabrały życie od 15 do 40 milionów ludzi. W czasach Wielkiej Czystki, kiedy Stalin rozprawiał się z członkami własnej Wszechzwiązkowej Komunistycznej Partii (bolszewików) codziennie wykonywano 1000 egzekucji. Za tablicami ekspozycja ukazująca, jak wyglądały w jego czasach więzienna cela i pokój  przesłuchań. Nie oznaczona lub oznaczona bardzo słabo. My żadnych wskazówek do nich nie widzieliśmy...

 

Stalin3 (powiększenie)

Pokój przesłuchań za czasów rządów tyrana, fot. autor

 

Skończyliśmy zwiedzanie. Przy wyjściu podchodzi do nas jedna z pań z obsługi i zaprasza do domu, w którym Stalin przyszedł na świat. Przystajemy na to. Oglądamy niepozorne, biedne wnętrze... Jedna izba, łóżko, stolik... Historia czasami potrafi zamienić śmiech w złośliwy chichot.

 

Oglądamy jeszcze wnętrze salonki. W środku kuchnia, przedziały ochrony, głównego lokatora, łazienka (z wanną) i pokój konferencyjny. Ciekawe co czuł Stalin głaszcząc swój wąs, kiedy przejeżdżał przez Polskę na konferencję w Poczdamie. Zniszczoną także "dzięki" jego zgodzie na zawarcie paktu Ribbentrop – Mołotow, nazywanym słusznie zresztą IV rozbiorem Polski. A tak swoją drogą to trzeba być zdolnym. Najpierw w jednym szeregu z Hitlerem, a później jako zwycięzca II wojny światowej! O tym jak wodzunio potraktował nasz kraj w 1939 roku nie ma w muzeum ani słowa, tak samo jak o jednym z pism, w którym zgodził się na zastrzelenie w 1940 roku polskich oficerów przebywających w sowieckich obozach jenieckich. Podczas II wojny światowej nie było większej zbiorowej egzekucji jeńców wojennych.  

 

Idziemy do naszej pani ze sklepu z pamiątkami. Tam czeka już na nas Koga. Za 25 lari przewiezie nas swoim samochodem do Upliscyche, poczeka na nas i zawiezie z powrotem do Gori. Witamy się, wsiadamy do samochodu i ruszamy w drogę. Zanim jednak tam pojedziemy zatrzymujemy się w centrum Gori.

 

Gori3 (powiększenie)

Odnowiona część Gori, fot. autor

 

Dzisiaj oddawana jest do użytku odrestaurowana część miasta i nasz kierowca wyraźnie chce się pochwalić. Przy okazji ma przyjechać prezydent Gruzji. Uparł się, czy co? Gdzie my, tam "Misza" - jak swojsko określamy prezydenta Saakaszwilego. Na pewno nie wie, że jeździ za nami, ale mamy przy tym zdrowy ubaw. Najpierw Kachetia, a teraz Gori... Ciekawe, czy dalej też pojedzie? Uśmiejemy się na dobre, jeśli spotkamy go w Mestii - kolejnym celu naszej wyprawy...

 

Gori4 (powiększenie)

Gori, kolejny z wyremontowanych budynków, fot. autor

 

Część Gori po remoncie rzeczywiście robi wrażenie. Na spacer przyszło sporo mieszkańców. Wszyscy uśmiechnięci i zadowoleni, cierpliwie czekają na pierwszego Gościa. My nie mamy czasu, tylko spoglądamy na miejską twierdzę, która podobno nigdy nie była zdobyta oraz na znajdującą się po drugiej stronie ulicy prawosławną świątynie i po chwili jedziemy w kierunku Upliscyche. 

 

Upliscyche1 (powiększenie)

Budynek przy wejściu do Upliscyche, znajduje się tutaj kasa, sklep z pamiątkami i kawiarnia, fot. autor

 

Wstęp kosztuje 3 lari. Zwiedzanie z przewodnikiem to wydatek już 15 lari. Można tutaj być od 10.00 do 18.00. Upliscyche położone jest 10 kilometrów na wschód od Gori. Taksówka z czekaniem na klienta kosztuje 30 lari, przy czym oficjalne wydawnictwo miejskie podaje cenę 40 lari. My, jak już pisałem, płacimy tylko 25 lari. Pamiętajcie więc o sympatycznej pani ze sklepu z pamiątkami zza muzeum Stalina. 

 

Upliscyche2 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

Do Upliscyche można również dojechać marszrutką z Gori z dworca autobusowego. Jeżdżą kilka razy dziennie do wioski Kvakhvreli. Potem trzeba przejść przez most na drugi brzeg Mtkvari i zrobić sobie luźny około dwukilometrowy spacer. Zachęcająca jest cena marszrutki – tylko 1 lari. Mniej zachęcające jest to, że napis o tym, gdzie jedzie z dużą dozą prawdopodobieństwa sporządzony będzie w języku gruzińskim. 

 

Upliscyche3 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

Ludzie przebywali w Upliscyche już od VI wieku przed naszą erą. Był to główny polityczny i religijny ośrodek przedchrześcijańskiego ludu Kartli, który budował tu świątynie poświęcone bogom słońca. W VII wieku naszej ery stało się Upliscychce ważnym osrodkiem handlowym. Nie ma się jednak co dziwić. Położone było bowiem na głównym szlaku między Azją, a Europą. O jego wielkości świadczy to, że w pewnym momencie mieszkało tutaj 20 000 ludzi.   

 

Upliscyche4 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

Dzisiaj można obejrzeć około połowę dawnego miasta, czyli 40 000 metrów kwadratowych. Miejsce to w 1957 roku odkryli archeologowie. Z ziemi wystawały wówczas tylko czubki budynków. Dziś potężne wrażenie robi Theateron. Była to prawdopodobnie w I lub II wieku naszej ery pogańska świątynia, gdzie odprawiano tajemne obrzędy. 

 

Upliscyche5 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

W ciszy pniemy się do góry i mijamy kolejne poziomy Upliscyche. Wreszcie schodzimy na dół i kierujemy się do wyjścia. Koga spokojnie na nas czeka. Widząc nasze postaci w lusterkach odpala silnik i zawozi nas na dworzec marszrutek. Po drodze mijamy policjantów.

 

Upliscyche7 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

Każdy stoi przy kolejnym drzewie, a jest ich (drzew) całkiem sporo. To znak, że prezydenta jeszcze w Gori nie było. Dziękujemy mu serdecznie, płacimy i po 15 minutach siedzimy  w pojeździe prowadzonym przez jednego z króli gruzińskich szos (ta przyjemność kosztuje nas tyle samo co pociąg, czyli 4 lari).

 

Upliscyche6 (powiększenie)

Upliscyche, fot. autor

 

Zatrzymujemy się w okolicach stacji metra Didube. Przechodzimy przez miejscowy bazar. Wokoło owoce i warzywa, mąka, cukier, kawa, przyprawy i inne niezbędne w domu dobra. Można również napić się kwasu chlebowego (50 teri duża szklanka). Atmosfera jak na naszych rynkach w latach 70. i 80. XX stulecia. W Unii Europejskiej taki "bałagan" (cudzosłów jak najbardziej zamierzony) byłby niedopuszczalny.

 

Mtkvari (powiększenie)

Spojrzenie na rzekę Mtkvari z Upliscyche, fot. autor

 

gekon2010  

Przejdź do części 9

 

Dodano: 16.09.2012 13:20
Ostatnia aktualizacja: 15.11.2018
Miejsce: Gruzja

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-1325
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.