Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Musztardowa Hawana w Gruzji - Signaghi część 4

 

Pogoda jak zwykle, czyli brakuje niebieskiego koloru na niebie. Wstajemy z łóżek około 8 rano i powoli przyzwyczajami się do myśli, że trzeba będzie ruszyć w dalszą drogę. Po śniadaniu płacimy za pokój (280 lari za 4 noce ze śniadanimi, czyli około 560 złotych) i przepakowujemy się. W piątek jeszcze tutaj wracamy i właścicelka zgodziła się na przechowanie nam paru rzeczy. Bierzemy więc ze sobą tylko to, co będzie potrzebne przez te parę dni.

 

Żegnamy się i idziemy do autobusu. Wsiadamy w linię 176, którą powinniśmy dojechać do stacji metra Isani. Jadąc gruzińską komunikacją musicie pamiętać, by w okolicach miejsca, w którym chcecie wysiąść krzyknąć "gacheret" – wtedy bus zatrzyma się i unikniecie niepotrzebnego stresu. My nie krzyknęliśmy i pojechaliśmy dalej. Na szczęście okazało się, że wysiedliśmy w pobliżu następnej stacji metra, czyli Samgori i spokojnie dojechaliśmy do Isani.

 

Za stacją znajdujemy marszrutkę do Signaghi. Dobrze, że kogoś o to zapytaliśmy, za przednią szybą samochodu widać bowiem tylko piękne gruzińskie litery (ani słowa po angielsku lub rosyjsku). Kierowca na szczęście mówi po rosyjsku. W pierwszej kolejności dogadujemy się co do ceny (7 lari za osobę). Pakujemy nasz plecak, sami zaś siadamy, tam gdzie wskazuje nam mistrz kierownicy. W busie na razie niewiele ludzi. Kierowca czeka, by pojazd zapełnił się do granic możliwości. Wreszcie o 12.00 ruszamy. Jeżeli dobrze policzyłem, to - poza kierowcą - jest tutaj 21 osób (licząc matki i ojców z dziećmi na rękach). Nikt nie mówi nikomu, że Ford Transit, którym jedziemy jest przeładowany. Dobrze, że są otwarte niektóre okna, bo byśmy się podusili. Po drodze zatrzymujemy się jeden raz. Ludzie mogą zapalić papierosa, kupić coś do picia (my korzystamy z tej drugiej opcji).

 

No i zaczyna wypagadzać się...

 

Marszrutka (powiększenie)

Marszrutkowy popas, fot. autor

 

A tak swoją drogą to Gruzini palą jak nie przymierzając smoki wawelskie. Dobrze, że nikomu nie przychodzi do głowy zaciąganie się dymkiem w marszrutce (wtedy dopiero byłaby jazda!). Mówi się, że rodzą się z papierosem w rękach i coś rzeczywiście w tym jest. Ale wystarczy popatrzeć na ceny wyrobów przemysłu tytoniowego. Znane marki od 1,70 lari do 2,70 lari (celowo nie piszę jakie i po ile by nie robić nikimu reklamy). Przy okazji sprawdzamy ceny paliwa. I tak euro diesel kosztuje 2,32 lari, benzyna premium – 2,30 lari, zaś regular – 2,15 lari. Wystarczy pomnożyć przez dwa i będziecie mieli ceny  w złotówkach. Ja tego nie robię, bo będę używał słów powszechnie uznanych za obelżywe, a nie chcę się denerwować.

 

O drogach w Gruzji można powiedzieć, że są średnie. Czasami czuć je na każdym wyboju (a jest ich sporo), a czasami jedzie się jak po stole. Postawione przy nich tablice są zarówno w liternictwie gruzińskim jak i łacińskim i co najważniejsze są bardzo dobrze widoczne. Po godzinie i czterdziestu minutach wysiadamy w centrum Signagi. Miasteczko jest odnowione, na drogowskazach opisane są miejsca, gdzie warto iść i co najważniejsze opisy są także po angielsku.

 

Signaghi1 (powiększenie)

Wejście do Informacji Turystycznej w Signaghi, fot. autor

 

Ruszamy do naszych nowych gospodarzy. Kiedy tak idziemy, w pewnej chwili słyszę krzyk: "Marek!?". Mój Boże - myślę - czyżbym miał spotkać tutaj kogoś znajomego. Okazuje się, że wyjechał po nas tata gospodyni - Lado i miał na kartce zapisane moje dane. A że zobaczył faceta z plecakiem w gustownym musztardowym kapeluszu, to szybko załapał, iż nie ma innej możliwości, by nosił on inne imię niż Marek. Logiczne? Pewno, że tak.

 

Witamy się i dostajemy pokój. Za chwilę otrzymujemy drobny poczęstunek (herbata, jakieś ciastka, wino i czacza). Witamy się z Angelą i Marco - Włochami, którzy przyjechali parę minut przed nami. Po pierwszych rozmowach ruszamy do Informacji Turystycznej i na zakupy. Jezeli gdziekolwiek przeczytacie, że IT w Signaghi  jest bogato zaopatrzona w materiały dla turystów - to moje gratulacje. Mapki poszczególnych miejsc są w 1 (słownie: jednym egzemplarzu), kótego nie otrzymacie, ponieważ są po to by leżały na półce. Poza tym rzeczywiście bogato, ale "w temacie" materiałów w języku gruzińskim. Zakupy mamy bardziej udane. Za 3 lari nabywamy kilogram pomidorów, ser i chleb (w kształcie szabli). Następnie Beatka robi z tego pyszną sałatkę. I za około 6 polskich złotych mamy świetny obiad. Świeże pachnące pomidory (nie żadna chemia), ser, cebula, chleb i do tego świetne domowe wino gospodarzy. Najadamy się do syta i ruszamy dalej obejrzeć Signagi.

 

Signaghi2 (powiększenie)

Signaghski "lanczyk", fot. autor

 

Przede wszystkim jest tutaj dobrze zachowany mur obronny o długości 2,5 kilometra. Wzniesiono go na początku drugiej połowy XVIII wieku. Na jednym z jego odcinków urządzono trasę dla turystów. Jest dobrze oznakowana i nie ma możliwości, by ją przeoczyć. Można wejść do jednej z trzech baszt (lub do każdej z nich) i podziwiać widoki (przed oczami z jednej strony rozciągają się góry, z drugiej widać olbrzymi płaskowyż – dolinę Azalani).

 

Signaghi3 (powiększenie)

Mur w Signaghi, fot. autor

 

Wracamy do naszego nowego domu. Po drodze mijamy jeszcze kościół św. Jerzego. Zaczynamy bawić się z miejscowymi psami. Te czując, że z naszej strony nie spotka ich nic złego, łaszą się do nas i bardzo, bardzo dopominają się pieszczot.    

 

Signaghi4 (powiększenie)

Kościół św. Jerzego, fot. autor

 

Gospodarze urządzają poczęstunek. Okazuje się, że poza Włochami i nami przyjechało jeszcze rodzeństwo z Holandii. Degustujemy domowe winko, słuchamy dzieci śpiewających gruzińskie pieśni, ustalamy plany na jutro, a poza tym rozmawiamy, duuuuuuuużo rozmawiamy. Mąż gospodyni – Walery mówi po rosyjsku. Dlatego najczęściej dyskutuje ze mną. Szybko dochodzimy do wspólnych wniosków dotyczących kilku spraw i przy okazji przechodzimy na ty. Dużo o tym wcześniej czytałem, ale dopiero w Gruzji zobaczyłem i przekonałem się jak wielkim szacunkiem mieszkańcy darzą śp. Lecha Kaczyńskiego. Przed każdym kieliszkiem wina, nasi gospodarze wznoszą toast. Jest w nich wszystko i miłość życia i miłość bliźnich...

 

Signaghi5 (powiększenie)

"Na dniach" w Signaghi zacznie się winobranie, fot. autor

 

Dzień się kończy. Trzeba wracać do pokoju i iść spać...

 

gekon2010 

Przejdź do części 5

 

Dodano: 06.09.2012 18:35
Ostatnia aktualizacja: 15.11.2018
Miejsce: Gruzja

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.