Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Musztardowa Hawana w Gruzji - Tbilisi część 2

 

Budzi nas deszcz. Wczoraj spróbowałem czaczy gospodarza (mocny winogronowy samogon. Ten, którym mnie ugoszczono miał 75 % alkoholu), ale czuję się doskonale. Nie ma jak to naturalna, ekologiczna produkcja. Jemy śniadanie, trochę rozmawiamy z córką właścicieli i ruszamy w miasto. 

 

Przy Moście Pokoju jest dolna stacja kolejki linowej, którą dostać się można do twierdzy Narikala. Za wjazd płacimy 1 lari. Wcześniej należy kupić za 2 lari plastikową kartę, która po doładowaniu pozwala przemieszczać się tbiliskimi środkami komunikacji (kolejka, metro, autobusy, busy). Przed wyjazdem można ją oddać i odzyskać pieniądze. Pamiętać jednak trzeba o zachowaniu rachunku oraz o tym, by kartę zwrócić przed upływem 30 dni od jej zakupu. Przejazd na gapę kosztuje tutaj 15 lari, lepiej przeznaczyć je na przyjemności, na przykład kąpiel i masaż w miejscowych łaźniach. Komunikacja tutaj fajnie promuje osoby, które nią jeżdżą. Polega to na tym, że pierwszy przejazd każdego dnia kosztuje 50 tetri (gruzińskie grosze), następny to wydatek rzędu 30 tetri, kolejny – 20 i za takie pieniądze jeździ się już do końca dnia. Mała rzecz, a cieszy. Ludzie są zachęcani do przemieszczania się transportem miejskim.

 

Starożytna twierdza Narikala zbudowana została w IV wieku przez Persów. Jednak to, co dziś możemy oglądać (a raczej ruiny tego co kiedyś istniało) powstało za rządów arabskich emirów w VIII w. W XIX w. potężna eksplozja wstrząsnęła mieszczącym się w twierdzy rosyjskim składem amunicji, zmiatając z powierzchni częśc twierdzy.

 

Twierdza Narikala (powiększenie)

Mury twierdzy Narikala, w tle Tbilisi, fot. autor

 

Teraz nad miastem górują całkiem sympatyczne ruiny pięknie podświetlone wieczorami. Wejście jest bezpłatne. Kupujemy wodę mineralną (1 lari za półlitrową butelkę) i czurczelę (3 lari). O ile woda nie wymaga wyjaśnień, to drugi punkt programu już tak. Są to  migdały, rodzynki i orzechy zatopione w syropie winogronowym i suszone na słońcu. Nazywana jest "gruzińskim snickersem". Pyszne, syte i zastępuje cały obiad. 

 

Czurczela (powiększenie)

Czurczela, czyli "gruziński snickers", fot. autor

 

W twierdzy spotykamy wycieczkę z Polski. Zresztą nasz język jest w Tbilisi często słyszany i po gruzińskim jest drugim w kolejności. Rozmawiamy chwilę z rodakami. Życzymy im dobrej podróży i podchodzimy pod Kartlis Deda. Matka Gruzja, bo taką nazwę nosi monument, z miłością spogląda na stolicę swojej ziemi. Żeby jednak bronić jej przed wrogiem trzyma w jednej dłoni miecz. Dla przyjaciół, w drugiej ma czarę wina. 20-metrowy monument wzniesiono w 1958 roku dla uczczenia 1500 lecia Gruzji. Jego autorem był Elgudża Amaszukeli.

 

Idąc na dół w kierunku Starego Miasta mijamy ormiański kościół św. Jerzego. Kobiety wchodzące do tutejszych świątyni muszą pamiętać o nakryciu głowy. Beatka bierze ode mnie Musztardową Hawanę i w ten sposób poddaje się wielowiekowej tradycji. A tak swoją drogą fajnie to wygląda. Wszystkie kobiety w chustach, a Beatka – w kapeluszu. Nikt w kościele nie zwrócił jej uwagi, że ma niestosowne nakrycie głowy – czyli wszystko było ok. Mężczyźni w szortach niech jednak nie liczą na wyrozumiałość tubylców. Po prostu najedzą się wstydu, ponieważ zostaną ze świątyni wyproszeni (jeżeli uda im się do niej w ogóle wejść). 

 

Kościół św. Jerzego (powiększenie)

Kościół św. Jerzego, nad nim wagoniki kolejki do twierdzy Narikala, fot. autor

 

Zrobiło się popołudnie. Gruzini zasiedli w knajpkach. My ograniczamy się do chaczapuri (ciasto ze słonym serem) za 2 lari. Pycha.

 

Zajadając podchodzimy do katedry Sioni. Pierwsza katedra, wzniesiona w VI i VII wieku, została zniszczona. Potem była jeszcze kilkakrotnie odbudowywana i restaurowana. To co dziś widzimy pochodzi z przełomu XI i XII wieku. Świątynia jest siedzibą katolikosa Eliasza II, czyli zwierzchnika Gruzińskiego Kościoła Prawosławnego. Wewnątrz, w sejfie, znajduje się krzyż św. Nino apostołki Gruzji, dzięki której kraj przyjął chrześcijaństwo za oficjalną religię w IV wieku. 

 

Jest niedziela. Przed katedrą młode pary czekają na ślub. Młodzi uśmiechnięci, pięknie ubrani ludzie. W kraju jest pokój, czas na miłość i wspólne przeżycie...życia. 

 

Katedra Sioni (powiększenie)

Katedra Sioni, fot. autor

 

W knajpce na Starym Mieście kupujemy coś do picia. Warto oglądać wręczane rachunki. Na niektórych dodane będzie 10 % napiwku. W takim przypadku nie miejcie wyrzutów sumienia i czekajcie na wydanie całej reszty. 

 

Idziemy dalej, mijamy siedzibę Patriarchatu Gruzji i po chwili przystajemy przy bazylice Anczischati na ulicy Szawteli. Niepozorny budynek jest najstarszym zachowanym kościołem w Tbilisi. Pochodzi z VI wieku, był wielokrotnie rekonstruowany (cegły i nadbudówka są z XVII wieku). Nazwę wziął od ikony z katedry Anchi w Klarjeti (dziś to Turcja), przywiezionej do Tbilisi w XVII wieku (obecnie tę ikonę można oglądać w muzeum sztuki). Gdy budowano ten stary kościół, w miejscu, gdzie za około 350 lat  książę poślubi czeską księżniczkę biegały jeszcze niedźwiedzie, wilki wyły do księżyca i ogólnie było raczej tak sobie. A tutaj proszę. Bazylika... Przed nią młodsza o 1000 lat dzwonnica. Sam nie wiem co lepiej wygląda...

 

Bazylika Anczischati (powiększenie)

Bazylika Anczischati, fot. autor

 

W bazylice odbywa się ślubna uroczystość. Słychać piękne głosy proszące Najwyższego o opiekę nad tymi, którzy zdecydowali, że resztę lat spędzą właśnie ze sobą. Parę metrów od świątyni znajdujemy wieżę zegarową Clock Tower. To najbardziej ekscentryczny budynek w mieście, jakby wyjęty żywcem ze starych baśni. Obok mieści się Tbilisi Marionette Theatre - ciekawy i popularny tu teatr marionetek.

 

Clock Tower (powiększenie)

Clock Tower, fot. autor

 

Wracamy inną drogą. Tbiliskie Stare Miasto wymaga generalnego remontu. Widzimy jednak, że nawet dzisiaj (niedziela) trwają prace z tym związane. Jesteśmy pewni, że najdłużej za kilka lat wszystkie domu tutaj będą odnowione.

 

Stare Miasto Tbilisi (powiększenie)

Na Starym Mieście można jeszcze zobaczyć takie widoki, fot. autor

 

Po drodze zaglądamy do synagogi. W środku (jakżeby inaczej) remont. Zbudowano ją na początku XX wieku, tak więc w porównaniu do innych widzianych dzisiaj wspaniałości jest szczeniakiem.

 

Synagoga w Tbilisi (powiększenie)

Tbiliska synagoga, fot. autor

 

Wracamy do hotelu. Kupujemy jeszcze owoce i wodę mineralną (za wszystko płacimy 16 lari, ale mamy pigwy, brzoskowinie, winogrona). Nie można powiedzieć, ale czujemy dzisiaj nogi, oj czujemy...

 

gekon 2010

Przejdź do części 3

 

Dodano: 03.09.2012 18:22
Ostatnia aktualizacja: 17.11.2018
Miejsce: Gruzja » Tbilisi

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.78
CHF
3.76
GBP
4.84
Średnie kursy, 18-11-1236
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.