Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Słowacja nie tylko zimą jest grzechu warta! cz. IV

 

11 lipca 2012 roku

 

Król Kazimierz Wielki jaki był, wszyscy wiemy. Od dziecka wbijano nam do głów, że zastał Polskę drewnianą, a zostawił murowaną. To wszystko prawda. Nie spisał się jednak "w temacie" instynktu państwowego. Nie zostawił prawowitego potomka, który dziedziczyłby koronę Królestwa Polskiego. Po jego śmierci w 1370 roku powstał, nazwijmy to umownie, "mały" problem. Otóż w swoim testamencie ten wielki król spadkobiercą do ziemi dobrzyńskiej, księstw sieradzkiego i łęczyckiego, kasztelanii  kruszwickiej i bydgoskiej oraz zamków w Złotowie, Wielatowie i Wałczu uczynił... adoptowanego wcześniej wnuka Kaźka Słupskiego. Wieszczono kolejny podział państwa, które wcale nie tak dawno przetrwało rozbicie dzielnicowe.

 

Królestwo na szczęście nie rozpadło się. Kaźko nie objął spadku. Na tron wstąpił Ludwik Węgierski, który dążył do zmian zasad dziedziczenia tronu polskiego, ustalonych w 1355 roku w Budzie. Chodziło o to, by mogła objąć go kobieta (jedna z jego córek, historycy uważają, że chodziło o Katarzynę). Polscy dostojnicy początkowo sprzeciwiali się temu. Jednak od czego są negocjacje?

 

17 września 1374 roku właśnie w Koszycach Ludwik zawarł porozumienie ze szlachtą, mocą którego jego córki otrzymały zgodę na sukcesję, a panowie polscy liczne przywileje. Między innymi król nie mógł pobierać nadzwyczajnych podatków na cele państwowe, z wyjątkiem dwóch groszy od łanu chłopskiego uprawianego i czterech groszy od dóbr klasztornych. Szlachta nie miała już obowiązku goszczenia władcy w swoich dobrach. Nie musiała również budować i naprawiać zamków (wyjątkiem była konieczność odbudowania umocnień granicznych i sytuacja, w której zgodę na budowę zamku wyrażał cały stan). Urzędy mieli sprawować tylko Polacy. Król musiał opłacić rycerzy biorących udział w wyprawach poza granice Królestwa, zobowiązał się także do ich wykupienia, gdyby zostali wzięci do niewoli. I tak Koszyce weszły na stałe do historii Polski...

 

Przewodnik po Koszycach

 

W hotelu mamy pokoik - jak to nazywam "na kurzej stopce" - czyli na samej górze, pod dachem. Budzę się około 7.00, biorę aparat i idę "na miasto". Do historycznego centrum mam kilkadziesiąt, no może kilkaset kroków. Koszyce wstały już jakiś czas temu. Ludzie spieszą się do pracy, robią zakupy, słońce coraz mocniej przygrzewa.

 

Koszyce1 (powiększenie)

To się nazywa wielokulturowość, Koszyce, widok na katedrę, fot. autor

 

Piękny jest miejski rynek. Gdyby popatrzeć nań z góry ma kształt wrzeciona. Jego środek wyznacza katedra św. Elżbiety. Budowano ją ponad 100 lat - od końca XIV do początków XVI wieku. Jest największą słowacką świątynią. Wewnątrz warto zobaczyć ołtarz św. Elżbiety, grobowiec Franciszka II Rakoczego, kręcone podwójne gotyckie schody. Przy katedrze stoi Teatr Państwowy. Wzniesiono go według projektu Adolfa Langa.

 

Koszyce2 (powiększenie)

Teatr Państwowy w Koszycach, fot. autor

 

Pierwsza premiera miała miejsce w 1889 roku. Pomiędzy nim, a kościołem położone są grająca fontanna, która w dzień gra, a wieczorami rozbłyska wszelkimi możliwymi kolorami  oraz drzewo, które co godzinę rozbrzmiewa wydawaną przez 22 dzwony muzyką.  

 

Koszyce3 (powiększenie)

Na pierwszym planie grająca fontanna, za nią Teatr Państwowy, fot. autor

 

Za teatrem zauważam kolejną fontannę (tym razem udekorowaną na brzegu znakami zodiaku) i Słup Morowy poświęcony Najświętszej Marii Pannie. Pochodzi z 1723 roku, zdobią go barokowe rzeźby. 

 

Koszyce4 (powiększenie)

Słup morowy i zdobiąca go jedna z rzeźb, fot. autor

 

Przechodzę na drugą stronę placu. Zaglądam w koszyckie zaułki. Podwórka kamienic przypominają te w Krakowie. Fajnie zapuścić się w takie miejsca. Nagle znika gdzieś uliczny gwar i ciągły pośpiech, nie wiadomo właściwie do czego nas prowadzący. Gonimy w tym naszym życiu, gonimy, a dla każdego z nas meta jest ta sama...i żeby było ciekawiej wiemy o niej z chwilą naszych narodzin.

 

Koszyce5 (powiększenie)

Jedno z koszyckich podwórek, fot. autor

 

Na ulicy Zvonarskiej natykam się na najstarszą miejską synagogę. Pochodzi z 1883 roku. Dzisiaj prowadzone są w niej prace remontowe. 

 

Koszyce6 (powiększenie)

Koszyce, synagoga na ulicy Zvonarskiej, fot. autor

 

Czas wracać do hotelu. Idę po Beatkę i już razem ruszamy na śniadanie. Potem stały rytuał. Szybkie sprawdzenie, czy wszystko zabraliśmy (ze szczególnym uwzględnieniem mojej kamizelki, którą wczoraj dowożono mi z Wyżnych Ruszbachów – szczere podziękowania i niskie ukłony dla Martiny) i przejście z torbami do samochodu. 

 

Przy nim czeka na nas przewodnik, z którym już całą grupą ruszamy na spacer po Koszycach. Podchodzimy między innymi pod pomnik przedstawiający anioła trzymającego herb miasta.

 

Koszyce7 (powiększenie)

Anioł w Koszycach, fot. autor

 

Wchodzimy rzecz jasna do św. Elżbiety. Tuż przy niej postawiono wieżę św. Urbana – patrona winiarzy. Pod jej arkadami obejrzeć można płyty nagrobne, od gotyckich po barokowe. W wieży swoją siedzibę ma Muzeum Figur Woskowych.

 

Koszyce8 (powiększenie)

Wieża św. Urbana, fot. autor

 

Nieopodal, bliżej teatru znajdujemy zbudowany w 1681 roku kościół św. Trójcy.

 

Koszyce9 (powiększenie)

Kościół św. Trójcy, fot. autor

 

Także przy rynku stoi kamienica "Dom u Zlatého žobráka". A propos tej nazwy, to o nagrodę Złotego Żebraka walczą od 1995 roku w Koszycach lokalne telewizje. Jest to najstarszy i pierwszy do tej pory festiwal nadawców telewizyjnych, chyba najbardziej zbliżonych do społeczności, do których kierują swoją ofertę programową. Są i polskie akcenty. W  2002 roku zwyciężyła telewizja Wisła, zaś w 2009 Telewizja Katowice.  

 

Koszyce10 (powiększenie)

Dom u Zlatého žobráka, fot. autor

 

Przez rynek przechodzimy pod pomnik znanego węgierskiego pisarza, urodzonego w Koszycach – Sándora Máraia. Dalej przystajemy przed  kolejnym monumentem. Tym razem jest to Pomnik Maratończyka. Ktoś mógłby powiedzić – też  mi atrakcja... Tylko, że trzeba pamiętać, że koszycki maraton jest najstarszy w Europie. Pierwszy odbył się w 1924 roku. Dłużej niż tutaj na świecie biega się królewski dystans jedynie w Bostonie. Oficjalna nazwa imprezy to: Międzynarodowy Maraton Pokoju. Ciekawostką jest, że w 1961 roku zwyciężył tutaj Abebe Bikila – gość, który rok wcześniej zachwycił cały sportowy świat wygrywając boso maraton podczas Igrzysk Olimpijskich w Rzymie. W 1964 roku w Tokio dokonał jeszcze większej sztuki. Zwyciężył na kolejnej Olimpiadzie kilka tygodni po operacji usunięcia wyrostka robaczkowego. Coś takiego mógł zrobić tylko wspaniały sportowiec i silny mężczyzna. Niestety, na igrzyskach w Meksyku w 1968 roku, dzielny etiopczyk zszedł z trasy na 17 kilometrze...Pokonało go własne kolano...

 

Koszyce11 (powiększenie)

Pomnik Maratończyka, fot. autor

 

Po drugiej stronie ulicy widać budynek Muzeum Wschodniosłowackiego. Powstał w latach 1886 – 1889. Wchodzimy na ulicę Uniwersytecką i widzimy Więzienie Miklusza. Nazwa mówi wszystko.  W budynku obok mieszkał kat, który czasami musiał popracować. Wielbiciele Henryka VIII, widząc jednak w jaki sposób wykonywano najsurowszą karę, bardzo by się zdziwili. Anna Boleyn umierała by sobie tutaj...na siedząco. Ofiara nie kładła głowy na pieńku, tylko siedziała i od kunsztu kata zależało czy zginie szybko i w miarę bezboleśnie, czy też umrze w cierpieniach. 

 

Koszyce12 (powiększenie)

Więzienie Miklusza, fot. autor

 

Uff, dużo wrażeń i informacji. Żegnamy się z przewodnikiem i zmierzamy do siedziby Starego Ratusza. Mieści się przy rynku. Zbudowano go w drugiej połowie XVIII wieku. Po wejściu do bramy, po prawej stronie znajduje się Koszyckie Centrum dla Zwiedzających. Tutaj turyści otrzymają wszelką pomoc, w tym bezpłatne materiały. Na półkach również spory wybór pamiątek. Na szczęście nie są to foki, mewy i inne misie z napisem "Koszyce", tylko na przykład wyroby rzemieślnicze. Pomyślane to wszystko z głową.     

 

Koszyce13 (powiększenie)

Stary Ratusz, fot. autor

 

Do Starego Ratusza przyszliśmy nie bez powodu. W przyszłym roku Koszyce i Marsylia będą Europejskimi Stolicami Kultury. O projektach, które będą realizowane wtedy w Koszycach opowiadała nam Iveta Niňajova. Zaręczam Was, że będzie bardzo ciekawie.  

 

Koszyce14 (powiększenie)

Następny zaułek, fot. autor

 

Spotkanie dobiegło końca. Idziemy na obiad, a następnie biegniemy z Piotrem znaleźć jedną z ocalałych koszyckich synagog. Widzimy tylko ścianę frontową. Budynek powstał w latach 30. ubiegłego stulecia. Niestety, nie można wejść do środka. Trwają prace remontowe. Jan zapewnia nas, że w przyszłym roku na pewno będzimy mogli wszystko dokładnie obejrzeć. 

 

Koszyce15 (powiększenie)

Wejście do kolejnej koszyckiej synagogi, fot. autor

 

Zbieramy się przy busie i wyjeżdżamy z Koszyc. Fajne, ciekawe, przyjazne turystom miasto. Warto pobyć w nim jakiś czas i obejrzeć oferowane przez nie atrakcje. W przyszłym roku będzie ich jeszcze więcej niż teraz. Jeżeli więc planujecie kolejne wyjazdy, zaznaczcie w kalendarzu i na mapie Koszyce. Nie pożałujecie...

 

Koszyce16 (powiększenie)

Do zobaczenia Koszyce!, fot. autor

 

My tymczasem zmierzamy na południowy-wschód. W busie nastrój lekkiej głupawki. Wystarczy maleńki, głośno opowiedziany powód, by wszyscy gromko się śmiali. Jest to o tyle ciekawe, że obywamy się bez napoju izotonicznego zwanego na Słowacji piwem. Wniosek jest jeden. To nasze dobre myśli, które w tym akurat miejscu  uległy niesamowitej wręcz kumulacji...

 

Przystajemy na chwilę przy polu słoneczników. Widok niesamowity!

 

Słoneczniki (powiększenie)

Słowackie słoneczniki, fot. autor  

 

Wjeżdżamy do regionu, gdzie słowaccy winiarze robią tokaj. Tak to nie pomyłka! Region, gdzie powstaje to wspaniałe wino, to nie tylko Węgry, ale także Słowacja. Tokaj po prostu nie zna granic! W Polsce wino to niesłusznie wiązane jest tylko z naszymi bratankami (tymi od szabli i od szklanki). Nic bardziej mylnego. Słowacja ma również swój tokaj i po degustacjach w dwóch piwniczkach zapewniam Was, że jest wspaniały. W zależności od gatunku, ma świetny, głęboki smak. 

 

św. Urban (powiększenie)

Św. Urban zaprasza do...piwniczki, fot. autor

 

Centrum Tokajskiego Szlaku Winnego jest w Malej i Veľkej Tŕni, gdzie produkuje się dziesięć gatunków wina ze szczepów furmint, lipovina (lipowy liść) oraz  muskat żółty. Są naprawdę warte degustacji.

 

Tokaj1 (powiększenie)

Tokaj, fot. autor

 

Można dokonać tej czynności w jednej z kilku piwnic o głębokości 8-16 metrów, które pochodzą jeszcze z czasów wojen tureckich. Kiedyś służyły za kryjówki podczas wojen, dziś wypełnione są pokrytymi pleśnią (jest bardzo ważna w produkcji tego trunku) leżakującymi beczkami tokajskiego wina. 

 

Tokaj2 (powiększenie)

Właściciele winiarni Macik, fot. autor

 

Od miejscowych somelierów uczymy się sztuki degustacji. Siadamy przy długich ławach w zimnej piwnicy, jakieś 10 metrów pod ziemią (pamiętajcie o ciepłych ciuchach, jeśli tam schodzicie. Niektóre piwnice pożyczają ciepłe polary). Na stołach przekąski (żółty ser, bułeczki i kawałki boczku). Somelierka opowiada o słowackim tokaju i każdemu nalewa troszkę wina na spód kieliszka. Trzymać go trzeba za nóżkę, broń Boże za czaszę, bo niechcący zagrzejemy szlachetny napój i wtedy to już nie będzie to... Zakąszamy serkiem, płuczemy kieliszek wodą i degustujemy kolejne wino. W miarę kolejnych kieliszków robi się coraz weselej.  

 

Tokaj3 (powiększenie)

Beczki, a na nich roczniki..., fot. autor

 

Wreszcie kwaterujemy się w pensjonacie na terenie jednej z winnic. Jest basen, jaccuzi. Można sobie wziąć winko i popatrzeć na gwiazdy. Wokoło cisza i spokój. Czasami gdzieś w oddali słychać szczekanie psa. Głęboka wieś. Człowiek łapie się na tym, że ta cisza nie psuje wewnętrznego spokoju, wręcz przeciwnie wzmacnia go. 

 

Tokaj4 (powiększenie)

Butelka zachęcająco nie wygląda, jej cena zaczyna się jednak od kilkuset euro, ważne co jest w środku, fot. autor

 

Wreszcie idziemy spać. Powoli, nie spiesząc się. Nic i nikt przecież nas nie goni. Świat wokoło jest prosty i uporządkowany. Poprawianie go byłoby zbrodnią...Chwilo trwaj...

 

gekon2010

Przejdź do części V

 

Zobacz album

 

Dodano: 18.07.2012 17:37
Ostatnia aktualizacja: 22.11.2017
Miejsce: Słowacja » Region Koszycki » Koszyce

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.21
USD
3.58
CHF
3.62
GBP
4.75
Średnie kursy, 23-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.