Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2017
pn wt śr cz pt sb nd
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Podróże Musztardowej Hawany - północno-wschodnia Anglia - III

 

Po starciu z oczu resztek snu przekonujemy się, że nad Anglię nadciąga zapowiadany w telewizji niż. Na niebie jest więcej chmur niż słońca i błękitu. Trudno, zwiedzając trzeba być także przygotowanym na takie warunki (my jesteśmy).

 

Chwilę po śniadaniu przyjeżdża Ola i ruszamy w drogę. Musimy zatrzymać się przy jednym ze sklepów. Będzie okazja do zobaczenia cen. Przystajemy przy b&m i idziemy zrobić zakupy. Żólte sery, w zależności od wagi i gatunku, kosztują od 0,99 do 1,99 funta, wędlina w 100 gramowych opakowaniach od 0,59 do 1,09 funta, jaja (10 sztuk) - 1,39 funta, chleb pełnoziarnisty od 0,85 do 0,99 funta, paszteciki w opakowaniach po 75 gram - 0,39 funta, cider (napój) w butelce 0,66 litra - 1,29 funta, herbata ekspresowa 100 torebek - 0,89 funta, przyprawa do mięsa - 0,99 funta, czekolada Marmitte - 100 gram - 0,99 funta, sos miętowy - 0,39 funta, czerwone wino - 3,49 funta, piwo - w zależności od gatunku - 1,29 funta, 1,69 funta. W sieci Sainsbury's za bagietkę zapłaciliśmy 0,40 funta (kupowaliśmy ją wieczorem po przecenie, wcześniej kosztowała 0.79 funta, ale praktyczni Anglicy nie chcą trzymać towaru i potem wyrzucić, lepiej go taniej sprzedać - już widzę takie praktyki w kraju nad Wisłą), masło Lurpak - 250 gram - 1,60 funta, woda mineralna gazowana 2 litry - 0,17 funta, czteropak piwa - każda puszka po 0,5 litra - 4,49 funta.    

 

Dosyć tego liczenia. Zawozimy zakupy do domu Oli i ruszamy w drogę. Na dzień dobry, przez Filadelfię podjeżdżamy pod Penshaw Monument. To replika starej świątyni Hefajstosa w Atenach. Tu wzniesiona została w 1844 roku na wzgórzu o wysokości 136 metrów na cześć Johna Lambtona pierwszego hrabiego Durham i gubernatora Kanady żyjącego w latach 1792 - 1840.

 

Penshaw Monument1 (powiększenie)

Penshaw Monument, fot. autor

 

W jednej z kolumn znajdują się schody, którymi można wejść na górę budowli i podziwiać okolicę. Dzisiaj wejście na galerię jest zamknięte. Słońce jeszcze przedziera się przez chmury, ale widać, że niestety będzie tylko gorzej. 

 

Penshaw Monument2 (powiększenie)

Penshaw Monument, fot. autor

 

Podjeżdżamy na tereny pokopalniane. Piękne stawy, można łowić ryby. Wokoło ścieżki rowerowe i spacerowe. Trochę to przypomina nasz Górny Śląsk, na którym - co by nie mówić - terenów zielonych nie brakuje. Podobnie jest w niemieckim Zagłębiu Ruhry. 

 

Tereny pokopalniane (powiększenie)

Tereny pokopalniane, fot. autor

 

Oglądamy Cox Green. Spokojne ciche miejsce, gdzie ciszę łamie ptasi śpiew. Wiosna w pełni, zieleń wyzwala się z pąków. Na rzece łódki. Ola mówi, że swego czasu była tutaj przystań. Przewiezienie jednej osoby przez rzekę kosztowało 1 pensa. Ruch był, ponieważ dzieci tędy właśnie miały drogę na Penshaw. Dzisiaj brzegi spina wiszący most. 

 

Cox Green (powiększenie)

Cox Green, fot. autor

 

Oglądamy Victoria Bridge, kolejowy most zbudowany nad rzeką Wear. Dzisiaj już nie jeżdżą po nim pociągi. Oficjalnie został otwarty 28 czerwca 1838 roku. Tego samego dnia miała miejsce koronacja królowej Wiktorii i stąd nazwa budowli.

 

 

Pierwsze pociągi przejechały po nim dopiero w 1839 roku. Na rzece widać odpływ. Do samochodu wracamy przez park urządzony na dawnych terenach fabrycznych. 

 

Most Wiktorii (powiększenie)

Most Wiktorii, fot. autor

 

Ola narzuca ostre tempo. Parę minut i w miejscowości Washington zatrzymujemy się przed Washington Old Hall. Mieszkali tam przodkowie pierwszego prezydenta Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej George'a Washingtona.

 

Washington Old Hall1 (powiększenie)

Washington Old Hall, fot. autor

 

Budynkiem opiekuje się National Trust. To kolejna angielska organizacja turystyczna dbająca o ślady przeszłości. Ma charakterystyczne logo - liść dębu. Jeżeli ktoś chce odwiedzić posiadłość musi pamiętać, że jest to możliwe od niedzieli do środy (dom od 11.00 do 17.00, ogrody od 10.00 do 17.00 i herbaciarnia od 10.00 do 16.00). Właśnie jeszcze ogrody podziwiamy i jedziemy dalej ...

 

Washington Old Hall2 (powiększenie)

Washington Old Hall, fot. autor

 

Kolejny przystanek to ruiny opactwa Finchale Priory. Wzniesiono go w XII-XIII wieku. Miejsce to robi na nas piorunujące wrażenie. Czujemy się jakbyśmy cofnęli się o kilkaset lat.

 

Finchale Priory1 (powiększenie)

Finchale Priory, fot. autor

 

 

Wydaje się, że za chwilę wyjdzie zza rogu mnich i zaproponuje nam pielgrzymi poczęstunek. Długo tu chodzimy. Nie zwracamy uwagi na coraz gęściej padający deszcz. Obok ruin znajduje się pole campingowe. Tuż przy nim zakole rzeki. Wszystko wygląda wręcz nieprzyzwoicie uroczo...

 

Finchale Priory2 (powiększenie)

Finchale Priory, fot. autor

 

Dojeżdżamy do Lumley Castle. Ten XIV-wieczny zamek swoją nazwę wziął od sir Ralpha Lumleya, który przybył tutaj wraz ze swoją rodziną pod koniec XIV wieku. Dzisiaj jest luksusowym hotelem.

 

Lumley Castle1 (powiększenie)

Lumley Castle, fot. autor

 

Akurat ma się odbyć ślub. Spotykamy nienagannie ubranych ludzi - fraki, cylindry, piękne suknie, kapelusze jak z Ascot - taka brytyjska śmietanka wyjęta jakby żywcem ze starych filmów. Nie dziwi ich nasz absolutnie nie pasujący do podniosłości chwili strój, a jeśli nawet, to ukrywają to z iście przysłowiową angielską flegmą. Poza wnętrzami, oglądamy dziedziniec. Widzimy, że także dawne pokoje dla służby przystosowano dla gości hotelowych.

 

Lumley Castle2 (powiększenie)

Lumley Caste, droga do recepcji, fot. autor

 

Niż znad środkowej Anglii przyczłapał do nas i wygodnie się rozsiadł. Jedziemy do domu Oli i Piotra, by tego łotra (niż, oczywiście, nie Piotra) przeczekać. Niestety, czekanie aż front atmosferyczny okaże się bardziej litościwy dla nas niż Henryk VIII wobec Anny Boleyn nie przynosi rezultatu.

 

 

Wprawdzie głowy na szczęście ocaliliśmy, ale ze zwiedzania nici. Do późniego wieczora zostajemy u naszych przemiłych gospodarzy degustując miejscowe piwa. Wreszcie Ola (nie pijąca) odwozi nas do mobil homu. Wiem, że może dla niektórych to nudne, ale mieliśmy kolejny wspaniały dzień. 

 

gekon2010

Przejdź do części IV

 

Dodano: 02.05.2012 15:47
Ostatnia aktualizacja: 18.09.2017
Miejsce: Wielka Brytania

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.28
USD
3.58
CHF
3.73
GBP
4.86
Średnie kursy, 19-09-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.