Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Pojezierze Drawskie - wielkanocna podróż 2012 - część 1

 

Powoli powstaje u nas nowa, świecka tradycja - każdego roku wyjeżdżamy na Wielkanoc poza dom. Nie inaczej było obecnie. Rodzice Beatki już od jakiegoś czasu szukali miejsca i z naszą bardzo minimalną radą zdecydowali, że odwiedzimy Pojezierze Drawskie i okolice.

 

Ruszamy w Wielki Piątek o 10.00. Pogoda - super. Świeci słońce, ale nie jest za gorąco. Ponieważ najważniejsze w naszym stadzie są cztery rude łapy trzymające ciało w takim samym kolorze, w pierwszej kolejności musimy kupić dla nich karmę. Znaczy dla tych łap. W drodze do sklepu przypominamy sobie, że nie wzięliśmy dla psa obroży przeciw kleszczom. Po zakupach musimy jeszcze raz zawinąć do domu po zapomnianą rzecz. Wreszcie naprawdę jesteśmy na trasie.

 

Na początku jest całkiem sympatycznie. Jedziemy drogą krajową numer 20, która do Żukowa jest równa i zapewnia dobry komfort jazdy. Takie same warunki mamy na drodze wojewódzkiej numer 211, którą dalej jedziemy w kierunku Kartuz. Dopiero przed tym miastem spotykamy dziury i łaty na jezdni - znak, że dalej już tak fajnie nie będzie. I rzeczywiście, po minięciu Kartuz (jak ktoś jest tutaj pierwszy raz musi koniecznie zobaczyć Rynek z kościołem św. Kazimierza i kolegiatę), wjeździe na kolejną drogę wojewódzką, lecz oznaczoną numerem 228 widzimy i ... czujemy zmiany. Nierówność goni nierówność, pobocze pokazuje zdradliwe dziury, widać w których miejscach droga była klejona. Na Kaszubach jeszcze leży śnieg. W Złotej Górze (wzniesienie o wysokości 235 metrów) przystajemy na krótki spacer. Bierzemy psa i schodzimy w dół w kierunku jeziora Wielkie Brodno.

 

Złota Góra (powiększenie)

Złota Góra, widok na amfiteatr i jezioro Wielkie Brodno, fot. autor

 

Mijamy pomnik Bojowników Bohaterów Ruchu Oporu Pomorza Gdańskiego i naszym oczom ukazuje się ... odwrócona go góry dnem łódź.

 

Złota Góra 1 (powiększenie)

Złota Góra, pomnik Bojowników Bohaterów Ruchu Oporu Pomorza Gdańskiego, fot. autor

 

Spokojnie. Nie doszło do żadnej katastrofy. To tylko scena, na której odbywają się plenerowe występy. Dno łodzi jest jej ... dachem. Kilkadziesiąt metrów dalej znajduje się nowo wybudowana stanica wodna.

 

Złota Góra 2 (powiększenie)

Złota Góra, stanica wodna, fot. autor

 

Jedziemy dalej. Na Kaszubach witają nas dwujęzyczne tablice. Polskie prawo zezwala na ich używanie mniejszościom posługującym się językiem regionalnym, a język kaszubski właśnie do takich jest zaliczany. Przypominam sobie podobne tablice na odwiedzanej w ubiegłym roku Sejneńszczyźnie i pojąć nie mogę dlaczego z podobnego prawa nie może korzystać polska mniejszość na Litwie. Cóż, widocznie Litwini leczą także w ten sposób swoje narodowe kompleksy.

 

Dwujęzyczna tablica (powiększenie)

Dwujęzyczne tablice na Kaszubach nikomu nie przeszkadzają, ot standard demokratycznego państwa, fot. autor

 

Kolejny przystanek robimy w Sulęczynie. Zatrzymujemy się w centrum przed kościołem Świętej Trójcy. Ta neogotycka budowla postawiona została w XIX wieku. Do środka wchodzą wierni, którzy czują potrzebę pomodlenie się przed grobem Chrystusa. Wielki Piątek to jedyny dzień w roku, kiedy w kościele katolickim nie jest odprawiana msza święta. Moja babcia mawiała, że wtedy do kościołów ruszali najwięksi grzesznicy, żeby poleżeć w nich krzyżem i wyznać przed Panem swoje winy. Sulęczyno to także miejsce, gdzie co roku odbywa się festiwal Jazz w Lesie. Przyjeżdżają nań największe gwiazdy polskiego i światowego jazzu. W tym roku odbędzie się w dniach 27 i 28 lipca. Scena ustawiona jest nad brzegiem jeziora, a nocne jam sessions zbudowały legendę imprezy.

 

Sulęczyno (powiększenie)

Sulęczyno, kościół Świętej Trójcy, fot. autor

 

Jedziemy dalej drogą wojewódzką numer 228. Stan nawierzchni - fatalny. Jedyną rekompensatą są wspaniałe widoki. Gdyby tak wyremontować tę drogę, zrobić ścieżkę rowerową - wszyscy by na tym skorzystali. To przecież tak oczywiste, że aż banalne. Jest infrastruktura, są goście, są pieniądze, ludzie płacą podatki, Państwo i obywatele są zadowoleni. Widocznie w województwie pomorskim co niektórzy potrzebują na to jeszcze trochę czasu.

 

Niestety, musimy zatankować. Litr bezołowiowej 95 - 5,88 zł. To powinno wystarczyć za cały komentarz.

 

Wjeżdżamy do Bytowa. Beatka zatrzymuje samochód przy zamku. A ja robię krótki spacer. Poza wzniesioną przez Krzyżaków pod koniec XIV i na początku XV wieku warownią podziwiam rynek i stojące przy nim kamieniczki. Podchodzę jeszcze pod stojącą nieopodal wieżę dawnego kościoła św. Katarzyny, robię zdjęcia i do samochodu. Bytów jest dobrze oznakowanym miastem, przejazd przez nie nie powinien nastręczać żadnych kłopotów.

 

Bytów (powiększenie)

Zamek w Bytowie, fot. autor

 

Droga krajowa numer 20 za Bytowem na większości odcinków przedstawia obraz nędzy i rozpaczy. W Tuchomiu sytuacja na chwilę poprawia się. Jedziemy wreszcie po równym asfalcie. Nie ma jednak tak dobrze. Znowu zaczyna się mordęga. Sytuacja uspokaja się około 15 kilometrów przed Miastkiem, kiedy duch drogi krajowej numer 20 znowu podarował nam nawierzchnię po której mogliśmy jechać nie myśląc z trwogą o amortyzatorach.

 

Miastko podczas II wojny światowej zostało praktycznie całe zniszczone. Ocalały jedynie kościół pochodzący  z pierwszej połowy XVIII wieku, kilka kamienic i ratusz. My zatrzymujemy się na chwilę przy kościele. Dajemy pić psu i ruszamy w dalszą drogę.

 

Miastko (powiększenie)

Miastko, kościół Najświętszej Marii Panny Wspomożenia Wiernych, fot. autor

 

W Białym Borze cud ekonomiczny. Litr benzyny 95 - 5,65 zł. Jadąc dalej na zachód trzeba jednak bardzo uważać. I to nie tylko na ceny paliwa, które kilka kilometrów za Białym Borem wracają do poziomu 5,80 - 5,90 zł. Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę na stan nawierzchni. Koleiny, wyboje, osypujące się pobocze - czyli wszystkie koszmary kierowcy razem wzięte. Uważajcie tutaj.

 

Od Gwdy Małej do Gwdy Wielkiej mamy chwilę odpoczynku. Nawierzchnia jest w porządku. Potem standard - czyli walka o życie. Przed Marcelinem droga wygląda lepiej, by dalej spowodować zaostrzenie koncentracji kierowców.

 

Uff. Z takimi to przygodami dojechaliśmy do Szczecinka. To, liczące około 40 000 mieszkańców miasto, uznawane jest za stolicę regionu. Parkujemy w centrum i robimy sobie spacer. Wychodzimy na plac Wolności. Tutaj znajduje się szczecinecki ratusz (zbudowany w 1852 roku).

 

Szczecinek (powiększenie)

Plac Wolności w Szczecinku i ratusz (budynek z czerwonej cegły), fot. autor

 

Ulicą Zamkową przechodzimy pod budynek XIX-wiecznego szachulcowego spichlerza. W pobliżu swoją prawie 80 metrową wieżę pokazuje neogotycki, wzniesiony w pierwszej dekadzie XX stulecia, kościół Narodzenia Najświętszej Marii Panny. Przy ulicy Ordona XIX- wieczne wille i kamienice. Generalnie Szczecinek wart jest by podczas podróży poświęcić mu więcej czasu. Urocze miejsce.

 

Szczecinek 2 (powiększenie)

Szczecinek, szachulcowy spichlerz w centrum miasta, fot. autor

 

Za miastem mamy trochę odpoczynku. Duch drogi krajowej numer 20 stwierdził, że teraz będzie miły i podarował nam równą, pozbawioną niespodzianek, nawierzchnię (trochę się na nas pogniewał za Sitnem, ale nie jest źle). Na moment zatrzymujemy się w miejscowości Jeleń. Powodem takiej decyzji jest szachulcowy XVIII-wieczny kościół.

 

Jeleń (powiększenie)

Jeleń, XVIII wieczny szachulcowy kościół, fot. autor

 

W Krągach, gdzie zjechaliśmy z krajówki, podziwiamy ryglową zbudowaną pod koniec XIX wieku świątynię. Stamtąd jedziemy do Bornego Sulinowa.

 

Krągi (powiększenie)

Kościółek w Krągach, fot. autor

 

Słynna to miejscowość. Przed II wojną światową upodobał ją sobie Wehrmacht, a po niej Armia Sowiecka. W przewodniku po Pojezierzu Drawskim, wydanym w 1986 roku, autor wspomina o niej jeden raz, tylko po to, by wskazać geograficzne położenie jeziora Pile. Nie ma się zresztą co dziwić. Prawie wszystko było wówczas ściśle tajne, łamane przez poufne. Po wyjściu Armii Sowieckiej z Polski do Bornego Sulinowa zaczęli zjeżdżać ludzie z całej Polski. Niektórzy po to, by zacząć tutaj zupełnie nowe życie. Patrząc na to jedno z najmłodszych polskich miast myślę, że się udało. Są oczywiście widoczne pozostałości po poprzednich gospodarzach, ale wiadomo, że kilkudziesięciu lat natychmiast nie sprzątnie się. Jeszcze do Bornego Sulinowa wrócimy. Dzisiaj zatrzymujemy się przed "cmentarzem z pepeszą".

 

Borne Sulinowo 1 (powiększenie)

Borne Sulinowo, cmentarz z pepeszą, fot. autor

 

Oficjalna nazwa nekropolii to Cmentarz Żołnierzy Północnej Grupy Wojsk Federacji Rosyjskiej i Członków Ich Rodzin w Bornem Sulinowie. Wśród prawie 350 grobów w około 150 spoczywają niezidentyfikowane ciała.

 

Spotykamy się z mamą i tatą Beatki przed Urzędem Miasta i Gminy. Pies z radości mało nie wyrwał pasów bezpieczeństwa. Chwilę rozmawiamy i jedziemy dalej. Mamy jeszcze do pokonania około 80 kilometrów. Do Łubowa dojeżdżamy całkiem sympatyczną drogą. Tam musimy z powrotem wjechać na drogę krajową numer 20.

 

Borne Sulinowo 2 (powiększenie)

Borne Sulinowo, Urząd Miasta i Gminy, fot. autor

 

Na niebie pojawiają się pierwsze chmury. Dobrze, że na drodze nie ma praktycznie ruchu. Jesteśmy tym trochę zdziwieni. Było nie było droga krajowa. Widocznie kierowcy wolą inne. W Słomczynie wita nas trochę dziur w jezdni. Wjeżdżamy do gminy Złocieniec i od razu mamy gorszą drogę. Dziury, koleiny, osypujące się pobocze. Czy naprawdę nie można tego wreszcie wyremontować?

 

Mijamy Złocieniec. Gdybyście przejeżdżali przez to miasto, zwróćcie uwagę na drogowskazy. Jest wprawdzie dobrze oznakowane, ale trzeba trochę pokręcić kierownicą.

 

W Drawsku Pomorskim skręcamy w drogę wojewódzką numer 173 (kierunek Kołobrzeg, Połczyn-Zdrój). Jej jakość, jak chyba większości dróg wojewódzkich w Polsce, czyli dziury, drzewa na poboczu i zwiększona uwaga.

 

Nic się nie zmienia po wjechaniu w Zarańsku na drogę wojewódzką numer 162, którą jedziemy w kierunku Świdwina. W miejscowości Brzeżno skręcamy w prawo i po przejechaniu dwóch kilometrów jesteśmy u celu podróży, czyli w Rzepczynie.

 

gekon2010 

 

Dodano: 12.04.2012 16:43
Ostatnia aktualizacja: 15.11.2018
Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.