Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Lizbona, Paryż, Warszawa – czyli trzy stolice w jeden dzień

 

 

Około godziny  5.00 pobudka. Myjemy się, wrzucamy coś na ząb i idziemy do autobusu. Możemy jeszcze skorzystać z biletów wieloprzejazdowych. Kierowca w autobusie nie każe nam dopłacać do bagażu, ale z tego co wiemy, to on „w tym temacie” jest panem i władcą. Jeżeli powie Wam, że trzeba dopłacić, to... trzeba.

 

Na lotnisku jesteśmy po 6.00. Podchodzimy do naszego punktu odpraw. Jest już długa kolejka. Czekamy cierpliwie. Wreszcie możemy nadać bagaż. Okazuje się, że musimy się przepakować. W jednej sztuce bagażu mamy za dużo rzeczy. Pamiętajcie, że większość linii lotniczych podniosła wprawdzie dopuszczalny limit bagażu rejestrowanego, ale teraz bezwzględnie przestrzegają zasady zgodnie z którą nie może on ważyć więcej niż zostało przyjęte. W ten sposób kończą się czasy,  kiedy w przypadku rodziny dodawano wagę toreb, a potem dzielono przez  liczbę osób, które leciały. Jeżeli średnia wychodziła poniżej limitu, leciał bez dopłaty i bagaż który ważył 25 kilogramów i ten, który ważył 14 (średnia była poniżej 20 kg).

 

Przechodzimy przez bramki. Tuż przed nami małe zamieszanie. Przed Beatką bagaż podręczny prześwietlano jakiemuś gościowi, który szybko został zabrany przez obsługę lotniska do wyjaśnienia. Widocznie było tam coś, co wydało się podejrzane. No, cóż bezpieczeństwo najważniejsze. Nawet jak podejrzenia okazały się tylko podejrzeniami trzeba postępować zgodnie z ustanowionymi regułami. Na początku zamieszania paru postawnych facetów stanęło przy Beatce, a jeden z nich zapytał ją, czy wskazany bagaż jest jej. Kiedy stwierdziła, że nie, zajęli się właściwą osobą.

 

Z Lizbony wylatujemy z kilkuminutowym opóźnieniem. Nie jest nam dane popatrzeć na miasto. Samolot skręca na północny wschód i leci do Paryża. Po 11.00 lądujemy na podparyskim Aéroport Roissy Charles de Gaulle. Przed terminalem przystajemy przed informacją turystyczną. Mamy kilka godzin. Po co więc mamy bez sensu siedzieć na lotnisku, jeśli możemy popatrzeć trochę na Paryż. Pani z informacji radzi nam byśmy kupili jednodniowe karty Paris Visite. Dzięki nim możemy przejechać do centrum miasta i poruszać się w 6 strefach ( zonach)  komunikacyjnych. Na tym nam najbardziej zależy, żeby jak najszybciej przemieszczać się po mieście. Za jedną kartę płacimy 19,60 euro. Wbrew pozorom nie jest to drogo. Sam dojazd kolejką do centrum Paryża (linia RER B) kosztuje 9,10 euro. A tak możemy jeździć praktycznie bez ograniczeń.

 

Do stacji St. Michel – Notre Dame jedziemy około 30 minut. Z podziemi wychodzimy prosto na katedrę. To jeden z symboli miasta. Jej budowa trwała około 200 lat. Zakończono ją w połowie XIV wieku. Wchodzimy do środka i dopiero tam czuję wielkość  świątyni. Wspaniałe witraże, rozeta. Wszystko robi potężne wrażenie. Budowla godna wielkości Francji.

 

Paryż1 (powiększenie)

Katedra Notre Dame, fot. autor

 

Spacerujemy nad Sekwaną. Oglądamy budki bukinistów. Następnie wracamy na stację St. Michel – Notre Dame i wsiadamy do kolejki, która zawozi nas do stacji Champ de Mars Tour Eiffel.

 

Paryż2 (powiększenie)

Kramy bukinistów nad Sekwaną, fot. autor

 

Wieża Eiffla. Tyle razy widziałem ją w czasopismach, na zdjęciach przyjaciół, w filmach. Teraz mam okazję zobaczyć ją na własne oczy. Robi imponujące wrażenie. Pomyśleć, że miała być po 20 latach rozebrana. . Jej budowa spotkała się z głosami sprzeciwu paryskiego środowiska artystycznego.  Na szczęście tak się nie stało. Mało kto wie, że jej pomysłodawcami byli dwaj pracownicy w biurze Gustawa Eiffla, który odkupił od nich prawa autorskie. Dzisiaj dla większości ludzi jest pierwszym miejscem, o którym pomyśli się, kiedy ktoś mówi o stolicy Francji. Idziemy na Pole Marsowe. Ze spotkanymi Włochami wymieniamy się aparatami fotograficznymi i robimy sobie nawzajem zdjęcia. Pod wieżą wielobarwny tłum. Jest piękna, słoneczna pogoda, wszyscy uprzejmi, uśmiechnięci i zadowoleni.

 

Paryż3 (powiększenie)

Nie ma jak to wspólna fotografia

 

Słychać język polski i to dosyć często. Fajnie, że Polacy mają możliwość zwiedzania praktycznie całej Europy. Jak sobie przypomnę jak to 25 lat temu człowiek starał się o paszport, który zaraz po podróży musiał oddać do Urzędu Paszportowego, to dochodzę do wniosku, że wolność do podróżowania jest jedną z najważniejszych jaką człowiek posiada. Wiążą się z nią i wolność słowa i wolność wyboru.

 

Do stacji metra Bir-Hakeim prowadzi nadrzeczna promenada. Po drodze jesteśmy zaczepiani przez graczy oferujących nam grę w „trzy karty”. Nie zwracamy na nich uwagi i Wam radzimy robić to samo, pomimo tego, że czasami okrzyki nie są miłe.

 

Paryż4 (powiększenie)

Pont d'Iéna, fot. autor

 

Wsiadamy do metra numer 6 i dojeżdżamy do Łuku Triumfalnego położonego na  Place Charles de Gaulle. Jego budowę rozpoczęto za czasów cesarza Francuzów Napoleona Bonaparte w 1806 roku, a ukończono trzydzieści lat później. Miał być hołdem dla tych, którzy walczyli i zginęli za Francję podczas rewolucji i czasów Napoleona. Pod nim znajduje się Grób Nieznanego Żołnierza. To stąd w każdą rocznicę zdobycia Bastylii ruszają wojskowe defilady. Ciekawe, że wśród wyrytych nazwisk oficerów armii napoleońskiej jest 7 Polaków. Na pamiątkę zwycięstw wymieniono między innymi Gdańsk, Ostrołękę, Pułtusk i Lidzbark Warmiński (na płycie znajduje się niemiecka nazwa Heilsberg, czemu nie ma się co dziwić, miasto zostało włączone do Polski w 1945 roku).

 

Paryż5 (powiększenie)

Łuk Triumfalny, fot. autor

 

Beatka zaprasza do kafejki na Champs-Élysées. Zanim jednak siądziemy patrzymy na cennik. Nie żebyśmy nie mieli pieniędzy, ale ceny – ho, ho. Szklanka soku – 7 euro, piwo 0,25 l – 7,20 euro. Idziemy do znajdującego się tuż obok sklepu. Kupujemy bagietkę i  jakieś napoje. Za wszystko płacimy około 5 euro. W sklepie są stoliki, można przy nich stanąć i spokojnie zjeść, to za co się przed chwilą zapłaciło. Nikt nie zwraca uwagi na to co robisz (o ile oczywiście nie łamiesz prawa). Sprzedawca w sklepie z uporem mówi do nas do francusku, Beatka z nie mniejszym zacięciem używa angielskiego. Wreszcie jego kumpel mówi mu o co chodzi, a ten dopiero wtedy przechodzi z mowy Moliera na mowę Szekspira. Okazuje się facet świetnie zna angielski, a francuskiego używa dla zasady.

 

Tą samą drogą wracamy na St. Michel – Notre Dame. Na stacji wsiadamy w RER B i jedziemy na lotnisko. Tutaj rada. Patrzcie na wyświetlacze na dworcach, czy skład rzeczywiście jedzie na lotnisko. Może to być RER B, ale jechać będzie na Mitry Claye, skąd trzeba wracać do stacji Aulnay sous Bois i tam przesiąść się także na RER B, ale taki, który rzeczywiście zawiezie nas tam gdzie chcemy. Przy deficycie czasu można się nieźle naciąć. Kolejki jeżdżą dosyć często. Lepiej od razu wsiąść do właściwej.

 

Paryż6 (powiększenie)

Champs-Élysées, fot. autor

 

Na lotnisku jesteśmy około 18.00. Bez problemów przechodzimy przez bramki bezpieczeństwa (ochrona ma tutaj tylko jeden problem -  czy mamy w podręcznym bagażu płyny. Jeśli tak, nie liczcie na to, że was z nimi przepuszczą).

 

Samolot do Warszawy mamy o 19.00. Na pokład jesteśmy wpuszczeni około 19.30. Kiedy wszyscy już wygodnie usiedli okazało się, że czekamy na grupę polskich turystów lecących z Meksyku. Wreszcie są. Jednak ciągle nie startujemy. Kapitan informuje nas, że musimy jeszcze czekać na bagaże „Meksykanów”. W samolocie wzrasta zniecierpliwienie, a ja zaczynam zastanawiać się, czy zdążymy na autobus do Trójmiasta. Około 21 startujemy. Lot mamy spokojny. Przed 23 lądujemy na lotnisku w Warszawie. Przez kilkanaście minut nie możemy ruszyć się ze swoich miejsc, bo obsługa lotniska chyba uparła się, żeby nie podstawiać rękawa. Wreszcie jest. Prawie biegniemy do hali przylotów. Bierzemy bagaż i ruszamy po taksówkę. Łapiemy ją dosyć szybko i jedziemy na stację Wilanowska. Tam stoi już autobus do Gdańska. Uff, udało się. Jakoś usiedliśmy i możemy jechać.    

 

Po 5 rano następnego dnia wysiadamy przy pętli  tramwajowej w Oliwie. Czeka na nas Tomek. Pakujemy bagaże, wsiadamy do samochodu i jedziemy do domu. Po kilku godzinach odbieramy psa z hotelu. W chwili, w której usłyszeliśmy szczekanie Moccy,  nasza podróż zakończyła się. 

 

gekon2010

 

Czytaj dalej

 

 

Dodano: 16.11.2011 17:12
Ostatnia aktualizacja: 01.11.2018
Miejsce:

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.