Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2018
pn wt śr cz pt sb nd
29 30 31 1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 1 2
3 4 5 6 7 8 9

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika gekon2010

Portugalia, Portugalia – środa, czyli stadiony i złodziejska ballada

 

Wczoraj dostaliśmy trochę w kość. Dlatego śpimy dłużej niż zazwyczaj. Czas jednak wstać z łóżka i ruszyć  w dalszą podróż po mieście. Szybkie śniadanie i wychodzimy na przystanek autobusowy. Stamtąd jedziemy na lotnisko. Z Marquês de Pombal dojedziecie tam liniami: 22, 44, 83, 91 i 745. My wsiadamy do ostatniego z nich. Na miejscu jesteśmy po około 30 minutach. Odprawiamy się elektronicznie w kiosku Air France, drukujemy bilety i możemy wreszcie ruszyć do miasta. Jeszcze na lotnisku, w punkcie informacji turystycznej próbuję zdobyć plan lizbońskiej komunikacji. Niewykonalne. Przepraszają, ale nie mają.  

 

Marques de Pombal (powiększenie)

Pomnik Marquês de Pombal, fot. autor

 

Autobusem przejeżdżamy jeden przystanek na Praça Aeroporto. Tam czekamy na przyjazd linii 750. Nim jedziemy do Campo Grande i wysiadamy obok stadionu jednego z dwóch wielkich piłkarskich klubów Lizbony, czyli przy Estádio José Alvalade XXI. Wzniesiono go na Mistrzostwa Europy w Piłce Nożnej, których gospodarzem Portugalia była w 2004 roku. Może pomieścić około 50 000 widzów. Stadion ma ciekawą architekturę, wyróżnia go falujący dach, który wspaniale widać przy podchodzeniu do lądowania. W środku, wokół trybun, między innymi sklep z klubowymi pamiątkami (uwaga fani Sportingu: nie można tam fotografować) i hipermarket. Obchodzę stadion dookoła. Niestety wejścia na trybuny są zamknięte. Być może wiąże się to z tym, że jutro Sporting gra mecz w Lidze Europy z Lazio Rzym. Trudno.

 

Sporting (powiększenie)

Lizbona, stadion Sportingu, fot. autor

 

Idziemy z Beatką na stację metra Campo Grande. Stamtąd żółtą linią dojeżdżamy do stacji Saldanha (kierunek Estação  Rato), tam przesiadamy się w linię czerwoną i na następnej Estação São Sebastião wskakujemy do niebieskiej linii jadącej w kierunku Amadora Este. Wysiadamy na przystanku Colégio Militar /Luz. Stamtąd, przez centrum handlowe wychodzimy przed stadion jednego z najbardziej rozpoznawalnych piłkarskich klubów na świecie, czyli Benfiki Lizbona.

 

Benfica1 (powiększenie)

Tunel, którym kibice Benficy idą na mecze, fot. autor

 

Estádio da Luz był gruntownie przebudowany na wspomniane już przeze  mnie europejskie święto piłki nożnej w 2004 roku. Liczba miejsc zmalała z około 100 000 do 65 000. To tutaj doszło do jednego z najbardziej spektakularnych wydarzeń w historii tej imprezy, czyli zwycięstwa 1:0 Grecji nad Portugalią w finale rozegranym  4 lipca 2004 roku.

 

Benfica2 (powiększenie)

Stadion Benficy, fot. autor

 

Można wejść na trybuny i porobić trochę zdjęć. Czas – długość papierosa pani, która nam na to pozwoli. Cena – 2,50 euro (otrzymuje się bilet wstępu, nie ma żadnych numerów z dawaniem pieniędzy poza kasą fiskalną). Trybuny stadionu robią wrażenie. Wystarczy przymknąć oczy i od razu słychać meczowy tumult. Pani i Beatka wymieniają poglądy na temat facetów, którzy kochają piłkę nożną prawie tak mocno jak swoje drugie połowy. Zapraszam przemiłą mieszkankę Portugalii na przyszłoroczne Mistrzostwa Europy w Polsce, co spotyka się z uśmiechem.

 

Przy wejściu na trybuny oglądamy popiersie węgierskiego piłkarza – Miklósa "Miki" Fehéra, który podczas meczu ligowego z Victorią Guimarães zmarł wskutek wady serca. Na szyi piłkarza wisi szalik węgierskiej federacji piłkarskiej, a w stojącej tuż obok gablocie pokazano strój, w którym grał po raz ostatni. Od tego czasu nikt w Benfice nie zagra już z numerem 29. Klub zastrzegł go.

 

Benfica3 (powiększenie)

Stadion Benficy. Popiersie ku czci Miklósa "Miki" Fehéra, fot. autor

 

Przed stadionem pomnik największego piłkarza w dziejach klubu, czyli Czarnej Pantery (Pantera Negra) lub Czarnej Peły (Pérola Negra). Ci z Was, którzy chociaż trochę znają historię światowej piłki nożnej, wiedzą, że piszę o Eusébio da Silva Ferreira. Legenda sportu. W 64 meczach w reprezentacji Portugalii strzelił 41 bramek. W swej bogatej karierze miał pokonać bramkarzy przeciwnej drużyny ponad 700 razy. Ikona Benficy. Do dzisiaj włodarze klubu liczą się z jego zdaniem.

 

Benfica4 (powiększenie)

Staram się złapać strzał "Czarnej Pantery", fot. autor

 

Wracamy do metra. Wsiadamy w niebieską linię i jedziemy do stacji Restauradores. Stamtąd podchodzimy do Elevadora de Santa Justa. Chcemy popatrzeć jeszcze na Baixę z góry. Może już niedługo będziemy mogli tutaj wrócić? Nie wiem jak Beatka, ale ja bardzo, bardzo bym chciał.  

 

Elevador de Santa Justa (powiększenie)

Jeden z tarasów przy Elevadorze de Santa Justa, fot. autor

 

Noga za nogą przechodzimy na Rossio. Na nim tłumy młodzieży. Domyślamy się, że jesteśmy świadkami uczniowskiej inicjacji, czegoś w rodzaju otrzęsin. Wstępujący do grona nazwijmy to „oświeconych” muszą wykonać jakieś zadania,  na przykład mierzyć  wcale nie małą odległość monetą o nominale 1 euro, albo wejść w ubraniu do lizbońskiej fontanny.

 

Siadamy przy jednej z nich. Beatka prosi mnie bym sprawdził coś w przewodniku. Wyjmuję książkę, stawiam plecak przy lewej nodze i … za chwilę już go nie czuję. Patrzę w bok i dwa metry od siebie widzę bezczelnie patrzącego mi w oczy, jak to się teraz poprawnie mówi afroamerykanina (w dzieciństwie uczyłem się wiersza o murzynku Bambo i jakoś nie stałem się przez to rasistą). Gość ma przy swojej nodze mój plecak. Szybko zabieram z powrotem moją własność, facet w tym momencie znika mi z oczu. No, cóż miał pecha. A ja, gdyby udało mu się mnie okraść, mógłbym mieć pretensje tylko do siebie. I nie chodzi nawet o  aparat fotograficzny. To tylko rzecz. Ale mieliśmy już wydrukowane bilety lotnicze i musielibyśmy wszystko od nowa załatwiać na lotnisku. Kradzież zresztą bardzo by nam popsuła humory. Dlatego musicie podczas pobytu w dużych miastach (nie tylko w Lizbonie) w każdej chwili uważać. Nie wiem co mnie podkusiło, że położyłem plecak przy nodze, zamiast między nimi. Mój błąd mógł nas drogo kosztować. Rzeczywiście, okazja czyni złodzieja.

 

Dominikanie. Lizbona (powiększenie)

Lizbona, kościół św. Dominika, fot. autor

 

Mijamy kościół Dominikanów i wchodzimy na Rua das Portas de Santo Antão. Idziemy nią około 200-300 metrów i znajdujemy czwarty lizboński elevador. Jest to Elevador do Lavra. Otwarto go 19 kwietnia 1884 roku. Ten dzisiejszy zabytek techniki zaprojektował Raoul Mesnier du Ponsard. Pojazdy jadą wąską ulicą. Kiedy mijają się, dorosły miałby problem z przejściem przy ścianie budynku. Bilet za przejazd kosztuje 3,50 euro w jedną stronę. My oczywiście cały czas korzystamy z wieloprzejazdówek i nie musimy przepłacać.

 

Elevador da Lavra1 (powiększenie)

Lizbona. Elevador da Lavra, fot. autor

 

Idziemy jeszcze do parku obok górnego przystanku Elevadora do Lavra. Tam na chwilę przysiadamy i spoglądamy na Baixę z innej perspektywy.

 

Elevador da Lavra2 (powiększenie)

Lizbona. Elevador da Lavra, prawda, że mało miejsca, fot. autor

 

Jesteśmy z powrotem na Rua das Portas de Santo Antão. Zatrzymujemy się w jednej z restauracji. Zamawiamy owoce morza. Jeden z kelnerów dobrze mówi po polsku. Jak się okazuje, jego żona jest Polką. Mieszkają w Sintrze. Za kolację płacimy 20 euro. W kawiarni obok goście oglądają mecz Ligi Mistrzów Zenit St. Petersburg – FC Porto. Głośno wyrażają swoją radość kiedy bramki strzelają piłkarze … rosyjskiego klubu. Widać, że mają satysfakcję z tego, że FC Porto przegrywa. No cóż, jednak na całym świecie kibice są tacy sami. W dym za swoją drużyną, a jak odwieczny rywal przegrywa, to jest tylko powód do radości.

 

Elevador da Lavra3 (powiększenie)

Górny przystanek Elevadora da Lavra, fot. autor

 

Po jedzeniu wizyta w nalewkarni. Wypijamy na ulicy swoją porcję wiśniówki. Jeszcze rzut oka na Rossio i czas na powrót do hotelu. Musimy się jeszcze spakować. Cztery tygodnie temu cieszyliśmy się na przyjazd do Portugalii. Dzisiaj jesteśmy smutni. Czas zleciał nie wiadomo kiedy, a my musimy wracać do domu.

 

 

gekon2010   

Czytaj dalej

 

Dodano: 15.11.2011 16:00
Ostatnia aktualizacja: 13.11.2018
Miejsce: Portugalia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.80
CHF
3.78
GBP
4.86
Średnie kursy, 16-11-592
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.