Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Październik 2017
pn wt śr cz pt sb nd
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31 1 2 3 4 5

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Portugalia, Portugalia – sobota, czyli jedziemy autobusem

 

Wstajemy około 7.00. Miasto jeszcze śpi. Jest sobota. My jednak musimy dojechać na dworzec autobusowy. Na Praça dos Restauradores znajduje się stacja metra o nazwie Restauradores. Żegnamy się z miłym gospodarzem pensjonatu i ruszamy do metra. Do stacji dochodzimy po 5 minutach. Automaty w lizbońskim metrze są w trzech językach: portugalskim, hiszpańskim i angielskim. Okazuje się, że musimy za 50 centów kupić sobie karty, które przy następnych jazdach tylko doładowuje się w automacie. Bez karty nie ma mozliwości wykupienia przejazdu, my w każdym razie takiej nie znaleźliśmy. Jak macie jakieś informacje na ten temat, dajcie znać. Przejazd jednorazowy w I strefie kosztuje 1.05 euro.

 

Wysiadamy na stacji Jardim Zoologico. Stąd tylko parę kroków do terminala autobusowego. Bilety do Oliveira do Hospital – gdzie dzisiaj jedziemy, kupiliśmy w Polsce na stronie Rede Nacional de Expressos – firmy zajmującej się przewozami ludzi w autobusach. Zapłaciliśmy po 17 euro. Podróż zajmie nam dokładnie 4 godziny i 10 minut (mamy do przejechania około 300 kilometrów). Na dworcu Beatka idzie do kasy. Rezerwowaliśmy przez internet  bilety do Porto i otrzymaliśmy tylko potwierdzenie ściągnięcia pieniędzy z karty. Okazuje się, że znajduje się tutaj czerwony automat, gdzie wpisuje się numer rezerwacji, a następnie otrzymuje się wydrukowane bilety. Jest mały problem. Wszystkie napisy są tu tylko po portugalsku. Na szczęście słowa numer i rezerwacja są międzynarodowe i intuicyjnie można sobie z nim poradzić.

 

Uwaga palacze! Wygląda na to, że w Portugalii można palić w niektórych miejscach publicznych. Ludzie wychodzą przed budynek terminalu i swobodnie dają upust nałogowi. A lubią to, oj lubią!Czasami wędzę się w dymie nikotynowym. Wystarczy jednak chrząknąć, a palacz grzecznie oddala się w bezpieczne dla siebie i co najważniejsze innych miejsce, gdzie może spokojnie wtłaczać do płuc poranną porcję trucizny.

 

Beatka przynosi śniadanie. Dwie duże bułki, dwie małe ale bardzo mocne kawy i dwie małe butelki niegazowanej wody mineralnej – wszystko 5,80 euro. Siedzimy na ławce przed terminalem, spokojnie rozmawiamy, popijamy jedzenie kawką. Pogoda ładna. Nie jest to wprawdzie śniadanie na trawie, ale przyjmując szalony postęp technologiczny – coś w tym rodzaju.

 

Śniadanie (powiększenie)

Śniadanie na ... ławce. Trawy w pobliżu nie było, fot. Beatka

 

Wreszcie na wyświetlaczach pojawia się numer naszego autobusu. W Portugalii to właśnie ten numer jest najważniejszy. Na przedniej szybie oczywiście znajduje się informacja, gdzie autobus jedzie, ale numer to numer. Nasz kurs oznaczony jest cyfrą 20, czytamy, że odjeżdżamy z 4 stanowiska i grzecznie ustawiamy się w kolejce. Kierowca odrywa końcówki biletów. W naszym przypadku ma trochę więcej pracy, bo musi działać z kartką formatu A4. Po wejściu do autobusu zauważamy, że nie ma możliwości kupienia biletów u kierowcy (w pojazdach nie ma kas fiskalnych).

 

Równo o 10.30 ruszamy w drogę do Oliveira do Hospital. Lizbonę opuszczamy z żalem. Rozbudziła naszą ciekawość i z przyjemnością jeszcze do niej przybędziemy.

 

Lizbona14 (powiększenie)

Wrócimy do Ciebie Lizbono, fot. autor

 

Do Coimbry jedziemy autostradą. Tam jesteśmy przed 13.00 (kierowca, mówiąc grzecznie, trochę za szybko jechał). Po 40 minutach i zmianie kierowcy, o 13.30 jedziemy dalej.

 

Wreszcie o 14.40 jesteśmy u celu podróży. Właściciel pensjonatu, położonego parę kilometrów od Oliveira do Hospital obiecał nam, że po nas wyjedzie i słowa dotrzymał. Na przystanku przywitał nas z synem. Prosimy miłych gospodarzy, aby na nas jakiś czas jeszcze poczekali. Musimy zrobić zakupy. Wchodzimy do położonego nieopodal supermarketu i rzucamy się między półki (przykładowe ceny będę podawał przy okazji).   

 

Właściciel pensjonatu z synem czekają na nas przed sklepem. Wyładowujemy wózek do bagażnika (jakoś zdołaliśmy się pomieścić) i jedziemy do pensjonatu. Meldujemy się, płacimy za pobyt (50 euro za dobę za apartament (duża, oddzielna kuchnia, łazienka, toaleta, porządna sypialnia). Będziemy tu mieli dobrze. Na szczęście syn właściciela rozmawia trochę po angielsku. W innym przypadku moglibyśmy się nie dogadać.

 

Pensjonat (powiększenie)

Nasz pensjonat, fot. autor

 

Widoki mamy przewspaniałe. Widzimy góry. Będzie nam tu dobrze… 

 

Pensjonat2 (powiększenie)

Widok z okna, fot. autor

 

gekon2010

 

Czytaj dalej

 

Dodano: 05.09.2011 20:55
Ostatnia aktualizacja: 22.10.2017
Miejsce: Portugalia

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.24
USD
3.59
CHF
3.66
GBP
4.72
Średnie kursy, 23-10-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.