Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika gekon2010

Spandau, Berlin i okolice - część 1

 

8 marca 2011 roku, czyli Dzień Kobiet i z Czechami do Niemiec

 

Ta podróż czekała na nas już od pewnego czasu. Stwierdziliśmy, że dobrze byłoby zobaczyć Targi Turystyczne w Berlinie, a ponieważ Małgosia i Henryk powiedzieli, że nas na te parę dni przyjmą, nie było żadnych przeszkód by ruszyć do Niemiec.

 

Nasza droga zaczęła się oczywiście wcześniej. Szukaliśmy najtańszych biletów na pociągi do Berlina. Inter City oferowało tanie bilety, ale tylko pod warunkiem, że ruszymy się po nie z domu do międzynarodowej kasy biletówej, na co mówiąc szczerze, nie bardzo mieliśmy ochotę. Problemów nie było z Deutsche Bahn. Kupiliśmy bileciki po promocyjnej cenie 19 euro od osoby na trasie Szczecin - Berlin i Berlin - Szczecin. Dodatkowo za miejscówki zapłaciliśmy po 2,50 euro. Wydrukowany w Niemczech bilet mieliśmy w domu po trzech dniach od złożenia zamówienia i zapłaceniu. Nie trzeba było zakładać konta na stronie niemieckich kolei (dla amatorów takiego rozwiązania przewidziana jest również taka opcja), pamiętać nowego hasła, wszystko szybko i bezboleśnie, od tak po prostu. Dla niezorientowanych informacja, że nie ma żadnych problemów z korzystaniem ze strony niemieckiego przewoźnika. Można ustawić sobie język polski i rezerwować do woli.  

 

8 marca. Dzień Kobiet. Święto, sprowadzone przez poprzedni system do granic absurdu. Panie dostawały rajstopy, jakąś kawę, goździk, podpisywały odbiór rzeczonych dóbr i brały się za przyszykowanie imprezy dla brzydszej części załogi. No, cóż takie to były czasy. Przyjeżdża po nas Patryk, składa Beacie życzenia, czym wprowadza mnie w zakłopotanie (ach ta pamięć) i jedziemy na dworzec kolejowy Gdynia Główna Osobowa. Tam ciągle remont. Żeby dostać się na perony trzeba przejść przez stację Szybkiej Kolei Miejskiej (SKM). Obcokrajowiec nie będzie miał z tym problemu. Na żółtych tablicach są także komunikaty w języku angielskim. Do dobrze oznaczonych kas biletowych nie ma kolejek, ale to zrozumiałe. Jest około godziny 9.00, ludzie w większości są w pracy, gdzie na pewno obchodzą Dzień Kobiet...

 

Pociąg do Szczecina mamy o 9.45, to znaczy planowo mamy mieć. Już na peronie, z megafonów dobiega nas głos, że będzie z 10 minutowym opóźnieniem. Trochę nas to niepokoi. W Szczecinie mamy wszystkiego 18 minut na przesiadkę, ale zachowujemy spokój, wychodząc z założenia, że martwić będziemy się później.

 

Nasz pociąg kursuje pomiędzy Olsztynem, a Szczecinem. Należy do TLK. dawniej skrót ten oznaczał Tanie Linie Kolejowe. Dzisiaj są to: Twoje Linie Kolejowe. Czyżby przestały być tanie? Nie wiem, za przejazd dwóch osób w 2 klasie zapłaciłem 112 złotych. Skład liczy wszystkiego cztery wagony, jeden 1 klasy i trzy drugiej. Wsiadamy do jednego z nich. Przechodzimy do przedziału, gdzie dowiadujemy się, że chyba nie najlepiej wybraliśmy. Nie ma ogrzewania. Po chwili słyszymy walenie gdzieś w okolice kół i  z grzejników zaczyna wydobywać się letnie powietrze. Powinno być dobrze. Już po ruszeniu pociągu, przy sprawdzaniu biletów konduktor lojalnie informuje nas, że nie wie na jak długo ogrzewanie zaskoczyło i proponuje nam przenosiny do innego wagonu. Pomimo tego, że po kilku minutach znowu nie grzeją, bardziej z lenistwa, niż z wyboru postanawiamy zostać na swoich miejscach. Mocno przygrzewa słońce i można ogrzać się w jego promieniach.

 

Pomimo sporej odległości pomiędzy Olsztynem, a Szczecinem, dzisiaj cztery wagony zupełnie wystarczają. W przedziałach jest luźno. W naszym siedzą raptem trzy, w porywach cztery osoby. Nie wiem jak jest podczas świąt, wyjazdów na weekendy, ferii, czy wakacji. Wtedy to może być za mało lub zdecydowanie za mało.

 

Oczywiście przy takiej podróży nie może zabraknąć wizyty w toalecie. O ile w naszym wagonie jest w miarę dobrze (papierowe ręczniki, mydło, bieżąca woda), to w sąsiednim człowiekowi robi się od tego brudu niedobrze. Gdyby poziom rozwoju cywilizacyjnego społeczeństwa oceniać na podstawie wyglądu toalet w pociągach, to Polska znalazłaby się na dosyć dalekim miejscu. Po prostu trzeba sprzątać i tyle. Niby takie proste, ale takie rozwiązania bywają czasami najtrudniejsze.

 

Do Szczecina przyjeżdżamy zgodnie z rozkładem. Przechodzimy na sąsiedni peron i wsiadamy do pociągu do czeskiej Pragi prowadzonego przez czeskiego przewoźnika. Przedziały w wagonach 2 klasy liczą po 6 miejsc, a nie jak w Polsce po 8. Są w nich gniazda elektryczne (w polskim pociągu mogliśmy o takich "udogodnieniach" zapomnieć), możemy więc podłączyć laptopy i trochę popracować. Podróż mija miło i przyjemnie. Przed przedziałami czytelne informacje o tym, które miejsca są zarezerwowane i na jakim odcinku. Jest czysto i schludnie. Toalety wyglądają jak toalety, czyli wszystko razi przybysza zza Odry i Nysy Łużyckiej swoją...normalnością.

 

Korzystam z tego, że jadę pociągiem w - jak to się fachowo określa - komunikacji międzynarodowej i legalnie, jeszcze na terytorium Polski mogę kupić piwo. Za tę przyjemność i kawę dla Beaty płacę 5,20 euro.

 

Nie wiadomo kiedy wjeżdżamy do Niemiec (ach ta strefa Schengen) i około 16.40 jesteśmy w Berlinie.

 

Berlin 2 (powiększenie)

Hala Hauptbahnhof w Berlinie, widok z peronu dla pociągów Kolei Miejskiej, fot. autor

 

Podróż z Czechami do Niemiec skończyła się. Z podziemia wjeżdżamy na piętro. Na przejściach na perony maty promujące Berlińskie Targi Turystyczne, których głównym partnerem jest w tym roku Polska. W głównej hali dworca, od strony Invalidenstrasse nie sposób nie zauważyć potężnego plakatu reklamującego nasz kraj. Przy wejściu od wspomnianej ulicy znajduje się punkt informacji turystycznej Visit Berlin. Trzeba być przygotowanym na to, że za praktycznie wszystkie materiały pobierana jest opłata.

 

Berlin 1 (powiększenie)

Plakat promujący Polskę na ITB w hali głównej Hauptbahnhof w Berlinie, fot. autor

 

Szukamy karty do modemu. Na tę parę dni potrzebujemy mieć dostęp do internetu,  a nie chcemy nadużywać gościnności naszych gospodarzy. W punkcie jednego z operatorów dowiadujemy sie, że za 1 GB zapłacimy 14,99 euro. Rezygnujemy i postanawiamy, że spróbujemy znaleźć coś tańszego.

 

Ruszamy do Spandau. Tam mieszkają nasi przyjaciele - Małgorzata i Henryk.

 

Spandau 1 (powiększenie)

Ratusz w Spandau przed dworcem kolejowym, fot. autor

 

Wcześniej w automacie kupujemy bilety. Płacimy po 2,30 euro. Zawsze jeżdżąc po mieście pamiętajcie, że Berlin podzielony jest na strefy komunikacyjne A, B i C. Ponieważ Spandau znajduje się w strefie B, kupujemy bilety ważne w strefach A i B. Od skasowania mamy 120 minut na dojazd do miejsca przeznaczenia. Bilet jest w jedną stronę, nie można posługując się nim, odbywać podróży powrotnej. Z jego kupieniem nie ma najmniejszego problemu, ci, którzy nie posługują się inną mową, nie mają się czym martwić, mogą w automacie biletowym wybrać język polski naciskając palcem na biało-czerwoną flagę.

 

Wsiadamy do S Bahnki, miejscowej kolei miejskiej. Do Spandau z Hauptbahnhof dojedziecie liniami 3 i 75. Kolejki kursują co 5 - 10 minut, podróż trwa około 30 minut. Praktycznie na każdej stacji zasięgnąć można informacji, trzeba tylko znaleźć tabliczki z napisem "Fragen Sie uns" oznaczone odpowiednim piktogramem. Jeżeli nie znasz niemieckiego nic straconego. Można porozumieć się w języku angielskim.

 

Wreszcie jesteśmy w Spandau. Idąc w kierunku postoju taksówek słyszę jak ktoś za mną gwiżdże. A niech tam, myślę sobie. Musi człowiek, to  niech gwiżdże. Skoro demokracja dała nam wolność słowa, to niech podaruje nam także wolność gwizdania. Obracam się i widzę śmiejącego się Henia. Rzucamy się sobie na szyję, witamy się, pakujemy rzeczy do samochodu i do domu, w którym równie serdecznie ściskamy się z Małgosią. Nie widzieliśmy się prawie półtora roku i nie ma się co dziwić, ze czasami mówimy jedno przez drugie. Fajnie się znowu spotkać.

 

Przed 21 jedziemy jeszcze z Heniem na dworzec kolejowy. Tam kupuję bilety siedmiodniowe dla Beaty i dla mnie. Za każdy płacę po 33,50 euro, będą ważne w strefach komunikacyjnych A,B i C przez 7 dni od pierwszego skasowania (kupując taki bilet musicie koniecznie o tym pamiętać). Na ich podstawie można jeździć w kolei miejskiej, metrze, autobusach, tramwajach, regionalnych pociągach - słowem wszystkim, co może nam pomóc w zwiedzaniu.

 

Jeszcze trochę rozmów i do spania. Wszak jutro normalny dzień. Ludzie idą do pracy, a my zobaczyć trochę Berlina.  

 

gekon2010

Przejdź do części 2

 

Dodano: 16.03.2011 14:44
Ostatnia aktualizacja: 21.11.2017
Miejsce: Niemcy

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.21
USD
3.58
CHF
3.62
GBP
4.75
Średnie kursy, 23-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.