Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2017
pn wt śr cz pt sb nd
28 29 30 31 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 1
2 3 4 5 6 7 8

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika bim2009

Reportaż z podziemnego świata kryształów Swarovskiego

 

Od kilku lat chciałam tam pojechać.  Może dlatego, że jak byłam dzieckiem modny był Jablonex – syntetyczne kamienie – przez osoby z dużą wyobraźnią porównywane do brylantów.  Jednym się podobały, inni uważali je za kicz...  Cóż, o gustach się nie dyskutuje.  Z tego co pamiętam drogie nie były.  Ba, na pewno nie były,  skoro często spotykałam jaskrowo umalowaną sprzedawczynię w warzywniaku obok domu.  Jej niezbyt smukłą, nieco zniszczoną upływem lat szyję, wieńczyła  kolia  z Jablonexu. Kobiecina od czasu do czasu poprawiała ją spracowaną,  ubrudzoną od pakowania ziemniaków,  dłonią.  Może dlatego nie lubiłam Jablonexu? Nie wiem…

 

Dwa lata temu byłam w Innsbrucku przelotem i nie udało mi się odwiedzić  Wattens. Wtedy sobie powiedziałam, że jak jeszcze raz los mnie tu rzuci, to pojadę, zobaczę, uwierzę i zatrę we wspomnieniach niemiły widok Jablonexu na szyi „pani od ziemniaków”. Słowa dotrzymałam…

 

 

Teraz siedzę w  autobusie, który w pół godziny dowiezie mnie do siedziby firmy Swarovski – luksusowej marki obecnej na rynkach całego świata, gdzie powstają cudeńka ze szlifowanego kryształu.  Mijam kolejne szczyty otaczające Innsbruck i myślę co ja wiem o swoich białych szpilkach wysadzanych kamieniami od Swarovskiego, które kupiłam kiedyś za spore pieniądze na jakąś ówczesną okoliczność. Niewiele.  A na pewno nie to, że firma, której kamieniami są zdobione, wykonuje nie tylko miłe dla oka świecidełka, ale  np. też większość (około 76%) kryształków montowanych wewnątrz odblasków instalowanych na polskich drogach.

 

Moją wiedzę poszerza film wyświetlany na ekranie w autobusie. Przypomina american dream, czyli historię kariery „od pucybuta do milionera”.  Nieżyjący od ponad pół wieku Daniel Swarovski  dorastał w małej wiosce w północnych Czechach, w pobliżu obecnego Jablonca nad Nysą, właśnie w centrum regionu słynącego z produkcji szkła i sztucznej biżuterii. Szlifowania szkła nauczył się od ojca, który parał się wytwarzaniem kryształowych cacek. Ale ręczna obróbka dla obrotnego i bystrego chłopaka to było za mało. W 1892 roku skonstruował maszynę, która umożliwiała perfekcyjną obróbkę kryształu. Wkrótce przeniósł się do Wattens w austriackim Tyrolu, aby  zapędzić do roboty płynącą w okolicy wodę do wytwarzania energii dla jego fabryki. Z niewielkiej początkowo fabryczki wyrósł sławny dziś na cały świat potentat ze sklepami w wielu krajach świata.

 

Autobus kołuje na sporym parkingu firmy Swarovski.  Myślę, że jednak  wielkość jest sprawą umowną – jak na malutkie Wattens w Tyrolu to ogromne przedsiębiorstwo. Jak na tej klasy firmę rangi światowej to jedna z mniejszych siedzib, jaki zdarzyło mi się oglądać.

 

Postanowiłam nie przygotowywać się do tego wyjazdu. Chcę spojrzeć na tę firmę okiem jednego z wielu milionów turystów, którzy rocznie przewijają się przez to miejsce. Czego więc się spodziewam?  A więc podejrzę technologię,  w jakiej wykonuje się syntetyczny kryształ, zobaczę szlifierzy, którzy wydobywają z niego niebotyczne kształty, dowiem się  jak się  zdobi  niesamowite figurki zwierząt. Słowem, prześledzę sobie cały proces produkcji.

 

Przekraczam bramę, docieram do kasy. Bilet kosztuje 9,50 euro, na dokładkę dostaję ulotkę  w języku polskim.  Wkraczam do świata kryształu. Widzę to co dotąd widziałam tylko w folderach – olbrzymią  - pokrytą trawą -  głowę giganta, która jest bramą wejściową do podziemnego świata „Swarovski Kristallwelten”.  Trawiasty gigant to najczęściej fotografowany element firmy.  Nie ma chyba osoby, która nie stanęłaby na jego tle, nie rozsunęła ust w uśmiechu i nie zastygła na chwilę nieruchomo w oczekiwaniu na uwiecznienie swojej postaci na jakiejś cyfrówce.

Wattens, podziemny świat kryształów

 

Wkraczam do ciemnego pomieszczenia, które nie pozostawia wątpliwości, gdzie masz patrzeć. Na samym środku w oświetlonej  gablocie zamknięty jest Centenar – największy oszlifowany kryształ świata o wadze 300 tysięcy karatów. W pobliżu – dla kontrastu – przez szkło powiększające można  obejrzeć  najmniejszego przedstawiciela tego samego gatunku.

 

Odsłaniam czarną kurtynę stanowiącą drzwi wejściowe do następnej sali.  Tu nie ma kryształów, nad głową jeżdżą mi zawieszone na wieszakach męskie koszule, obok w takt futurystycznej muzyki wierzgają czyjeś nogi, otwierają się trzewia jakiejś poruszającej się po  szynach kobiety.  Niczym kiedyś „Umarła klasa” Tadeusza Kantora. Potem dowiaduję się, że to  mechaniczny teatr, surrealistyczna wizja artysty Jima Whitinga.

 

Kryształowa Katedra w następnym pomieszczeniu za czarną kurtyną robi wrażenie nawet na tych, którzy  twierdzą, że go nie robi. Okrągła kopuła, do której się wkracza,  składa  się z 595 fragmentów luster i sprawia wrażenie jakby siedziało się wewnątrz gigantycznego kryształu. W tym morzu luster odbijają się kolorowe światła. Jeśli odezwiesz się stojąc w samym środku, zaskoczy cię własny głos. Mówisz jak automat.

 

Kolejne sale też zaskakują  – jedne mniej, inne bardziej. Mnie podobał się lodowy zaułek prowadzący wprost do wielkiej – wykonanej oczywiście z tysięcy kryształów - meduzy. Ten element ekspozycji,  po trawiastym olbrzymie, jest najczęściej fotografowanym miejscem w „Swarovski Kristallwelten”. Feeria kolorowych świateł zmieniających się co kilka sekund sprawia, że aparat fotograficzny sam daje sygnał  do użycia.

 

Otrzeźwienie przychodzi po chwili. Za kolejną kurtyną kończy się artystyczny performance, kończą się instalacje twórców. Może tylko jeszcze nadal uwodzi elektroniczna muzyka. Uwodzi na tyle skutecznie, że miłe Brytyjki wyciągają portfele. Kolejne euro lądują na ladzie, a naszyjniki, kolczyki i kryształowe figurki zwierząt zmieniają właściciela i nikną w czeluściach damskich torebek. Patrzę na kolorową kryształową iguanę naturalnej wielkości. Kosztuje ponad 23 tysiące euro – mniej więcej tyle – ile  brałam kredytu na kupno mieszkania.

 

Opuszczam kryształowy świat Daniela Swarovskiego, bogatsza o artystyczne przeżycia. Trochę z podziwem dla wyczucia biznesowego tego sympatycznego Czecha z sumiastym wąsem i trochę z żalem, że nie zobaczyłam tego, czego oczekiwałam – procesu produkcji kryształowych cacek.

 

Trochę szkoda, ale  nie żałuję, że tu byłam…

 

bim2009

 

Dodano: 12.09.2010 20:44
Ostatnia aktualizacja: 20.09.2017
Miejsce: Austria » Tyrol » Innsbruck

Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.28
USD
3.59
CHF
3.70
GBP
4.85
Średnie kursy, 22-09-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.