Strefa Rezerwacji

Kalendarz wydarzeń

Listopad 2017
pn wt śr cz pt sb nd
30 31 1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 1 2 3
4 5 6 7 8 9 10

linki

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

REKLAMA

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
TOP OKAZJE - najlepsze oferty biletów lotniczych, wycieczek i wyjazdów narciarskich. Sprawdź górne menu - druga zakładka od lewej.

Blog użytkownika Alexandra

Słowacja 1999

W Słowacji zakochałam się latem 1999r kiedy to wyruszyliśmy po niej na tygodniową wycieczkę objazdową naszym naszym starym poczciwym Oplem Corsą.  Była to podróż poślubna Justyny i Louica . Przez tydzień pobytu chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej a i tak tylko nabralśmy ochoty na powrócenie tam .... do tej pory jednak życie układało sie tak, że za Słowacją pozostaje tylko tęsknota i wspaniałe wspomnienia.

Konkurs Urloplanów z zapytaniem "Dlaczego Słowacja?", natchnął mnie do tego stopnia, że wyciągnęłam zakurzoną kasetę wideo z filmem z 1999roku i przeniosłam się w czasie...

Jak to sie stało, że pojechaliśmy?

Justynka ( moja serdeczna przyjaciółka) i Louic - jej wybranek - londyńscy studenci zaprosili nas na swój ślub, który odbywał się w Gdańsku  w lipcu 1999r. My w tym czasie mieliśmy już dwie córeczki (5 i 3 latka). Na ślubie lało się strumieniami francuskie wino i wspaniale bawiło. Para młoda zaprosiła nas na wycieczkę w swój poślubny tydzień .

Celem miała być Słowacja.

Kiedy następnego upalnego dnia w jakiejś kafejce przy molo spotkaliśmy się by omówić możliwości i  szczegóły, nasi nowożeńcy przyprowadzili znajomych weselnych biesiadników z poprzedniego wieczoru, czyli też swoich przyjaciół Renię i Norberta ( zapalonych narciarzy), także zapalonych miłośników Słowacji , którzy opowiadali o niej z takimi iskrami w oczach, że ognisko samo by się rozpaliło. Oczami wyobraźni widziałam już huczące wodospady, lodowe jaskinie, tajemnicze wąwozy pełne kładek i drabinek na szlakach turystycznych...itd

Plan - jak najtaniej, jak najwięcej zobaczyć, CARPE DIEM!

Para młoda i nasi przewodnicy Renia z Norbertem wyruszyli z Gdyni pociągiem juz w poniedziałek, nam sprawy organizacyjne pozwoliły wyruszyć naszym małym autkiem dopiero w środę nad ranem, zawitaliśmy do naszego schroniska w Podlesok w Dolinie Popradu środowego wieczoru. (autem z Gdańska około 10 godzin jazdy )

Justyna przywitała nas zapłakana, że ta Słowacja to szczęście i nieszczęście zarazem, bo tego samego dnia mieli ( na szlaku w Słowackim Raju) spotkało ją i szczęście( bo takie widoki, że hej) i nieszczęście czyli jak  tak jak i deszcz i słońce.. zgubiła w owianych mgłą trawach swoją ledwie ubraną obrączkę ale też i ją odnalazła... co za szczęście!!!

Nasi fajni przewodnicy obwieścili nam po przybyciu, że jutro  to żaden trud bo idziemy tylko " Suchą Belą", takim wąwozem na spacer, poczułam się nieco zawiedziona.. Oni tu o jaskiniach i wodospadach a tu tylko...jakiś wąwóz leśny, no szkoda...

NIE SUCHA A MOKRA "SUCHA BELA"

Ale , że kto myślał , że mokra? W życiu..., na zewnątrz o 9 rano już 30 stopni i wcale a wcale nie zapowiadało sie na deszcz. Ubieramy wszyscy buty za kostkę, w plecaki nieprzemakalne kurtki, kanapki i bezsprzecznie najlepszą na świecie mineralną słowacką wodę niegazowaną ale tak mineralną, że w język "piekła".... i w trasę.

Od naszego schroniska paręset metrów rozpoczynał się szlak... "Sucha Bela" - wąwóz w parku Słowacki Raj.

Pewni siebie starujemy .

Ola i Sucha Bela (powiększenie) Nasi przewodnicy obwieszczają nam iż mamy do pokonania 410 m różnicy wysokości na odcinku 3,5 km ale co to dla nas....

No to skaczemy z kamienia na kamień ( zawsze w dzieciństwie byłam w tym dobra w pięknym oliwskim gdańskim parku) , nie za długo bo po paru chwilach okazuje się, że to już koniec skakania, trzeba albo

iść zboczami albo... iść po wodzie. Idziemy troszkę po zboczach i troszkę skacząc.... TO NIEWIELE DAJE BO ZACZYNA SIĘ PRAWDZIWA "SUCHA BELA"  czyli rwące wodospady, drabinki, strome skały , leśne klimaty, strumienie wody szumiące w uszach... i czy komuś przeszkadzają mokre buty?

Muszę Wam to wszystko opisać, gdyż pokazać nie mogę, dlaczego? klisza miała wówczas 36 klatek, mamy ujęcia z kamery ale.... takie małe spontaniczne... co w pamięci to najważniejsze :)

NIESAMOWITE I PIĘKNE!!!!  Warte obejrzenia !!!

No dobrze,  doszliśmy na koniec wąwozu, parę minut spaceru i jest miejsce piknikowe. Niespodzianką dla mnie jest zawartość plecaka mojego męża ( miał z 6 butelek dobrego piwka)....dla każdego coś dobrego...

Niespodzianką dla nas wszystkich jest "suchy" żart naszych przewodników. Z cieniutkich plecaczków wyciągnęli suche buty i skarpetki , a nam mokro jak "niewiadomoco", było jeszcze parę km...do domku, obiecali nam za to że "Suchej Beli "nie zapomnimy... i tak się stało.

Nasza gromadka (powiększenie)

 Następnego dnia mieliśmy jechać na zdobycie najwyższego z polskich szczytów - Rysy, nocna burza jednak, wystraszyła nas tak bardzo iż przy śniadaniu z mapą musieliśmy plany zmienić...wyszło na jaskinie i zrobiło się ...

JASKINIOWO

Odwiedzamy Jaskinię Lodową zwaną drżąca w Słowackim Raju, należy pod względem długości i głębokości do największych jaskiń lodowych w Europie. Nigdzie w Europie, poza obszarem alpejskim, nie znajdziemy tyle lodu, którego warstwa przekracza miejscami 25 m. Znaczenie jaskini oraz jej unikalny wygląd spowodowały, że została ona wpisana na Listę światowego dziedzictwa kulturowego i przyrodniczego ludzkości UNESCO .  

Niesamowite dla nas wrażenie robi ta jaskinia, pełno tam lodowych dzieł sztuki pokrytych warstwą szronu. Zamarźnięte wodospady, lodowe skalaktydy i temperatura jak w piękny zimowy poranek , gdy na zewnątrz dochodzi do 40 stopni. To tutaj według mnie mieści się  pałac królowej śniegu z bajek Andersena . ..

Wracamy do pensjonatu pod wielkim wrażeniem. Nasi przewodnicy też byli tam pierwszy raz. Postanawiamy, że  lecimy jutro na Rysy ( najwyższy ze szczytów polskich) - czy będzie łatwy do zdobycia?

Wcześnie rano planujemy podbój Rys, tak też więc też ruszamy około ósmej , nasi przewodnicy ruszają pierwsi z nowożeńcami, bardzo się bałam jak to będzie, bo czułam się osłabiona po dwóch ciążach i braku treningu..ale...

 

Pierwsze dwa kilometry nasi przyjaciele idą z przodu.... trzeci kilometr doganiamy ich i idziemy już razem. Zatrzymujemy się na fotosesje, jednak wówczas każdy liczył się z długością kliszy...

Wysokie Tatry, Ola (powiększenie)

Krjobrazy zmieniają się jak kalejdoskop. namiętnie. niewiarygodnie i pięknie.

Gdy jesteśmy juz ponad Chatą pod Rysami Renata (nasza doswiadczona przewodniczka)  nam słabnie, na szczęście na chwilę, przyznaje, że takie udowadnianie lepszej kondycji nie idzie w parze, ze wspinaczką, kontrola i czucie własnego ciała są bardzo ważne w wyższych partiach gór.

Docieramy na Rysy.... na szczyt! Kupa kamieni i masa turystów, wszyscy prawie w ciemnych okularach okupują szczyt niczym plaże w Łebie.

Najwyższy szczyt Polski RYSY (powiększenie)

Parę upragnionych fotografii i niezwykłe zjawisko "Gloria", widzę siebie na tle szczytów w aureoli.... dziwnie się czuję. To świetlne zjawisko, jeśli ktokolwiek je doświadczył ma przynosić szczęście na całe życie. Miło...

Wracamy zahaczając o "Chatę pod Rysami"

Chata pod Rysami stanowi ważny punkt motywacyjny, gdzie dają paszportowe pamiątkowe stemple i motywację na całe życie. Czego nie zapomnę - to herbata z Rumem (słowackim rumem) Co oni do tego wspaniałego trunku dodają, czyniąc go tak niepowtarzalnym ???

Jeszcze czeka nas tylko ( nietrudna by się wydawało ) podróż z powrotem... skaczemy po herbacie z rumem jak gazele po kamieniach, okazuje się, iż bardzo bardzo nieroztropnie zostawiając naszych przewodników w tyle.

Dlaczego nieroztropnie?  a jakby komuś coś się stało, złamać tam nogę nie jest trudno ...

Dzień następny przeznaczyliśmy na uroki Tatr Wysokich, zmęczeni wspinaczką na Rysy , korzystamy więc z wyciągów górskich i krzątamy się po górskich ścieżkach podziwiając krajobrazy i planując powrót tutaj. Renata i Norbert opowiadają o sylwestrze 2000 który juz zaplanowali tu spędzić. Wiemy z moim mężem , że nam się nie uda być razem w ten niepowtarzalny rok, gdyż to Piotra zmiana na statku.

Wracamy do pensjonatu i kosztujemy słowackie trunki nabyte w pobliskim sklepie... kończy się to wspaniałym wieczorem i wielkimi śmichami-chichami.

Nasi przewodnicy z samego rana się pakują, okazuje się, że z powodów prywatnych  muszą natychmiast wracać do Gdańska. Odwozimy ich na pociąg i zostajemy w czwórkę....planując jeden dzień spędzić w  uroczych Niskich Tatrach i podziwianie widoków ze szczytu Hopok.

Niskie Tatry, ja i Justynka (powiększenie)

We czwórkę wracamy do Polski, odwiedzając Morskie Oko i nocując w Zakopanym ( z dyskoteką w rytmach Michaela Jacksona),  wstepując do cudownie słonej Wieliczki i cudownie upalnego Krakowa....Marzę o ponownej takiej podróży z aparatem bez limitu pamięci, pewnie jeszcze ciężej będzie wdrapać się na Rysy po czterdziestce ale co tam... damy radę! Czego nie robi się dla niepowtarzalnych ujęć i ...wspomnień.

Morskie Oko (powiększenie)

 

 

Dodano: 20.01.2013 19:20
Ostatnia aktualizacja: 24.11.2017
Komentarze: 0

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com

Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.21
USD
3.54
CHF
3.61
GBP
4.72
Średnie kursy, 25-11-2017
Żródło: NBP

HOTELE

Booking.com

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.