Strefa Rezerwacji
Willa Home

ul. Tadeusza Kościuszki 20
87-720 Ciechocinek

Dlaczego warto dodać | Ostatnio dodane

Kalendarz wydarzeń

Wrzesień 2018
pn wt śr cz pt sb nd
27 28 29 30 31 1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
1 2 3 4 5 6 7

linki

REKLAMA

Kup polisę on-line

ubezpieczenia

NASZA SONDA

Kartą, czy gotówką? Jak płacisz za granicą?
obojętnie
nie jeżdżę za granicę
wyłącznie kartą
tylko gotówką
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych „RODO”. Prosimy o zapoznanie się, jak będziemy przetwarzać Państwa dane po 25 maja 2018 r. Szczegóły: zakładka "Dane osobowe, Regulamin. Polityka prywatności" w dolnym menu strony.

Blog użytkownika **k8**

PORTUGALIA; z plecakiem, z dzieciakiem

 

 

Oboje z Kubą, moim mężem, uwielbiamy podróżować. Nasz związek naznaczony jest podróżami – pobraliśmy się w Boliwii, a podróż poślubna (nie piszę miesiąc miodowy, bo trwała trzy miesiące ;) wiodła nas przez drogi i bezdroża Ameryki Południowej (Peru, Chile, Argentyna, Urugwaj, Brazylia). Ale tym razem nie o tym…

 

Jakiś czas po ślubie pojawiła się Kaja. Nasza córeczka. Rodzicielstwo - piękne przeżycie. Jednak wyszliśmyzałożenia, że fakt stania się rodzicami nie będzie oznaczać dla nas rezygnacjiprzygód i podróży.

 

            Pierwsze wakacje w nowym składzie spędziliśmy w Portugalii. Kaja miała wówczas osiem miesięcy. Z góry wykluczyliśmy dwutygodniowy pobyt w jednej miejscowości (choćby był to najpiękniejszy kurort w regionie). Chcieliśmy pozwiedzać i powłóczyć się nieco po tym, nieznanym nam jeszcze, kraju.

 

 

            DROGA WIODŁA NA PÓŁNOC

 

Oto ona - piękna Lizbona (powiększenie)

Naszą rodzinną wycieczkę rozpoczęliśmy od Lizbony, gdzie mieszkaliśmy przy jednym z głównych placów – Rossio. Z okna pokoju roztaczał się fantastyczny widok na miasto. Oprócz wciągających obserwacji ludzi, mogliśmy podziwiać rozpościerający się na wzgórzu zamek Saõ Jorge, efektownie oświetlony nocą.

plac Rossio (powiększenie)

Jednak równie niezapomniana była wspinaczka na IV-te piętro wąską klatką schodową starej kamienicy, w której znajduje się residencial. Wspinaczka ze śpiącym w wózku dzieckiem i naszymi bagażami. A po tym wysiłku przywitanie przez nieco gburowatego jegomościa, najwyraźniej niezadowolonego z nocnej pobudki.

W Lizbonie spędziliśmy trzy dni, włócząc się po labiryntach uliczek i zwiedzając zabytki (niezbyt stare, bo w większości odbudowane po trzęsieniu ziemi, które nawiedziło miasto w XVIII wieku).

To ona - piękna Lizbona (powiększenie)

Bardzo spodobała nam się Alfama, niewielka dzielnica, pełna autorskich sklepów projektantów mody, restauracji, knajpek.  Pełna klimatu, zachęcająca do spędzenia imprezowo nocy. Nasza skromna „imprezka“ ograniczyła się do pysznej kolacji w maleńkiej restauracji zakończonej nocnym spacerem.

Również Barrio Alto wydało nam się bardzo interesujące. To, co mnie urzekło, to harmonijne współistnienie z lekka wystylizowanych kamienic, z tymi nie odnowionymi. I oczywiście pranie, pranie, pranie, powiewające przy niemal każdym oknie.

Trzeciego dnia udaliśmy się pociągiem do Sintry (pociągi odjeżdżają co pół godziny), by zobaczyć Palacio da Pena.

Palacio da Pena (powiększenie)

Ta dość niecodzienna budowla otoczona jest tajemniczym, mrocznym parkiem. Zaskakuje ekstrawagancką mieszaniną barw i stylów. Suto okraszona jest masońską symboliką. Komnaty urządzone tak, jak w czasach gdy kroczyły po nich stopy króla Ferdynanda II i jego małżonki (XIX wiek). Zwiedzanie byłoby jeszcze przyjemniejsze, gdyby było tam mniej turystów.

Z tarasów rozpościera się piękny widok na cały region, od wybrzeża Atlantyku po Tag.

 

Zastanawialiśmy się, czy warto odwiedzić lizbońskie oceanarium. Zdecydowaliśmy, że tak. I mieliśmy racje. Nie trzeba być zamiłowanym akwarystą, by zachwycić się pływającymi w nim rybami. Przecudne są smoki morskie, istoty o wyglądzie roślin, jednak z „twarzyprzypominające koniki morskie. Mają w sobie coś tak nieziemskiego, że trudno było oderwać od nich wzrok. Wrażenie robią również rekiny oraz ryby znane dzieciom i laikom z bajki „Gdzie jest Nemo“. Jeden z rekinów pływał wciąż z na wpół rozdziawioną paszczą. Sprawiał wrażenie, jakby zaraz miał atakować, ale tego nie robił. Gdy opowiadałam o tym mojej 8-letniej bratanicy, mówiłam, że wyglądał, jakby suszył zęby. Mała spryciula szybko spytała – jak można suszyć zęby w wodzie? Hmm, no właśnie?

W oceanarium (powiększenie)

 

Choć zakochani w Lizbonie, ruszyliśmy dalej. Nasz plan – to spędzić noc w Tomar, by z rana zobaczyć klasztor, a później odwiedzić Fatimę. By go zrealizować, wsiedliśmy w wypożyczony samochodzik (nissan micra) i ruszyliśmy prawym pasem autostrady. W Tomar, niewielkim, acz dość uroczym miasteczku, zjedliśmy na kolację miejscowy przysmak – kurze żołądki w ciężkiej cebulowej zasmażce. Ale zanim to nastąpiło, na naszym stole pojawił się talerz winniczków w maśle czosnkowym. Z trudem przełknęłam jednego, czując jak wolno spełza w kierunku żołądka.

(powiększenie)Za to Kuba zajadał się nimi ze smakiem.

 

Na wąskich uliczkach spotykaliśmy raczej miejscowych, niż podróżnych. Było rześko, spokojnie i pustawo.  Niektóre kamienice bardzo zadbane. Inne sypiące się, czy już rozsypane – bez dachów, szyb i kondygnacji.

okno Tomar (powiększenie)

Rano wyruszyliśmy w kierunku Convento de Cristo (klasztor Chrystusa Pana). Jego budowa ciągnęła się od XII do XVI wieku. Dlatego jest mieszaniną wielu stylów: romańskiego, gotyckiego, manuelińskiego i renesansowego. Z XII wieku zachowała się wzniesiona według modelu Grobu Świętego w Jerozolimi Charola dos Templários (Rotunda Templariuszy). Można zobaczyć ubogie cele mnichów oraz kuchnię wraz z jej wiekowym wyposażeniem. Dla szukających smaczków sztukatorskich – w klasztorze znajduje się okno autorstwa Diogo de Arruda, posiadające najbardziej niezwykłe w całej Portugalii zdobienia manuelińskie.

 Convento de Cristo (powiększenie)

Po wyciszającym zwiedzaniu klasztoru ruszyliśmy w kierunku Fatimy. . Spotkałam gdzieś na forum opinie, że jest to jedno wielkie targowisko z dewocjonaliami. Moje odczucia są odmienne. Owszem, są i pamiątki, ale to zupełnie w tle.  To miejsce  mocno do mnie przemawia. Wśród pielgrzymów wiele osób niepełnosprawnych. Dużo rodziców z naprawdę ciężko chorymi dziećmi. Ten widok mocno mnie poruszył i wzmógł uczucie wdzięczności za naszą córeczkę.

Fatima panorama (powiększenie)

 

Po nasyceniu ducha, przyszła kolej na radości cielesne. Z Fatimy udaliśmy się więc nad ocean, do miejscowości Nazaré. Tu liczba osób na metr kwadratowy trochę mnie przytłoczyła. Nie tak wyobrażałam sobie pobyt w niewielkiej, nadmorskiej miejscowości. Ale wody w oceanie nie brakowało. Ani miejsc w restauracjach. Czego więcej chcieć? Relaksowaliśmy się przez 3 dni. Na plaże chodziliśmy po południu, kiedy upał już trochę zelżał. Woda w oceanie lodowata. Mimo to kąpiel zaliczona.

 

Następny punkt programu to Porto, gdzie mieliśmy odstawić samochód. I tu pogodowa niespodziankatemperatury najwyższe od wielu, wielu lat. Dały się i nam we znaki. Wszelkie trasy wytyczane były cieniem. W prażące słońce nie odważyliśmy się iść z Kają.

Miasto interesujące, ale zapijaczone. W pewnym momencie, zostawiając ferajnę, wypuściłam się w wąską uliczkę, z której szybko się wycofałam. Oprócz zapachu rozlanego wina i innych, mniej przyjemnych, zniechęciły mnie zbłąkane spojrzenia starych marynarzy i ćpunów. Poczułam się jakbym zbłądziła do faweli w Rio. Wszystko to w samym sercu miasta. Z resztą zapach porto (wina) unosił się wszędzie.

Zwiedziliśmy katedrę, kilka kościołów i jak zwykle robiliśmy kilometry spacerując po mieście. Jednak zrezygnowaliśmy ze zwiedzenia dzielnicy Vila Nova de Gaia, od której dzielił nas długi most i dobre 15 minut marszu w słońcu.

 

Z Porto udaliśmy się do Figueira da Foz, by jeszcze troche poleniuchować na plaży. Jechaliśmy pociągiem, odjeżdżającymdworca São Bento. Hala dworca wyłożona azulejos przedstawiającymi sceny z życia codziennego mieszkańców miasta w początkach XX wieku, a także sceny historyczne - warta zobaczenia.

dworzec Porto (powiększenie)

 

            Po dwóch przesiadkach dotarliśmy na miejsce. Trochę zajeło nam czasu, zanim znaleźliśmy nocleg – jednak na spokojniejedno z nas piło kawkę i zajmowało się małą, a drugie poszło na poszukiwania. Było dużo wolnych miejsc, ale ceny dość wyśrubowane. W końcu znalazłam residencial, bardzo blisko plaży, a ponieważ zupełnie nie było tam gości, udało mi się jeszcze urwać z i tak niezbyt wygórowanej ceny (jestem z Krakowa i lubię się targować;). Residencial znajdował się w co najmniej 100-letniej, stylowo urządzonej kamienicy.

(powiększenie)

W życiu nie widziałam tak szerokiej plaży. Dojście do wody zajmuje dobre 10 minut. Na szczęście zbudowano drewniane pomosty. Inaczej byłoby bardzo ciężko dostać się z wózkiem nad ocean. Figueira da Foz to duży kurort, więc mimo odpoczywających tu masowo przyjezdnych, nie jest zbyt tłoczno. Z wodnych rozrywek mogę polecić znajdujący się przy plaży basen z morską wodą. Co prawda trzeba zapłacić za wejście, ale w środku czekają wygodne leżaki i miła obsługa roznosząca kolorowe drinki.

 

Opaleni wróciliśmy do Lizbony, skąd mieliśmy samolot powrotny. Byliśmy zadowoleni z podróży i dumni z naszej Kai, która pracuje na odznakę małego podróżnika.

 

 

NOCLEGI

 

Przygotowania do wyjazdu, oprócz planowania tras i decyzji, co chcemy, czy raczej zdążymy, zobaczyć, obejmowały rezerwację noclegów. Z jednej strony czuliśmy się nieswojo, planując wszystko aż tak dokładnie i dopinając na „ostatni guzik“, bo jednak wielki urok tkwi w spontanicznych zmianach kierunków i tempa podróży. Jednak baliśmy się sytuacji, w której przyjedżamy do miejscowości i pół dnia spędzamy szukając noclegu. Zdarzyło nam sie to kilkakrotnie, gdy podróżowaliśmy we dwójkę. Bieganieplecakami po całonocnej podróży autokarem bardzo nas zmęczyło. Biegania z tymi samymi plecakami oraz dzieckiem w wózku chcieliśmy uniknąć. I tu UWAGA. W Portugalii, nawet w sezonie (sierpień), nie ma konieczności wcześniejszej rezerwacji noclegów. Rezerwowaliśmy przez stronę www.booking.com i w większości przypadków przepłaciliśmy od kilku do kilkunastu euro za noc (szukaliśmy raczej tańszych pokoi, ale w jak najlepszej lokalizacji). Co prawda autorzy strony zapewniają, że nie pobierają od rezerwujących opłat. Hmm, zgoda, tyle że pobierają je od hoteli, a one zawierają tę opłatę w cenie noclegu.

Nauczeni tym doświadczeniem postanowiliśmy na przyszłość rezerwować noclegi na dni zaraz po przylocie i przed lotem powrotnym. A już na pewno nie warto rezerwować miejsc w nadmorskich miejscowościach (my byliśmy w Nazaré oraz Figueira da Foz), kipiących od naganiaczy prywatnych kwater.

 

 

ŚRODKI LOKOMOCJI

 

Aby dotrzeć do niektórych z  interesujących nas miejsc, wynajęliśmy na kilka dni samochód. W tym przypadku rzeczywiście przydała się wcześniejsza rezerwacja (skorzystaliśmy ze strony www.portugal-auto-rentals.com).  Jeździliśmy również pociągami - całkiem wygodnie, a  przede wszystkim z klimatyzacją. Rozkłady jazdy - pociągów, metra - wydawane są w formie małych mapek, które bardzo ułatwiają planowanie podróży. I potwierdzamy krążące w internecie opinie o tanich  taksówkach. Zaraz po przylocie do Lizbony, a było to koło północy, ustawiliśmy się w kolejce po taksówkę (tak to właśnie tam wygląda). Trafił nam się lekko pijany kierowca, prowadzący „oldschoolowego“ mercedesa (miał pewnie z 25 lat – mercedes, kierowca dwa razy tyle). I mimo nocnej taryfy i jazdy do centrum miasta dość okrężną drogą – taksówkarz  poinformował nas, że pojedzie trochę naokoło, żeby „uniknąć korków“ – hehe, o dwunastej w nocy – zapłaciliśmy za kurs ok.10 euro.

 

 

KLIMAT

 

Ze względu na Kaję zdecydowaliśmy zacząć zwiedzanie od Lizbony

i kierować się na północ. Leżące na południu regiony – Alentejo i Algarve słyną z upałów. Nie mogliśmy przewidzieć, że w czasie naszego pobytu najgoręcej będzie w środkowej i północnej częśći kraju. Na szczęście podróżowaliśmy głównie wzdłuż wybrzeża i upały były tonowane oceaniczną bryzą. Więc oprócz lekkiego rozleniwienia, a w przypadku Kai - częstszych drzemek, nie czuliśmy większych dolegliwości. Choć, gdy dotarliśmy do Porto, 43-stopniowy upał zmęczył nas do tego stopnia, że zaniechaliśmy zwiedzania dzielnic leżących na lewym brzegu rzeki Duero. Za to cudownie było odpocząć w cieniu wznoszącej się na wzgórzu romańskiej katedry.

Przez dwa pierwsze tygodnie sierpnia nie było ani jednego pochmurnego dnia, choć zdażyły się dwa nieco chłodniejsze.

W tym miejscu, być może banalne, przypomnienie dla rodziców podróżujących z małymi dziećmi – koniecznie weźcie ze sobą parasolkę do wózka. Niby to oczywiste, ale widzieliśmy sporo dzieciaków osłanianych przed prażącym słońcem kocykami narzuconymi na budę wózka.

Mieliśmy ze sobą również chustę do noszenia. Jednak na samą myśl o dodatkowym cieple w tym skwarze robiło mi się słabo. Pozostała jej więc funkcja balastu.

 

 

            LUDZIE

 

            Portugalczycy są bardzo przyjaźni. Niezbyt wylewni, ale serdeczni. Pomocni we wskazywaniu drogi, gotowi zawrócić z własnego kursu, by odprowadzić zbłąkanych we właściwe miejsce. I uwielbiają dzieci. Kaja była w siódmym niebie, bo wciąż ktoś się do niej uśmiechał, zagadywał, łapał za małe nóżki i głaskał. Odniosłam wręcz wrażenie, że traktują dzieci jak talizmany, jakieś magiczne istoty, których dotknięcie zapewnia szczęście i dobrobyt.

Dodano: 28.10.2010 21:17
Ostatnia aktualizacja: 26.09.2018
Komentarze: 1

Komentarze:

02.11.2010, 22:49

Zazdroszczę Wam odwagi podróżowania z takim maluszkiem. Ja odważyłam się na dalszą podróż z synem dopiero, gdy skończył 3 latka. Polecieliśmy samolotem na Florydę, a potem statkiem na Dominikanę, Jamajkę i jeszcze kilka wysp. Było cudownie, tylko mnie ciągle siedziały w myślach wszystkie choroby świata, które syn może złapać. Nie złapał! Dziecko jest odporne i świetnie sobie daje radę nawet w dość ekstremalnych warunkach. Fajnie robicie, wszystkiego dobrego dla Kai. Aha - ślimaki w masełku czosnkowym są super!

Wersje językowe

urlopletter

Zapisz się na nasz newsletter, to nie kosztuje.
Zobacz archiwum
Ważne! Nikomu nie udostępniamy Twojego adresu

Wyszukaj hotel

Booking.com


Wyszukaj lot

Kursy walut

EUR
4.29
USD
3.65
CHF
3.77
GBP
4.79
Średnie kursy, 26-09-2018
Żródło: NBP

Wyszukaj kemping

Zasady cookies

Nasz portal używa plików cookie w celu świadczenia usług na najwyższym poziomie. Dowiedz się więcej o celu ich używania i zmianie ustawień cookie w przeglądarce. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.